Żyje dla Was...
www.portterk.blog.interia.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone
© Portterk
Art. 116. 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.






Niedzielne słońce o poranku... 2014-11-23
Liście jesienne

Liście jesienne leżą po brzegach dróg, mieniąc się jedną połową tęczy.
Wyglądają jak rozsypane róże wszelkich barw.
W stawie drżą złote plamy. Rząd drzew odbija się w nim różnie: wierzba - mgłą siwą, czerwona leszczyna - skrzydłem motyla, topole - ciemnymi kolumnami.
Skośne marmurowe schody, prowadzące ku wodzie, odbijają się w gląb i w przeciwną stronę niż prowadzą, tworząc klin.
Zadarte liście wierzby płyną jak dżonki, wiatrem popychane.
Wysoko przelatujące samoloty suną przez głębinę jak czarne płotki, małą gromadą.
Woda żyje, drzewa budzą się dzisiaj.
Wieje bowiem wiatr, który różni się od innych jak chuchnięcie od dmuchnięcia.
Z głębi piersi natury płynie to serdeczne chuchanie: wiatr halny.
Kto jeszcze nie wypowiedział swojej miłości, zdradzi się z nią w taki dzień.
Oto jest niekalendarzowy powrót wiosny.
Wiosna - kaprys, wiosna - łaska.
Możemy się jej wszędzie i zawsze spodziewać, tej Wiosny Niezależnej, zarówno w zimie, jak i w setnym choćby roku życia.
Maria Jasnorzewska Pawlikowska

( foto. internet)
... Nareszcie, jak rzadko ostatnio pojawiło sie słońce więc co robić - wybyliśmy na małe zakupy robiąc mały spacerek, dobra sprawa i pożyteczna, dwa w jednym - przymrozek był, do zimy dzieli nas mały krok a tyle liści na wierzbie zielonych...czym byłaby jednak niedziela dla nie których bez przesiadywania w marketach, pamiętam wypady do siostry do Poznania, tam liczyła się galeria, czas dzielący pomiędzy empikiem, ciuchami, butami, łażeniem i snuciem się bez celu, dla mnie też była dobrą okazją by zobaczyć kawałek czegoś nowego, świeżego, czegoś z czym nie miałam do czynienia, tutaj na miejscu lecę do Biedronki, Lidla bo zabrakło, bo trzeba zapełnić, bo...szybki wpad i wypad...nie tracę czasu nad zastanawianiem sie czy spędzę niedzielę w Tesco czy w Intermarche...za to utrzymujemy z nieletnią pozycję łatwą do przewidzenia, w betach i w totalnym nieładzie przenosimy sie fizycznie i duchowo w pozycję która przypomina niedawny sen, ponoć strata czasu, noc jest od spania ale po obiedzie i napełnieniu żołądków najbliższych, kiedy słońce zamieniło sie w wichrową szarość, telewizor stał się jakby przyjacielem naszej niedoli, bo cóż robić innego? z Pipinem malujemy, mieliśmy prace domową do odrobienia, narysować i opisać historię przez siebie wymyśloną , wiec patrząc na syna widzę krasnoludka, bajka o nim, lesie i ile było śmiechu...nieletnia omal nie pękła, ja przy okazji...karaoke z córcią? moja matka nie poświęcała nam ( mnie i siostrze ) czasu na zabawę, nie pamiętam by z nami malowała, z nami czytała, ona była typową mamą w kuchni gdzie tam mieszała i pachniała octem i potrawami, przesiąkała wszystkim, radziłyśmy sobie jak umiałyśmy, siostra miała swoją lalkę, ja swoją przywiezioną przez sąsiadkę z Czechosłowacji, kupioną za sprzedane uprzednio podomki uszyte maminą wytrwałością i maszyną składaną która trajkotała czasem do północy...siostra dla zabicia czasu ( a musiała mną zajmować bo niby kto), wymyślała teatrzyki kukiełkowe, czytała książeczki z serii peerelowskiej rzeczywistości ; Poczytaj mi mamo, poczytaj mi mamo ; , plastelina, inne rzeczy które składały się na popołudnia i wieczory...mama czasem polegiwała , spała, czasem nie robiła nic, tylko ojcu pracującego na delegacjach zawsze mówi la jaka jest zmęczona, myślę że łatwo go urobiła bo do dziś tatuś mamusi szykuje śniadanka i wysłuchuje pretensji że to czy tamto to nie tak jakby sama zrobiła, ale czy by jej się chciało robić? nie o tym jednak...posiadając dzieci to nawet nudne dni, rutyna i monotonia, leżenie w łózku i oglądanie wspólnie ; Samych swoich ; może mieć pozytywny skutek, oglądamy, przysypiamy razem, śmiejemy się, czy układamy tory kolejowe, razem bo to jest sens, przy okazji rozmawiamy o nas, naszych pragnieniach, błahe sprawy które są nie istotne stają sie ważne, tworzymy wieź, tworzymy wspólny obraz siebie, a jak było z mamą? przychodziłyśmy do domu po szkole i z progu : co w szkole, na co my jednogłośnie odpowiadałyśmy , wszystko w porządku , po zjedzonym obiedzie zaszywaliśmy sie każda w swoim pokoju i za zamkniętymi drzwiami odrabiałyśmy lekcję...siostra że starsza miała swoje zainteresowania, znajomych i pierwsze miłości do których ja miałam zamknięte drzwi czasem czułam sie w tym domu całkiem opuszczona bo co z tego że brzuch miałam zapełniony strawą skoro czułam się samotna...więź z siostrą minęła w raz z utratą dzieciństwa, ona szybko wyrosła, poszła swoją drogą a ja zostałam sama w raz z przechodzonymi ubraniami które mama reperowała, tam łatka, tam naszywka, donaszałam bo zawsze słyszałam że nie ma na to i owo...tak było lepiej i łatwiej spławić mnie a ja już więcej o nic nie prosiłam...teraz chcę by moje dzieci miały ze mną kontakt, aby wiedziały że nawet cokolwiek sie zdarzy to mogą liczyć na moje wsparcie i rozmowę, najgorsza rzecz to zostawić dziecko z małym problemem które przerasta małą główkę dziecka. Mówi sie ze rodzice mają dzieci do puki nie wyfruną z gniazda, coś w tym jest, przecież do nie dawna była starsza, studia, nauka, zaliczenia, egzaminy, przygotowywanie się do magisterki a potem ślub i jakby zapomniała o nas, zastanawiam sie czy przyjedzie na święta, czy w ogóle będzie miała czas wejść w odwiedziny do ojca. Przykre to że nie ma nas dla niej, że my jak my ale ojciec tak mało jest ważny, jakby tylko kasa się liczyła. Cóż ...mam swoje zdanie po co je wyrażać, dla nie których jest solą na ranę, nie moje dziecko nie mój kłopot. Czytam o Anastazji Teresy Rudzkiej , jej dobroci, silnym charakterze, jej więzi do matki i chorobie , ona wyjeżdżając do Anglii zawsze miała kontakt z matką i babcią, jeśli kochasz to tak łatwo się nie odkochujesz, nie tracisz więzi, chyba ze sie wstydzisz albo jesteś pod pręgierzem wpływów osób trzecich - teściów, męża, nowej sytuacji. Oby nie było potem za późno naprawić sytuację...

