Żyje dla Was...
www.portterk.blog.interia.pl


Wszelkie prawa zastrzeżone
© Portterk
Art. 116. 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.




2011-07-28
Znów słońcu się oddała. Maja cudzołóstwa
Znany uśmiech rozkoszy kołysze na ustach.
Samiec chodzi oślepły, próbuje, czy uda
Kolanem chudym postów wcisnąć się w jej uda?
Ale jakby taranem wyważał wierzeje,
Skoro stoją otwarte. Więc nie on bierze je.

Dzika zazdrość wydmowa. Z piaskiem toczyć bitwy,
Kułakami okładać wrzaskliwe rybitwy?
Szeptać coś, konstruować, posuwać umizgi,
Poważniej stać bez łyżki - głodnemu - u miski?
Tak z sewerskiej filiżanki uszczknąć łyczek słoń chce,
Jak on rozwalić rywala, którym Febus - słońce.

Toż go on zna z pierworództwa. Nim w grzech się oblekła
Znała gorąc żarliwszy od męskiego ciepła,
On tylko promień jeden. Tu promieni mrowie
Wysokich warg dotyka, w dolnym zgęszcza mrowie.
Kto z wrażliwych, co piersią otarł się o pożar,
Łopatkuje w kominku wciąż gasnącym po żar?

- Stanisław Grochowiak

...Oddałam się...poddałam się...a może to kolejna fobia w którą wpadłam? taka miła odmiana? dla mnie, dziecka, przynajmniej mam spokój, ciszę i miarowe dłubanie...Oddałam się, a może odnalazłam swoje hobby, bo przecież każdy musi mieć jakieś zainteresowanie, ja znalazłam! raczej to kolejna zachciewajka, pani z warzywniaka już nie reaguje, pakuje wszystko to o co poproszę do torby, podaję cenę , płacę...tak codziennie kwitnie nasza warzywna przyjaźń...bo bez pomidora, kalafiora, ani cebuli moje życie nie miałoby sensu, przynajmniej teraz...Więc oddałam się zajęciu które ma wadę jedną jedyną, zostawia ślady, ciemne na palcach jak po paleniu papierosów. I znowu mnie nachodzi myśl, jak trudno mi było wyjść z nałogu, ile potrzebowałam natchnienia, myśli mobilizacyjnych, ile poświęciłam obietnic jakże płonnych...wystarczyła ciąża bym o paleniu zapomniała, nagle ochota na papieroska odeszła i minął nałóg jak za pomocą czarodziejskiej różdżki...A ja się oddałam, całą sobą, umysłem, jedynie żal mnie bierze że czynność ta zajmuje mi tak mało czasu, że nie najadam się, nie napajam się, nie nasycam...Oddając się tej monotonnej czynności , czytam, siedząc, nie myśląc o niczym konkretnie, jestem w składzie i ładzie ze sobą, z otoczeniem z tym tam we mnie, który baraszkuje, wierci się, w ciska w żebra , skacze po pęcherzu który chyba już zdrowy nie będzie...przez takie salta, kopniaki niby błogie, oddające swą obecność mam po pęcherzu, łykam Urosept który tyle na mnie działa co na umarłego kadzidło, spijam żurawinę z witaminą c - pomijam magnezy i te wszystkie inne wspomagacze które mają pomagać a jakoś nie pomagają...Więc pomiędzy siedzeniem w garach a spożywaniem tych wszystkich frykasów, pomiędzy sprzątaniem a bieganiem na zakupy, pomiędzy byciem matką, a macochą, bycia żoną a kochanką, bycia kobietą a ciężarną siedzę z nosem utkwionym w książce i czytam o Prowincji pełnej marzeń - Katarzyny Enerlich i odlatuję wyobrażając sobie swój świat, swoje klimaty których brak przez wzgląd że niestety daleko mi do Mazur i tych wszystkich opisów...chociaż lasów i jezior przydrożnych nie brakuje...Siedzę w tej książce nazbyt za długo, czekają inne powieści, ale co ja mam się spieszyć? poganiać? biblioteka poszła na urlop, ja na przymusowym a jakże błogim...i czytam kartka za kartką, powoli delektując się literkami, główną bohaterką która mogłaby być moją siostrą, koleżanką, przyjaciółka...przy okazji oddaję się zajęciu poważnemu, mojemu ulubionemu i ten smak...szybko ucieka, zapominam o nim...i pragnę jeszcze...kolejna zachcianka o której mowa to słonecznik, z dużym rondem , pełen ziaren, dużych i twardych...Wróciła starsza, londuje koło mnie i zaczyna swoja mantrę dłubania, dowiaduję się o licencjacie, o kolejnych za nią egzaminach , o tym że Daniel w Holandii pracuje na swój pierwszy biznes, słucham o planach, o tym co ma zamiar z czego zrezygnowała, mała koło nas biega, popisuje się, próbuję nas przekrzyczeć i pies ułożony w nogach. Ktosiek kroi na sałatkę - czeka nas wieczór pełen smaków, wyżerka, miód malina , niebo w gebie. A potem spacer promenadą, pies przed nami, my za nim i wesoło jest i śmiesznie, każdy coś powie, doda, wychodzi historia niesamowita. Zasypiam w objęciach Ktosia, przepraszam my zasypiamy z tym że mały budzi się we mnie, a ja zasypiam miarowym pukaniem nóżką w moje jelita. Biedak dostał czkawki...
2011-07-25
dr Marzena Dębska
Ginekolog położnik, Klinika Położnictwa i Ginekologii CMKP, Szpital Bielański w Warszawie pisze iż w 24 tygodniu:

