Żyje dla Was...
www.portterk.blog.interia.pl


Wszelkie prawa zastrzeżone
© Portterk
Art. 116. 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.




Takie sobie życie... 2014-07-30
Przygnębiające jest myślenie
Umysł nie pozwala Ci się skupić
nad tym, nad czym powinieneś
Stworzyłeś nas ludźmi inteligentnymi,
ale jak poradzić sobie,
jeśli w głowie myśli obijają Ci się o czaszkę,
nie mają gdzie się podziać.
Jak stare zabawki,
gdy brak pudełek, by je posegregować...

(Znalezione nie kradzione - sorry )

...Bo życie to taka niespodzianka, nigdy nie wiesz co Cię czeka, co stoi na rogu, kiedy nastąpi koniec lub początek tego nowego, wydaje nam się że znamy swój los, dzień - dom, praca, dzieci, obowiązki, czasem narzekamy na rutynę, monotonię która gasi nasz zapał, kiedy wydaje nam się że to wszystko bez sensu a czy to nie jest złe rozumowanie? Zmieniłam pracę, wdrążam się powoli acz skutecznie w nowe nieznane, poznaję nie tylko stanowisko pracy ale ludzi i? ola boga ( przez małe b ), narzekają, przeliczają, ciągle na minusie, nie taka żona, nie takie dzieci, nie taka praca, nie taka pogoda, kultura, nie taki prezes, system, płaca, ciągle na nie, a może warto czasem usiąść i zastanowić się czy faktycznie tak jest na nie? masz żonę, dzieci, pracę ( a to już jest dużo ), masz pogodę, jesteś sam zdrowy, masz dach nad głową ( to bardzo dużo ), a czujesz niedosyt ? to znaczy że jesteś znudzony, bez pasji, pożarła Cię gonitwa szczurów, albo jesteś jakiś ; inny ; warto jednak się zatrzymać i zobaczyć pozytywne strony naszej egzystencji, bo weźmy:
Moja koleżanka jedna czy druga walczą o dziecko, by zajść w ciążę potrafią stanąć na głowie, postawić swój majątek byleby poczuć ruchy dziecka, by złapać to wychuchane dziecko w dłonie, by zostać matką, nie ważne jest nic tylko ta chwila by usłyszeć - jest pani w ciąży. Zapominają że życie nie składa się z dni płodnych, brania leków, zastrzyków, in vitro, walki która skończy się sukcesem, nie ważne są własne potrzeby, męża, nie ważne są wartości nadrzędne, podrzędne ale one, ich macice, stają się robotami które w głowie maja jedno, reprodukcja, byleby skuteczna, narzekają na wszystko, chodzą i rozsiewają złe samopoczucie bo ciągle im coś dolega, jakieś muchy w nosie, nie zadowolenie, jakieś coś...czasem się udaje, czasem nie...zachodzą i poraniają z poczuciem że trzeba walkę zacząć od nowa i skutecznie, wydać werdykt nie tylko o sobie ale o tych z którymi przebywają i? pracujesz w atmosferze zgorzknienia, taka parambola która bardziej jest na pochyłej niż na poziomie bo Ty masz dzieci, bo jakoś ci się udało a ona? zdrowa jak to się mówi wiejska dziołucha i nic...
Są tacy którzy uwielbiają obgadywać, ZNACIE TO? pracujesz i patrzą się na ciebie, dasz radę albo nie, im bardziej nie, tym bardziej są ucieszeni, tym bardziej mają powód do przekazywania złych opinii, na szczęści trafiłam pod dobre skrzydła ale inne? za samo to że są kobietami powinni trafić na lincz, taka prężna firma...osiem godzin uwijasz się w ukropie bez atmosfery bycia akceptowanym, bez grama uśmiechu o przyjaźni zapomnij, bo wiesz że cię nikt tu nie chce...
Warto czasem przysiąść i pomyśleć, przeanalizować czy warto za wszelką cenę...


...A ja używam tego szczęścia, napajam się nim do bólu bo wiem ile ono mnie kosztuje czasem nerwów, łez i radości, łez radości...

 
O lipcowych porzeczkach... 2014-07-06
nie można zabić miłości

jeśli ją w ziemi pogrzebiesz
odrasta
jeśli w powietrze rzucisz
liścieje skrzydłami
jeśli w wodę
skrzelą błyska
jeśli w noc
świeci

więc ją pogrzebać chciałam w moim sercu
ale serce miłości mojej było domem
moje serce otwarło swoje drzwi sercowe
i rozdzwoniło śpiewem swoje sercowe ściany
moje serce tańczyło na wierzchołkach palców

więc pogrzebałam moją miłość w głowie
i pytali ludzie
dlaczego moja głowa ma kształt kwiatu
i dlaczego moje oczy świecą jak dwie gwiazdy
i dlaczego moje wargi czerwieńsze są niż świt

chwyciłam miłość aby ją połamać
lecz giętka była oplotła mi ręce
i moje ręce związane miłością
pytają ludzie czyim jestem więźniem

