Żyje dla Was...
www.portterk.blog.interia.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone
© Portterk
Art. 116. 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.






Znasz swoje dziecko? 2014-10-23
„Rodzice powinni nie tyle starać się o to,
aby dzieciom pozostawić po sobie dobra,
ale żeby dzieci zostawić dobre.”

- św. Ignacy Loyola



... W rozmowach z rodzicami często zastanawiam sie co kieruje rozwój ich dzieci, wybór ich zainteresowań, pasji, wybór dziecka czy niespełnione ambicje rodzica. Weźmy sytuację wynikająca w klasie nieletniej, klasa sportowa, a więc mamy nacisk na basen na wyniki w sporcie, nie wystarczy fajnie wyglądać ale najważniejsze czy dziecko lubi spełniać się w tej roli, niestety są rodzice którzy zapisali dziecko do tej klasy bo? kierowały ich egoistyczne pobudki , twierdzenie : ; a dlaczego moje dziecko miałoby nie umieć biegać ; każdy umie i potrafi, nie każdy jednak lubi, nie każdy jednak patrzy z zamiłowaniem na strój gimnastyczny, nie każdy czuje sie dosłownie jak ryba w wodzie, często dzieci są zagubione, nieszczęśliwe w ręcz, ale nacisk rodzica i tłumaczenie że : ; zobacz ile dla Ciebie robimy, będziesz mieć wyjazdy do różnych miast, obozy, zielone, białe szkoły, my Ci sfinansujemy a Ty tylko pokaż że potrafisz ; więc dziecko biega, stara sie z miernym wynikiem , robi to co każą a on wolałby ...często dzisiaj jest tak że nie słuchamy dzieci, nie rozmawiamy z nimi tylko wymagamy od nich posłuszeństwa, mają się dostosować bo skoro ja wykładam forsę , Ty masz milczeć, nie zastanawiamy się w tym natłoku różnych zajęć by zapytać dziecka a co by chciało robić, a może malować, czytać, recytować? my wytyczamy szlak i pchamy na siłę dziecko zapominając ze nie jest naszą własnością skoro jesteśmy mamą - tatą , zapominamy że to osobna jednostka która żyje, myśli, czuje, pomagamy wychować, ukierunkować ale czy mamy prawo wymagać że córcia jako dziewczynka musi lubić różowy kolor, zajęcia z muzyki, czy zabawę w lalki? może warto jednak pozwolić wypowiedzieć się czy klasa sportowa to nie marnowanie czasu dziecka i pieniędzy rodzica a może on wolałby robić co innego? nieletnia oczywiście bardzo lubi sport, wybrała tę klasę bez naszego nacisku i to był jej wybór a my możemy ją wspierać jak trzymając kciuki za nie śmiertelną matematykę czy angielski, owszem staramy się stanąć na rzęsach i pomagać w miarę naszych możliwości by dziecko nie miało kłopotów a jednak! mimo tego że wiele rzeczy mogą mi się nie podobać i nie koniecznie je akceptuję a jednak nie faworyzuję , nie nakazuję a staram sie zrozumieć dlaczego, zresztą każdy ma swoje pasje, nawet jeśli ich nie posiadamy nie znaczy że jesteśmy złymi ludźmi. Natomiast kiedy rodzice zastanawiają sie nad pytaniami innych osób jaki jest kolor ulubiony własnego dziecka, jakie jest jej / jego ulubione danie, książka, jak lubi spędzać czas, a rodzic - opiekun wzrusza ramionami...znaczy to nie tyle o mikrej więzi co braku rozmowy brak zainteresowania rodzica dzieckiem to znaczy tyle że obowiązki codzienne i pęd życia sprawia że ci którzy powinni być dla nas najbliżsi, ci których powinniśmy znać najlepiej na świecie, są nam obcymi ludźmi, zawsze to jednak można zmienić.
W rozmowie ze znajomą która zachodzi w głowę ; Jak Ty to robisz, pracujesz, masz dwoje dzieci, obowiązki poza pracą a znajdujesz czas na książki;
Nigdy posiadanie własnej rodziny nie przeszkadzało mi w czytaniu, w posiadaniu pasji, to że mam pracę na zmiany, to że mam dwójkę dzieci i świat lekko zawirował w posadach bo Pipin jeszcze lubi zabawy w towarzystwie rodzica, bo nieletniej trzeba pomóc w lekcjach, w nauce, a jednak godzinka dla mnie jest wybawieniem od świata obowiązków. A to że mam dla siebie godzinkę to znaczy że jestem złą mamą, bo nie latam, nie podtykam, a swiat nie upadnie, nie wybuchnie i się nie zawali?
A skoro także mamy październik to nie zapomnij o badaniu cytologicznym...


Mimo kropli deszczu... 2014-10-21
Al­bo jes­teś wiel­kim op­ty­mistą, al­bo mu­si być bar­dzo źle, gdy na­wet w koszmarze z zeszłej no­cy próbu­jesz dos­trzec po­zytyw­ne strony.


...Od rana zastrzyk emocji, adrenaliny, wystarczy zerwać się, nie wstać spokojnie, bez przeciągania sie, bez leniwego jedna noga - druga noga, ziewnięcie, łyk gorącego kakao, kanapka, zastrzyk energii bo cały dobry dzień zaczyna się od pożywnego posiłku który nadaje Ci napęd na cały dzień, a u nas? szybki wypad do toalety, śniadanie na prędce, wypad do ...okulista, wizyta niby dzieci a musisz być, musisz wytłumaczyć, pokazać i zblednąć stojąc na końcu przy oprawkach bo córcia stwierdziła że teraz są duże i szerokie modne, a Pipin? gdyby nie połamał tych poprzednich to pewnie jakoś by na nich dalej pogalopował. A tak? matka oglądała, o cenach się nie dyskutuje, żeby jeszcze były ze złota, srebra, a tu plastik, zwykły plastik i szkiełka a końcowa suma spowodowała przyspieszone bisie serca. Zima za pasem kochani, więc wybrała sie matka na zakupy z nieletnią bo:
- Mama takie fajne buty widziałam...
... coś ala glany tyle że na dorastającą nastolatkę i z misiem w środku...cena? a Pipin , a kurtki, czapki i szaliki, bądź optymistą, miej nadzieję na lepsze jutro, trzymaj sie kiesy i dziękuj Bogu za zdrowie nasze i dzieci...
Pipin powrót do przedszkola przebolał wielkim płaczem, krzyk, wrzask, jak korytarz długi i przedszkole szerokie tak Gabriela znają i cóż więdną uszy i kurczą się serca. A było już tak pięknie, zaprowadzamy biorąc nogi za pas, dając czas na kolejne przyzwyczajenie. Nieletnia siedzi za to z nosem w książkach, nadrabianie zaległości po chorobie sprawiło że głowę ma jak dynia( do Haloween już tuż tuż ), ja przy okazji...piszemy, powtarzamy i nie pozostało nic innego jak trzymać kciuki. Rozładowujemy emocje poprzez spijanie gorącej czekolady, pomyśleć zaraz listopad.
Na poprawienie humoru zakupiłam kolejne losy Jaśki repeta ; Jean - Philippe Aurrou - Vignot. Puki co siedzę i przerabiam powieść o przemijaniu, śmierci, chorobie i nadziei. Carolin Egan ; Teraz i zawsze ; opowiadająca o kobiecie która która umera na raka piersi ( a kiedy Ty badałaś się? ), zostawiając męża i synka. O tym że jej dusza wchodzi w ciało innej kobiety, o tym że jest pogodna i pełna ciepła powieść nie muszę nikomu tłumaczyć więc cóż nie straszne długie wieczory.

Cisza w eterze... 2014-10-20
Z chwili domowej ciszy,
Pozostała tylko cisza,
Twarz schowana w dłoniach,
Łokcie oparte na stole,
A kawa znowu już zimna,
Gryzący w oczy szary dym,
Wszechobecny tyk zegara,
Marzeń złudnych pełny,
Bijąc się z rzeczywistością,
I dźwięk szpilek, sprężyn,
Plusk wody, pojękiwanie,
Trzask drzwi, zgrzytanie,
Echem się od ścian niesie,
Lustra pustką zrozpaczone,
I krzesło stoi nie wsunięte,
Kubek w zlewie brudny,
Swetry wonią przesiąknięte,
Skarbnica żalu, wspomnień,
Wychodzę.
( Znalazłam w necie )


...Cisza w domu, taka namacalna bo i muchę odbijającą się o szybę słychać, spijam gorącą kawę, napajam się muzyką, delektuję się błogim ; nic nie robieniem ; bo zrobić musiałam, muszę ale to potem, liczy się tu i teraz, wiec pomilczę i zatopię myśli ciesząc sie tak skromnymi chwilami, hałas domu, jego oddech, życie które toczy się na wariackich papierach i to nie jest rwetes tylko taki niby - przerywnik - utkany z uśmiechu, krzyków dzieci, dom żyje, ściany i okna a teraz? taka samotnia chwilowa daje zatrzymać się na moment i nabrać sił na kolejne dni, miesiące, może lata? bo potem wpadniemy na tory na koleiny które poniesą nas w obowiązki szkolne, bo zajęcia poza lekcyjne, bo przedszkole, bo tu i teraz bo tu i tam, praca dom, wszystko zajmą nasze myśli, popędzimy jak wyścigówki, z mocą wodospadu zapomnimy by zatrzymać się na chwil parę...ale puki co...