600 gramowy maluch wierci się, kopie, rozpycha, fika koziołki – czasem masz wrażenie, że w twoim brzuchu próbuje uprawiać jogging, a ono „tylko” ćwiczy wszystkie mięśnie. Nie możesz pewnie uwierzyć, że zaledwie 3, 4 tygodnie wcześniej poczułaś pierwsze ruchy. Zapamiętaj, kiedy twoje dziecko lubi spać, a kiedy baraszkuje – zwykle w pierwszych tygodniach po porodzie będzie zachowywać się bardzo podobnie.

Jeśli na tym etapie ciąży planujesz podróż, jest to ostatni dzwonek, żeby kupić bilet, ponieważ większość linii lotniczych nie wpuszcza na pokład samolotów kobiet w zaawansowanej ciąży. Również towarzystwa ubezpieczeniowe sprzedają polisy chroniące przed ponoszeniem kosztów opieki medycznej podczas pobytu za granicą z wyłączeniem porodu. I choć podróże nie są dla kobiety ciężarnej niebezpieczne (poza zagrożeniem zakrzepicą), bezpieczniej w trzecim trymestrze nie podróżować zbyt daleko.

...Jeśli mój mały baraszkujący we mnie brzdąc upodobał sobie fikanie koziołków w nocy i zwłaszcza w tedy staję się aktywny aż za nadto to po jego porodzie przewiduję jedno: - już po mnie! czyżby czekały mnie noce nie przespane? wymęczone z oczami jak u zombi? Jedno wiem na pewno spać także i ja nie mogę właśnie przez te kopniaki, bo jak tu oddać się sennym marzeniom kiedy tam we mnie błogo kopie ktoś girką oddając się słodkiej przemocy? a mnie to pasuje, te nie kontrolowane uderzenia, to że przesuwa się bez mojego udziału i jak to czuć! delikatne machnięcia skrzydeł motyla. Potem czytam że na wakacje to już ostatni dzwonek by gdzieś wybyć daleko, choćby samolotem, w planach niestety nic takiego nie mam, chociaż uwzględniam wybycie córci na cały tydzień i już trzęsą mi się portki. Jedynie czego bym chciała to aury ciepłego słoneczka bo puki co to siąpie z nieba mżawka , chłód wilgoci przenika głęboko w ciało, siedzimy w domciu, Kornelka nabawiła się jak to u niej kaszlu, więc znowu stałam się matką Polką podtykającą leki, owoce. Ci którzy wyjechali gdzieś nad morze, w góry narzekają na brak pogody, pada, zalewa wszystko ludzie cierpią , trudno uniknąć powodzi kiedy z nieba leje się gęsty deszcz. A na działce gniją pomidory.
O reszcie trudno się wypowiadać w pozytywnych barwach czy uniesieniach, to co widać, słychać wdziera się gdzieś głęboko w psychikę człowieka, koniec świata, powolny upadek ludzkości? Wiadomości nafaszerowane informacjami bombardują zewsząd przenikając do świadomości jak nie wiele możemy zrobić wobec nas samych. A przecież nie od dziś wiadomo że człowiek człowiekowi wilkiem. Bezradność, bezbronność nakazuje nam chować głowę w piasek, powinniśmy być strusiami , on ma dwie zalety, ucieka gdzie pieprz rośnie kiedy tylko czuję że coś go dominuje, przerasta,dogania i druga opcja chowa głowę w piasek o czym świadczy jego odcięcie od rzeczy przyziemnych, można nazwać go wielkim tchórzem bo nie potrafi stawić czoła kłopotom. Ale kiedy ogląda się masakrę, rzeź trudno znaleźć usprawiedliwienie do czynu, bo czym i co kieruje człowieka by pozbawić bliźniego życia ? Nie muszę szukać po kanałach tego co się na świecie dzieje. Wystarczy bardzie wychylić się przez płot by włos zjeżył się na głowie, syn zabił matkę , bo...mąż poderżnął gardło zonie bo tak ją kochał...matka i pracownica mojego zakładu odebrała sobie życie bo...można liczyć, mnożyć, dzielić. Tylko anonimowo uważamy że nas to nie dotyczy, jesteśmy szczęściarzami bo uniknęliśmy jakiejś katastrofy. Odcinamy się od tego co usłyszymy , nie chcemy się z tym indentyfikować, dlaczego? bo każdy z nas niesie swój własny krzyż...
2011-07-22
Popołudnie