Pożar 2014-11-22
dalej już tylko rzeka. czarny motyl mostu,
jego stalowe skrzydła unoszące przeciwległe
brzegi ponad mgłę. nawoływania matek
wyławiających z mroku swoje pociechy

pluskające na mieliznach jak wiosła rybackiej
łodzi. ma tatuaż na wysokości serca, nogi do
samej ziemi i oczy śmiejące się w kułak.
kiedy mówi, wstydliwie zasłania dłonią usta,

jakby opowiadała bajki dla grzesznych
dzieci. kiedy milczy, wtóruje jej głuchy jęk
kroków, mój oddech gorączkowo pulsujący
pod skórką nieprzemakalnej kurtki, szum

słonego powietrza w kominie krtani. pożar
będzie tlił się od brzucha, zajmował kolejno
wszystkie pokoje, rozmnażał się. wkrótce
będziemy na miejscu. ona ujrzy swoją twarz,

biały liść wykrzywiony płomieniem, trawiony
przez dreszcze. będzie zlizywać

ten dym.
( autor: Łukasz Bagiński - znalezione na poema.pl)

www.turek.net.pl/telewizja/13665-splonela-hala-produkcyjna-w-zakladach-mirandy-w-turku

Jeszcze pół roku temu byłam pracownikiem Mirandy, zakład tekstylny, jeden i można powiedzieć że z ostatnich w Wielkopolsce zajmujący sie produkcją dzianin i tkanin, tam spędziłam siedem lat pracując na obróbce wstępnej piorąc tkaniny parasolowe i roletowe, nie tylko praca dawała mi statysfakcję nauki związanej z materiałem, ale jakże człowiek przywiązał sie do ludzi, otoczenia, murów które spłonęły, wystarczyła iskra, zapalnik by cały mózg zakładu ( tkalnia ) poszła z dymem, tracąc przy gaszeniu dwóch pracowników, szkoda i wielka strata...
... Weekend i kolejna bura sobota, sobota ze stertą prania, z odkurzaniem i układaniem tego nie poukładanego, ciekawe czy kiedyś zakończę walkę z syzyfową robotą? jak sie ma dzieci to niestety porządki są wpisane tylko w wielkie słowo lub nadzieję przytoczoną na kiedyś, owszem nie mogę powiedzieć by nieład był aż wyłażący poza granice mieszkania, nie wybijamy zębów przez leżące zabawki, samochodziki, książeczki ale...ile można wrzucać do pudła w kółko to samo? ile we mnie determinacji a kiedy ona sie skończy?
Pomimo wilgoci którą się czuje w powietrzu uciekamy na górki, szukamy krasnali pod liśćmi, robimy zakupy i leżymy czytając książki, ja cały czas uganiam się za Teresą Rudzką...bardzo smutna powieść na którą potrzebuję więcej czasu by przełknąć emocje...
Odpoczywam , leżę, podjadam, po rzuceniu papierosów moj waga podskoczyła o całe siedem kilo...nie jestem już chuda...hurrrrra !!!!!!!!!!!


Mają być Mikołajki czy nie... 2014-11-20
Co warto
Zwalić by można się z nóg
Co rusz,
Co krok.

Co noc,
To szloch
I rozpacz.

Ale czy warto?
Może nie warto?
Chyba nie warto...
Raczej nie warto.
Nie, nie - nie warto.

Zginąć by można jak nic:
Do żył
Jest nóż.

Lub w dół
Na bruk
Z wysoka.

Ale czy warto?
Może nie warto?
Chyba nie warto...
Nie, nie - nie warto.

Jechać by można do miast
Lub w las
Na błoń.

Na koń
I goń
Nieboskłon.

Ale czy warto?
Może nie warto?
Ech, chyba warto...
Tak, tak - warto.
Bardzo to warto.
O, tak - to warto.
Jeszcze jak warto!

( Edward Stachura )


... Dylemat matek szkolnych - robić Mikołajki czy nie - kupić dziecku prezent czy nie? - jeśli tak to jaki? na zebraniu w szkole my jako rodzice i UWAGA osoby dorosłe, stanowcze, posiadające własne zdanie, umiejące się wypowiedzieć, głosować, postawić na swoim, wyrazić weto, a tutaj nastąpił - klops! jak przyszło co do czego nikt nie umiał powiedzieć co sprawi radość naszemu dziecku? bo gry? mają aż za nadto, może jakaś pierdoła, ale jaka? co kupić jedenastolatkom? za cenę do 20 zł? i powstał dylemat, książka i reszta poszła z wiarą, bez zastanowienia że owszem, że tak, ja oczywiście darłam sie najgłośniej, bo książka to mój żywot wieczny, bez książki to ani rusz...za to dzieci czy czytają? oczywiście sporadycznie jak pani od Polskiego wymaga zerknięcia do lektury...żal tyłka ściska bo to już wydaje się nad wyraz bardzo wymagające - taka strata czasu- słyszeć przy tylu stronicach kiedy by można przejść kolejny poziom...a tutaj Mikołajki i książka, a jak tak to jaka? co to miałoby być? ano więc ja wymyśliłam że losy jak najbardziej ale każde dziecko pyta sie co to miałoby być i kupujemy do 20 zł, nieletnia dostanie ; Mariolka zwariowana powieść dla nastolatek ; Katarzyny Dembskiej opowiadającej zabawne perypetie dorastającej dziewczyny, wiec osoba która wylosowała moją latorośl dało jednogłośny komentarz że nie kupi jej książki bo rodzice mają długi...jakie to przykre że rodzice których stać wysłać dziecko na ; Białą szkołę ; których stać na to i owo a tutaj nie kupi książki do 20 zł, bo ma długi, ja mam kupić a przecież też lekko nie jest wiec gdzie tu sprawiedliwość...cóż, rodzicie sprzedają głodne kawałki swoim pociec chcą by spławić innych, dobrze że wychowawca to facet stanowczy i stwierdził że nie dopuści do takiej rzeczy, zobaczymy...jak w takim bądź razie nauczyć dziecko sprawiedliwości, przyjaznych stosunków z rówieśnikami skoro rządzi kasa, obłuda i chamstwo...
Wiec skoro tak ma wyglądać każdy rok i przepychanka bo ; muszę ; kupić, dać, może warto zrezygnować na rzecz świętego spokoju...

... Dzień bez papierosa, co mnie to, przecież ja nie palę...
Czasem mną rzuca, psycjika nadaje fale ; daj fajkę ; a co ja nie zapalę, a kto mi zabroni...a potem myśl i po co palić, szkoda czasu, zdrowia więc każdy dzień bez papierosa to sukces, chociaż koleżanka zasugerowała bym sie za szybko nie cieszyła, ona rzuciła i wracała do nałogu, za to stanęło że z bezradności powróciła do pięć minut przerwy i uważa że z tej rezygnacji zrezygnowała i jest ok, dla niej ok wytłumaczenie, owszem chce mi sie palić, chce mi się poczuć dym w płucach , ale wiem że to słabość człowieka a ja lubię być silna więc cóż - dam radę...


Praca, deszcz, dzieciaki... 2014-11-16
...
Tutaj jesiennie nastraja nas wiersz "Pada deszcz".

Pada deszcz, pada deszcz,
pada deszcz na dworze.
Taki mokry, że już bardziej
mokry być nie może.

Lecą tu, lecą tu
srebrne koraliki.
Zmoczą drzewa, zmoczą pola,
domy i chodniki.

Pada deszcz, pada deszcz,
pada deszcz na dworze.
Stuka, puka, stuka, puka,
straszy kogo może.

Mała mysz, mała mysz,
biegnie na paluszkach.
I deszczowe koraliki
zbiera do fartuszka.
( Zapamiętane z książeczki Pipina )