Halina Poświatowska



...Lipiec...Wakacje, słońce i gorące powietrze sprawiło że uciekamy na działkę, inni uciekają nad jeziora ( które u nas są ale położone gdzieś dalej ), nad daczę jak to się kiedyś lubiło mówić ( lub chwalić ), inni grilują, piją, bawią się wesoło , gwarnie, spijają browce, drinki, upijają się lub tańczą pod wpływem i nie tylko muzyki...a my uciekamy po tygodniu mozolnej pracy, od nagrzanych murów ciesząc się że posiadamy chociaż cztery ary ziemi tuż za miastem, jest gdzie posiedzieć, powdychać powietrza , poczuć wiatr we włosach, promienie słońca, jest zieleń która koi nerwy ( bo kto ich nie ma niech uznaje się za szczęśliwego człowieka), która łagodzi umysł, która sprawia że odpoczywam, izoluję się od rzeczy przyziemnych dla których poświęcam więcej czasu na tworzenie kolejnych półek z tym na ; już ; i ; potem ; bo nasza codzienność składa sie z planów nie koniecznie wielkich ale i tak sprawiają że nagle takie miejsce jak działka, natura, zieleń sprawia że świat staje się jakby odkrył swoje drugie ja, inną twarz bardziej zaznaczoną kolorami...smak owoców zrywanych prosto z krzaka, co z tego że porzeczka jest kwaśna i cierpka w smaku a jednak zrywając je i połykając czerwone kuleczki smakują jak niebo w gębie, odnajdują miejsce przy truskawkach które przez ciągłe opady i zalaną działkę było tyle co nic i odwieczny brak słońca, więc podjadamy, podglądamy co tam siedzi pod listkiem, krzaczkiem, pająki, mrówki, ślimaki...dzieciaki są w posiadaniu ; róbta co chceta ; mają basen, namiot, piaskownicę, pobliski staw, drzewa, altankę i głowę którą wystarczyć napełnić pomysłami by czas ten nie był spożytkowany na marudzeniu że nudno, że wolą plac zabaw...Odkąd nadeszła wiosna wybywamy byle z dala od bloku, siedlisk ludzkich ciał, owszem towarzystwo innych dzieci sprzyja integracji, wspólnych zabaw, ale dobrze jest czasem odniesienie tworzenia własnej więzi z naturą i dziećmi z dala od spalin, tłoku ( gnieżdżenia się na jednaj blokowej ławce ), tam gdzie łapiemy dźwięki inne niż znane, śpiew ptaków, trel który działa na zmysły, ta działka daje odskocznie, jest muzyka, są bąki, pszczoły nie koniecznie te z bajek a jedną potrafią nie tylko zapylać ale i żądlić zwłaszcza takie dzieci które poprzez ciekawość świata chcą zobaczyć a co się stanie jak wyrwę temu owadowi skrzydełko i ...płacz , cebula a na końcu pamięć robi swoje że od pewnych istot lepiej trzymać się z daleka...więc siedzimy, grilujemy, zaspokajamy zmysły, delektujemy się i takie chwile potrafią być szczyptami szczęścia ...





W trzech kawałkach 2014-05-18
Według Kościoła Katolickiego: wszystkie żywe istoty, które się poruszają powinny zarabiać na swój codzienny chleb potem z własnego czoła, a nie myśleć o bezpieczeństwie i natychmiastowych rezultatach. Lenistwo jest brakiem fizycznych lub umysłowych starań, co degeneruje duszę i prowadzi do smutku i depresji.

Legenda przekazywana ustnie mówi: Juan, kiedy tylko zmarł, znalazł się w bardzo pięknym miejscu, otoczonym komfortem i pięknem o jakim kiedyś marzył. Człowiek ubrany w biel podszedł do niego:

- Masz prawo do wszystkiego, czego chcesz: jedzenia, przyjemności, zabawy - powiedział.

Zachwycony Juan robił wszystko, o czym marzył w trakcie swojego życia. Po wielu latach przyjemności, odszukał osobę w bieli:

- Zrobiłem już wszystko, czego pragnąłem - powiedział. - Teraz chciałbym trochę popracować, aby poczuć się potrzebny.

- Bardzo mi przykro - powiedziała osoba w bieli, - ale to jedyna rzecz, jakiej nie mogę dla ciebie zrobić. Praca tu nie istnieje.

- Mam spędzić wieczność umierając z nudów? Wolałbym po tysiąckroć razy bardziej znaleźć się w piekle!

Osoba w bieli podeszła i powiedziała niskim głosem:

- A ty myślisz, że gdzie jesteś?
Paulo Coelho


...Remonty, wiecie jak to jest, matka wraca z nocnej zmiany i co? pada jak betka poczym powstaje jak żołnierz by pucować, układać, zmieniać...a potem ? cieszyć się końcowym efektem a efekt jest co matkę cieszy bo gdyby nie dzieci...tak nieletnia złapała za pędzel, małolat wsadził rączki po łokcie w wiadro farby, potem było ...jeszcze gorzej...remont z dziećmi?

- Mamo ja chcę.

- Mamo ja potrafię

- Mamo a Gabryś piszczy...

Gabryś piszczy...bo chce ...bo dlaczego ona może o on nie i gdzie tutaj równouprawniona sprawiedliwość...

- Mamo ładnie?

- Mamo zobacz.

A matka ledwo za cokolwiek się weźmie tak lata po pokojach by podziwiać, bo chcieliśta spontanu to teraz nie narzekajcie. Macie co chcieliśta...ale efekt? bomba. Najważniejsze to radość :) dziecka uśmiech, zaangażowanie, pomoc która jest nieodzowna.Poza tym porządki zrobiły swoje, piwnica, miejsce do którego wrzucamy wszystko bo a nóż widelec jak chłopu wszystko sie przyda potem, kiedyś, później i teraz przyszedł czas na wywalanie, segregowanie, zastanowienie, potrzebne - zbędne...i tak ukazała sie naszym oczom walizka, inna niż zwykłe, stare, normalne, ta obita grubą tekturą z rogami ze skóry, z rączką metalową ciesząca się sławą w latach przedwojennych z dobytkiem liczącym 65 tysięcy starego nominału z lat 1960, 70' 80' bilony nawet francuskie, skąd to? nikt nic nie wie...a jak ucieszyło oko, poklepało próżną duszę bo tyle kasy i co byśmy kupili, na co wydali, gdzie pojechali...potem? gramofon...stary , wręcz śmieszny, cudak taki...w kolorze blue...kolejna zdobycz powojenna :)


...Poza tym? pada, chłodno i słońca nam trzeba, dostałam zaproszenie do Miejskiej Biblioteki Publicznej na wręczenie głównej nagrody 30 maja a więc już usycham z niecierpliwości...a że miałam urodziny...nie chciałam nic, nie pragnę niczego ( oprócz braku chrypy, zmiany pracy, zdrowia ), kwiatów które na krótko cieszą oczy a są najpiękniejsze kiedy kwitną na łąkach, ogrodach, więc zapragnęłam mieć Monikę Teresę Rudzką na własność nie jako osobę bo jest kochaną, niesamowitą i pozytywną osobą ale jej nową powieść ; Kuzyneczki ; mieć i zawsze wracać, cieszy moje oczy swojskimi literami...


...Wpadła mi do ręki całkiem przypadkiem powieść Marianne Fredriksson ; Simon i dęby ; i tak sobie pomyślałam, że tam była wojna, kiedyś druga światowa, że Hitler robił polowanie na żydów, znamy to z opowieści, kart historii, ale co czuło dziecko? mała bezbronna istota naznaczona nazizmem z którym spotkało sie w szkole, w latach dorastania...Larssonowie są bezdzietnym małżeństwem które wychowuje małego Simona, ten mieszka z w domu otoczonym troską i miłością, nie czuje inności a tolerancji i tego co ona oznacza dowiaduje się stopniowo poprzez przyjaźń z rówieśnikiem Izaakiem i kolegami z klasy, ojciec jak i matka próbują za wszelką cenę uchronić chłopca przed wiedzą co oznacza faszyzm, nazizm, holokaust...czy chłopiec dowie się prawdy o sobie, swoim pochodzeniu, biologicznych rodzicach i kim był dla niego Ruben ojciec Izaaka? polecam serdecznie Was kochani na te majowe ulewy i wiatry powieść bardzo wzruszającą, z wciągającą fabułą bardzo serdecznie zapraszam tym bardziej że jako matka nie wyobrażam sobie takiego okrucieństwa wobec stosowanych dzieci, które były skazane na wytępienie...