Dobry wieczór, pewnie dziwisz się, kochanie
Że mnie widzisz tu samego w takim stanie
Co ma znaczyć ten jarzębiak
Ten popiół na dywanie?
Usiłuję się pogłębiać
A w ten sposób jest najtaniej
Nie jesteśmy przecież tacy
Jacy w lustrze się widzimy
Ja wyszedłem wcześniej z pracy
I zabrakło mi rutyny
Bo spotkało mnie zdarzenie
Bardzo niecodzienne i
To był fatalny dzień
To był fatalny dzień
Nie chcę więcej takich dni

Więc wyszedłem wcześnie z biura – jak mówiłem
Od lat tylu miałem pierwszą pustą chwilę
Tej dzielnicy, gdzie pracuję
Prawie nie znam – zabłądziłem
Zwykle to się denerwuję
A to było nawet miłe
I ulicą pierwszą z brzegu
Szedłem w przypadkowy spacer
Ten brak czasu tak dolega
Chciałem chociaż raz inaczej
Nie zdawałem sobie sprawy
(Nie, kochanie nie chce kawy)
Nie zdawałem sobie sprawy
Że to jest ryzyko i
To był fatalny dzień
To był fatalny dzień
Nie chce więcej takich dni

Tą ulica szedłem aż do baru
Było pusto poza jedna ładną parą
On coś mówił głupawego
Niewidzialny siadłem obok
Ona tak wpatrzona w niego
Że już być przestała sobą
I poczułem żal do losu
Że ta miłość niezawiła
Żal niemądry, że w ten sposób
Nigdy na mnie nie patrzyłaś
By im nie przeszkadzać, cicho
Zamykałem baru drzwi
To był fatalny dzień
To był fatalny dzień
Tą kobietą byłaś ty