(fot.internet)
Gdyby ktoś zapytał jak minął weekend odpowiedziałabym jaki weekend? wczoraj do wieczora uganiałam się za kartonami, przemęczona marzyłam by wrócić do domu, zakryć głowę ciepłą poduszką - zapomnieć o tych liczbach które powodują na koniec miesiąca uśmiech lub zaskoczenie w moich oczach...dziś niebo prawie upadło na blokowiska, przekimałam to dobre słowo, porównanie do przegnicia, korzenie moje puściły korzonki w pozycji jednoznacznej, Pipin wojował z nieodzownym elementem z którym od kilku dni sie nie rozstaje. Plecaczek , mały czerwony który ma być zabezpieczeniem przed upadkiem, spadochronem? w każdym bądź razie załatwia sprawy fizjologiczne z nim na plecach i tyle, biega, gra w piłkę z plecaczkiem, zjada obiad marudząc zaciekle z plecaczkiem, kłuci i mądruje z plecaczkiem, no coś nowego...na wybory nie poszłam, owszem chciałam iść, nie koniecznie zmoknąć, nie koniecznie wystać za swoje czasy ( a jakie to są ), miałam swoje poglądy chociaż moje zdanie najmniej sie liczy, polityka mnie nie kręci, gdyby taka Jola Kwiatkowska czy Teresa Rudzka brała czynny udział w wyborach, gdyby można było głosować na nie, na ich dobro, zmianę, wierzyłabym że coś sie uda, a tutaj? bitwa na głosy, na prawdę, prawicowo, lewicową, osoby które nigdy nie miały do czynienia z polityką pchają swoje cztery litery wpychając nam kolejne głodne kawałki w które mamy uwierzyć, owszem chodzę na wybory ale co zmieni nowy a co dołoży stary a kolejny raz wybrany burmistrz? miasto emerytów i rencistów nie dopuści nowych do rządów, oni kochają stare a dobrze znane...nie poszłam bo z tego wszystko rozbolał mnie brzuch, pozycja horyzontalna była najlepszą i wyjściową...co mi oglądanie sondażów i wlepianie oczów, wolałam poczytać książkę, obejrzeć z córcią Robinsona Kruzoe, wolałam z Pipinem pograć w przedpokoju w piłkę, doprowadzić do łez od śmiechu, od gilgotek, patrzeć jak pada ze zmęczenia i nieletnia niż wściekać sie nad losem nieuniknionym, moje marzenia puki co zostały odwieszone jak nie używane rzeczy, nie ma wyjścia wiec poddałam się temu co mnie do 13 czeka, praca, robota, święta, dzieci...czytającTeresę Monikę Rudzką prawda o życiu wychodzi jak kalejdoskop naszych dni, przelany na lata, miesiące naszego macierzyństwa, doceniamy to co posiadamy najcenniejsze dopiero kiedy utracimy, pytamy sie dlaczego doświadczyło nas życie tak bardzo, za jaką karę i co takiego zrobiłyśmy złego że utraciłyśmy dziecko. Autorka przelała wspomnienia o własnej córce, wspominając ją oddała jej hołd, nie wiem czy ja bym sie zdobyła na taki gest...życie tak szybko płynie, zabiera nam wspólny czas który odkładamy na później, potem, kiedyś, jutro, nie teraz, teraz skupiamy sie na tym co wydaje sie ważne...owszem praca jest ważna bo daje nie tyle satysfakcję, pozwala rozwijać sie, chociaż ja uwalniam swoją energię od ADHD, pozwala mi zapomnieć na chwilę o problemach, skupić sie na tworzeniu OREGAMI, czy mnie spełnia? czy karton może spełniać ale mam świadomość że mój wkład nie jest bezpodstawny, mogę sobie pozwolić na to i tamto, mała przyjemność w postaci zakupu książki zamiast kwiatka to dobry pomysł by zapełnić regał tymi powieściami które zawsze chciałam mieć...dzieci, te małe postacie, niby nasze a każdy z nich inne, uczą nie tylko cierpliwości ale miłości, tej bezwarunkowej i szalonej...ile trzeba pokładu by nie zwariować a przy tym być stosunkowo z głową na karku...kocham je tak bardzo że nie wyobrażam sobie by cokolwiek i pluję na nie pomalowane drewno...Monika chciała jeszcze tyle powiedzieć, zrobić z córcią, tyle pokazać i nie zdążyła, smutna powieść chociaż posiadająca tyle ciepła, można sie zatrzymać jak dziś kiedy pada a deszcz jak łzy skapują po szybie...
 
Marzenia 2014-11-14


Nie ma zbyt wiele cza­su, by być szczęśli­wym. Dni prze­mijają szyb­ko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpi­suje­my marze­nia, a ja­kaś niewidzial­na ręka nam je przek­reśla. Nie ma­my wte­dy żad­ne­go wy­boru. Jeżeli nie jes­teśmy szczęśli­wi dziś, jak pot­ra­fimy być ni­mi jutro?
- Phil Brosman

( fot.internet )
Łatwo jest karmić się złudzeniami, marzenia jak słyszę nic nie kosztują, chociaż mam wrażenie że wystarczy że postanowię je wdrążyć w życie to jak powyżej w cytacie, sypie się każda myśl która staje się nierealna, nagle dostrzregam kontury swojego bytu, tak niby nie wiele a tak dużo dzieli mnie od danego postanowienia, najgorsze jest to że jesteś sama, że masz świadomość bycia bez wsparcia, bo co z tego że otaczają Cię ludzie, niby te bliskie , skoro są daleko, kiedy potrzeba ich pomocy chowają głowy w piasek...Marzenia o czymś nierealnym to jak bycie na pustyni, niby masz zamek na wyciągnięcie ręki a okazuje sie to fatamorganą, niby marzenia nic nie kosztują, a jednak ból zawodu boli najbardziej...
...miałam najsmutniejsze imieniny, ale za to córcia utwierdziła mnie w  przekonaniu że Mocno Mnie Kocha, dla tych dwóch warto żyć, reszta? tylko zbędny balast...
Jesienne klimaty 2014-11-10

Bo nawet największa słota sprawi uśmiech na Twych ustach, ciepło w sercu rozleje ogarniająca wszem radość z posiadania ; krasnalka ; , spacer w śród drzew, szukanie najpiękniejszych liści, bieganie po górkach, skwerkach, krzaczenie się po całej linii, odkrywanie tego co żadna inna pora roku nie posiada bo jesień może być piękna nie tylko ta bogata w kolory, w słońce, w widoki które zapiera dech w piersi zwłaszcza będąc w górach ale tu na miejscu kiedy pod liściem znajdujemy kasztana, kwiat chryzantemy, kiedy opowiadamy o zbliżającej się zimie która w końcu przyjdzie, zagości i oby nie puściła za bardzo korzeni...a jesień? taki mały istotny przystanek przed końcem roku, zbliżają sie święta, najpierw reklamy ogłaszają to co nieuniknione, echo w portfelach i to nierealne przyznanie się że kurcze to już? to już ten czas? a gdzie ta atmosfera, klimat, a za oknem plus piętnaście, to mało obiecujące w obecnej sytuacji kiedy ja jako matka mam objaśnić dziecku znaczenie sań, jak ma dojechać bez śniegu? bez mrozu i bez reniferów...a sklepy już promują, rabatują wciskają odświętne kicze klimatów komercyjnych bez których to nie wiedzielibyśmy co sprawi radość na ustach dziecka, przecież reklama dźwignią handlu, lubimy się znęcać nad wyższością świąt tych które pamiętamy od tych teraz serwowanych i bezdusznych...gdzie w tym wszystkim magia opłatka, kolęd i smacznego karpia? Puki co mamy jesień i żółte liście, wieczory i zabawy w piłkę w przedpokoju, dom pełen muzyki bo jak inaczej, mamy zapachy pieczonych placków ziemniaczanych z sosem cacyki , mamy przytłumione światło lampki i książeczki o walecznych smokach i nie tylko, mamy zabawy i sen sprawiedliwego, mamy spokój i śmiech na kółkach, bawimy się w chowanego, ciuciubabka to przy nas pikuś, układamy garaże i ścigamy sie gotowi do startu start! jesień może byś super kiedy rzucamy się liśćmi, kiedy odwiedzamy las z nadzieją że jakiś dzik dziki nas pogoni...a potem padamy jak nasze świnki morskie tylko po czym one takie takie zmęczone?


Spacery z nudów 2014-11-10


...Parę dni wolnych od szkoły, przedszkola pracy a już słyszę - mamo ale nudno...jeszcze przedwczoraj słyszałam zapewnienia nieletniej że mogłaby życie spędzić w czterech ścianach domu, chyba nie koniecznie wiedziała i wierzyła w to co mówi...Pipin szaleje w śród czołgów wyjąc, strzelając, zakrywając sie obłoczkiem własnego świata, taka mgła w której uczestniczy ON i zabawki...za oknem szaro, wilgotno, a my łazikujemy pomiędzy drzewami szukając najpiękniejszych liści, bukiet jesienny - zapowiedź że być może nie długo spadnie śnieg? biegamy po górkach, zbiegamy z nich, szukamy kasztaniaków, wyzbywamy sie nadziei o spotkaniu z mrówkami, żegnamy sie z ciepłem słonecznych promieni, wzdychamy z żalem za utraconym latem, czas leci zbyt szybko...małolat szczęśliwy biega tu i tam, skwerki, krzaczki, kije i kamienie, spotykamy dawno nie widziane znajome, mijamy ludzi którzy spieszą sie , a my cieszymy sie sobą, opowiadamy sobie historie o krasnoludkach zamieszkujących poszycie leśne...


I pomyśleć zaraz święta, zaraz koniec roku i kolejny, następny, oszaleć można, tyle sobie obiecuje , zrobię to, zdążę z tamtym, a jak przyjdzie co do czego? albo odkładam na później z nadzieją że kiedyś powrócę choćby myślą ...postanowiliśmy podążać własną drogą, liczyć własną miarą, zrobić coś co ma nas umocnić w przekonaniu o słuszności naszej decyzji i sama nie wiem czy to dobry pomysł. Takie marzenie o którym dostaje dreszczy, z emocji aż mnie trzepie i ta nie pewność czy damy radę? dzisiaj trzeba wszystko stawiać na jednej karcie, decydować za siebie jak za siebie ale za dzieci , w tej kwestii tłumaczenie nieletniej że wszystko będzie dobrze jest marnym pocieszeniem mojego strachu przed jutrem, ja nie wiem ale kiedy choruję na grypę zaraz atakują mnie reklamy zewsząd o słuszności w wyborze danego leku, jeśli o czymś myślę, jeśli czegoś pragnę albo to zamienia się w pył albo w nierealną mrzonkę...czas pokaże, na razie nabrałam wody w usta i obym tylko nie pękła...