Szpital 2014-10-19
W pew­nym szpi­talu na pustą salę
przy­wieźli po­noć młot z udarem.
( Myśl )


...... Nasze chorowanie a jego ciąg dalszy, czyli jak matka wylądowała w szpitalu...gdyby nie kontrola , gdyby nie opór lekarza, gdyby nie moja a raczej mój bezpański kaszel...gdyby...łazikowałabym sobie z chorymi oskrzelami a tak? tak zostałam skierowałam do szpitala na odział mało przyjemny dla oka i ucha - wewnętrzny...a ten zapach, naftaliny, starości i śmierci czającej się z osób ciężko wdychających powietrze, samotność i bezradność lekarzy nie jednokrotnie pokazywała łzy i beznadzieję w oczach odwiedzającej rodziny. A ja pod przymusem przyjmowania zastrzyków , inhalacji spoglądałam z nadzieją za okno byle szybciej mi minęło i wrócić do domu, do dzieci. Taka rozłąka sprawiła że nieletnia prawie mnie udusić chce, mały całuje, tuli, miłość z nich wylewa sie czubkiem palców, ustami, delektuję się z nimi i nimi bo wiem ile znaczy rodzina, więź która jest nie rozerwalna, namacalna i nikt i nic nie jest w stanie jej rozerwać. Patrząc na ten smutek w oczach babć, chorych często pozostawionych samych sobie na łaskę pielęgniarek i wiecie? one na takim oddziale powinny być wyrozumiałe że często taka babcia jest nie sprawna ruchowo, że podpięta do kroplówek, cewnika nie jest w stanie przy sobie zrobić wiele jak krzyczeć ze swojej bezradności , krzycząc w swojej demencji starczej nie wiedząc co krzyczą , a jedna podnosiła od późnego wieczora do rana samego alarm stawiając nas na nogi głośnym:
- RATUNKU! POMOCY! POLICJA!!!!!!!!!!!!
Niby śmieszne a jednak...siostry szprycowały zastrzykami na uspokojenie, warczały pod nosem , bez cierpliwości, bez zrozumienia że one same mogą być takie położone na łóżku, same sobie, wpatrzone w sufit...
Poleżałam całe pięć dni, całe dwie książki Katarzyny Michalak ; Sklepik z niespodzianką ; czy to Adelę czy Lidkę przerobiłam od deski do deski po to by wypluć ostatnią flegmę z oskrzeli, po to by usłyszeć że mój wydech musi usłyszeć pummonolog bo ten asmatyczny wyziew, a serce i okrężnica? czyli co z moją pracą, a dalszym leczeniem...chodzę i mnie ponosi bo rzuciłam papierosy skoro tak źle to co ja sie będę dobijała?
A dzieci? jutro wracają ostatecznie do szkoły, przedszkola, oj ciężko będzie wracać na tory gdzie w przeciągu trzech tygodni było tyle zadane, klasówek wiec nieletnia siedzi i wkuwa...a małolat? już widzę te łzy...


Cel... 2014-10-05
Tak bardzo bym chciała, ostatnio a zwłaszcza od dwóch dni by nasze sny się spełniły, czy to nie dziwne śnić ten sam sen w tym samym czasie? może to jakiś znak? nie doszukuję się wróżb bo jak to kierownik zawsze mi tłumaczył, kto wierzy w gusła temu dupa uschła, wiec sami rozumiecie, trzymam się twardej zasady realnej teraźniejszości...to co namacalne jest prawdziwe, reszta to mrzonka, ale czy nie istnieje nadzieja by pokładać w nią wiarę, czym byłoby życie gdybyśmy tylko pragnęli dowodów istnień wyższych a ja od planowania trzymam się z daleka bo raczej mi się nie spełniają, jakiż potem czuję zawód? więc w zimny i wyrachowany sposób podchodzę do naszego planu, nabraliśmy wody w usta i raczej do wtorku się utopię z niecierpliwości, ale postanowienie zostało nie tyle przemyślane a przedyskutowane, więc czekać nam trzeba decyzji, pooglądać, zdecydować i trzymać kciuki bo a nóż widelec czeka nas kolejna zmiana, przewałka w naszym życiu...dojrzeliśmy do tego, czy sytuacja nas lekko popchnęła byśmy zdecydowali tak a nie inaczej? to się okaże puki co jak mała dziewczynka chciałabym by zegar przyspieszył , poruszył wskazówkami by już tak się nie męczyć , nie myśleć a być pewnym...
Powoli dochodzimy acz skutecznie z choroby, już nie smarkam, chociaż ten kaszel...mała jakby lepiej , mały ni stąd ni zowąd napuszcza na nas temperaturkę po to by znowu ukoić mój strach...ach bycie matką w cale nie jest proste, siedzenie w domu doprowadza Pipina do ostateczności, nuda zalewa mu trzewia, wymyślamy zabawy, jeździmy samochodami, koparkami, traktorami, budujemy tory kolejowe, gramy paletkami, hałas wykańcza dziadków i sąsiadów, Pipin poza tym skutecznie uniemożliwia siostrze pożycie pod wspólnym dachem, dobrze że jutro wracam do pracy - odpocznę! nieletnia tak samo wróci na łono szkolnej ławki i już mam dylemat, bo...nie było jej tydzień, nie całe pięć dni a tu tyle zmian, nauki, nadrabiania, pisania...mina nieletniej mówi wszystko i wiele więcej , jest bezcennie bezradna, siedzimy, uczymy się, piszemy, opadamy bez sił przy kubku zielonej herbaty i pocieszam ją że to dopiero początek drogi do zdobywania nauki, ale jakże łatwo zburzyć poczucie własnej wartości? jeśli uczeń jest pośrednim uczniem to dla niego trójka , mierna, czwórka nie robi takiego skandalu i nie przewraca świat do góry nogami jak uczniowi piątkowemu. Do nie dawna taki ktoś miał poczucie bycia bezpiecznym, otoczonym trzyletnimi skrzydłami swojej pani wychowawcy który skoro widział/a, chęć i ochotę współpracy uczeń mógł liczyć na lepszą ocenę, wsparcie i zrozumienie, natomiast czwarta klasa to nic innego jak zdarzenie ze ścianą, bo? nauka nauką, każdy nauczyciel wymaga od swojego przedmiotu bycia przygotowanym, ale taka ilość materiału sprawia że no cóż, gdyby nie pomoc rodziców nie wiem czy dziecko dałoby radę, już teraz widzę w czym nieletnia jest dobra a w czym muszę wspierać i wierzcie mi że kosztuje mnie to cierpliwości...powrót do pracy po dwóch tygodniach choroby? zawsze jest ta niepewność że może czeka na mnie zwolnienie albo przeniesienie, opuszczenie stanowiska a to byłby cios poniżej pasa, ale cóż...stęskniłam się za Heniem, Maciejem, Pimpkiem, za resztą wiary więc jutro nadrobię zaległości towarzyskie bo pomimo kaszlu, plucia na odległość nie wyobrażam sobie życia nie pracować, daje mi to nie tylko poczucie przynależności, połączenia społecznego w grono jedności, finansowej pomocy w budżet domowy ale posiadania miejsca na ziemi...czyli reasumując...czasami ryzyko popłaca? kto nie ryzykuje nic nie ma...zobaczymy...

Dom wariatów 2014-09-28
...Nie ma nic gorszego od chorób dzieci, istne tornado, wojna domowa to przy tym pikuś, dzieci oprócz kichania, sapania, kaszlenia, gorączek i sraczek - zrzędzą płaczą, doprowadzają matkę na skraj wyczerpania nerwowego, za oknem słońce, plus przeszło dwadzieścia stopni a Ty po raz pięćdziesiąty tłumaczysz Pipinowi że na spacer owszem pójdzie jak jego oskrzela wydobrzeją - puki co mają wiele do życzenia, jak gingle pójdą precz! z nosa , jak przestanie dusić się nimi pomiędzy snem a jawą, kiedy oszczędzi matce dodatkowego prania pościeli bo dzieci jak nie potrafią odcharchnąć i splunąć to niestety nieestetycznie puszczają mega pawie - w chwilach kiedy Ty już widzisz łąki umajone, kiedy odnajdujesz chwilkę spokoju w ramionach nie Ktośka ( śpię sama na niższej półce pod nieletnią), a Morfeusza i nagle słyszysz dźwięki mało ciekawe, parzysz herbatki, koisz łezki, nerwy, przemawiasz , gdzie Pipin woli jednak udręczyć tatusia przed dwunastoma godzinami w pracy drąc się niczym hart spuszczony ze smyczy, ciekawe co myślą tym samym sąsiedzi słysząc ostatnio nasze eskapady krokodylich łez i zdartego gardła małolata, bo on chce pomiędzy łykiem antybiotyku a inhalacją pójść do garażu, on chce i zaczyna sie akcja ; Panika ; bo chce a nie wie co chce i ryczy jak wilk do księżyca tupając nogami...tydzień leczyłam się ja ze złogów tego świata, leżałam, cywałam, bańki, leki, katar, łeb mi pękał i efekt końcowy taki ów mizerny, że plecy mnie nie bolą - reszta? dusi mnie kaszel, oskrzela rozrywa mi zielona flegma, ból głowy to początek nowego czy zmiana ciśnienia? a jutro witaj praco, powrocie i co ja mam począć? do tej pory moja niezastąpiona pierworodna , silna w całej swojej jedenastoletniej okazałości padła z temperaturą powyżej 38 kresek! i matka lata, kaszle, nos wyciera w chusteczki, parzy, dopaja, bawi się w pediatrę, znachora , dopieszcza bo czas chorób to dla dzieci czas luksusów, ciasteczka, czekoladki, słowo na ( niedzielę też ), pociechę, bajki telewizor gierki, leżanko, klepanko i po 20 wiem że padnę jak długa, zapocona, otumaniona kolejną paczką chusteczek, z modłą na ustach o jedno życzenie - niech to sie skończy...
Jesień 2014-09-22
List z jesieni

Czekam listu od Ciebie... Tam Południa słońce
I morze mówi z Tobą... U mnie długa słota,
Samotność, jesień, chmury i drzewa więdnące...
Dziś pogoda... Lecz słońce chore - jak tęsknota...

Nim wyślesz, włóż list w trawę wonną albo w kwiaty,
Bo tu żadne nie kwitną już... Niech go przepoi
Spokój, woń słońca, szczęście Twej bliży i szaty -
Albo go noś godzinę w fałdach sukni swojej...

A papier niechaj bedzie niebieski... Bo może
Znów przyjdą chmury szare, smutne, znów na dworze
Słota łkać będzie, kiedy list przyjdzie od Ciebie;
Skarżyć się będą drzewa, co więdną i mokną,
A ja, samotny, może znów będę przez okno
Patrzał za małym skrawkiem błękitu na niebie...