- Jonasz Kofta

...Włoska rodzina tym różni się od naszej Polskiej że mieszka nie mal na kupie i nikomu to nie przeszkadza. Taką włoską mamę można wykorzystać w kuchni, bo ta z kolei uwielbia gotować, gorzej sprawa się ma jak jest na odwrót. Ale to nie ważne, my tutaj chcemy być piękni, młodzi i samodzielni, budujący nasze życie według naszych struktur , planów urządzonych z marzeń, nie chcemy by mama, tatuś a nie daj Boże teściowa wrzucała do naszych rondli pięć groszy. To jak se pościelimy to nasze wyspanie, bez dodatkowych emocji. Wystarczy niespodziewana wizyta teściowej by dojść do wniosku że o jedno spotkanie za dużo, ile można słuchać roztrząsania dylematów jej kochanego synusia i czy aby na pewno jest szczęśliwy, syty itp. Co innego kiedy mieszka się na tak zwanej kupie i nie ważne ile mieszkanie zawiera pokoi, i kto je zajmuje, w jakiej kolejności. Nie kiedy docieranie słychać już na parterze, bo każdy ma prawo wyrazić i bronić własnego zdania, prywatności, słuszności dokonywanej decyzji, i nie ma mowy o świętym spokoju. Co innego kiedy mieszkając w rodzinie, człowiek wynajdzie ; suplement ; ekstra wyjścia ( bo innego nie ma, a na kredyt go nie stać), i mieszka obok swoich rodziców kiedy je z jednego gara obiad to co mamusia namiesza. Nie wtrąca się zbytnio by nie naruszyć czyiś dobrych intencji, trza szanować dobre imię szanującej się rodziny i nie ważne że ona zawiera luki w wychowaniu, że wiele spraw zagryza się zębami, udaje się przed sobą i wszystkimi że najchętniej człowiek uciekłby gdzie pieprz rośnie. Bo akurat masz ochotę poleżeć, mieć wszystko w dupie, bo należy ci się chwila relaksu, chociażby defilowanie półnago w slipach czy w staniku, a tu masz ci babo placek, wpadła ukochana ciocia u której oczy wybałuszają się na szerokość denek, bo przecież to nie wypada. I jak to wygląda. Mieszkanie wspólne to pasmo kompromisów, ciągle musisz uważać by nie urazić, by nie przeszkodzić, by nie...ciekawe czy druga strona tez od siebie tyle wymaga. Nie narzekam, mimo że nie raz i nie dwa wysadziłabym w kosmos gdzieś na marsa kochaną mamusię i jej wścibstwo, tatusia spakowałabym byleby się za często nie pokazywał ale to chwilowy konflikt który mija i nawet dostrzegam plusy. kotlety skwierczą na gazie wydając opary zapachu, kotlety z ryb - palce lizać, ziemniaczki plus zielony groszek i marchewka lekko okraszona śmietanką...a wszystko z ręki mamy która jak chce to potrafi...
...gryzie mnie dylemat wyjazdu córci, zbliża się termin, data, dzień, a mnie przeszywa stres, obawa, wszystko razem. Najchętniej bym odwołała i za wszelką cenę zatrzymała córcię przy sobie, ale...to tchórzostwo z mojej strony, trzęsę portkami bo każda matka trzęsie się na myśl o swoim berbeciu, tym bardziej że to pierwszy wyjazd samodzielny! mojej jeszcze jedynaczki, więc mam koszmary. A jeśli już miałabym ją wysłać to chyba w klatce uwiązanej na smyczy i to na krótkiej. A tam dosyć że 400 kilometrów od domu, mnie, nas, woda której boję się jak ognia...i to przeklęte a co będzie gdyby? połykam magnez, spijam melisę, staram się używać mantry, uspokoić, ukoić nerwy, ale tyle mi to daje co umarłemu kadzidło. Z jednej strony chciałabym by czas ten już nadszedł, by szybciej minął, a z drugiej strony jak ja przeżyje tydzień?
...Rozpadało się całkowicie, ochłodziło się, jak na złość mała dostała mega kaszlu i jak przystało na matkę Polkę chodzę podtykam syropy, lekarstwa, owoce...A gdzie tu do listopada?
2011-07-21
... czuję się skopana...
...mdleję od niskiego ciśnienia...
...pęcherz zastrajkował...
...córka ma focha...
...mąż też...
...ja też dostałam, żeby sprawiedliwości było zadość...
...nawet w radio zapowiadają chmury i opady, a u mnie jak na złość nie pada...
...czuję głód...
...ssie mnie od środka, zapachy powalają mój zmysł powonienia...
...kubki smakowe strajkują...
...wyłączyli ciepłą wodę...
...zimna mrozi moje ciało...
...a ten tam we mnie, kopie ile wlezie, po żebrach, pęcherzu, jelitach...
...życie miej litość...
...to chyba raczej szara rzeczywistość...
...dziecko wyruszyło na eskapady na rolkach...
...zachciało jej się grubszej sprawy, wsadziła tyłek w krzaki po czym tatuś biegał ze szpadlem za nią i z papierem...
...jestem cierpliwa, tylko dlaczego mnie to wszystko w k...
...czytam że nerwy są powodem braku magnezu...
...biorę magnez, żuję migdały, podjadam fasolę...
...a nerwy w ciąż siedzą, głęboko...
...idę spać, ponoć to lekarstwo na wszystko...
2011-07-18
...Siedząc w poczekalni z grupa kobiet bardziej lub mniej zaawansowanej ciąży doszłam do wniosku:
- jakąż wielką frajdę sprawia nam ( mi zwłaszcza ), przemoc dokonywana z gołej stopki maleństwa umoszczonego sobie gdzieś tam w nas...

Kolejne niesforne wspomnienie syna mojej siostry który na widok zakonnic krzyknął:
- Mama patrz czarownice!

Ginekolog poszedł na zasłużony urlop - rety czy ja to przeżyję?!

Trzeci dzień bez Ktosia zaczynam fiksować...

Dziecko opuściło dom ze stwierdzeniem przyjdę jak będę...

Maleństwo na 23 tydzień waży 740g. Toż to klocek...

Jedno wiem na pewno czegoś mi się chce...