A skoro w te chłodne dni wieczory dłużą sie i powodują głośne ziewanie proponuję powieść Katarzyny Michalak ; Dla ciebie wszystko ; o miłości, tęsknocie, marzeniach , pomocy...
Mam trzy latka... 2014-11-07
Mam trzy latka, trzy i pół,
sięgam głową ponad stół,
mam fartuszek z muchomorkiem,
do przedszkola chodzę z workiem.

Umiem pantofelki zmieniać,
rączki myję do jedzenia,
ładnie żegnam się i witam,
tańczę kiedy gra muzyka.

Umiem wierszyk o koteczku,
o tchórzliwym koziołeczku
i o piesku, co był w polu
nauczyłam się w przedszkolu.


...Czas nie jest sprzymierzeńcem człowieka, ucieka z pomiędzy palców jakby przelewał piasek w klepsydrze i tylko od nas zależy jak godnie to życie przeżyjemy, czy docenimy to co mamy, zdążymy je docenić?
Trzy lata temu na świat przyszedł Gabriel, mały krasnoludek który zawojował naszym światem, który spowodował że ten świat wywinął orła w całej swojej posadzie i istocie, mały człowiek dla którego pokłady miłości, cierpliwości, troski i opieki są najwyższą wartością, jest naszym oczkiem w głowie jest naszym natchnieniem dzięki któremu uczymy się wyrozumiałości, tolerancji, mnie jako mamie która mająca w posiadaniu córcię nauczył co znaczy zabawa traktorami, co znaczy kopara i śmieciara, człowiek w życiu by nie pomyślał że może sprawić taką wielką radość z posiadania samochodzika, córcia uwielbiała lalki Barbie, wózeczki, ubranka, zabawy w dom, a chłopak? wystarczy motor i już jest w siódmym niebie...trzy latka, czas leci, przedszkole, coraz bardziej samodzielny...
Kolejny tydzień... 2014-11-04
" Bądź zawsze słońca jasnym promieniem,
dla tych,
co słońca mają za mało.
Bądź tam osłodą i pocieszeniem,
gdzie nic dobrego życie nie dało. "



...Gdyby tak można było ominąć , okroczyć, obejść poniedziałek szerokim krokiem byłoby wspaniale, ktoś kiedyś powiedział jaki poniedziałek taki cały tydzień, mam się bać czy przymknąć oko, pięć dni pracy w tygodniu jest wystarczającą karą za bycie dorosłą, pomimo że poniedziałek zaczął sie jak każdy dzień od szybkości pokonywanych zadań zamienił się we wtorek i już bliżej środy, a potem już jakby z górki a przecież to całe wieki ale od czego gorąca kawa, smak czekolady i nadzieja że godziny miną szybko, a tutaj? Pipinowi znowu kapie z nosa, kaszel, ogólne płaczki , pokazówki w stylu bo rykiem doprowadzę matkę do szału, ojca w depresję, godzina w której korki nie pomagają, przypomina mi to bajkę ; Jacek i Placek ; kiedy ich płaczów słuchała cała wieś, tak ten ma emocjonalny sabotaż w którym najchętniej ubrałabym się i poszła tam gdzie król piechotą chadza , poszłabym na koniec świata i wróciła za długą chwilę, kocham dzieci aż mnie rozrywa z tej miłości i pokładu uczuć wyższych ale są momenty kiedy przerasta mnie bezradność wobec niemocy...

... Nocki i ja po nich, nie przytomnym okiem leżę wpatrując się w okno za którym klucz dzikich kaczek przeleciał jakby nad głową,słońce, piekny dzień, pierwsze reklamy Świąteczne, myśl że czas pomyśleć o prezentach, czas leci, leżę i myslę , codzienność, kolejna zima, słoty i wiatr...

Zaduma 2014-11-02
..."Dla tych, którzy odeszli" - Gellnerowa Danuta

Dla tych którzy odeszli w nieznany świat,
płomień na wietrze kołysze wiatr.
Dla nich tyle kwiatów pod cmentarnym murem i niebo jesienne u góry
Dla nich harcerskie warty i chorągiewek gromada,
i dla nich ten dzień - pierwszy dzień listopada.



...Wszystkich Świętych to czas refleksji, czasu który zatrzymuje się w miejscu gdzie wszystko tutaj co rzeczywiste się kończy, to co tam jest nowym i dla nas nie znanym początkiem pamiętamy i palimy znicze, stawiamy kwiaty i wspominamy przy okazji spotykając sie z dawno nie widzianą rodziną, dojeżdżamy na cmentarze ze zgrzytem i tikiem w oku, z nerwem i oklęciami na ustach bo tak nie jest? nasza kultura ma wiele do życzenia, gdyby się dało to by ludzie wjechali na kwaterę, a przecież czy pamietamy tak solidnie jak tego Pierwszego Listopada o tym by założyć nowe botki, pomimo dodatniej temperatury wcisnąć sie w nowy płaszczyk, futerko mając na uwadze zawistną minę ciotki Sabiny, rewia mody nawet tutaj ma się najlepiej, przepychając się między nagrobkami udajemy się slalomem gigantem na grób by szybko odmówić zdrowaśkę, zapalić znicza i to w cenie adekwatnej do płyty nagrobnej, postawić kwiatki a wszystko idealnie pasującej do wystroju bo i tutaj rządzą pewne standardy i trendy. I pomimo niesamowitej ilości ludzi, tego nagłego spontanu bycia w tym samym miejscu o tej samej porze staramy się utrzymać status podpieczętowując swoją obecność, podpisać sie na kolejny rok. Uczę dzieci zachowania pamięci, wszczepiam w nie to by ta tradycja była nie tylko ; od święta ; ale i na co dzień. Niestety świat pędzi do przodu i...zapominamy o tych którzy byli z nami których się kochało, którzy byli a odeszli, przykre to że próbujemy wynagrodzić naszą nieobecność w codziennym życiu raz w roku wykupując kwiaciarnię jakbyśmy chcielu uspokoić w ten sposób wyrzuty sumienia...

Zaduma i refleksja 2014-11-01

Krzysztof Cezary Buszman
NIC ZE SOBĄ ...


Nic ze sobą - oprócz siebie nie zabiorę
Może tylko ptasie pióro - trzepot losu
Bo nam zawsze stąd odchodzić jest nie w porę
Choć na życie przecież to jedyny sposób.


Nic ze sobą oprócz siebie nie zabiorę
Nawet nędzarz tu zostawi w spadku biedę
Do wieczności dobierając aureolę
Tak starannie jak to czynił już niejeden.


Bo jak latarnie - zgasną oczy
Co wypatrują sobą - wzroku
Tych, których pejzaż już się stoczył
W ten nienagannie święty spokój.


Nic ze sobą oprócz siebie tam nie wezmę
Może tylko jakąś karę, jakąś winę
I melodię którą nucił smutny klezmer
Rozstrojonym rozkoszując się pianinem.


Nic ze sobą oprócz siebie nie zabiorę
I odejdę jak nostalgia w kontur cienia
W dno pamięci, które przecież nie jest skore
By o życiu się wyprosić zapomnienia.