I po ptokach... 2014-05-09
dotknął mnie cierń
niemiłosiernej miłości
anioł polukrował skrzydła
pieniądz stuknął o tacę
odarto mnie z godności
sztuką przebaczania
śpiewał chór nawiedzonych
dyletantów nad grobem
przed ołtarzem mistyk
za fasadą światłości
mistrz manipulacji
wmurowana w obraz
kłonię głowę
wygodnie przyjmować
święte ciało mitu
( ściągnięte z internetu - konto usunięte ).


...Powrót do rzeczywistości może być formą nawet błogosławioną, tym bardziej jeśli człowiek jest otoczony różnymi emocjami, od bycia przybitym po niemalże euforię, stres towarzyszył mi przez ostatni tydzień tak bardzo że budząc się nigdy nie wiedziałam co mnie spotka, czeka, komunia nieletniej udała się bardzo, co miało się nie udać skoro dzieci w kościele były przygotowane, restauracja wyszła na przeciw naszym wymogom, a przecież tak skromna imprezka nie była uroczystością prezydencką a bardziej stawialiśmy na luzik i swobodę bo jakżeby inaczej. Nieletnia dziś za to śmiga swoim rowerkiem, nowym komunijnym i to nie wigry, to nie składak jaki to ja dostałam w raz z białym zegarkiem i kolczykiem bo drugi był popsuty - jakoś tak, a dziś dzieci chwaliły się Krosami, zegarkami z wysokiej pułki, tabletami, laptopami, kładami, cuda wianki...małolat także ujeżdża swojego bez pedałowca , place zabaw są łącznikiem okupowanych chodników bo gdzieś trzeba jeździć na rolkach, hulajnogach, rowerach, a także kredą pokrywają się piękne obrazki najmłodszych, coraz bliżej wakacji czym daje słychać codzienne koszenie traw kosiarami, do tego ptaki...temat tabu, bo że wiosna, że zielono, nawet ciepło i pożywienia ptactwo ma wszędzie gdzie okiem wykol, a tutaj jedna z drugą sypią, wala pod balkony z trzeciego piętra rozmoczony chleb, ziemniaki plus makaron, taka rybitwa nie musi martwić się o pusty żoładek, nie musi szukać wysypisk bo ma jedną z drugą na wyciągniecie skrzydła, leci ci to nad balkonami a z dzioba leci, tu obierek, tam kluska i pierzesz wszystko od nowa ale to nic co ludzie robią na swych balkonach...kobitka w sklepie użala sie jak dzika: - Mówię pani jakie dziadostwo! facet po czterdziestce notorycznie wyrzuca śmieci z czwartego piętra, trzepie worem aż miło a to świństwo leci wszem i wobec robiąc taki bałagan a jaki smród... Na to inna się wtrąca: - U nas z kolei facet trzepie worek po odkurzaczu, wszystko zapaprane, brudne a miej pościel do wietrzenia, pranie ... Niby ludzie to ssaki inteligentne , ciekawe że w pewnych momentach wyłazi słoma aż trzeszczy... To że ludzie wyprowadzają pieski do piaskownicy, kotki, inne stworzenia Boże to już nikogo nie dziwi, że społeczeństwa nauczyć nie można to inna para kaloszy ale robić taki syf w koło siebie, to jak kolejny gościu który wymyślił sobie sposób na podreperowanie swojego pustego żołądka, łaził dziadzina po klatce i szukał ciepłej strawy, a skoro jej nie miałeś/aś, to kiełbasy pani nie ma najlepiej śląskiej, białej...na ciepło... Przypadki chodzą po ludziach bo że dziecko chciało mieć wadę słuchu, życzyło sobie być głuchoniemym? a matka pragnęła takiej nietolerancji by nikt nie chciał się z nim bawić? żeby kazdy omijał i traktował go jak ; inną gorszą ; jednostkę, siedzę na ławce, Pipin klepie babki, sypie piachem po oczach aż miło, inne dzieci bawią się i rozmawiają że zrobią zamek, ze się przekopią, że to i tamto , nagle jeden taki debeściak rzuca do tego chorego by wyszedł z piaskownicy bo to jego plac zabaw i takich jak on nie potrzebują, poleciały epitety, matka zabrała chłopca za rękę i wróciła do domu z miną mało przyjemną ale ja nie! weszłam z chołotą w dyskusję ze jak tak można, że jak oni by się czuli gdyby ktoś ich wyganiał, traktował w ten sposób i na co tworzenie przedszkoli integracyjnych, szkół z dziećmi z problemami, wystarczy ze jeden i drugi wyrazi swoje zdanie a po nich idzie fala...chore czasy, chore ludzie...


Żegnaj dziadku, tato... 2014-05-01


Wiosna wybuchła soczystą zielenią...wybuchła optymizmem, napełnia nas pozytywnym myśleniem, wybywamy na rowery, pedałujemy w plener byle nacieszyć oczy, zapchać się zapachami lasów, ziemi, łąk, chociaż...świadomość nasza była przygotowana na to co się stanie, że te godziny raczej są policzone a więc byliśmy przygotowani,ale czy można przygotować sie na odejście najbliższej osoby, słońce świeci, dzieci się radują, a tobie płyną łzy, żalu, współczucia, jesteś jak w maraźmie, bo zdajesz sobie sprawę z tego co jest i co ma się stać a jednak chyba nie do końca...Wczoraj po raz ostatni pożegnaliśmy tatę, teścia, dziadka po długiej chorobie odszedł z tego świata pozostawiając wspomnienia, pamięć...Ktosiek zrozpaczony, rozbity bo jakby nie było ojciec, zgaszony, zamyślony, wyłączony puki co...świadomość moja podpowiada mi ile z człowieka pozostaje , kupka kości przyobleczona pergaminem cieńkiej skóry, tyle co nic, choroba, walka i końcówka która dała wytchnienie, nawet ulgę i wdzięczność do Najwyższego że spoczął w spokoju ducha, pogodzony ze światem...bez bólu, bez cierpienia, bez szarpania i nerwów, a jeszcze wczoraj Pipin odchodząc pomachał rączką dziadkowi i powiedział :

- Papa dziadzia...