Trzeba zrobic zakupy, kto na ochotnika pójdzie do spożywczego?
2011-07-16
... się kręci, lipiec mija, połowa już za nami, a tydzień był zabiegany. Skupiliśmy się na szybko płynącym czasie, na ostatnich dniach urlopu, Ktosiek już dzisiaj opuścił wcześnie rano domowe pielesze by powrócić zmęczonym wieczorem, i po raz kolejny musiałam się przestawić na wcześniejsze tory, na bycie sama ze sobą z odrobinę bycia jego, taka kolej rzeczy jeśli chce się utrzymać jakiś prestiż, pracę, satysfakcję, nie ma że boli ktoś inny musi ponieść nie raz klęskę, chociaż nie narzekam na jego brak bo stara się chłopina nadrabiać wszelkie zaległości. Ale co mnie wymęczył przez te siedem dni, to moje, moje w nogach i moje w mięśniach...a połaziliśmy troszkę po naszych promenadach, trzeba było załatwić wnioski na dowody bo wyszedł ich termin, a wiadomo z urzędami tak bywa niestety że nic nie idzie gładko a osoby pracujące tam nie raz i nie dwa robią wszystko by uprzykrzyć życie obywatelom. Połazikowałam więc po fotografach, za tym i za tamtym, przy okazji wysiadł telewizor gdzie dokonałam super zakupu w postaci płaskiego, bo jak tak można funkcjonować bez rzucenia okiem na jakiś filmik choćby to był drastyczny tasiemiec. Mój Ktosiek i brak TV to nie porozumienie...przy okazji rozleciały mi się buty, obtarły mnie japonki, a głód i brak jego nasycenia sięga kolejnego zenitu. Więc siedzę i odpoczywam minionym tygodniem a co mnie czeka w przyszłym? wizyta ginekologa , kolejne badania , kolejne uganianie się , wysiadywanie w poczekalniach, stres i nerwówka. Ale puki co pogoda dopisuje, przynajmniej u mnie żar leje się z nieba...

...Chwila ulotna , pełna szczęscia, słońce plus woda równa sie mieszanka wybuchowa...

2011-07-12
Wakacyjny poranek
::: Volens :::

Wakacyjny poranek



Cieszyć się zapachem poranka

Powietrzem niezmąconym przez spaliny

Zapachem drzew kwiatów i traw

Słyszeć śpiew ptaków

Gwizd czajnika oznaczającego poranną kawę



Zaraz tłumy wypełzną ze swych domów

Wpadając w trans szybkości

Podepczą trawę zaśmiecą powietrze



No więc tylko poranki pokazują

Jak natura nas kocha – stworzona przez samego Pana Boga

- Wyszukane w necie.