...praca... 2014-10-29
Praca

Znuźenie posklejało pajęczyną oczy,
godziny bruzdy ryją po mózgu kroplami,
w plecach w kabłąk wygiętych ból bezn1d1u zamilkł.
Serce rozsadza usta sklejone milczeniem,
papier się piętrzy w stosy pajęczastych wiórów,
palce splątane grają po maszyny oczach
i grają długie pieśni roboczego chóru.
Plączą się białe karty wśród nocy posocza,
wisi gdzieś w bezprzestrzeni czarne ciszy grono
i palce, palce....
palce biją w nieskończoność...
Autor: Krzysztof Kamil Baczyński



...Wróciłam, nareszcie, w końcu, musiałam ze względu na wiele zaistniałych sytuacji, poza tym człowiek który przebywa bardzo długo na tle zabawek, spraw dziecięcych, kupek, zupek zaczyna gnuśnieć, ja zaczęłam gnuśnieć a przy okazji wnerwiać siebie i najbliższych, co za tym stoi za własnym przykazaniem - zrób coś dla siebie - rzuciłam palenie i żeby nie ułatwiać jestem chodzącą zołzą, chmurą gradową, jestem od melancholijnej do płaczliwej, od uśmiechniętej po wrzeszczącą, kobieta w ciąży mogłaby się uczyć, pozazdrościć mi co kawałka innego nastawienia , cóż nic nie jest takie łatwe ani proste...praca jest wybawieniem, ośmiogodzinną odskocznią od myślenia, od kłopotów, dylematów codziennych, w których nie zastanawiam sie nad, działam, robię co każą, czasem z powodzeniem mogłabym udawać robota, czasem wpadam w zamyślenie a czas pędzi...spotykając ostatnio znajomą zasugerowała że ona nie pracuje bo kto z dziećmi zostanie ( dzieci w podstawówce ), kto ugotuje, kto wypierze i na zakupy poleci? kto posprząta i znowu posprząta? ona przez cały dzień ma tyle zajęć że nie ma w co rąk wsadzić, a przecież dzieciom lekcje też trzeba sprawdzić, pomóc w nauce, wiec ja sie zastanawiam czy ja mam czas w takim bądź razie napić się kawy, poczytać, obejrzeć fajny film skoro pracuje, jak mój dom funkcjonuje skoro ja mam wiele innych rzeczy na głowie a dziecko poszło do czwartej klasy gdzie poza zajęciami szkolnymi ma poza, kiedy trzeba poświecić czas Pipinowi, kiedy też trzeba namieszać w garach, posprzątać i uprać brudne łaszki, a jednak to nie zajmuje tyle czasu by móc nie iść do pracy, są kobiety które zawsze znajdą pretekst żeby pozostać królową na włościach, mimo wszystko wymyślając wiele zajęć, zrzucają odpowiedzialność za utrzymanie domu na barki męża, a ja wolę jak jest tak, moja praca, moje pieniążki, mój wkład i moje cztery kąty, owszem dzielone na w spółkę z Ktośkiem ale nikt mi nie zarzuci że siedzę i nic nie robię, nie ma nikt pretensji bo ja też jestem nie zależna. Znajoma może ma fajne życie ale kiedy ostatnio spędziłyśmy czas na placu zabaw inne mamy rozmawiały o pracy, co gdzie były, co widziały, ona stała i słuchała bo co miała powiedzieć że zrobiła pranie? a czasem wydaje mi sie że to nie sprawiedliwe takie segregowanie ludzi na tych co pracują i tych co nie, ja jestem lepsza bo mam kasę a taka co w domu gorsza bo bez? a czasem za człowieka decyduje życie, wybory i oceny? nie na moją głowę, ja jednak nie widzę siebie ciągle siedzącą w domu...ale to ja...
Dwoje dzieci to nie koniec świata... 2014-10-26
Co jest najśmie­szniej­sze w ludziach? Zaw­sze myślą na od­wrót: spie­szy im się do do­rosłości, a po­tem wzdychają za ut­ra­conym dzieciństwem. Tracą zdro­wie by zdo­być pieniądze, po­tem tracą pieniądze by odzys­kać zdro­wie. [...] Żyją jak­by nig­dy nie mieli um­rzeć, a umierają, jak­by nig­dy nie żyli.
( Paulo Coelho )


...Zawsze chciałam mieć jedno dziecko, przy jednym dziecku tyle jest roboty, myśli, obowiązków, tyle etapów, tłumaczeń wszystkiego co z życiem jest związane, na drugie dziecko nie starczało czasu, przekonania, a że matka chciała być sprawiedliwa i dzielić sobą i czasem chciała dzielić po równo, nie chciała by jedno zrozpaczone brakiem zainteresowania matczyną troską siedziało zazdrosne w kącie, popłakiwało, przecież w rodzinie były tylko jedynaki, którym spływało mleczko ptasie w każdym znaczenia tego słowa. A jednak kiedy pojawił sie Pipin - świat nie tylko zawirował, pomimo wstrząsów i wszelkich etapów począwszy od kolki, ząbkowania, sraczek, wymiocin, płaczów, etapów dwulatka, po tupanie nóżką, po zainteresowanie co posiada mamusia a tatuś w majtkach, głośne obwieszczanie części ciała w miejscach publicznych, po głośne i stanowcze NIE zakończone churalnym i anielskim głosikiem :
- A gdzie mój tatusiek?
Od nie lubienia chleba, po awersję do nas wszystkich bo tylko tatuś był obrazkiem w roli guru który utuli, ukołysze i uśpi, dupkę podetrze i wykąpie, czyli jakby się mogło wydawać ta mama niezastąpiona została zastąpiona kiedy tatuś w domu wita swoją obecnością , mama ma z głowy. Od rzucania sie na szyje z okrzykiem:
- Moja mamunia kochania - tylko w tedy kiedy tatuś szczyci sie z kolei obecnością w pracy. Kocha samochody, motory i wszelkie pojazdy wyjące po latające ale jak sie obrazi? samoloty dostają skrzydeł a mnie w środku krew zalewa, nieletnia także - jakby na nią przechodziło wszelakie rządzenie światem od mamo on mi przeszkadza, po robienie mu na złość, jakie to normalne u tych dwoje, niby razem się bawią wymyślają i kombinują a weź tylko aby jedno nogę drugiemu podłożyło a już afera, a jakie łzy, kogo ratować, komu dać w skórę ( skoro matka nie z tych co skórę trzepię a przydałoby się ), to tylko dwoje dzieci. Cisza spokój ogarnia dom tuż po dobranocce którą dawno temu zdjęli z anteny, kiedy dzieci na szczęście tuż po kolacji, kąpieli wieczornej , zasypiają w miarę szybko odnajdując ukojenie po dniu wrażeń w śnie mecząc Morfeusza. To tylko dwoje dzieci, a co ma powiedzieć koleżanka trójki, a tej z pod która ma czwórkę , w głowie mi się nie mieści i wszelkie ukłony do mam kilkoro dzieci , wielki szacun, podziw dla własnej równowagi psychicznej której chyba nie ma, skoro teraz ja ledwo znajduje chwilę by mieć czas tylko dla siebie jak te mamy odnajdują sie w tych praniach, gotowaniach i sprzątaniach a przecież nie jedna zajmuje sie pracą zawodową, realizuje swoje plany życiowe, podnosi szczebel drabiny po której kroczy coraz bardziej realizując sie, więc skoro mnie się wydaje i tej z pod że jest jej ciężko, że nie ma czasu, że jest zaganiana to sorki ale ja w to nie wierzę. Pipin jest na etapie ujeżdżania wszelakich pojazdów, trzeba sie bawić, układać tory dla pociągów i co z tego że potrafi zrobić to sam skoro woli kiedy to my z nim siedzimy i razem tworzymy własny świat, nieletnia z kolei uwielbia zapraszać swoje koleżanki, przymierzać moje staniki i śpiewać do Miley Cyrus, uwielbia zatruwać nam środowisko odwiecznym ile to jest , przez to dzieląc, mnożąc i patrzy jak nam głowa puchnie...A to tylko dwójka dzieci, która doprowadza do kakofonii, do przekrzykiwania, do głośnych słów wyrażania swoich zdań i poglądów, coś jak dom na wariackich papierach a może to Jaśki z Repety Jean - Philipe Arrou - Vignot, bo przygody Mikołajka Rene Goscinny to przy tamtych to pikuś...
Znasz swoje dziecko? 2014-10-23
„Rodzice powinni nie tyle starać się o to,
aby dzieciom pozostawić po sobie dobra,
ale żeby dzieci zostawić dobre.”