Tyle co łzy za kolejną bliską osobę która zostawiła ziemski padół, nawet to jak hamulec który powstrzymał przed pędem w tej rzeczywistości, który dał pomysleć, zastanowić się i po co my tak gnamy, wszystko jest ważne, praca , dom, rodzina, dzieci, codzienne sprawy, głowa nabita problemami, zapominamy o tym żeby sie zatrzymać, zastanowić że gdzie jesteśmy my w tym wszystkim...dopiero takie zdarzenie pokazuje że nasza świadomość jest tylko świadomością że wiemy iż odchodzimy, że zbliżamy się do końcówki ale jeszcze tyle mamy do zrobienia, do pokazania że tylko pogrzeb najbliższej rodziny jest tym STOP zatrzymaj sie i zastanów co dalej...a tutaj komunia, a tutaj latanie po urzędach, łatwienie spraw bo pogrzeb, pochówek, stypa, a jakby przeciwność - komunia, próby, załatwianie kwiaciarni, nie zapomnieć w ostatecznści o fryzjerze, odebraniu ciasta, głowa w chmurach, poszłam do warzywniaka tego co zawsze biorę owoce, warzywa, stoję i patrzę na regały a pani z obsługi patrzy i pyta sie co podać? a po co ja przyszłam? myślę sobe, miałam coś kupić, miałam coś załatwić, dobrze weszłam, do tych drzwi? a ona patrzy i po chwili, zmarł ktoś bliski ? to ja pomogę? wzięłam pomidory bo jakoś tak głupio wyjść z pustą ręką, a potem mnie oświeciło że jednak miałam zamówić wieniec...i myśl tu człowieku o szczegółach, kwiatkach, doborze kolorów, zostawiłam to pani kwiaciarce w końcu ona w tym siedzi niech ma wolna rękę...Pipin jakby nie ten, spokojny, może to ta sytuacja, wyważona, skupiona, siedzimy na placu zabaw a on sam bawi sie bez użycia naszych sił, rąk, a my? zadumani...nieletnia tylko na widok babci spotkanej na mieście wybuchła płaczem...tak mi przykro powiedziała do niej a ja myślałam że padnę ze wzruszenia, takie słowa w ustach dziecka to jak kolejny kamyczek stumilowy by stwierdzić jak bardzo Ją kocham...niby biega, szaleje, śmieje się a jednak po swojemu odczuwa brak dziadka, pozostał jeden jedyny...będzie go pamiętać, przy stole w raz z całą rodziną z którą to się spotykaliśmy w święta i dni powszechne kiedy tam wpadaliśmy na trochę by pobyć...a teraz stół pusty, łóżko zaścielone i już go nie będzie nawet na działce...a to było wczoraj, jeszcze po namaszczeniu olejkami przez księdza stał się pogodny, uśmiechnięty, nic go nie bolało, mimo że wymiotował, mimo wszystko...świadome umieranie, przeżywanie tego że zostawiam wszystko tutaj by udać się tam...oj pokochałam go po swojemu, tego drugiego tatę, nigdy mnie nie karcił, nigdy nie krytykował, a jakże wspierał, chwalił, Boże on mnie chwalił, nigdy nie powiedział źle o moich tatuażach a dzieci traktował jak swoje, kochany nasz dziadek...zawsze będzie bliski memu sercu. A teraz spokój i chwila dla oczyszczenia duszy...

Kiedy byłam ostatni raz u spowiedzi? rok temu na chrzcinach Pipina, byłam bo raczej tak wypadało, dzisiaj poszłam bo chciałam, ksiądz młody, ogarnięty, wyspowiadał nieletnią, dał pokutę, porozmawiał, wybaczył, nie ważne co pomyślał ale ulżyło, jakby kamień z serca i pre do przodu, bo tego wymaga życie, dzieci które mimo powagi sytuacji zawsze wprawiają w osłupienie...

Kochaj, wybaczaj, żyj...

Kasia, Kaśka, Katarzyna 2014-04-27
Halina Poświatowska ; Ciekawy jest przylądek wszelakiej nadziei ;