...Doczekałam się chwili dla siebie, spokoju jakże błogosławionego, nie zmąconego bieganiną wiecznie śpieszących się , wrzeszczących dzieciaków które nie potrafią wyartykułować zdanie bez uprzednio wykrzyczanych achów, echów, od trzech dni nabrałam pokory jak wody w usta by sama nie zamienić się w diabła tasmańskiego, by nie wyjść z siebie i stanąć obok, zmęczenie, przegrzanie styków, cała gama emocji która gdzieś tam we mnie i w otoczeniu dawała o sobie znać, powstała na skutek przeludnienia w domu, bo że my tu na kupie to wiadomo, jakoś każdy znalazł swoje miejsce na ziemi, ale położyć w miarę wygodnie kolejne trzy osoby mieściło się niemal w wyobraźni, lecz stawało opory w takowym użytkowaniu naszego małego m3, dodatkowa kakofonia z odbijaniem się echa, śmiechy, głośne rozmowy dawały na mój nastrój który ledwo wytrzymał. Nie ma tak źle w porównaniu że nie raz tak było, i nie raz czeka nas taka rodzinna posiadówa gdzie w takich pogrzebowych okolicznościach skłoniła nas do wspominków o życiu dziadka, krótkotrwała opowiedziana, przedstawiona biografia naszego dziadka, a tym samym komendanta straży pożarnej, wojskowego który na wojence bacznie pilnował granic naszej ojczyzny. Bohater w całej krasie którego pogoda ducha, upór skłonił że ratował nie tylko mieszkańców wioski przed różnymi zdarzeniami, ale ulubieniec zwierząt. I tak powstał wieczór, gdzie każdy zdał sobie sprawe by jakoś przekimać noc, lepiej, gorzej by przetrwać dzionek cały. Na uroczystość pogrzebową jednak nie pojechałam, chociaż wszystko było uszykowane, zaplanowane na ostatni guzik. Dotarły upały które zalewają żarem nieboskłon w raz z okolicznymi miejscowościami. Od stania na słońcu można się przekręcić a w moim stanie raczej nie wskazane mimo wszystko - biorąc pod uwagę że ciągle mi słabo i ciężko, z obawy prze upadkiem zostawiła mnie kochana rodzinka bym odpoczęła od zajmowania się nimi, dzieciakami. I leżąc tak nareszcie wróciłam do stanu mego brzucha, jakby tym samym przypomniała sobie że takowy przed sobą posiadam, jakoś maleństwo od trzech dni nie kopało mnie mocno jakby samo wyczuło że nie czas i pora, a może ja nie wczuwałam się zbyt bardzo w siebie, z braku czasu, z braku miejsca by się wdrążyć w siebie, w swoje ciało które mimo wszystko powinno być pępkiem świata jak ten mój odstający jak antenka. I siedzę , odpoczywam, nabieram spokoju, puszczam relaksującą muzyczkę, spijam owocowe drinki, wcinam arbuzy, smętnym okiem wyglądam za okno co tam dzieciarnia wytwarza, za czym się ugania. Popołudnie w blokowisku zamiera, ja zasypiam z poczuciem padnięcia, nabieram siły na to by wstać i znowu porobić tyle byle nie za dużo. Podsumowując mój stan który obraca się od pięciu miesięcy wokół mojego bębenka dochodzę do wniosku że jak wszystko ma swoje plusy jak i minusy:
- brzuch mój odsunął mnie od pracy która nie dawała mi zbyt wielkich szans na rozwój ale zawsze to dobrze znaleźć się w towarzystwie dobranych kolegów, nauczyć się wielu rzeczy, niestety ze względu na zbyt duże stężenie chemikaliów było raczej nie możliwe siedzenie w zakładzie. Siedzę za to bardziej w domu gdzie nie kiedy czuję jak zamieniam się w typowego domatora.
- brzuch za to jest wyznacznikiem rozmów nawet z przypadkowymi osobami dochodzi do jednego wniosku że on mimo iż widać jest uważany za temat pośredni pomiędzy pogodą a tym co u ciebie słychać. Znajomi za to podniecają się zmianą wyglądu ważąc ja na plus, nie daj Boże na minus. A przecież wiadomo nikt nie powie że wyglądasz fatalnie, nie chcąc narazić się na myszy czy inne wyczarowane stworzenia mniej przyjemne nawet od ekstremalnej sraczki.
- brzuch wysyła na co miesięczne badania USG , badania moczu, krwi, skupia na sobie uwagę, wystarczy że coś zakuję, zaboli, a już wpadam w lekką panikę by zrodziła się w tą typową gdzie zatruwam ciszę, spokój mojemu ginekologowi który pociesza i na odległość powoduję że się wyciszam, uspokajam, że to tylko rosnąca macica, czy zapalenie pęcherza na którego raczej się nie umiera a raczej stosuje się odpowiednie preparaty. A preparatów okazuje się wiele więcej niż w przypadku nie posiadania brzucha, bo czyż ja brałam , łykałam jakieś profilaktyczne witaminki, a tu proszę witaminy , złoża żelaza, plus kwas foliowy, sama dieta to nie coś co byle rzuci się na ząb, byleby zagłuszyć brzuszysko, a tu się domaga by mu wrzucić coś ale konkretnie i byle nie było, ale zawierało kilo witaminek. Brzuch powoduje że uważamy w jakim klimacie przebywamy, jak zawsze uwielbiałam biały dymek papierosowy, tak teraz nie daj Boże by ktoś koło mnie zapalił nawet z przypadku, szwagier ląduje na balkonie szczelnie zamknięty byleby nie wdychać, od chemii unikam i niestety Ktosiek zajął się myciem toalety i wieszaniem firan. Zakupy tez Ktosiek który w takich przypadkach zamienia się w konika garbuska lata po sklepach za tym i owym. Nie spijam żadnych alkoholi nawet tych które niby nie szkodzą dziecku ( wolę nie ryzykować ), żadnych karmeli że niby nie zawierają procentu, będąc w otoczeniu babci która wychowana na byle czym i zobacz z piątkę dzieci urodziła, w tym jedno w redlinach na polu i nie rz se setkę walnęła...
- słowem jednym brzuch mną rządzi, decyduje, karze, zabrania...Po przeczytaniu dodatkowego poradnika ciążowego jedno wiem na pewno on stal się pępkiem świata, a ja się skuliłam w sobie bo aż wstyd się przyznać czego dotyczą moje myśli...
2011-07-09
Czytam że 22 tydzień ciąży to:
Jak zmienia się Twoje ciało?

Twoja macica jest dobrze wyczuwalna około 2 cm nad pępkiem, a jej wysokości od spojenia łonowego wynosi obecnie nawet ponad 22 cm. Twój brzuszek jest całkiem sporych rozmiarów, ale jeszcze daleko mu do stanu sprzed porodu.

Co możesz odczuwać?

Powinnaś czuć się teraz wyśmienicie i mieć spore pokłady energii. Mogą pojawić się u Ciebie bóle i skurcze kończyn, ale to całkiem normalny objaw dla ciąży. Co ciekawe, drugi trymestr ciąży, w którym obecnie jesteś, może objawiać się zwiększonym libido, czyli większą ochotą na seks. Dzieje się to z powodu zwiększonego ciśnienia krwi w pochwie i łechtaczce.