- św. Ignacy Loyola



... W rozmowach z rodzicami często zastanawiam sie co kieruje rozwój ich dzieci, wybór ich zainteresowań, pasji, wybór dziecka czy niespełnione ambicje rodzica. Weźmy sytuację wynikająca w klasie nieletniej, klasa sportowa, a więc mamy nacisk na basen na wyniki w sporcie, nie wystarczy fajnie wyglądać ale najważniejsze czy dziecko lubi spełniać się w tej roli, niestety są rodzice którzy zapisali dziecko do tej klasy bo? kierowały ich egoistyczne pobudki , twierdzenie : ; a dlaczego moje dziecko miałoby nie umieć biegać ; każdy umie i potrafi, nie każdy jednak lubi, nie każdy jednak patrzy z zamiłowaniem na strój gimnastyczny, nie każdy czuje sie dosłownie jak ryba w wodzie, często dzieci są zagubione, nieszczęśliwe w ręcz, ale nacisk rodzica i tłumaczenie że : ; zobacz ile dla Ciebie robimy, będziesz mieć wyjazdy do różnych miast, obozy, zielone, białe szkoły, my Ci sfinansujemy a Ty tylko pokaż że potrafisz ; więc dziecko biega, stara sie z miernym wynikiem , robi to co każą a on wolałby ...często dzisiaj jest tak że nie słuchamy dzieci, nie rozmawiamy z nimi tylko wymagamy od nich posłuszeństwa, mają się dostosować bo skoro ja wykładam forsę , Ty masz milczeć, nie zastanawiamy się w tym natłoku różnych zajęć by zapytać dziecka a co by chciało robić, a może malować, czytać, recytować? my wytyczamy szlak i pchamy na siłę dziecko zapominając ze nie jest naszą własnością skoro jesteśmy mamą - tatą , zapominamy że to osobna jednostka która żyje, myśli, czuje, pomagamy wychować, ukierunkować ale czy mamy prawo wymagać że córcia jako dziewczynka musi lubić różowy kolor, zajęcia z muzyki, czy zabawę w lalki? może warto jednak pozwolić wypowiedzieć się czy klasa sportowa to nie marnowanie czasu dziecka i pieniędzy rodzica a może on wolałby robić co innego? nieletnia oczywiście bardzo lubi sport, wybrała tę klasę bez naszego nacisku i to był jej wybór a my możemy ją wspierać jak trzymając kciuki za nie śmiertelną matematykę czy angielski, owszem staramy się stanąć na rzęsach i pomagać w miarę naszych możliwości by dziecko nie miało kłopotów a jednak! mimo tego że wiele rzeczy mogą mi się nie podobać i nie koniecznie je akceptuję a jednak nie faworyzuję , nie nakazuję a staram sie zrozumieć dlaczego, zresztą każdy ma swoje pasje, nawet jeśli ich nie posiadamy nie znaczy że jesteśmy złymi ludźmi. Natomiast kiedy rodzice zastanawiają sie nad pytaniami innych osób jaki jest kolor ulubiony własnego dziecka, jakie jest jej / jego ulubione danie, książka, jak lubi spędzać czas, a rodzic - opiekun wzrusza ramionami...znaczy to nie tyle o mikrej więzi co braku rozmowy brak zainteresowania rodzica dzieckiem to znaczy tyle że obowiązki codzienne i pęd życia sprawia że ci którzy powinni być dla nas najbliżsi, ci których powinniśmy znać najlepiej na świecie, są nam obcymi ludźmi, zawsze to jednak można zmienić.
W rozmowie ze znajomą która zachodzi w głowę ; Jak Ty to robisz, pracujesz, masz dwoje dzieci, obowiązki poza pracą a znajdujesz czas na książki;
Nigdy posiadanie własnej rodziny nie przeszkadzało mi w czytaniu, w posiadaniu pasji, to że mam pracę na zmiany, to że mam dwójkę dzieci i świat lekko zawirował w posadach bo Pipin jeszcze lubi zabawy w towarzystwie rodzica, bo nieletniej trzeba pomóc w lekcjach, w nauce, a jednak godzinka dla mnie jest wybawieniem od świata obowiązków. A to że mam dla siebie godzinkę to znaczy że jestem złą mamą, bo nie latam, nie podtykam, a swiat nie upadnie, nie wybuchnie i się nie zawali?
A skoro także mamy październik to nie zapomnij o badaniu cytologicznym...


Mimo kropli deszczu... 2014-10-21
Al­bo jes­teś wiel­kim op­ty­mistą, al­bo mu­si być bar­dzo źle, gdy na­wet w koszmarze z zeszłej no­cy próbu­jesz dos­trzec po­zytyw­ne strony.


...Od rana zastrzyk emocji, adrenaliny, wystarczy zerwać się, nie wstać spokojnie, bez przeciągania sie, bez leniwego jedna noga - druga noga, ziewnięcie, łyk gorącego kakao, kanapka, zastrzyk energii bo cały dobry dzień zaczyna się od pożywnego posiłku który nadaje Ci napęd na cały dzień, a u nas? szybki wypad do toalety, śniadanie na prędce, wypad do ...okulista, wizyta niby dzieci a musisz być, musisz wytłumaczyć, pokazać i zblednąć stojąc na końcu przy oprawkach bo córcia stwierdziła że teraz są duże i szerokie modne, a Pipin? gdyby nie połamał tych poprzednich to pewnie jakoś by na nich dalej pogalopował. A tak? matka oglądała, o cenach się nie dyskutuje, żeby jeszcze były ze złota, srebra, a tu plastik, zwykły plastik i szkiełka a końcowa suma spowodowała przyspieszone bisie serca. Zima za pasem kochani, więc wybrała sie matka na zakupy z nieletnią bo:
- Mama takie fajne buty widziałam...
... coś ala glany tyle że na dorastającą nastolatkę i z misiem w środku...cena? a Pipin , a kurtki, czapki i szaliki, bądź optymistą, miej nadzieję na lepsze jutro, trzymaj sie kiesy i dziękuj Bogu za zdrowie nasze i dzieci...
Pipin powrót do przedszkola przebolał wielkim płaczem, krzyk, wrzask, jak korytarz długi i przedszkole szerokie tak Gabriela znają i cóż więdną uszy i kurczą się serca. A było już tak pięknie, zaprowadzamy biorąc nogi za pas, dając czas na kolejne przyzwyczajenie. Nieletnia siedzi za to z nosem w książkach, nadrabianie zaległości po chorobie sprawiło że głowę ma jak dynia( do Haloween już tuż tuż ), ja przy okazji...piszemy, powtarzamy i nie pozostało nic innego jak trzymać kciuki. Rozładowujemy emocje poprzez spijanie gorącej czekolady, pomyśleć zaraz listopad.
Na poprawienie humoru zakupiłam kolejne losy Jaśki repeta ; Jean - Philippe Aurrou - Vignot. Puki co siedzę i przerabiam powieść o przemijaniu, śmierci, chorobie i nadziei. Carolin Egan ; Teraz i zawsze ; opowiadająca o kobiecie która która umera na raka piersi ( a kiedy Ty badałaś się? ), zostawiając męża i synka. O tym że jej dusza wchodzi w ciało innej kobiety, o tym że jest pogodna i pełna ciepła powieść nie muszę nikomu tłumaczyć więc cóż nie straszne długie wieczory.

Cisza w eterze... 2014-10-20
Z chwili domowej ciszy,
Pozostała tylko cisza,
Twarz schowana w dłoniach,
Łokcie oparte na stole,
A kawa znowu już zimna,
Gryzący w oczy szary dym,
Wszechobecny tyk zegara,
Marzeń złudnych pełny,
Bijąc się z rzeczywistością,
I dźwięk szpilek, sprężyn,
Plusk wody, pojękiwanie,
Trzask drzwi, zgrzytanie,
Echem się od ścian niesie,
Lustra pustką zrozpaczone,
I krzesło stoi nie wsunięte,
Kubek w zlewie brudny,
Swetry wonią przesiąknięte,
Skarbnica żalu, wspomnień,
Wychodzę.
( Znalazłam w necie )


...Cisza w domu, taka namacalna bo i muchę odbijającą się o szybę słychać, spijam gorącą kawę, napajam się muzyką, delektuję się błogim ; nic nie robieniem ; bo zrobić musiałam, muszę ale to potem, liczy się tu i teraz, wiec pomilczę i zatopię myśli ciesząc sie tak skromnymi chwilami, hałas domu, jego oddech, życie które toczy się na wariackich papierach i to nie jest rwetes tylko taki niby - przerywnik - utkany z uśmiechu, krzyków dzieci, dom żyje, ściany i okna a teraz? taka samotnia chwilowa daje zatrzymać się na moment i nabrać sił na kolejne dni, miesiące, może lata? bo potem wpadniemy na tory na koleiny które poniesą nas w obowiązki szkolne, bo zajęcia poza lekcyjne, bo przedszkole, bo tu i teraz bo tu i tam, praca dom, wszystko zajmą nasze myśli, popędzimy jak wyścigówki, z mocą wodospadu zapomnimy by zatrzymać się na chwil parę...ale puki co...