ciekawy jest przylądek wszelakiej nadziei

tu namiętności świecą

jak miedziane wazy

czyste

tu się unoszą opary

namiętności



miłość

ubrana w krótki płaszcz

drżący z niecierpliwości

z kolanami pod brodą

w kącie

oczy - latarnie

wysyła w mrok

oczy - płoną



zazdrość

taniec szybkich palców na szybie

śniegu miękkość

grabiona zachłannie

spalanie oddechu -

wykorzystywanie ułamków przestrzeni



wiatr -

obejmujący wszystko

wiążący rozsypane elementy świata

doskonałe istnienie

gdzie czekam

zwinięta w kłębek - na cios


...Dobre lat temu wpadła mi do ręki książka Katarzyny Enerlich ; Prowincja pełna marzeń ; potem albo wcześniej ; Prowincja pełna gwiazd ; ; Kwiat Diabelskiej Góry ; czy choćby tę którą przerabiam teraz ; Kiedyś przy Błękitnym Księżycu ; i jest tak jakbym czytała powieści Jolanty Kwiatkowskiej, Tersy Rudzkiej czy Kalicińskiej nie urągając Kalickiej czy Szwai, Grochola? owszem pisze i lubię ją na swój sposób ale to szczególny sposób bo...innym razem, kiedyś o niej teraz o Kasi. Kasia pisze na wydechu, tak przynajmniej mi sie wydaje, zasiada do biórka , laptopa, kompa cokolwiek to jest pochłania ją bez pamieci i z rąk jej i umysłu wychodzą cuda :) zasiadłam wczoraj i...byłam na mieście a coś mnie jak grawitacja do domu ciągnęło...Kasia...wiedziałam że na stoliku leży ona, w pięknej okładce a tutaj trzeba myśleć o tym co ważne, bo przecież sam z siebie obiad to raczej sie nie ugotuje, zakupy...w końcu kawa! zasiadam, Pipin tworzył własnoręcznie kolejkę z drewnianych elementów a ja kartka po kartce zatapiam się w świat fikcji który mógłby być Twoim światem, jego, jej, zatapiam myśli, kontempluje, zastanawiam się co czują dzieci pozostawione bez matki nie przez smierć która jest wytłumaczeniem jej nie obecności, ale ot spakowanych walizek, trzaśnięcia drzwiami, głośnych kroków butów na wysokich obcasach , pozostawienia własnej córeczki z ojcem , pod jego opieką bo gdzie dziecko będzie miało lepiej jak nie z nim, tym drugim rodzicem i czy na pewno? matka która nie wytrzymała ciśnienia macierzyńskiego, ze względu na ; wypadek ; który zaczyna bohaterkę męczyć, obwiniać i tłamsić, daje wiele pytań choćby czy jest dzieckiem miłości czy tylko z zastępstwa za tamtą o której istnieniu dowiaduje się przez przypadek. Ojciec który w takim przypadku powinien być opieką, troską samą w sobie staje się alkoholikiem, wszelkie lęki, strachy, tchórzostwo zamienia na bimber który pędzi, oskarża, wytyka, wygania, poniża. Dziewczynka z wymazanym dzieciństwem, staje sie kobietą szukającą szczęścia, miłości, bezpieczeństwa, samoakceptacji, która ciągle się sprawdza, wpada z rąk męskich w drugie, jakby chciała pokazać i udowodnić sobie że jest warta każdego uczucia...Ojciec na łożu śmierci, matka która pojawia sie po latach, brat którego wcześniej na oczy nie widziała, zmora wspomnień daje koleje jej opowieści. Bardzo wciągająca, ciepła powieść Kasi o życiu które czasem spotykamy nawet z samych opowieści, a autopsji bo gdzieś tam ktoś żyje podobnie. On pijak a to dziecko...my dorośli którzy powinniśmy budować bezpieczeństwo dla własnego dziecka, przecież to krew z krwi, otoczyć troską i miłością my wpatrzeni w własne problemy zapominamy że ono tam gdzieś pozostaje w swoim pokoju, siedzące na łóżku we własnym pogubionym świecie. Warto przeczytać, polecam.


...Weekend a tutaj krople deszczu zalewają okno, widok bezdennej nicości, co tu robić? ja ugrzęzłam w kartkach papieru, czytam, czytam i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu że służy mi to uzależnienie, pozytywne acz nie wiele kosztuje...wieczory w takiej sytuacją są moje, zasypiam i budzę sie wiedząc ze zawsze mogę odtworzyć na nowo koleje losu, dzieje bohaterów. Dziękuję za cierpliwość dzieci, no właśnie, Pipin jako dwulatek odkrywa świat ale? lubi bawić się z nieletnią bo ta pokazuje mu swój grunt pod nogami, a czasem jego brak, fantazja, wyobraźnia, przelewana z ksiażek na zabawę, tworzą kąplikację czegoś co wprowadza ich w łasną wysublimowaną bajkę którą rozumieją tylko dzieci. Nie zabraniam broić, nie każę za głośne piski, krzyki, Pipin po raz pierwszy zaśpiewał mi z niekształconymi słowami ; Włazł kotek na płotek ; skoro uwiecznia sie na fotach zdjęcia kupy dlaczego nie pochwalić się piosenką? A dziś po obiedzie tuż zaraz wskoczyliśmy na rowery, odpaliliśmy pedała, uruchomiliśmy mięśnie, nasze zastałe zakwasy ud i dawaj po okolicznych wioskach, lasach, łąkach, co znaczy czuć wiatr we włosach? to wolność, żagle, skrzydła, mijane samochody, szalejące motory i głupota ludzka, brawura która dzięki tylko opatrzności pozwoliła nam wylądować bezpiecznie na działce...dla rodzica posiadanie dziecka stworzonego z miłości to cud, wielkie poświecenie, opieka, troska i wielka odpowiedzialniść, nikt za tem nie jest wstanie przewidzieć jak to wychuchane i wydmuchane wyrośnie, kim bedzie, kim się stanie, co z nego wyrośnie, ale kiedy zobaczyłam takiego na stojąco pionowym ścigaczu, ręce opadły i szczęka, wcale nie z podziwu ale nad jego głupota, jechał tak mijając samochody, na trzeciego...niech tam zginie, nech tam roztrzaska sie ale w takiej sytuacji gną osoby trzecie, bez powodu, bez sensu i przyczyny, dzieci, rodziny, matki, ojcowie, babcie i dziadkowie, a taki? może mu zycie nie miłe, może zbyt młody i nie szanuje go, może jak przezyje zastanowi sie nad sobą, będzie za późno a on zostanie kaleką, ale jakoś tak...bycie matką pokazuje mi jak łatwo trząść się o swoje pisklaki,ile im poświecamy, czas, noce, brak snu, oddajemy im ostatnie grosze byleby były szczęśliwe, nie zawsze tak jest, ale przeważnie. Mam nadzieję że nieletnia wychowywana w czasach gdzie rządzi gadżet doceni to co ma, nasze starania, czasem mam wrażenie że przechodzimy samych siebie byleby tą gwiazdkę z nieba dać, kazdy gest, nasze wsparcie, nawet nagana czegoś uczy. Dzieci dzisiaj lekceważą rodziecielskie poświęcenie po to by dostać, rzucić w kąt i mieć marzenie kolejne, nowe...takie czasy, nikt nie zastanawia sie nad własnym zyciem, czy jest dobre, czy nasze uczynki są dobre i czemuś służą, że nasza praca, wartość jej , pójście pod prąd ma sens i przynosi korzyść innym a tym samym przynosi naszą radość...narzekamy...na dzieci, dom, męża, pracę, na niskie zarobki, politykę, kościół, fundusz zdrowia ubezpieczenia...dopiero kiedy tracimy coś co ma dla nas wartość, doceniamy smak tego co przemija...Umiera mi teściu, dosłownie, jego rak dał przezuty na krtań, węzły chłonne, coraz słabszy, coraz bardziej nikły, gaśnie w nim światło życia, co gorsze że to świadome umieranie, pracuje głowa, reszta się powoli poddaje...walczy swoją wrogością, złym nastawieniem, upartością, bo by chciał jeszcze raz, może nawet powtórnie przezyć, zobaczyć, poczuć, a tutaj jego powolna agonia która jeszcze nie przynosi leku na ból duszy ; morfina ; coś co przynosi ukojenie do następnego razu, po czym człowiek czuje ulgę, zapada w sen, wytchnienie...chciałby dożyć komuni nieletniej, niby tydzień a tutaj każdy dzień sie liczy, jakby odhaczony, zaliczony, przeżyty, byleby dotrwać i poem co? jego życie było usnute i jest , chociaż tamte lata przypisane były pracy w kopalni, cieżkiej, mozolnej i emeryturze która zamiast ukojenia i radości z posiadania czasu na wyłączność dała wylewa, zawał, cukrzycę i wieczne bieganie po lekarzach, przez całe zycie dosłownie rył byleby zapewnić byt rodzinie, nigdzie nie wyjechał, nigdzie nie był, nic nie zwiedził, bo działka, dom i jego niechęć a teraz czy nie żałuje ? najgorsza ta świadomość że pożegnamy nam najbliższego człowieka...