( Znalezione na poema.pl )


...Piękna złota jesień, ta z kolorami, ta która urzeka, zachwyca a z drugiej strony - zakrapia katarem ( Pipin ), powala bólem pleców dreszczami, ogólnym rozbiciem ( ja ), kiedy łóżko, kilo tabletek, syropów i inhalacji sprawia że radość życia odchodzi gdzieś a tutaj kłania się praca ( nocna zmiana feee), przedszkole i kolejna przewałka po weekendzie - nie idę do przedszkola? setka zadawanych pytań , tych samych i nasze miny zamknięte na kwintę, kopa chusteczek plus hektolitry wypitej herbaty z cytryną siódme poty i oczy które za każdym razem kiedy wkrapiam sobie wodę morską wyłażą z orbit w raz z mózgiem...oklepuję małego Amolem, skaczę i efekt taki że zadaję sobie pytanie puścić na łono przedszkola czy tez pozostawić w domowych pieleszach...pamiętam jak mała ilekroć kichnęła a już pozostawiała pod kloszem matczynej troski, a potem powrót był masakryczny, płacze, prośby , zupełnie tak jakby maszerowała za karę...katar to nie koniec świata , chociaż wiadomo jak człowiek czuje sie, mało efektownie, dla dziecka częste choroby to sprawa która usprawiedliwia przed obowiązkami wiec łamiemy zasady, dziecko idzie do przedszkola z reklamówką chusteczek, co poniedziałkowe wizyty na szkolnym basenie także nie usprawiedliwiają córci przed złym samopoczuciem temperatura jest wybawieniem jakby ostateczną deską ratunku przed szkołą, a puki co ratujemy sie tym co mamy...
Sam... 2014-09-19
„Nie ma jak u mamy – ciepły piec, cichy kąt.
Nie ma jak u mamy – kto nie wierzy, robi błąd.” (Wojciech Młynarski


...Przeczytałam na Interii artykuł o tym że my rodzice hamujemy rozwój dziecka mamdziecko.interia.pl/wychowanie/news-moje-biedne-dziecko,nId,1500512#iwa_item=2&iwa_img=1&iwa_hash=30913&iwa_block=tiles
bo jesteśmy nadgorliwe, bo same tworzymy coś na kształt kokonu nie pozwalając na to żeby dziecko było samodzielne, boimy się zarazek, chorób, placów zabaw, przedszkola i szkoły bo tam czyha na nie kilogram niebezpieczeństw...
Czytając i zastanawiając się nad tym artykułem wzruszam ramionami, sama przecież znam mamusie które prowadzają swoje dzieci ( szóstoklasistów ), do szkoły nosząc ich plecaki na plecach, widok bezcenny mina dziecka mówi wszystko za siebie, wstyd niesamowity, a mama? bo ulica ruchliwa bo jeszcze i tutaj rozwija wachlarz niebezpieczeństw a ona matka polka wie jak ustrzec dziecko przed złem tego świata, przypomina mi się reklama jak chłopak męczy się nad rozpięciem stanika swojej dziewczyny i woła mamę, nieodzowna nasza pomoc sprawia ze nasze dzieci nie potrafią nic w koło siebie zrobić, są leworęczni w dosłownym znaczeniu tego słowa bo mamusia wyręczy, zrobi to lepiej, pomyśli za nie, ciągnie takie dziecko przez życie , nieprzygotowanego do życia... inna? nie wchodź do piaskownicy bo będziesz brudna, więc po co w ogóle wychodziła, żeby lizała lizaka przez szybę? dosłownie sprawiła że apetyt na zabawę rósł w miarę patrzenia jak inne dzieci huśtają się, jak zjeżdżają zjeżdżalni, jak tworzą swój świat, a ona stała ubrana na biało , na chodniku, tak z dala, zagubiona, przykre...była taka co to przewidywała wszystko co złe na świecie bo się zachłyśnie, bo dostanie kataru, bo rączki brudne, bo...a Pipin? biega, skacze, w przedszkolu zaczął łobuzować, ciągnie te małe kobietki za warkocze, jak płakał tak teraz dumny i zadowolony wraca do domu, je i nawet kibelkowe sprawy załatwia jak należy , na kibelku ma się rozumieć nie w majtki...oj dumna jestem i nad wyraz mnie wzrusza fakt że już coś się skończyło, coś nowe nadeszło...a dzieci no cóż, kichają, parskają, kaszlą, puki co mały się trzyma a nieletnia żyje szkołą, sprawdzian, kartkówki, lektury obowiązkowe i sport...spotkałam jedną mamę która wprawiła mnie w osłupienie, przecież wiadomo jak dzisiaj działa dziecko w takim wieku 11 lat - komputer, gry, sylwetka która sama mówi za siebie, skolioza, platfus itp. a ta wylatuje nie szkoda jej czasu? na co ja się pytam na marnowanie go bo nie siedzi przed kompem? bo osiąga wyniki w biegach, na basenie, w gry? bo jest wysportowana, bo nie siedzi przed telewizorem w kolejną paczką chipsów a woli jabłko, bo wolną chwilę spędzamy aktywnie? sory ale ja nie rozumię jak można dopuścić do takiego stanu kiedy teraźniejsze dzieci nie poruszają się w cale albo minimalnie, klasa sportowa to budowanie sylwetki, siły nie tylko fizycznej ale i umysłowej, c prawda kosztuje ale czy nie warto mieć dziecko zdrowe a dziecko otyłe z którego się śmieją? kolejna mama pakuje do torby kolejnego paczka, colę i paczkę cukierków a synuś waży 20 - kilogramów więcej ode mnie! w wieku lat 11 ...wychowawca dumny, matka wspiera i też słowem dobrym głaszcze po główce, no fajne te dzieciaki mam ...

Jesienne słońce... 2014-09-14

Halina Poświatowska
*** (liściu...)

liściu

osłoń mnie zielenią

jestem jesienne nagie drzewo

z zimna drżę



wodo

napój mnie

jestem piaskiem

gorącej suchej pustyni

wiatr mnie przegarnia ręką



ogrzej mnie

ty który jesteś słońcem

przed którym stoję

ukryta w słowach jak w drzew cieniu

źródło bijące


... Po tygodniu pracy, przedszkola i szkoły, weekend był naszą odskocznia od obowiązków, garów i szmatki do wycierania kurzy, to co wydaje się najważniejsze w ciągu dnia zostało zamknięte w czterech ścianach domu a skoro pogoda dopisuje to dlaczego mamy go spędzać z nosem w szybie, ten czas nadejdzie, do zimy jeszcze trochę do słoty i szarości jesiennych dni też...dziwi mnie kiedy znajomi których spotykam na co dzień dosłownie pukają się palcem w czoło - nie chce mi się, zmęczony jestem, daj mi spokój, czas spędzają na kanapie oglądając powtórki seriali, aktywność? przy piwku, wychodzą jedynie kiedy muszą, na obiad do mamusi, do klubu i wiadomo przy procentach a przecież posiadają dzieci, więc wypuszczają swoje skarby na plac zabaw a sami zakopują się w koc i odsypiają nie odespane...ja tak nie lubię, mnie szkoda życia, ciągle mamy mało, wyjeżdżamy chociażby na pobliskie jeziorka, stawy, podpatrujemy przyrodę jak się zmienia, zawsze lubiłam jesień, tą Polską złotą z wszelkimi kolorami, liście, zapach który się zmienia, słońce i wiatr...zwiedzamy nawet place zabaw położone osiem kilometrów po to by dzieciaki miały troszkę rozrywki i nie tylko one bo czy matka nie ma prawa zamienić się ciut w dziewczynkę wyrośniętą?


...Z innej beczki...zmieniłam pracę bo musiałam, bo moje zdrowie miało wiele do życzenia, moje struny głosowe zamieniły się w skrzeczące struny które martwiły mnie coraz bardziej, nowa praca w której się znalazłam po czterech miesiącach sprawiła że odnalazłam kolejne miejsce na ziemi, gdzie wydawać by się mogło że poprzednia jest tym co lubię robić a jednak...były momenty, chwile zwątpienia, wiadomo jak to w życiu gdzie musisz sobie i innym udowodnić że Twoja postawa i waga nie mają znaczenia bo dasz sobie radę że nie można ludzi oceniać po wyglądzie, jednak się ocenia, bo po co ona tutaj przyszła? przez nią będziemy mieć tyły, ona będzie nas hamować...a tutaj zwrot akcji, daje radę mało tego muszą mnie gonić, możliwe to? po takim krótkim okresie? są osoby które są zafascynowane ( ja w tym czasie wracałam z kryzysem w oczach, chciało mi się wyć bolało mnie wszystko włącznie z włosami ), wypłata boska jak na warunki małego miasteczka, nikt nie gani, nie krytykuje, nie pogania ale...po trzech miesiącach próby dopada Cię szara rzeczywistość, nikt się nie lituje, nikt nie zapyta - dajesz radę, masz być tu i teraz masz być użyteczny w innym przypadku nie zapłacą ci lub koledzy z brygady wykorzystają sytuację na swoja korzyść, wiec jeśli mi ktoś powie no praca fajna, ( pęcherze i rany po kartonach ), pensja jak na warunki 35 tysięcy mieszkańców gdzie przeważają bezrobotni i same markety, piękna pensja która podnosi Twoje walory w oczach zarabiającego najniższą krajową ( masz normę akord więc zapierdzielasz by potem mieć uśmiech numer 59 i bolące plecy ), są tacy jednak którzy świadomie przychodzą do pracy takowej i uważają że jakoś to będzie, że potem, kiedyś wezmą sie do dzieła, że nadgodziny? oni takowych nadgodzin nie uważają za włączenie do bycia w pracy bo jesli już to za odbiór godzin, więc taki brygadzista nie mówi nic ale potem pensja obniża się o małe co nie co ...jedni wola spędzać czas na łonie rodziny, inni poświęcają się dla firmy a ja pośrodkuje, staram sie by wilk był syty i owca cała, mam dzieci i mam potrzeby, niestety nie mogę liczyć na pomoc z rodziny, chociaż ja wolę ręką własnej pracy zarobić i wiedzieć ile mnie to kosztowało niż dostać i potem słuchać ile to musiał Ktoś mi dać by mieć...więc praca pracą a życie osobiste to jest mój świat osobny...

Trudne dni... 2014-09-12
Dom
Dom mój stoi bez drzwi i okien
czasem nawet już kołowieczora.
Wtedy kupuję klucz do windy
i zaczynam przez dom podróżować.

Znam te stacje. Już jeżdzę od roku.

Na nieczytelnym pierwszym piętrze
z nadmiaru myśli umarł mędrzec.
Wysoko podniósł kołnierz płaszcza.
Na nieczytelnym pierwszym piętrze.

Myśl mi zagraża. Cofam ręce
płynnością godną Heraklita.

Dom mój płynie bez dzwi i bez okien.
Dom mój płynie do ostatniej stacji.
Znowu czekasz na mnie jak przed rokiem.
Dom się wali. I tylko zostają
ciała nasze
pewne jak heksametr.