Szpital 2014-10-19
W pew­nym szpi­talu na pustą salę
przy­wieźli po­noć młot z udarem.
( Myśl )


...... Nasze chorowanie a jego ciąg dalszy, czyli jak matka wylądowała w szpitalu...gdyby nie kontrola , gdyby nie opór lekarza, gdyby nie moja a raczej mój bezpański kaszel...gdyby...łazikowałabym sobie z chorymi oskrzelami a tak? tak zostałam skierowałam do szpitala na odział mało przyjemny dla oka i ucha - wewnętrzny...a ten zapach, naftaliny, starości i śmierci czającej się z osób ciężko wdychających powietrze, samotność i bezradność lekarzy nie jednokrotnie pokazywała łzy i beznadzieję w oczach odwiedzającej rodziny. A ja pod przymusem przyjmowania zastrzyków , inhalacji spoglądałam z nadzieją za okno byle szybciej mi minęło i wrócić do domu, do dzieci. Taka rozłąka sprawiła że nieletnia prawie mnie udusić chce, mały całuje, tuli, miłość z nich wylewa sie czubkiem palców, ustami, delektuję się z nimi i nimi bo wiem ile znaczy rodzina, więź która jest nie rozerwalna, namacalna i nikt i nic nie jest w stanie jej rozerwać. Patrząc na ten smutek w oczach babć, chorych często pozostawionych samych sobie na łaskę pielęgniarek i wiecie? one na takim oddziale powinny być wyrozumiałe że często taka babcia jest nie sprawna ruchowo, że podpięta do kroplówek, cewnika nie jest w stanie przy sobie zrobić wiele jak krzyczeć ze swojej bezradności , krzycząc w swojej demencji starczej nie wiedząc co krzyczą , a jedna podnosiła od późnego wieczora do rana samego alarm stawiając nas na nogi głośnym:
- RATUNKU! POMOCY! POLICJA!!!!!!!!!!!!
Niby śmieszne a jednak...siostry szprycowały zastrzykami na uspokojenie, warczały pod nosem , bez cierpliwości, bez zrozumienia że one same mogą być takie położone na łóżku, same sobie, wpatrzone w sufit...
Poleżałam całe pięć dni, całe dwie książki Katarzyny Michalak ; Sklepik z niespodzianką ; czy to Adelę czy Lidkę przerobiłam od deski do deski po to by wypluć ostatnią flegmę z oskrzeli, po to by usłyszeć że mój wydech musi usłyszeć pummonolog bo ten asmatyczny wyziew, a serce i okrężnica? czyli co z moją pracą, a dalszym leczeniem...chodzę i mnie ponosi bo rzuciłam papierosy skoro tak źle to co ja sie będę dobijała?
A dzieci? jutro wracają ostatecznie do szkoły, przedszkola, oj ciężko będzie wracać na tory gdzie w przeciągu trzech tygodni było tyle zadane, klasówek wiec nieletnia siedzi i wkuwa...a małolat? już widzę te łzy...


Cel... 2014-10-05
Tak bardzo bym chciała, ostatnio a zwłaszcza od dwóch dni by nasze sny się spełniły, czy to nie dziwne śnić ten sam sen w tym samym czasie? może to jakiś znak? nie doszukuję się wróżb bo jak to kierownik zawsze mi tłumaczył, kto wierzy w gusła temu dupa uschła, wiec sami rozumiecie, trzymam się twardej zasady realnej teraźniejszości...to co namacalne jest prawdziwe, reszta to mrzonka, ale czy nie istnieje nadzieja by pokładać w nią wiarę, czym byłoby życie gdybyśmy tylko pragnęli dowodów istnień wyższych a ja od planowania trzymam się z daleka bo raczej mi się nie spełniają, jakiż potem czuję zawód? więc w zimny i wyrachowany sposób podchodzę do naszego planu, nabraliśmy wody w usta i raczej do wtorku się utopię z niecierpliwości, ale postanowienie zostało nie tyle przemyślane a przedyskutowane, więc czekać nam trzeba decyzji, pooglądać, zdecydować i trzymać kciuki bo a nóż widelec czeka nas kolejna zmiana, przewałka w naszym życiu...dojrzeliśmy do tego, czy sytuacja nas lekko popchnęła byśmy zdecydowali tak a nie inaczej? to się okaże puki co jak mała dziewczynka chciałabym by zegar przyspieszył , poruszył wskazówkami by już tak się nie męczyć , nie myśleć a być pewnym...
Powoli dochodzimy acz skutecznie z choroby, już nie smarkam, chociaż ten kaszel...mała jakby lepiej , mały ni stąd ni zowąd napuszcza na nas temperaturkę po to by znowu ukoić mój strach...ach bycie matką w cale nie jest proste, siedzenie w domu doprowadza Pipina do ostateczności, nuda zalewa mu trzewia, wymyślamy zabawy, jeździmy samochodami, koparkami, traktorami, budujemy tory kolejowe, gramy paletkami, hałas wykańcza dziadków i sąsiadów, Pipin poza tym skutecznie uniemożliwia siostrze pożycie pod wspólnym dachem, dobrze że jutro wracam do pracy - odpocznę! nieletnia tak samo wróci na łono szkolnej ławki i już mam dylemat, bo...nie było jej tydzień, nie całe pięć dni a tu tyle zmian, nauki, nadrabiania, pisania...mina nieletniej mówi wszystko i wiele więcej , jest bezcennie bezradna, siedzimy, uczymy się, piszemy, opadamy bez sił przy kubku zielonej herbaty i pocieszam ją że to dopiero początek drogi do zdobywania nauki, ale jakże łatwo zburzyć poczucie własnej wartości? jeśli uczeń jest pośrednim uczniem to dla niego trójka , mierna, czwórka nie robi takiego skandalu i nie przewraca świat do góry nogami jak uczniowi piątkowemu. Do nie dawna taki ktoś miał poczucie bycia bezpiecznym, otoczonym trzyletnimi skrzydłami swojej pani wychowawcy który skoro widział/a, chęć i ochotę współpracy uczeń mógł liczyć na lepszą ocenę, wsparcie i zrozumienie, natomiast czwarta klasa to nic innego jak zdarzenie ze ścianą, bo? nauka nauką, każdy nauczyciel wymaga od swojego przedmiotu bycia przygotowanym, ale taka ilość materiału sprawia że no cóż, gdyby nie pomoc rodziców nie wiem czy dziecko dałoby radę, już teraz widzę w czym nieletnia jest dobra a w czym muszę wspierać i wierzcie mi że kosztuje mnie to cierpliwości...powrót do pracy po dwóch tygodniach choroby? zawsze jest ta niepewność że może czeka na mnie zwolnienie albo przeniesienie, opuszczenie stanowiska a to byłby cios poniżej pasa, ale cóż...stęskniłam się za Heniem, Maciejem, Pimpkiem, za resztą wiary więc jutro nadrobię zaległości towarzyskie bo pomimo kaszlu, plucia na odległość nie wyobrażam sobie życia nie pracować, daje mi to nie tylko poczucie przynależności, połączenia społecznego w grono jedności, finansowej pomocy w budżet domowy ale posiadania miejsca na ziemi...czyli reasumując...czasami ryzyko popłaca? kto nie ryzykuje nic nie ma...zobaczymy...

Dom wariatów 2014-09-28
...Nie ma nic gorszego od chorób dzieci, istne tornado, wojna domowa to przy tym pikuś, dzieci oprócz kichania, sapania, kaszlenia, gorączek i sraczek - zrzędzą płaczą, doprowadzają matkę na skraj wyczerpania nerwowego, za oknem słońce, plus przeszło dwadzieścia stopni a Ty po raz pięćdziesiąty tłumaczysz Pipinowi że na spacer owszem pójdzie jak jego oskrzela wydobrzeją - puki co mają wiele do życzenia, jak gingle pójdą precz! z nosa , jak przestanie dusić się nimi pomiędzy snem a jawą, kiedy oszczędzi matce dodatkowego prania pościeli bo dzieci jak nie potrafią odcharchnąć i splunąć to niestety nieestetycznie puszczają mega pawie - w chwilach kiedy Ty już widzisz łąki umajone, kiedy odnajdujesz chwilkę spokoju w ramionach nie Ktośka ( śpię sama na niższej półce pod nieletnią), a Morfeusza i nagle słyszysz dźwięki mało ciekawe, parzysz herbatki, koisz łezki, nerwy, przemawiasz , gdzie Pipin woli jednak udręczyć tatusia przed dwunastoma godzinami w pracy drąc się niczym hart spuszczony ze smyczy, ciekawe co myślą tym samym sąsiedzi słysząc ostatnio nasze eskapady krokodylich łez i zdartego gardła małolata, bo on chce pomiędzy łykiem antybiotyku a inhalacją pójść do garażu, on chce i zaczyna sie akcja ; Panika ; bo chce a nie wie co chce i ryczy jak wilk do księżyca tupając nogami...tydzień leczyłam się ja ze złogów tego świata, leżałam, cywałam, bańki, leki, katar, łeb mi pękał i efekt końcowy taki ów mizerny, że plecy mnie nie bolą - reszta? dusi mnie kaszel, oskrzela rozrywa mi zielona flegma, ból głowy to początek nowego czy zmiana ciśnienia? a jutro witaj praco, powrocie i co ja mam począć? do tej pory moja niezastąpiona pierworodna , silna w całej swojej jedenastoletniej okazałości padła z temperaturą powyżej 38 kresek! i matka lata, kaszle, nos wyciera w chusteczki, parzy, dopaja, bawi się w pediatrę, znachora , dopieszcza bo czas chorób to dla dzieci czas luksusów, ciasteczka, czekoladki, słowo na ( niedzielę też ), pociechę, bajki telewizor gierki, leżanko, klepanko i po 20 wiem że padnę jak długa, zapocona, otumaniona kolejną paczką chusteczek, z modłą na ustach o jedno życzenie - niech to sie skończy...
Jesień 2014-09-22
List z jesieni