Rozwój dziecka

U Twojego dziecka wykształca się w tym tygodniu zmysł dotyku, przez co często będzie ono dotykać swojej twarzy i ssać kciuk. Maluch zaczyna być coraz bardziej świadomy poruszania kończynami. Dziecko słyszy, ale jedynie głośnie dźwięki, na które może żywiołowo reagować. W krótkim czasie jego słuch się jeszcze bardziej wyostrzy, dlatego powinnaś uważać na to, aby trzymać się z daleka od nieprzyjemnych, głośnych odgłosów, które mogą wystraszyć dziecko.

Jak teraz wyglądam?

Moja skóra wisi trochę zbyt luźno na moim ciele, ale to ze względu na niewielką jeszcze ilość tkanki tłuszczowej. Na palcach moich rąk i nóg rosną paznokcie, a linie oraz zgięcia na moich dłoniach, stają się lepiej widoczne. Mam już dobrze widoczne brwi, które mogę marszczyć. Ważę już około 375 gram i mierzę od 18 do 21 cm z wyprostowanymi nóżkami.

Zgadnij, co robię?

Bawię się nóżkami i rączkami, krzyżuję je i rozkładam. Wyciągam mocno głowę i schylam ją, by dotknąć mojej ręki. Lepiej już kontroluję ruchy własnego ciała i wiem, że poszczególne jego części są mocno ze sobą powiązane. Ćwiczę mięśnie, dlatego często możesz poczuć jak skaczę w brzuszku.

Wróciłam, dotarłam pełna słońca, wrażeń, kleszczy, ale po kolei.
Wybywając na łono natury otoczona rodziną w wersji rodzice plus syn siostry , mała moja i pies, można było spodziewać się że o odpoczynku biernym leżeniu gdzieś w cieniu pod drzewem to raczej będę mogła sobie pomarzyć, lenistwo jako takie było, czas płynął w swoim rytmie, tempie , godziny uciekały gdzieś rzucając cienie na konary drzew, pies posłusznie wylegiwał się na trawce, a ptaki trelowały aż uszy puchły od nadmiaru głosów, melodii natury. Odpoczywałam jak mogłam, ale wiadomo trzylatek który do tego jedynak przytargał ze sobą upór, nie przejednanie, wszystko na ego i własny pępek od którego dochodziło ciągle i notorycznie do scysji z Kornelką która ratowała się za każdym razem od jego docinek, wyzwisk, klapsów. Chwilami czułam jak rośnie mi ciśnienie i opada za razem kiedy widząc dzieciaki z kolei bawiących się razem grzecznie, bez napięć i rwania włosów doznawałam niemal błogiego stanu uniesienia, ale bywały chwile kiedy żałowałam że nie wymyślili autopilota dla dziecka, naciskasz off a ten automatycznie się wyłącza dając spokój i wytchnienie na skołatane nerwy. Ucieczka ; chłopaków ; były rybki , molo, piwko i moczenie kija, ile ja się ryb najadłam , nie ważne że ościste, że szklerotyki, że stawały okoniem gdzieś pomiędzy przełykiem a żołądkiem, plułam , jadłam i cóż pełna delektacja. Przytyłam kolejny kilo w tydzień - a droga do lodówki była prosta i przejrzysta. Nie obyło się bez nie zbyt przyjemnych zdarzeń, synuś siostry pilnie strzeżony naszym okiem załapał gdzieś kleszcza - więc szybko bo wiadomo bolerioza i inne świństwa czyhają za tymi mocno wszczepionymi zębiskami, pojechaliśmy do lekarza by usunął dziadostwo. A kiedy już odetchnęliśmy z ulgą nasz kochany pies czmychnął w chaszcze skąd nie mógł się wydostać bo teren okazał się bagnisty i go lekko wciągało, Renia w całej krasie wtoczyła brzuszysko z całą swoją posturą gdzieś tam niemal pod konary by wydostać piszczące stworzenie by wieczorem wymacać na nodze kleszczyka w całej krasie. Wyciągnięto , wypsikano mi nóżkę i teraz obserwuje czy nie ma , czy nic się nie dzieje. Wróciliśmy z samego rana zwabieni wiadomością iż dziadek nasz kochany leży w szpitalu, rodzice zaraz tam pojechali, ja za gary - by nie długo usłyszeć wiadomość iż dziadzia opuścił ten ludzki padół. Atmosfera wakacji pękła jak bańka mydlana. Jakiś żal i smutek wdarł się do środka, chodzę i popłakuję bo tyle wiąże się wspomnień, zdarzeń. Dzisiaj już jakoś niby wszystko powoli zaczęło wracać do normy kiedy ten spokój zakłócił telefon od teściowej że chrzestny Ktosia zmarł nagle i pogrzeb w toku. Rety co to ma być? tak nagle, taki spontan? czy co? Chciałabym mieć na tę chwilkę autopilota by wstrzymać to co ma nadejść ...
O mnie
poRTterk
34
,
...
Słówko o mnie
tatuaże, książki, muzyka, przyroda, lubię jak jest dobrze, jak świeci słońce, jak biorą ryby, jak jest tęcza....
Zobacz mój profil
<< Lipiec 2011 >>
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
Archiwum
Rok 2014
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
[ Lipiec ]
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Księga gości
 