Idziemy w stronę przedszkola, otacza nas chłód i płacz Pipina, poranek mało optymistyczny, to tak jakby zrzucić granat, tu śnadanie, tam pakowanie książek które niby były spakowane ale no cóż , jakoś same z siebie wyszły, rozmowa nieletniej o zdaniu relacji z tego co było a było...sypią się lufy, gify, pały jak to się mówiło za moich czasów, pocieszeniem był tekst że żołnierz bez karabinu nie chodzi a jedna jedynka to nie koniec świata, okazuje się że czwarta klasa daleko odbiega od trzeciej, panie wymagają, za brak pracy domowej stawiają oceny niedostateczne za brak wiedzy z poprzedniej lekcji tak samo a z plastyki? kiedyś za moich czasów bo okazuje się że moje czasy to lata wczesnej epoki kamienia łupanego, było najlepszym przedmiotem na którym się malowało, rysowało, a teraz trzeba poszerzać wiedzę o malarzy, założyć teczkę i włożyć do niej zawartość 150 zł za same farby w trzech gatunkach o reszcie nie wspomnę...każdy nauczyciel wymaga i ma zdanie że jego przedmiot jest najistotniejszy, kiedyś lektury w klasie czwartej to była Ania z Zielonego Wzgórza, to była Akademia Pana Kleksa a dzisiaj szukam po znajomych czy nie maja wypożyczyć ; Mikołajka ; Rene Goscinnego w tle bierze udział dziadek z prostata tak apropos...matematyka to wyższa szkoła jazdy, historia i angielski gdzie nauczyciel nie zna zdania ; miej pan litość ; a to dopiero drugi tydzień mija...muszę się uzbroić w cierpliwość czy to dopiero droga przez szaniec? a Pipin złapał katar, wiec ja popołudniówka, zaprowadzam i te łzy, rozpacz wymuszona przeradzana w histerię, wymioty, sikanie pod siebie na zawołanie po to by wymusić nie pójście do przedszkola, sprawdza nas, mnie, a my co? idę z nim i zaciskam swoje skołatane serce, przemawiam do siebie głosem rozsądku że to minie, z czasem, że właśnie o ten czas chodzi, że musi nawyknąć, przyzwyczaić się a przecież panie są dobre, przebierają olanego Pipina, karmią , tulą , noszą...ale idziemy, mijamy mamy z dziećmi które są radosne, roześmiane a ja wiem że i mnie kawa posmakuje ale kiedyś, potem, zaś teraz , tu muszę uzbroić się w anielską cierpliwość, być stanowcza i uśmiechać się do płaczącego, wspierać jego brak zrozumienia, będzie dobrze tłumaczę, ok, zobaczysz polubisz przedszkole...a przecież ile zajęło nieletniej przystosowanie? rok! bity, cały rok, wyła, kładła sie na posadzce, wymiotowała, sikała i odstawiała arie i operetki, nie dałam sie, byłam twarda, teraz wspomina jako zabawę a ja? byłam chora ze zgryzoty bo wydawało mi się że robię jej największą krzywdę odciągając od miejsca bezpiecznego, od własnej kiecki...teraz mówię stanowczo idziemy i koniec dyskusji, opowiadam o jesieni, o liściach, kasztanach, o zobacz - wołam - śmieciara! niby przestaje i pyta się po raz który tego poranka ; przyjdziesz po mnie ; a nie przychodzimy? dla nie go to nie zrozumiała sytuacja pozostawienia go w miejscu gdzieś poza domem budzi strach, on nie rozumie dlaczego miał tą swoja przystań w rutynie , monotonii a rzucili go na głęboką wodę w postaci 24 dzieciaków, pań, czegoś nie znanego, coś co budzi w nim lęk...dla nie go to szkoła życia, nowe nie znane dla mnie także uczucie które znam a przezywam je z wielkimi emocjami duszonymi gorącą kawą i obowiązkami domowymi...nie cierpię popołudniówek, nie na widzę w ręcz, nie widzę dzieciaki przez cały dzień kiedy idą dają pyszczka a potem widzę kiedy śpią, lekcje nieletnia odrabia sama, sprawdza dziadek, Ktosiek, Pipin radzi sobie sam, nawet zaczął wołać do kibelka...eureka! a ja ? czytam, łazikuję do pracy w której daleka jestem od bycia szczęśliwą ale jakoś pcham ten swój wózek przygryzając nie tyle zęby co słonecznik.
Drogą przez jesień... 2014-09-06

SCHETT
Droga

Wspominam liście
które sypią się i sypią
z błękitu
Wspominam dziuple
gdzie spała futrzana baśń
Wspominam stertę liści
w której zasnęła młodość
tak mocno, że zbudziła się
za tydzień
Zapach liści szedł mi do głowy
jak wino
Wspominam dziewczyny
które schowały się za drzewem
już na dobre
Wspominam góry
które zostały beze mnie
jak opuszczony dom
z wstawionymi szybami
ze szronu
Wspominam młodość
która została już na wieki
daleko stąd
w bukowym lesie




...Po tygodniu pracy, pierwszych ekstremalnych przeżyć syna w przedszkolu gdzie na trzeci dzień przemógł się i przestał histerycznie płakać, kiedy to już u nieletniej zostały utwierdzone pierwsze oceny niedostateczne ja pokonuję kolejną nockę tłumacząc sobie to poświęcenie dla rodziny, dzieci, to zmęczenie, to nic z kłopotami Ktośka w pracy...tydzień obfitujący w uczucia i poczucia winy, radości i niemal męk, idziemy przed siebie drogą między drzewami, pokonujemy kilometry opowiadając sobie anegdoty, włączając wspomnienia tego jak to kiedyś zgubiłam się w lesie, jak mijałam niemal te same drzewa, połacie lasu, polan, a dzisiaj? pokonujemy ścieżki, dróżki, mijamy kopce kretowisk, sieci pająków , mrowisk, wszystko pachnie ściółką, liśćmi, grzybami, słońce przyświeca nam drogę, myśli biegną optymistycznie, och jakże czy nie mogło by być tak miło, rodzinnie , bezpiecznie zawsze...
Mosiężne łzy jak krople rosy... 2014-09-02
Prawem dziecka zabawa
a obowiązkiem sprzątanie
bo z kim się bawić będzie
jak misio w kącie zostanie
Po każdym myciu rączek
choć woda cieplutka leci
kran trzeba dobrze dokręcić
to obowiązkiem dzieci
Gdy mama założy dziecku
nowe i czyste ubranie
obowiązkiem nie brudzić
wtedy łatwiejsze pranie
Gdy małe dziecko się boi
to obowiązkiem starszego
porozmawiać z nim szczerze
by nie bał się niczego
Kiedy na przykład w sali
ktoś porozrzucał śmieci
podnieść i wrzucić do kosza
to też obowiązek dzieci
Pomagać sobie w potrzebie
obowiązkiem grzecznego
a świat będzie piękniejszy
dla przedszkolaka każdego

( Znalezione na dnie internetu - na potrzebę notki )


... Potrzaskało się matczyne serce o schody przedszkola, poturbowało się, pokulało i zapłakało, emocje ukryte pod grubą warstwą ; bycia twardym ; są niczym innym jak problemami gastrycznymi, wiesz że na tę dolegliwość nie umrzesz a jednak doskwiera Ci ból , nieustające parcie na szkło i myśli że niby wszystko jest OK a jednak NIE...mam świadomość że tocząca walka kiedyś ustąpi łzom, wyjdzie uśmiech jak słońce na niebie, że przedszkole i wszystkie związane z nim dzieciaki w raz z paniami staną sie najlepszymi przyjaciółmi, miejscem zabaw, nauczania, puki co mierzymy się kto zwycięży a kto ustąpi, matka idzie z zaciśniętym sercem, z oczami które ukrywa przed innymi by nie pokazać ile ją to kosztuje, otwiera drzwi sali, zastaje Pipina zmoczonego od pasa w dół ( reakcja na stres może wywołać różne reakcje dziecka czytam w mądrym poradniku ), zapłakanego, zasmarkanego...
przeprowadziłam wywiad i jak było pytam panią?
-: Gabriel pogniewał sie na jedzenie ( osiem godzin o pustym żołądku ), nie chciał pić, iść na kibelek, stał i sama pani widzi, koszmar...
nakładam na siebie kolejną warstwę grubej powłoki, potrzeba czasu by synuś wiedział że nowa rzeczywistość także jest bezpieczna tylko puki co boimy się zmian, nie ma co przeżywać...a jednak wolałabym usmiech i radość w oczach Pipina jak nie które dzieci okazują swoje pierwsze przedszkolne podboje mając pretensje do rodzica że już przyszli je odebrać, odrywając od zabawy ale nie każde dziecko jest takie same, wiec potrzeba czasu jest w naszym wypadku jedynym lekarstwem...koleżanka opowiadała w drodze do pracy jak jej wówczas synek ; zwiał ; z przedszkola, budynku pilnowanego gdzie miał mieć ośmiogodzinną opiekę, a on? zapukał do drzwi domu gdzie mama na jego widok spytała : - Co Ty tu robisz? przylazłem...
Inna z kolei opowiadała jak jej córcia potrafiła zwymiotować na zawołanie, popuścić w majteczki, załatwić swą potrzebę grubszą i to przez rok!
Życie przedszkolaka to nowe nieznane a przecież widząc inne mamy jak im miękną kolana, no cóż...


Ale przecież oprócz Pipina i jego najważniejszych spraw jest nieletnia i szkoła...pierwsze lekcje z nowymi nauczycielami, pierwsze sportowe wrażenia, basen, pływalnia, integracja koleżeńska, cała zaobsorbowana pędzi do szkoły po to by wrócić i całą swoją osobą opowiadać jak było, taka wymiana poglądów pozwala nam nie tylko zbliżyć się do siebie ale pokazuje że nie ignoruje jej, że świat Pipina nie przyćmił mi widoku tak bardzo że stała się prześwitująca...pamiętam jak nie wiele obchodziło moją mamę, jak się będziesz uczyć to twoja sprawa i zostawiała mnie sam na sam z kłopotami szkolnymi, czasami chciałam i jakże zazdrościłam koleżankom kiedy one mogły wymieniać swoje poglądy z własną rodzicielką, kiedy to same dowiadywały się z kim matula siedziała w szkolnej ławce, jacy byli nauczyciele z czym sobie radziła, dla mnie to zawsze była słodka tajemnica bo mama zawsze okręcała kota ogonem, daj mi spokój załatwiało sprawę...więc rzucony plecak po szkole i opowieści nieletniej co kto i gdzie pozwala mi ujrzeć świat oczami dzisiejszego ucznia, ich potrzeb bo co dzisiaj rządzi jak nie kasa, wiadomo! jak masz ładne schludne ubrania to fajnie, ale jak masz markowe to nie znaczy że jesteś mądry, ładny, inteligentny ubranie za ciebie załatwi sprawę, jak karta wstępu do bycia kimś i nie ważne że posiada się mózg w skali ziarenka piasku, masz gadżety i rządzisz, na szczęście nieletnia nie zwraca za bardzo uwagi, nie przejmuje sie tym że ma zwykłe czerwone trampki ( o których ja zawsze marzyłam ), że plecak to nie ten z górnej półki, ma służyć, ma być przedmiotem codziennego użytku a nie pokazówką i szpilką zazdrości innych kolegów i koleżanek, ale nie wszystkie są skromne, normalne, dzieci potrafią być okrutne, zawistne...