...Wędkowanie nasza pasja, bierzesz glizdę i zakładasz na haczyk po czym rzucasz na wodę i czekasz, ile razy tak czekałam...aż wzięła, spławik się zanurzył a Ty piszczałaś/ łeś, z radości, mały bąk, karaś, płotka zapomnij o karpiu, szczupaku lub sumie, ale dzieciaki? w pięć minut załatwili wędkę dziaka, Pipin zaciąga, nieletnia szarpie i tylko ręka opatrzności czuwa ( Ktosiek jak zwykle ), że dzieciaki ne wpadają do wody, żaby nie wyskakują w raz z kijankami a tylko koguty pieją :)mała bąka złapała i nie tego co śmierdzi a tego co na patelę i co za szczęście :)chwile szczęścia to są chwile wpisane w pamieć , we wspomnienia...teraz no cóż ...zobaczymy co bedzie dalej.

Tyle czasu... 2014-04-25
; Zamknięci w dziuplach swoich myśli,
opowiadamy ból,
kiedy nie słychać śpiewu kwiatów,
gdy tak obca w nas bliskość.
Potem długo jeszcze uczymy się
nie pamiętać ;
Frag. Katarzyna Enerlich ; Kiedyś przy Błękitnym Księżycu ;



...

Były święta, zając, jajka, święconki, stół uginający sie, był, obżarstwo plus wzdęcia z wszelkimi bąkami, jak najbardziej poszedł w ruch rapacholin z espumisanem zagryzany nospą - my Polacy lubimy jadło co po brodzie skapuje cienka stróżką który na myśl mi nasuwa kolejny tatuaż pod tytułem lubię chleb ze smalcem :) A potem lany poniedziałek bo jak to w życiu bywa lubimy pływać jak to rybka, żabka w spław i kraulem tak i młoda zaszczyciła sie mokrą odzieżą, a co my gorsi byliśmy, tylko to nie były psikawki, jajeczka z którym ach, och coś tam skapnie ale wiadra proszę ja Was mości towarzysze, hydranty i smródka, okoliczna kiełbaska zwana tak poczciwie na cześć ściekówki co to płyneła za osiedlem i tam ta woda boże dzisiaj Sanepid? dzisiaj rodzicie na czele z kołem różańcowym by zakopała toprem , trawą zasiała byleby dzieci , te boże żuczki palców nie maczała, co innego dostać po nosie a co innego trafić do pralni i tam dawaj w tym czy się było lądowało się w wannie z lodowatą wodą, a gdzie tam katar, chrypa, zapalenie płuc ...nam nie było straszne, nie daj boże jak ktoś szedł do kościoła - nie doszedł, jest ryzyko jest zabawa a dzisiaj? dziesięciolatka z butelką wody - postrach bloku, nikt się ze starszych nie boi, nie stęka że mu buciki i kolanówki pomoczyli, każdy idzie twardo przed siebie a bo weszło w życie ustawa jak zawsze mądra i pouczająca żeby zlikwidować lany poniedziałek z wszelką tradycją ulewających inaczej 500 zł kary i weź...dzieciaki między sobą, za zgodą rodziców... Święta były i wszelkie chórki anielskie też, wróciła szara rzeczywistość, codzienność niby psu na budę a jednak...urlopuję i słońce ze mną, z pierwszymi burzami, piorunami, błyskami...latam do kościoła i słucham swojej katechetki która to i katechetką młodej jest a głos ma jak dzwon, śpiewa, recytuje- reszta nie znana a jednak przepełniona jestem kościołem i tak mi się zebrało bo : wiara nasza niby idzie z dobrej i nie przymuszonej woli a mnie ulało...się dosłownie jakby i w przenośni...owszem lubię kościół ale jak nie ma nikogo, kiedy zasiadasz sobie w nawie i odprawiasz zdrowaśkę na swoją modłę, jak rozmawiasz jak ja z Matką Boską i tłumacze jej że świat na łeb upadł i tego nie widzi, wszystko drożeje, małemu muszę sandałki kupić, a tutaj jeszcze testy młodej i komunia i no właśnie bo same dylematy, ale co dobre bo dostała sie bestia i dzięki że była z nią bo ja akurat gulasz mieszałam w garu do klasy sportowej i niech jej będzie skandowanie i bisy :) i plece trzy po trzy bo coś powiedzieć raczej wypada , wolę niż tak niż jak ktoś za mną ma wyziew 50 % - towy a przede mną dusi się z astmy lub innej cholery i powiedzcie mi żebym powtórzyła kazanie, a kazanie - no weźcie o co chodzi, nuda, niskim ciśnieniem zalatuje a tutaj próby, śpiewanie dzieci, rodziców trema i czytanie pisma, bo trzeba wszystko zapiąć na ostatni guzik, sprzątanie kościoła mnie czeka, jedno co dobre że pieniążki zostały zebrane - co za łaska, niestety są tacy rodzice którzy pytają się: a to trzeba płacić...było minęło, jedi zestrachani bo - trwoga to do Boga - jak ja przed egzaminami do szkoły muzycznej, ni w ząb, ni nut, ni ciewo...wlazłam przed ołtarz i dawaj! obiecywanki cacanki - głupiemu radość - że będę dobra, takie tam banaluki, szantaż głupi szantaż, skończyło się jak sie skończyło, egzaminów nie zdałam, facet zmarł i tyle mojego grania...a tutaj? żeby sie udało, żeby co nie nawaliło, a ja siedziałam jak trusia i zamyślona wiedziałam że co ma być to się stanie...młoda jak wiadomo przejęta, wiadomo zbliża się sądny dzień i spowiedź przed księdzem :) ;) boi się, niech się kogoś boi...teraz mam sposób : jak nie pościelesz łóżka to pójdziesz do spowiedzi! hahaha A byli tacy co znużeni czekali końca, dzieci którzy walili się na ławkach, bo ile można: no właśnie nauki, niedzielna, msza, począwszy od odpytywania pacierzy, różańca, rorat, spowiedzi...jakie to zachęcające...bo trzeba, bo mus bo jak nie do nie przepuszczą...zastraszanie...kościół powszechny, dobrowolne przystąpienie a jaki nacisk...Słońce, ciepło, od 10 rano goszczę na placu zabaw, w starych portkach, w styranych koszulkach klepię babki jak mamusia kazała, wystawiam zmarchy na promienie i jest cool :) kolejne kartki przeczytane, bo...Pipin coraz mądrzejszy sam pałęta się między nogami Nieletniej, chłopaków...przyszli gimnazjaliści , wyciągają browce, fajki, rozmowa, gadka szmatka, próbują się na huśtawkach, na bujankach, na ślizgawkach,a tutaj piłka Pipina leży odłogiem, samopas na trawie i dawaj w nim w kiwanego to ci poczeli przejmować piłeczkę i już nie jest nudno, beznadziejnie, obskurnie, bo słońce i latanie za motylami, takie chłopy z dwa metry cięte a za motylami! jak mnie to ujęło, jak mnie złapało za serce i mówię : - Chłopaki , wy fajki, wy piwo a motyle a gdzie wasze dziewczyny! - Nie mamy - ten jeden. - To chociaż sie z małym pobawcie nie bedziecie stratni zobaczycie co to ojcostwo! - krzyczę. No to dawaj młodego na huśtawkę, na bujanki, i tu go tam i siam a ten szczęśliwy, a ja? łeb w słońce i co! jak łatwo dziatwę sprzedać! młoda skoro dostała się do klasy sportowej to dawaj za zbijanego, potem ganianego z piłką , sztandar...chłopaki zerkali to na mnie to nich i stwierdzili: - Pani wychowywała się wlatach 80' - A no tak, ja z tych lat ale chłopaki jaki to był wstyd wyjść z petem w zębach przed blok i tak kiepić przed dorosłymi, za to sztandar, ale jaki! bo na całe osiedle ! i szukaj ich po 12 blokach! po klatkach i piwnicach, a ganianego, a w chowanego! trzepak i zbijanie bąków! kto tam chciał się nudzić, bo był głuchy telefon ale z jakimi tekstami...pyra, zbijany dziewczyny kontra chłopaki, siatka i kręcenie tyłkiem żeby jakoś udało się zdobyć punkt...byliśmy jak jedna drużyna a nie tak jak teraz komórka, tablet i gierki, my to karty i to na fanty, butelka i moje głupie pomysły...raz kiedyś - opowiadam - do wiedźmy naszej przyszedł chłopak co zebrał bukiet mleczy i miał powiedzieć że to od dzieci w bloku bo bardzo panią lubią, a my jej nie cierpiliśmy za to że nie kazała w piłkę grać, tak zmiękła, tak zaczęła sie cieszyć, że dostaliśmy paczkę ciastek...a papierosy ? przyszły ale w wieku bardziej przystępnym a nie tak jak teraz, raz jak u Kwaśniaka zapachniało tytoniem marki ; Radomskie ; ojciec zwołał nas i mówi że nie urośnie, że ma celiakę, że jak to tak nie przystoi więc mówi do syna : - zapal z ojcem jednego Ten w pląsy bo jakże to tak z ojcem swym wypada. My staliśmy zawstydzeni bardziej niż syn i cisza:

- Bierz ja jednego Ty jednego i wypalimy ile kto może. On wziął i pali, ojciec pali, my czerwieni i dawaj kibicować bo cóż innego, to jednemu to drugiemu, ojciec stary palacz wziął piątego a Ten po drugim do kibla poleciał, taka nauczka...nie pali do dziś...szkoła życia. A błoto? błoto, ciapcia, gotowanie na parze brei błotnistej dla naszych chłopów co z pola wyrwali pługiem, ręce po łokcie, kolana zalane, ale było fajnie, jak skakanka, guma i tarzanie się na sianie...było, minęło bezpowrotnie wiec teraz tak patrzę na Pipina że on wraca wieczorem z pola bitwy w portkach upapranych niesamowicie trawą, kupami , bóg wie czym jeszcze, tona piachu w mieszkaniu, miedzy zębami, trzeszczy , piszczy...przecież to nie wypada, brudne dziecko niby szczęśliwe a patologią nie wieje, nie zalatuje bo jak to wygląda? jak nie zaniedbane, jak zapuszczone, opuszczone, a ono rumieńce na twarzy, bo wyciekany i z chłopakami którzy na słuchani moich opowieści powyrzucali pety w diabły i poszli umawiać sie gdzie indziej bo tutaj za bardzo wieje popkulturą...może i tak...a młoda nie i wisiała głową w dół przez to bycie bez grawitacji? zwisem wolnym poprzez drzewo, z konara górnego i patrzę i podziwiam z lękiem bo tutaj czarny krajobraz - komunia - gips - tfu, tfu, plucie rzez lewę ramię...Leniwie płyną dni, coraz bliżej a jednak fajnie tak że bez szybkości światła, bez gonitwy, słyszę ciągłe - mama oć,, mama tutaj, mama moja...te chwile tak mnie zespoliły z Gabrielem że ...panie kierowniku jak ja wrócę do pracy kiedy to wszystko takie wytęsknione, wyczekane...A od modłów i pieśni którą to umiem na blachę jak bum cyk, cyk to wolę stare ale jakie jarę : www.youtube.com/watch lub www.youtube.com/watch, matka musi odreagować, nabrać wyrazistości, barw, pokory poprzez muzykę taką ...chociaż ksiądz tez potrafi :) www.youtube.com/watch



...Toczę ten swój wózek który kolebie się raz na wybojach, raz lecę z nim w dół , jakoś leci, dzieci rosną, rety Pipin ma przeszło dwa i pół roku, gadać gada, ale na kibel to to posadzić, nauczyć za boga sie nie chce, jak to mówią jak wali pod siebie gnojem znaczy że rośnie i chyba to go trzyma w pionie, chociaż smród czasem niesie sie za nim zielonym dymkiem. Za to traktory, kopary, śmieciary stały sie chlebem powszednim , matka lata wiec na osiedle gdzie demornizują ulicę po to by ; swiecić oczami ; co się nie robi dla syna swego jedynego, jest w stanie uprosić pana od koparki by uruchomił zwierzę by dziecię aż piszczało ze szczęścia a potem opowiada gdzie był, co widział...my...tkwimy w czymś co można porównać do zawieszenia, staliśmy się kolegami, przyjaciółmi? za duże słowo - przyjaciel to jest osoba do której masz zaufanie a tutaj została potargana moja duma jako żony, matki, skopane zaufanie którego żadną mocą nie da sie odbudować, tkwimy po same jak to mówią jaja w tym paśmie i co...kolejne pytanie czy to jest poświęcenie dla dzieci które kiedyś odejdą z gniazda, wyfruną prędzej czy później i warto szarpać się i flustrować, zarastać w goryczy bez iskry tego że można byłoby pozyć jakoś inaczej? ale jak...jest jak jest...