Czekam listu od Ciebie... Tam Południa słońce
I morze mówi z Tobą... U mnie długa słota,
Samotność, jesień, chmury i drzewa więdnące...
Dziś pogoda... Lecz słońce chore - jak tęsknota...

Nim wyślesz, włóż list w trawę wonną albo w kwiaty,
Bo tu żadne nie kwitną już... Niech go przepoi
Spokój, woń słońca, szczęście Twej bliży i szaty -
Albo go noś godzinę w fałdach sukni swojej...

A papier niechaj bedzie niebieski... Bo może
Znów przyjdą chmury szare, smutne, znów na dworze
Słota łkać będzie, kiedy list przyjdzie od Ciebie;
Skarżyć się będą drzewa, co więdną i mokną,
A ja, samotny, może znów będę przez okno
Patrzał za małym skrawkiem błękitu na niebie...

( Znalezione na poema.pl )


...Piękna złota jesień, ta z kolorami, ta która urzeka, zachwyca a z drugiej strony - zakrapia katarem ( Pipin ), powala bólem pleców dreszczami, ogólnym rozbiciem ( ja ), kiedy łóżko, kilo tabletek, syropów i inhalacji sprawia że radość życia odchodzi gdzieś a tutaj kłania się praca ( nocna zmiana feee), przedszkole i kolejna przewałka po weekendzie - nie idę do przedszkola? setka zadawanych pytań , tych samych i nasze miny zamknięte na kwintę, kopa chusteczek plus hektolitry wypitej herbaty z cytryną siódme poty i oczy które za każdym razem kiedy wkrapiam sobie wodę morską wyłażą z orbit w raz z mózgiem...oklepuję małego Amolem, skaczę i efekt taki że zadaję sobie pytanie puścić na łono przedszkola czy tez pozostawić w domowych pieleszach...pamiętam jak mała ilekroć kichnęła a już pozostawiała pod kloszem matczynej troski, a potem powrót był masakryczny, płacze, prośby , zupełnie tak jakby maszerowała za karę...katar to nie koniec świata , chociaż wiadomo jak człowiek czuje sie, mało efektownie, dla dziecka częste choroby to sprawa która usprawiedliwia przed obowiązkami wiec łamiemy zasady, dziecko idzie do przedszkola z reklamówką chusteczek, co poniedziałkowe wizyty na szkolnym basenie także nie usprawiedliwiają córci przed złym samopoczuciem temperatura jest wybawieniem jakby ostateczną deską ratunku przed szkołą, a puki co ratujemy sie tym co mamy...

O mnie
poRTterk
34
,
...
Słówko o mnie
tatuaże, książki, muzyka, przyroda, lubię jak jest dobrze, jak świeci słońce, jak biorą ryby, jak jest tęcza....
Zobacz mój profil
<< Listopad 2014
PonWtŚrCzwPiąSobNie
12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
Archiwum
Rok 2014
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Księga gości
 
A TO SIĘ WYDARZYŁO
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
41453
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
3076
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
31
http://www.poema.art.pl
http://www.radiobajka.pl
http://www.krystyna janda.net
http://www.cytaty.info/paulocoelho
http://dziecko.pl


Zajrzyj tutaj! Pomoc dla Martynki :)

Wyróżnienie od Adam Poeta




NARODZINY GABRIELA.

Urodził się mały Gabriel
W płaczu się urodził
On z bólu nie płakał wcale
On radością się tak unosił.

Mała Kruszyna zapragnęła żyć
Świat ujrzeć i swoją Mamę
Nie chciało już w brzuszku być
Tam ciemności były same.

Postanowił Gabriel urodzić się
By Jego Rodzice Go podziwiali
Teraz unosi piękne oczka swe
A Rodzice i Siotrzyczka są zakochani

Swoim przybyciem zawładnął czasem
Choć jest taki malutki jeszcze
To posiada w sobie wielkości same
Delikatne jest Gabriela serce.

Bądź szczęśliwy Gabrielu mały
Kochaj i bądź zawsze Kochany
Słuchaj Taty i słuchaj Mamy
Bądź Ich Miłością owiany.

Wujek Adam...


W SŁOWACH MOICH...

Tak wiele jest słów
W sercu moim zapisanych
Chcę znaczenie ich snuć
I dawać ludziom więcej Wiary.

Unoszą się uczucia moje
I błądzą wśród chwil
Do serca nowe słowa biorę
Tak bardzo pragnę nimi lśnić.

Po sobie zostawić ślad
Taki namacalny i ciepły
Chcę by uniesieniem był czas
Chcę w dobroć ludzi wierzyć.

Każdy dzień niech piękny będzie
Niech Cię pobudza do życia
Unoś zawsze swe dobre serce
W słowach moich dobroć czytaj.

- Wujek Adam


Oddaj głos na mojego bloga!
Aktualna liczba głosów:
 
4715
Oddaj głos na szablon!
Aktualna liczba głosów:
 
11637
Współautorzy
Brak wsp?autor?w



CO TO JEST MIŁOŚĆ

NIE WIEM
ALE TO MIŁE ŻE CHCĘ GO MIEĆ
DLA SIEBIE
NA NIE WIEM 
ILE
GDZIE MIESZKA MIŁOŚĆ?
NIE WIEM
MOŻE  UŚMIECHU CZASEM  JĄ SŁYCHAĆ
W ŚPIEWIE
A CZASEM
W ECHU
CO TO JEST MIŁOŚĆ
POWIEDZ
ALBO NIC NIE MÓW
JA CHCĘ CIĘ MIEĆ
PRZY SOBIE
I NIE WIEM
CZEMU

Aniołku mój
W chwili złej
Ujmij skrzypeczki
Jeno zagrać chciej

Na strunie duszy
Kołyskę jedyną
Póki ciemno wszędzie
Póki serca biją

Pieść je pieść
Tę kibić drewnianą
I tul ją tul
Te duszę zszarganą

Do Pana wznieś
I złóż na kolana
Cichutko strzeż
Niech śpi do rana

I zwróć ciału
Jak pozszywaną koszulę
Tę małą radość
Zabitą powiek murem

RENI W DNIU URODZIN.

Delikatne spojrzenie serca
Uśmiech wrażliwością lśni
Tyle masz w sobie piękna
Nosisz życie pod sercem swym.

Oczami Miłości spoglądasz
Na ten piękny świat
Tak wiele nie żądasz
Pragniesz by piękny był czas.

Dziś Twoje Święto Reniu Droga
Dziś urodziny masz
Pragnę by w Miłości była Twoja droga
W sercu niech ufność Ci gra.

Życzę Ci by to Maleństwo
Które pod sercem nosisz
By Ono prowadziło Cię przez życie ciepło
By czas ten był owocny.

Życzę Ci wrażliwości serca
Większej niż posiadasz
Byś w barwach Wiosny piękna
Uczuciem Nadziei wołała.

Niech wiatr melodię Ci gra
W Twoich włosach
Uśmiech Twój piękny niech trwa
A każda chwila będzie błoga.

Oczami serca spoglądaj
Na swoje i innych życie
Wiarą uniesień wołaj
Marzenia się spełnią...te skryte.


     






















                                                         
Zobacz serwisy INTERIA.PL