... Co u mnie? praca i życie pracownika tapicera od krzesła, po kolejnej nocce rzucam się w wir prac domowych, przerabiam kolejną książkę poczawszy od tego że rok szkolny rokiem szkolnym a przecież był to ważny dzień , rocznica wybuchu drugiej wojny światowej która pociągła za sobą konsekwencje całego marazmu historycznego, z tego też powodu do ręki wpadła mi powieść Marka Świerczeka
Dybuk ; cofając się do 46 roku gdzie wojska podziemne pacyfikują podziemie. Z Rosji sowieckiej wracają niedobitki ludności którzy przeżyli holokaust, w kraju poddanym terrorowi szaleje bieda i psychoza lęku. W tym czasie kiedy po wojnie Polska próbuje wstać z kolan, odbudować codzienność na nową przez miasta i wsie przechodzi coś, ktoś kto morduje małe dziewczynki, osobami podejrzanymi stają sie Żydzi które to niby mają na celu zabijać chrześcijańskie dzieci. Aby powstrzymać wybuch zamieszek grupa oficerów UB wypuszcza na wolność byłego więźnia AK któremu dają zadanie powstrzymanie tego co zabija dzieci. W kogo wcielił się tytułowy Dybuk? polecam...


Koniec dobrego... 2014-08-26
Dokąd idziesz? Do słońca!

W nocy noc i w ludziach czarna noc
Blask nie widzi gdzie ma zadać cios

Jestem tutaj
Wołam cię
Jestem tutaj
Przeszyj mnie
Promieniu świetlisty złocisty

Nie strasz mnie jak gdybyś nie miał wzejść
Wiem żeś tuż pod horyzontem jest

W lustrze nieba
widać cię
W ziemi drżeniu
Słychać cię
Promieniu świetlisty złocisty

Nocy proszę nie przeciągaj już
Skoro świt do Słońca pora pójść

Z błyskiem w oku
będę szedł
Wprost na ciebie
będę biegł
Promieniu świetlisty złocisty


( Edward Stachura )


...Kończy się to dobre, długie i gorące, kończą się wieczory przy świetle księżyca, przy śpiewających świerszczach, przy muzyce i z zabawie, a zaczyna się to co nie bardzo lubiane ( szkoła ), przedszkole, obowiązki, przed nami jesień, grzybobranie, hasanie po lesie, słońce i deszcz, więc kończy się sierpień, mim że do końca jeszcze parę dni a już czuć ten wiaterek chłodny, ten przeszywający dreszcz i nie chodzi o emocje a szybciej o katar,,,szkoła i pytanie nieletniej, dam sobie radę? jak zawsze matka do mnie mówiła? musisz sie wziąć do galopu...więc na początku był galop, wielka walka pokryta czołowym potem, chęć nie tyle zdobywania wiedzy co nałapania jak najszybciej dobrych ocen po to by na końcówce przyhamować, bo się nie chce, bo człowiek zmęczony, bo zawsze było coś a im bliżej wakacji tym głowa nabita była głupotami, komu by się chciało kuć do ostatniego sprawdzianu do matmy ale dzisiaj mamy inne czasy, inne nauczanie i kiedy przeglądam książki nieletniej zastanawiam sie czy ja posunęłam się ; tyle z wiekiem ; czy edukacja zwariowała? tyle tego, wszystko ważne, wszystko inne...matematyka to czysta magia nie powiązana z fizyką , nieznana i pewnie usłyszę mamo za stara jesteś nie zrozumiesz...i pewnie i ja tak patrzyłam na matkę swoją okiem dzieciaka i swoją ; starą ; która to stara była od wieków...bo co ona wiedziała, bo czego słuchała? no właśnie ...przez dom przewija się muzyka, ta którą ja lubię i styl młodej, gust taty i nieodzowny Pipin i w cale nie Wlazł kotek na płotek, każdy lubuje się w tym co go kręci, córka poznaje moje style, kosmetyki, ubrania, to jest fajne tamto nie a moja mama? nie nosiła butów na szpilkach a przecież każda mama mojej koleżanki miała korki, wychodziłyśmy na podwórko i ja zawsze w swoich bo co niby miałam założyć ...obuwie taty? numer mniejszy od kajaka, to się zakładało na dzień przebierańców a przecież każda i ja chciałam założyć maminą sukienkę, buty i pomalować się jej czerwona pomadką ale mama nigdy takiej nie miała, nie malowała się bo uważała że cera nie pomieszana z żadnym świństwem jest najlepsza, krem NIVEA a dla mnie BAMBINO najlepszy latem i zimą był wszystkim, rarytasem kosmetycznym więc wzdychałam do bohaterów Bewerly Hils i kontaktów dzieci do rodziców z Seven Haven , nawet Corcy miał matkę która go rozumiała a moja? kiedy tak patrzę na moją matkę to owszem urodziła nas, wychowała, dała nam wszystko co było możliwe i tyle...nie było rozmów do późnej nocy bo...zawsze zmęczona, bo...działka...bo...zawsze coś...jej matka a moja babcia była taka sama , odziedziczyła czy to była forma pozbycia się nas, owszem nie narzekałyśmy bo się nie wtrącała, machała ręka jak przed muchą przed naszymi kłopotami, porażkami, udawała zapracowaną albo nie widzącą po to by problem jej nie dotyczył, co innego ja, jestem czasem nadgorliwa, jak kwoka która chce ochronić swoje pisklęta, chcę wiedzieć co lubią, czego nie, jakie są ich ulubione rzeczy, zabawy, kolory, jedzenie i w cale nie rosół, nie kurczak...interesuje się, wspieram i czasem ganie...przedszkole...tak, znam to uczucie kiedy córcia przekraczała próg po raz pierwszy i ten strach czy sobie poradzi, czy będzie tęsknić bo ja czasem ...umierałam z bezczynności nie mogąc sobie znaleźć miejsca a potem dowiadywałam sie że śniadanko zjadła i obiad też, że bawiła sie tylko ta Lena tak ją ciągła za kucyki, tak ją szczypała i popychała że droga do przedszkola to dopiero była droga przez męki, wycie, darcie papy i kładzenie się tuż po zamknięciu się drzwi na podłodze bo panienka Korelia przyszła do przedszkola, całe pięć minut wielkich pokazówek po to by zająć się zabawą i zapomnieć o mamie...ale tutaj mam problem, nie za ciekawy, nie sterylny, w ręcz śmierdzący...idzie Pipin za drzwi i co robi po cichutku? w skupieniu? nie liczy kropek na ścianie, nie mnoży swoich postanowień wobec co do marzeń on wali pod siebie...i nie idzie wytłumaczyć że takie sprawy faceci poważni załatwiają na kibelku, że udają sie w celu gdzie król piechotą chadza, że ...on idzie na skróty i żadne tłumaczenie że idzie do przedszkola, że pani, że dzieci, że tak trzeba...a wręcz wypada...i wali pod siebie a my myjemy, wycieramy i tłumaczymy...nic i finito...jedyna nadzieja to przedszkole i wychowawcze sukcesy pani przedszkolanki a my oprócz uzbroić się w cierpliwość musimy zakupić jak największą ilość majtek i portek ze skarpetkami ot i wsio...kończą się wakacje i tylko nadzieja że no cóż...rok szkolny szybko minie...
A nasi tu byli... 2014-08-23
Koniec wakacji zapowiada deszcze, obniżoną temperaturę i niedzielę z nosem w szybie...a jednak każda wolna chwila to bycie na naturze, przy obserwowaniu bo czy dziecko zauważy pajęczynę grubo utkaną, czy bożego żuczka, pasikonika a nawet jaszczurkę których w naszych lasach mnóstwo...byle nie pada, wsiadamy na rowery i dalej przed siebie, w las , na skraj, urwiskami byle zasapani, zapoceni...a las? niby cisza, ptaszki trelują aż miło, zieleń soczysta w miejscach zamienia się w żółcie, liście kochani opadają jak mnie skrzydła jak patrzę to co poniżej ...podpaski, wory z których się wylewa dosłownie wszystko, idziesz ścieżką z nieletnią i Pipinem i co? ; Uważaj na ; papierzaki ; ( kupa, gówno w języku polskim ), papiery toaletowe mżna mierzyć metrami...smród, odraza, niby las pachnie sciółką, a jednak taki obraz to nasz wstyd, osobista ludzka hańba...tak niszczyć przyrodę, bo to już boli przyznać się że ; nasi tu byli ; puszki po piwach - wszędzie, smród i znój...a jednak jechaliśmy tłumacząc dzieciom że taki widok napawa odrazą i żeby wiedzieli dlaczego, mimo wszystko...udało się zaliczyć jaszczurki których w tym roku wysyp, pająków i pasikoników, mamo weźmiemy jedną -słyszę za uchem? o nie! wystarczy że mam trzy świnki morskie i je karmie, sprzątam i kocham miłością bezwarunkową jeszcze mi jaszczurki brakuje do szczęścia...ale jak by nie było kozaków nie brakuje, uśmiechów dzieci także a my ...Ktosiek złapał gumę, Pipin zasnął a ja poczułam co to zakwasy w nogach...ale warto było...potem? plac zabaw, piach, ślizgawka i inne zabawki, Borysew i Safari Zoo...szczęścia nigdy dość...