A TO SIĘ WYDARZYŁO
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
40322
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
3065
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
31
http://www.poema.art.pl
http://www.radiobajka.pl
http://www.krystyna janda.net
http://www.cytaty.info/paulocoelho
http://dziecko.pl


Zajrzyj tutaj! Pomoc dla Martynki :)

Wyróżnienie od Adam Poeta




NARODZINY GABRIELA.

Urodził się mały Gabriel
W płaczu się urodził
On z bólu nie płakał wcale
On radością się tak unosił.

Mała Kruszyna zapragnęła żyć
Świat ujrzeć i swoją Mamę
Nie chciało już w brzuszku być
Tam ciemności były same.

Postanowił Gabriel urodzić się
By Jego Rodzice Go podziwiali
Teraz unosi piękne oczka swe
A Rodzice i Siotrzyczka są zakochani

Swoim przybyciem zawładnął czasem
Choć jest taki malutki jeszcze
To posiada w sobie wielkości same
Delikatne jest Gabriela serce.

Bądź szczęśliwy Gabrielu mały
Kochaj i bądź zawsze Kochany
Słuchaj Taty i słuchaj Mamy
Bądź Ich Miłością owiany.

Wujek Adam...


W SŁOWACH MOICH...

Tak wiele jest słów
W sercu moim zapisanych
Chcę znaczenie ich snuć
I dawać ludziom więcej Wiary.

Unoszą się uczucia moje
I błądzą wśród chwil
Do serca nowe słowa biorę
Tak bardzo pragnę nimi lśnić.

Po sobie zostawić ślad
Taki namacalny i ciepły
Chcę by uniesieniem był czas
Chcę w dobroć ludzi wierzyć.

Każdy dzień niech piękny będzie
Niech Cię pobudza do życia
Unoś zawsze swe dobre serce
W słowach moich dobroć czytaj.

- Wujek Adam


Oddaj głos na mojego bloga!
Aktualna liczba głosów:
 
4526
Oddaj głos na szablon!
Aktualna liczba głosów:
 
10699
Współautorzy
Brak wsp?autor?w



CO TO JEST MIŁOŚĆ

NIE WIEM
ALE TO MIŁE ŻE CHCĘ GO MIEĆ
DLA SIEBIE
NA NIE WIEM 
ILE
GDZIE MIESZKA MIŁOŚĆ?
NIE WIEM
MOŻE  UŚMIECHU CZASEM  JĄ SŁYCHAĆ
W ŚPIEWIE
A CZASEM
W ECHU
CO TO JEST MIŁOŚĆ
POWIEDZ
ALBO NIC NIE MÓW
JA CHCĘ CIĘ MIEĆ
PRZY SOBIE
I NIE WIEM
CZEMU

Aniołku mój
W chwili złej
Ujmij skrzypeczki
Jeno zagrać chciej

Na strunie duszy
Kołyskę jedyną
Póki ciemno wszędzie
Póki serca biją

Pieść je pieść
Tę kibić drewnianą
I tul ją tul
Te duszę zszarganą

Do Pana wznieś
I złóż na kolana
Cichutko strzeż
Niech śpi do rana

I zwróć ciału
Jak pozszywaną koszulę
Tę małą radość
Zabitą powiek murem

RENI W DNIU URODZIN.

Delikatne spojrzenie serca
Uśmiech wrażliwością lśni
Tyle masz w sobie piękna
Nosisz życie pod sercem swym.

Oczami Miłości spoglądasz
Na ten piękny świat
Tak wiele nie żądasz
Pragniesz by piękny był czas.

Dziś Twoje Święto Reniu Droga
Dziś urodziny masz
Pragnę by w Miłości była Twoja droga
W sercu niech ufność Ci gra.

Życzę Ci by to Maleństwo
Które pod sercem nosisz
By Ono prowadziło Cię przez życie ciepło
By czas ten był owocny.

Życzę Ci wrażliwości serca
Większej niż posiadasz
Byś w barwach Wiosny piękna
Uczuciem Nadziei wołała.

Niech wiatr melodię Ci gra
W Twoich włosach
Uśmiech Twój piękny niech trwa
A każda chwila będzie błoga.

Oczami serca spoglądaj
Na swoje i innych życie
Wiarą uniesień wołaj
Marzenia się spełnią...te skryte.


     





















                                                         
Zobacz serwisy INTERIA.PL