Młodzieżóka... 2014-08-15

Kamil Laskowski
"Farmazony"

-Dzisiejsza cywilizacja
jest cywilizacją przemocy
papież ci powie
-Dzisiejsza cywilizacja
nie potrzebuje ludzi starszych
-Dzisiejsza cywilizacja
jest cywilizacją śmierci
papież ci powie
-Dzisiejsza cywilizacja
jest hedonistyczna
papież ci powie,
a papież farmazony...

( Znalezione na poema.pl )



...Cywilizacja posunęła się tak bardzo do przodu że zniekształciła tok myślenia młodzieży, owszem ja wiem że się spieszą do dorosłości nie będąc świadomym tego że za złe decyzje poniosą konsekwencje, tak bardzo zmienia się świat że rozmowa trzech dziewczyn powinna nie wzbudzać we mnie oporu buntu, że jak to tak, tak bardzo się postarzałam że wzbudza we mnie nie smak a przecież jeszcze tak nie dawno, jakby wczoraj sama czułam się wyzwolona, z zaciętym językiem która chciała udowodnić wszystkim a zwłaszcza tym babom na ławeczce pod blokiem babci że nie samą plotą człowiek żyje a jednak dostarczałam im pierwszych wiadomości...to co dla mnie było luzem i powerem dla innych i starszych było przykrym faktem że nie nadążają za postępem...ta zmiana mnie dopada, to nie brak akceptacji na dzisiejsze dziary, język, kulturę że młodzież chce być nomber uno wszędzie, że ich poglądy są zadziwiające...
Idą trzy takie wyluzowane małolaty około 13 lat, takie niby cwaniary, niby pozjadały rozumy i się chwalą ostatnią imprezą, ile wypiły, z kim siedziały, z kim poszły tam gdzie szanująca się dziewczyna nie poszłaby w cale lub uciekła z krzykiem grozy tam gdzie król piechotą lub gdzie wiatr hula...idą i palą popijając piwkiem z 7 % alkoholem. Śmiech ich i przerażenie bo czy tak moja ; niunia ; będzie wyglądać za dwa, trzy lata? gdzie zacznie się stroić ( już zaczyna ), gdzie towarzystwo odpowiednio rozbuduje w niej poczucie wartości - mamine gadanie będę mogła schować między książki, gdzie szkoła ukształtuje w nas poczucie że my nadal w ciemnym lesie a ona wyprzedzi nas o całe lata świetlne, że jej nie wiedza, chęć posiadania pięciu minut zamieni się w nasze nerwy, nie przespane noce, zastanowienie czy jest tam gdzie nas uprzedziła czy w ramionach swojej pierwszej miłości poprzedzonej nie świadomością, bo komu by się chciałoby zerknąć do książki by wiedzieć że pierwszy raz bez okresu może spowodować ciąże jak nie u jakiej córki koleżanki która pewna swego z ciągnęła galoty i potem w wieku 14 lat pożegnała się z okresem dojrzewania, spacerami przy blasku księżyca, ot urodziła i sie skończyło spanie do, wałęsanie do, powroty o...zaczęła się szybka lekcja dorastania, brania odpowiedzialności za czyny a tutaj? takie siksy, małolaty a wiedzą że jak zrobią loda dostaną drinka, piwko lub paczę nie malborasów a byle ruskich, cienkich...szok...pocieszam się że to wszystko, same dylematy za ...jakiś czas , puki co nieletnia jutro kończy 10 lat :) a więc już życzę jej pogody ducha i byle do przodu :)


...Najstarsza przyjechała, zawitała, została tuż przed obroną pracy magisterskiej, wyjeżdża do Norwegi, kraju perspektyw z nadzieją na lepsze jutro, cóż nasza a już nie do końca buduje swoje życie na ziemiach obcych, z dala od nas, chyba już nawykłam że ciągle jej pełno lub pustka wypełniona poczty głosowej...a jednak jak wpadła to jest, opowiada a dzieciaki? małolata związana z nią szczególnie bo pierwsze lata przy boku siostry wpatrzona jak w obrazek, Pipin za to przyjął ją jak kochaną ciocię która wpadła na kawkę i zaraz zniknie...a nas rozsadza duma że tak nam wyrosła ta maleńka kruszynka.


Wyjazdy sierpniowe :) 2014-08-12

K. I. Gałczyński
O sierpniu

I
Stanęły pod mym oknem
jak wiejscy muzykanci
gwiazdy.
zielonooki
sierpień po sadzie tanczył.

Księżycem całowany
sad się rozrzewniał,
lekki był i cygański
taniec sierpnia.

Raz złocistość w korze drzew drżała,
tu cień ją płoszył,
ludzie mrużyli, noc otwierała
oczy.

II
Zaciemniły się świerki,
nad każdym wzeszła gwiazda,
noc jak ty: przytula i rozchmurza;

światło zorzy dalekiej
jest jak miasto daleki
błyskające gwiazdami od wzgórza.

Łzy, co nam z oczu zlecą,
ziemi o nas powiedzą,
chodźmy w drogę, łzy w drodze obeschną;

łzy nie przynoszą ulmy
a my w tę noc wędrujemy
roziskrzoną, rozśpiewaną bezkresną.

Trzcina śpi na jeziorze,
znieruchomiały zorze
i wiatr się uspokoił.

Gwiazdy srebrnoramienne,
świecą gwiazdy promienne,
i nad świerkiem swoim.


III
Nastaw czapki: gwiazdy lecą ładnie
jak świąteczne cacka pozłacane;
nastaw czapki: może która wpadnie
i zaniesiesz ją do ukochanej.

A gdy skłamią, że jej w domu nie ma
chora - różne bujdy takie,
gwiazdę rzucisz z powrotem do nieba
czapką naciśniesz na bakier.


IV
Szum
Szumi wiatr -
odwieczny wiatr, beztroski wiatr, wiatr nieustanny.

Ciepły sierpień ogrody rozszerzył, rozmarzył i ogrzał.
Szumi wiatr.
W szumie wiatru jestem na śmierć zakochany.


...... Sierpień, miesiącem żniw, bocianów, kombajnów i traktorów. A my wolne wakacyjne chwile uciekamy się nad jeziora Anastazewskie, pod Czapury ( gdzie woda daleka od tej czystej i przejrzystej ale jak się nie ma co się lubi), książka plus woda niegazowana, słońce, zieleń i ...miło tak. Dzieciaki używają ile wlezie letniej spiekoty, zabaw na plaży, nauki pływania...


...Jak wakacje to i odwiedziny malców z rodzinny bo i babcia stęskniona i wnuki chcą mieć odskocznie od szarej codzienności, nie koniecznie byłam szczęśliwa pod tym względem bo powiedzmy sobie prawdę, posiadając swoją dwójkę taki tydzień z trzecim dzieckiem ( jedynak ), wniósł w nasze życie istny chardcor, wymuszanie, nie ustępliwość, a nawet wszelkie sposoby by ; ich ; było na wierzchu sprawiło że mieliśmy dosyć, sorry - owszem kocham dzieci, zwłaszcza swoje, inne? także na krótka metę, jedynaki typowe są nie tyle fee, ale ich ciężar posiadania swojego JA i Ego wylazło po pierwszym dniu po czym ciągło sie w kolejnych, ja jestem w stanie zrozumieć poświęcenie rodzica, jego miłość , oddanie, troskę, nadskakiwanie, podawanie każdej rzeczy na tacy bo dziecko chcę, bo jest samo, jest potrzebą zrekompensowania towarzysza życia w postaci rodzeństwa, ale z takiego dziecka co wyrasta w takim bądź razie? kosmiczna kaleka która na początku kariery szkoły podstawowej posiada jak to się mówi ; buzię od ucha do ucha ; za to nie rozstaje się z misiami bo są ukochanymi przytulankami, wpaja sie tezę ; jesteś pępkiem świata ; i żyją w takim przekonaniu że cokolwiek istnieje i jest namacalne należy do nich, nie liczą sie z uczuciami innych a o przyjaźni, zdrowej zabawie - zapomnij...więc tydzień mieliśmy uchachany, począwszy od wstania z łóżek, gdzie dziecko afiszowało swoją niechęć do ubierania się, mycia zębów, po zjedzenie śniadania gdzie wymyślało różne ciekawe rzeczy które miałyby znaleźć się na kanapce...po kolejne godziny które przypominały walkę o przetrwanie. Pobyt u jego rodziców - dlaczego mnie nie dziwią dziecięce zachowania, w końcu z kądś je dziecko czerpie, obserwuje, nabiera wprawy i tak sobie toczy swój syzyfowy wózek...jednak nie uznaję bezstresowego wychowywanie co nie znaczy że jestem zwolennikiem bicia, a jednak dziecko nie ma prawa równac się z rodzicem, podważać jego autorytet. Niestey błędy wychowawcze są typowe dla popełnianych błędów, jest się mądrym po szkodzie jak to Polak potrafi, ale dlaczego nie którzy nie wyciągają wniosków?


Takie sobie życie... 2014-07-30
Przygnębiające jest myślenie
Umysł nie pozwala Ci się skupić
nad tym, nad czym powinieneś
Stworzyłeś nas ludźmi inteligentnymi,
ale jak poradzić sobie,
jeśli w głowie myśli obijają Ci się o czaszkę,
nie mają gdzie się podziać.
Jak stare zabawki,
gdy brak pudełek, by je posegregować...

(Znalezione nie kradzione - sorry )

...Bo życie to taka niespodzianka, nigdy nie wiesz co Cię czeka, co stoi na rogu, kiedy nastąpi koniec lub początek tego nowego, wydaje nam się że znamy swój los, dzień - dom, praca, dzieci, obowiązki, czasem narzekamy na rutynę, monotonię która gasi nasz zapał, kiedy wydaje nam się że to wszystko bez sensu a czy to nie jest złe rozumowanie? Zmieniłam pracę, wdrążam się powoli acz skutecznie w nowe nieznane, poznaję nie tylko stanowisko pracy ale ludzi i? ola boga ( przez małe b ), narzekają, przeliczają, ciągle na minusie, nie taka żona, nie takie dzieci, nie taka praca, nie taka pogoda, kultura, nie taki prezes, system, płaca, ciągle na nie, a może warto czasem usiąść i zastanowić się czy faktycznie tak jest na nie? masz żonę, dzieci, pracę ( a to już jest dużo ), masz pogodę, jesteś sam zdrowy, masz dach nad głową ( to bardzo dużo ), a czujesz niedosyt ? to znaczy że jesteś znudzony, bez pasji, pożarła Cię gonitwa szczurów, albo jesteś jakiś ; inny ; warto jednak się zatrzymać i zobaczyć pozytywne strony naszej egzystencji, bo weźmy:
Moja koleżanka jedna czy druga walczą o dziecko, by zajść w ciążę potrafią stanąć na głowie, postawić swój majątek byleby poczuć ruchy dziecka, by złapać to wychuchane dziecko w dłonie, by zostać matką, nie ważne jest nic tylko ta chwila by usłyszeć - jest pani w ciąży. Zapominają że życie nie składa się z dni płodnych, brania leków, zastrzyków, in vitro, walki która skończy się sukcesem, nie ważne są własne potrzeby, męża, nie ważne są wartości nadrzędne, podrzędne ale one, ich macice, stają się robotami które w głowie maja jedno, reprodukcja, byleby skuteczna, narzekają na wszystko, chodzą i rozsiewają złe samopoczucie bo ciągle im coś dolega, jakieś muchy w nosie, nie zadowolenie, jakieś coś...czasem się udaje, czasem nie...zachodzą i poraniają z poczuciem że trzeba walkę zacząć od nowa i skutecznie, wydać werdykt nie tylko o sobie ale o tych z którymi przebywają i? pracujesz w atmosferze zgorzknienia, taka parambola która bardziej jest na pochyłej niż na poziomie bo Ty masz dzieci, bo jakoś ci się udało a ona? zdrowa jak to się mówi wiejska dziołucha i nic...
Są tacy którzy uwielbiają obgadywać, ZNACIE TO? pracujesz i patrzą się na ciebie, dasz radę albo nie, im bardziej nie, tym bardziej są ucieszeni, tym bardziej mają powód do przekazywania złych opinii, na szczęści trafiłam pod dobre skrzydła ale inne? za samo to że są kobietami powinni trafić na lincz, taka prężna firma...osiem godzin uwijasz się w ukropie bez atmosfery bycia akceptowanym, bez grama uśmiechu o przyjaźni zapomnij, bo wiesz że cię nikt tu nie chce...
Warto czasem przysiąść i pomyśleć, przeanalizować czy warto za wszelką cenę...


...A ja używam tego szczęścia, napajam się nim do bólu bo wiem ile ono mnie kosztuje czasem nerwów, łez i radości, łez radości...

 
O lipcowych porzeczkach... 2014-07-06
nie można zabić miłości

jeśli ją w ziemi pogrzebiesz
odrasta
jeśli w powietrze rzucisz
liścieje skrzydłami
jeśli w wodę
skrzelą błyska
jeśli w noc
świeci

więc ją pogrzebać chciałam w moim sercu
ale serce miłości mojej było domem
moje serce otwarło swoje drzwi sercowe
i rozdzwoniło śpiewem swoje sercowe ściany
moje serce tańczyło na wierzchołkach palców

więc pogrzebałam moją miłość w głowie
i pytali ludzie
dlaczego moja głowa ma kształt kwiatu
i dlaczego moje oczy świecą jak dwie gwiazdy
i dlaczego moje wargi czerwieńsze są niż świt

chwyciłam miłość aby ją połamać
lecz giętka była oplotła mi ręce
i moje ręce związane miłością
pytają ludzie czyim jestem więźniem

Halina Poświatowska



...Lipiec...Wakacje, słońce i gorące powietrze sprawiło że uciekamy na działkę, inni uciekają nad jeziora ( które u nas są ale położone gdzieś dalej ), nad daczę jak to się kiedyś lubiło mówić ( lub chwalić ), inni grilują, piją, bawią się wesoło , gwarnie, spijają browce, drinki, upijają się lub tańczą pod wpływem i nie tylko muzyki...a my uciekamy po tygodniu mozolnej pracy, od nagrzanych murów ciesząc się że posiadamy chociaż cztery ary ziemi tuż za miastem, jest gdzie posiedzieć, powdychać powietrza , poczuć wiatr we włosach, promienie słońca, jest zieleń która koi nerwy ( bo kto ich nie ma niech uznaje się za szczęśliwego człowieka), która łagodzi umysł, która sprawia że odpoczywam, izoluję się od rzeczy przyziemnych dla których poświęcam więcej czasu na tworzenie kolejnych półek z tym na ; już ; i ; potem ; bo nasza codzienność składa sie z planów nie koniecznie wielkich ale i tak sprawiają że nagle takie miejsce jak działka, natura, zieleń sprawia że świat staje się jakby odkrył swoje drugie ja, inną twarz bardziej zaznaczoną kolorami...smak owoców zrywanych prosto z krzaka, co z tego że porzeczka jest kwaśna i cierpka w smaku a jednak zrywając je i połykając czerwone kuleczki smakują jak niebo w gębie, odnajdują miejsce przy truskawkach które przez ciągłe opady i zalaną działkę było tyle co nic i odwieczny brak słońca, więc podjadamy, podglądamy co tam siedzi pod listkiem, krzaczkiem, pająki, mrówki, ślimaki...dzieciaki są w posiadaniu ; róbta co chceta ; mają basen, namiot, piaskownicę, pobliski staw, drzewa, altankę i głowę którą wystarczyć napełnić pomysłami by czas ten nie był spożytkowany na marudzeniu że nudno, że wolą plac zabaw...Odkąd nadeszła wiosna wybywamy byle z dala od bloku, siedlisk ludzkich ciał, owszem towarzystwo innych dzieci sprzyja integracji, wspólnych zabaw, ale dobrze jest czasem odniesienie tworzenia własnej więzi z naturą i dziećmi z dala od spalin, tłoku ( gnieżdżenia się na jednaj blokowej ławce ), tam gdzie łapiemy dźwięki inne niż znane, śpiew ptaków, trel który działa na zmysły, ta działka daje odskocznie, jest muzyka, są bąki, pszczoły nie koniecznie te z bajek a jedną potrafią nie tylko zapylać ale i żądlić zwłaszcza takie dzieci które poprzez ciekawość świata chcą zobaczyć a co się stanie jak wyrwę temu owadowi skrzydełko i ...płacz , cebula a na końcu pamięć robi swoje że od pewnych istot lepiej trzymać się z daleka...więc siedzimy, grilujemy, zaspokajamy zmysły, delektujemy się i takie chwile potrafią być szczyptami szczęścia ...





W trzech kawałkach 2014-05-18
Według Kościoła Katolickiego: wszystkie żywe istoty, które się poruszają powinny zarabiać na swój codzienny chleb potem z własnego czoła, a nie myśleć o bezpieczeństwie i natychmiastowych rezultatach. Lenistwo jest brakiem fizycznych lub umysłowych starań, co degeneruje duszę i prowadzi do smutku i depresji.

Legenda przekazywana ustnie mówi: Juan, kiedy tylko zmarł, znalazł się w bardzo pięknym miejscu, otoczonym komfortem i pięknem o jakim kiedyś marzył. Człowiek ubrany w biel podszedł do niego:

- Masz prawo do wszystkiego, czego chcesz: jedzenia, przyjemności, zabawy - powiedział.

Zachwycony Juan robił wszystko, o czym marzył w trakcie swojego życia. Po wielu latach przyjemności, odszukał osobę w bieli:

- Zrobiłem już wszystko, czego pragnąłem - powiedział. - Teraz chciałbym trochę popracować, aby poczuć się potrzebny.

- Bardzo mi przykro - powiedziała osoba w bieli, - ale to jedyna rzecz, jakiej nie mogę dla ciebie zrobić. Praca tu nie istnieje.

- Mam spędzić wieczność umierając z nudów? Wolałbym po tysiąckroć razy bardziej znaleźć się w piekle!

Osoba w bieli podeszła i powiedziała niskim głosem:

- A ty myślisz, że gdzie jesteś?
Paulo Coelho


...Remonty, wiecie jak to jest, matka wraca z nocnej zmiany i co? pada jak betka poczym powstaje jak żołnierz by pucować, układać, zmieniać...a potem ? cieszyć się końcowym efektem a efekt jest co matkę cieszy bo gdyby nie dzieci...tak nieletnia złapała za pędzel, małolat wsadził rączki po łokcie w wiadro farby, potem było ...jeszcze gorzej...remont z dziećmi?

- Mamo ja chcę.

- Mamo ja potrafię

- Mamo a Gabryś piszczy...

Gabryś piszczy...bo chce ...bo dlaczego ona może o on nie i gdzie tutaj równouprawniona sprawiedliwość...

- Mamo ładnie?

- Mamo zobacz.

A matka ledwo za cokolwiek się weźmie tak lata po pokojach by podziwiać, bo chcieliśta spontanu to teraz nie narzekajcie. Macie co chcieliśta...ale efekt? bomba. Najważniejsze to radość :) dziecka uśmiech, zaangażowanie, pomoc która jest nieodzowna.Poza tym porządki zrobiły swoje, piwnica, miejsce do którego wrzucamy wszystko bo a nóż widelec jak chłopu wszystko sie przyda potem, kiedyś, później i teraz przyszedł czas na wywalanie, segregowanie, zastanowienie, potrzebne - zbędne...i tak ukazała sie naszym oczom walizka, inna niż zwykłe, stare, normalne, ta obita grubą tekturą z rogami ze skóry, z rączką metalową ciesząca się sławą w latach przedwojennych z dobytkiem liczącym 65 tysięcy starego nominału z lat 1960, 70' 80' bilony nawet francuskie, skąd to? nikt nic nie wie...a jak ucieszyło oko, poklepało próżną duszę bo tyle kasy i co byśmy kupili, na co wydali, gdzie pojechali...potem? gramofon...stary , wręcz śmieszny, cudak taki...w kolorze blue...kolejna zdobycz powojenna :)


...Poza tym? pada, chłodno i słońca nam trzeba, dostałam zaproszenie do Miejskiej Biblioteki Publicznej na wręczenie głównej nagrody 30 maja a więc już usycham z niecierpliwości...a że miałam urodziny...nie chciałam nic, nie pragnę niczego ( oprócz braku chrypy, zmiany pracy, zdrowia ), kwiatów które na krótko cieszą oczy a są najpiękniejsze kiedy kwitną na łąkach, ogrodach, więc zapragnęłam mieć Monikę Teresę Rudzką na własność nie jako osobę bo jest kochaną, niesamowitą i pozytywną osobą ale jej nową powieść ; Kuzyneczki ; mieć i zawsze wracać, cieszy moje oczy swojskimi literami...


...Wpadła mi do ręki całkiem przypadkiem powieść Marianne Fredriksson ; Simon i dęby ; i tak sobie pomyślałam, że tam była wojna, kiedyś druga światowa, że Hitler robił polowanie na żydów, znamy to z opowieści, kart historii, ale co czuło dziecko? mała bezbronna istota naznaczona nazizmem z którym spotkało sie w szkole, w latach dorastania...Larssonowie są bezdzietnym małżeństwem które wychowuje małego Simona, ten mieszka z w domu otoczonym troską i miłością, nie czuje inności a tolerancji i tego co ona oznacza dowiaduje się stopniowo poprzez przyjaźń z rówieśnikiem Izaakiem i kolegami z klasy, ojciec jak i matka próbują za wszelką cenę uchronić chłopca przed wiedzą co oznacza faszyzm, nazizm, holokaust...czy chłopiec dowie się prawdy o sobie, swoim pochodzeniu, biologicznych rodzicach i kim był dla niego Ruben ojciec Izaaka? polecam serdecznie Was kochani na te majowe ulewy i wiatry powieść bardzo wzruszającą, z wciągającą fabułą bardzo serdecznie zapraszam tym bardziej że jako matka nie wyobrażam sobie takiego okrucieństwa wobec stosowanych dzieci, które były skazane na wytępienie...


I po ptokach... 2014-05-09
dotknął mnie cierń
niemiłosiernej miłości
anioł polukrował skrzydła
pieniądz stuknął o tacę
odarto mnie z godności
sztuką przebaczania
śpiewał chór nawiedzonych
dyletantów nad grobem
przed ołtarzem mistyk
za fasadą światłości
mistrz manipulacji
wmurowana w obraz
kłonię głowę
wygodnie przyjmować
święte ciało mitu
( ściągnięte z internetu - konto usunięte ).


...Powrót do rzeczywistości może być formą nawet błogosławioną, tym bardziej jeśli człowiek jest otoczony różnymi emocjami, od bycia przybitym po niemalże euforię, stres towarzyszył mi przez ostatni tydzień tak bardzo że budząc się nigdy nie wiedziałam co mnie spotka, czeka, komunia nieletniej udała się bardzo, co miało się nie udać skoro dzieci w kościele były przygotowane, restauracja wyszła na przeciw naszym wymogom, a przecież tak skromna imprezka nie była uroczystością prezydencką a bardziej stawialiśmy na luzik i swobodę bo jakżeby inaczej. Nieletnia dziś za to śmiga swoim rowerkiem, nowym komunijnym i to nie wigry, to nie składak jaki to ja dostałam w raz z białym zegarkiem i kolczykiem bo drugi był popsuty - jakoś tak, a dziś dzieci chwaliły się Krosami, zegarkami z wysokiej pułki, tabletami, laptopami, kładami, cuda wianki...małolat także ujeżdża swojego bez pedałowca , place zabaw są łącznikiem okupowanych chodników bo gdzieś trzeba jeździć na rolkach, hulajnogach, rowerach, a także kredą pokrywają się piękne obrazki najmłodszych, coraz bliżej wakacji czym daje słychać codzienne koszenie traw kosiarami, do tego ptaki...temat tabu, bo że wiosna, że zielono, nawet ciepło i pożywienia ptactwo ma wszędzie gdzie okiem wykol, a tutaj jedna z drugą sypią, wala pod balkony z trzeciego piętra rozmoczony chleb, ziemniaki plus makaron, taka rybitwa nie musi martwić się o pusty żoładek, nie musi szukać wysypisk bo ma jedną z drugą na wyciągniecie skrzydła, leci ci to nad balkonami a z dzioba leci, tu obierek, tam kluska i pierzesz wszystko od nowa ale to nic co ludzie robią na swych balkonach...kobitka w sklepie użala sie jak dzika: - Mówię pani jakie dziadostwo! facet po czterdziestce notorycznie wyrzuca śmieci z czwartego piętra, trzepie worem aż miło a to świństwo leci wszem i wobec robiąc taki bałagan a jaki smród... Na to inna się wtrąca: - U nas z kolei facet trzepie worek po odkurzaczu, wszystko zapaprane, brudne a miej pościel do wietrzenia, pranie ... Niby ludzie to ssaki inteligentne , ciekawe że w pewnych momentach wyłazi słoma aż trzeszczy... To że ludzie wyprowadzają pieski do piaskownicy, kotki, inne stworzenia Boże to już nikogo nie dziwi, że społeczeństwa nauczyć nie można to inna para kaloszy ale robić taki syf w koło siebie, to jak kolejny gościu który wymyślił sobie sposób na podreperowanie swojego pustego żołądka, łaził dziadzina po klatce i szukał ciepłej strawy, a skoro jej nie miałeś/aś, to kiełbasy pani nie ma najlepiej śląskiej, białej...na ciepło... Przypadki chodzą po ludziach bo że dziecko chciało mieć wadę słuchu, życzyło sobie być głuchoniemym? a matka pragnęła takiej nietolerancji by nikt nie chciał się z nim bawić? żeby kazdy omijał i traktował go jak ; inną gorszą ; jednostkę, siedzę na ławce, Pipin klepie babki, sypie piachem po oczach aż miło, inne dzieci bawią się i rozmawiają że zrobią zamek, ze się przekopią, że to i tamto , nagle jeden taki debeściak rzuca do tego chorego by wyszedł z piaskownicy bo to jego plac zabaw i takich jak on nie potrzebują, poleciały epitety, matka zabrała chłopca za rękę i wróciła do domu z miną mało przyjemną ale ja nie! weszłam z chołotą w dyskusję ze jak tak można, że jak oni by się czuli gdyby ktoś ich wyganiał, traktował w ten sposób i na co tworzenie przedszkoli integracyjnych, szkół z dziećmi z problemami, wystarczy ze jeden i drugi wyrazi swoje zdanie a po nich idzie fala...chore czasy, chore ludzie...



O mnie
poRTterk
34
,
...
Słówko o mnie
tatuaże, książki, muzyka, przyroda, lubię jak jest dobrze, jak świeci słońce, jak biorą ryby, jak jest tęcza....
Zobacz mój profil
<< Październik 2014
PonWtŚrCzwPiąSobNie
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031
Archiwum
Rok 2014
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Księga gości
 
A TO SIĘ WYDARZYŁO
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
41085
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
3074
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
31
http://www.poema.art.pl
http://www.radiobajka.pl
http://www.krystyna janda.net
http://www.cytaty.info/paulocoelho
http://dziecko.pl


Zajrzyj tutaj! Pomoc dla Martynki :)

Wyróżnienie od Adam Poeta




NARODZINY GABRIELA.

Urodził się mały Gabriel
W płaczu się urodził
On z bólu nie płakał wcale
On radością się tak unosił.

Mała Kruszyna zapragnęła żyć
Świat ujrzeć i swoją Mamę
Nie chciało już w brzuszku być
Tam ciemności były same.

Postanowił Gabriel urodzić się
By Jego Rodzice Go podziwiali
Teraz unosi piękne oczka swe
A Rodzice i Siotrzyczka są zakochani

Swoim przybyciem zawładnął czasem
Choć jest taki malutki jeszcze
To posiada w sobie wielkości same
Delikatne jest Gabriela serce.

Bądź szczęśliwy Gabrielu mały
Kochaj i bądź zawsze Kochany
Słuchaj Taty i słuchaj Mamy
Bądź Ich Miłością owiany.

Wujek Adam...


W SŁOWACH MOICH...

Tak wiele jest słów
W sercu moim zapisanych
Chcę znaczenie ich snuć
I dawać ludziom więcej Wiary.

Unoszą się uczucia moje
I błądzą wśród chwil
Do serca nowe słowa biorę
Tak bardzo pragnę nimi lśnić.

Po sobie zostawić ślad
Taki namacalny i ciepły
Chcę by uniesieniem był czas
Chcę w dobroć ludzi wierzyć.

Każdy dzień niech piękny będzie
Niech Cię pobudza do życia
Unoś zawsze swe dobre serce
W słowach moich dobroć czytaj.

- Wujek Adam


Oddaj głos na mojego bloga!
Aktualna liczba głosów:
 
4658
Oddaj głos na szablon!
Aktualna liczba głosów:
 
11331
Współautorzy
Brak wsp?autor?w



CO TO JEST MIŁOŚĆ

NIE WIEM
ALE TO MIŁE ŻE CHCĘ GO MIEĆ
DLA SIEBIE
NA NIE WIEM 
ILE
GDZIE MIESZKA MIŁOŚĆ?
NIE WIEM
MOŻE  UŚMIECHU CZASEM  JĄ SŁYCHAĆ
W ŚPIEWIE
A CZASEM
W ECHU
CO TO JEST MIŁOŚĆ
POWIEDZ
ALBO NIC NIE MÓW
JA CHCĘ CIĘ MIEĆ
PRZY SOBIE
I NIE WIEM
CZEMU

Aniołku mój
W chwili złej
Ujmij skrzypeczki
Jeno zagrać chciej

Na strunie duszy
Kołyskę jedyną
Póki ciemno wszędzie
Póki serca biją

Pieść je pieść
Tę kibić drewnianą
I tul ją tul
Te duszę zszarganą

Do Pana wznieś
I złóż na kolana
Cichutko strzeż
Niech śpi do rana

I zwróć ciału
Jak pozszywaną koszulę
Tę małą radość
Zabitą powiek murem

RENI W DNIU URODZIN.

Delikatne spojrzenie serca
Uśmiech wrażliwością lśni
Tyle masz w sobie piękna
Nosisz życie pod sercem swym.

Oczami Miłości spoglądasz
Na ten piękny świat
Tak wiele nie żądasz
Pragniesz by piękny był czas.

Dziś Twoje Święto Reniu Droga
Dziś urodziny masz
Pragnę by w Miłości była Twoja droga
W sercu niech ufność Ci gra.

Życzę Ci by to Maleństwo
Które pod sercem nosisz
By Ono prowadziło Cię przez życie ciepło
By czas ten był owocny.

Życzę Ci wrażliwości serca
Większej niż posiadasz
Byś w barwach Wiosny piękna
Uczuciem Nadziei wołała.

Niech wiatr melodię Ci gra
W Twoich włosach
Uśmiech Twój piękny niech trwa
A każda chwila będzie błoga.

Oczami serca spoglądaj
Na swoje i innych życie
Wiarą uniesień wołaj
Marzenia się spełnią...te skryte.


     






















                                                         
Zobacz serwisy INTERIA.PL