...Pochwalę się a co mi tam, chociaz nie lubie się chwalić, ale...zajęłam pierwsze miejsce w Publicznej Bibliotece za przeczytanie 145 książek w ciągu roku, i co! nie czytacie książek, a ja za Was muszę nadrabiać i taka myśl przyszła na koniec związana nie koniecznie z tematem ale jednak :
; Inni maja apetyt! ja lubię jeść ;
Dlatego połykam teraz Katarzynę Enerlich i wiem że jest kolejna moją pisarką, autorką która pokochało moje serce :)


A to dla Was kochani że byliście, czekaliście i przepraszam bom ja musiała poczekać, odczekać, zebrać sie w kupę ( chociaż w niej siła ), jestem i zostanę...

Smutek 2013-11-10
Liście opadły na żółto-czerwono,
A mi się wydaje, że jest tak zielono,
Już wiem dlaczego!
Wszyscy wokoło są uśmiechnięci, radośni,
zapatrzeni w siebie.
Wciąż słyszę...
Kocham, lubię, szanuję...
A ja słucham i uśmiecham się pozornie,
choć w sercu czuję rozpacz wielką.
Może się kiedyś uda!



...Tak jakoś, niby normalnie, jak każdego dnia dzień budzi sie do życia, niby za oknem widok ten sam - jesień i pochmurno - niby dzieci wariują i szaleją jak zawsze nie ustający rwetes a jednak coś sie skończyło, dobiegło kresu, zapadło się, zawaliło, wierzyłam że przeszłość można zakopać, wymazać , zapomnieć, ze można żyć dalej, nieść krzyż w cywilnej odwadze i na przekór innym i sobie, twardo wpierać sobie rady i zasady że człowiek może wiele znieść , nie może, duszenie w sobie tych złych emocji spowodowało wykipienie, uleciało za dużo i wiem już że życie w pojedynkę jest tym dobrem koniecznym niż oszukiwanie sie że może jeszcze sie jakoś ułoży...ile można słuchać słów tych samych, jak zdartą płytę ile można samemu wypominać - błędne koło, było dobrze, taka fikcja dla siebie i innych którzy wierzyli bardziej za nas niż y sami tego chcieliśmy, nie ta bajka, nie ta płęnta, nie my ci sami którzy obiecywali sobie miłość na dobre i złe, nasze drogi sie rozeszły, przestaliśmy grać w tej samej drużynie, w tej samej ekipie a tylko toczymy walki na dzieła, na słowa, prawdę a przypomnieć ci?...przeszłość nigdy nas nie opuści, będzie trwała w nas, zasiała ziarno nie pewności, braku zaufania, 13 lat obłudy, karmienia siebie nadzieją że może jakoś to będzie, jakoś...poświęcenie dla idei, dzieci którym pokazuje się i uczy braku szacunku, miłości na pokaz dla zaistniałej sytuacji, chore takie oszukiwanie siebie i innych bo rodzina musi być razem...dziś wiem że byłam chwilą ulotną, małym przecinkiem w jego życiu w którym liczył sie ON - jego pomysły, jego medale i pomniki stawiane...
Listopad 2013-11-03
Złote, żółte i czerwone
Opadają liście z drzew,
Zwiędłe liście w obcą stronę
Pozanosił wiatru wiew.

Nasza chata niebogata,
Wiatr przewiewa ją na wskroś,
I przelata i kołata,
Jakby do drzwi pukał ktoś.

W mokrych cieniach listopada
Może ktoś zabłąkał się?
Nie, to tylko pies ujada.
Pomyśl także i o psie.

Strach na wróble wiatru słucha,
Sam się boi biedny strach,
Dmucha plucha-zawierucha,
Całe szyby stoją w łzach.

Jakiś wątły wóz na szosie
Ugrzązł w błocie aż po oś,
Skrzypią, jęczą w deszczu osie,
Jakby właśnie płakał ktoś.

Mgły na polach, ciemność w lesie,
Drga jesieni smutny ton,
Przyjdzie wieczór i przyniesie
Sny i mgły, i stada wron.

Wyjść się nie chce spod kożucha,
Blady promyk światła zgasł,
Dmucha plucha-zawierucha,
Zimno, ciemno, spać już czas.

( Jan Brzechwa - Listopad )


Niedzielny listopad, zapach opadłych liści, mżawka i wiatry, ciemne chmury i świadomość że coś się kończy - rok sie kończy, Pipina dwa latka się kończą, listopad czas zadumy słyszę spikera w radiu, to jak przesmak pożegnania a witania nowego. Wieczory te długie przykuwają wzrok matki do książki, ostatnio przerobiłam Hanę Samson ; Życie po mężczyźnie ; która opowiada o kobiecie z przejściami , trudnej, zagubionej acz powieść napisana ze smaczkiem, delikatnym humorem tak że kartka za kartką gubiła po cyfrowane stronki.

; ...w dzieciństwie sikałam na dywan. Oszczędzałam siku przez cały wieczór, żeby w końcu kucnąć i nasikać. Nie było to takie proste, bo pokój dzieliłyśmy z siostrą, a mama lubiła zaglądać niespodziewanie. Nie wiem co by to było, gdyby zobaczyła. Musiałam wyczuć moment; ( grag. książki ).

Czasem sobie siedzę z kawą pitą na prędce bo czas to brak pomysłu dziecka, w takich chwilach Pipin nagle zapomina że resorakami sie jeździ, nieletnia ma najwięcej do powiedzenia i zapominasz o ciszy i spokoju od kiedy kobieta staję sie matką ( to tak jakby zyskała kolejną belkę na pagonie ), zapomina o chwilach dla siebie, są okradane, zabierane, lub wyudzane, dzieci stanowią połączenie dobrego z pożytecznym, zabawa i łyk kawy, rozmowa i łyk kawy, dzień budzi się od rzeczy ważnych i wszystkiego co sprawia że porusza sie z prędkością światła a gonitwa za czym? tak już jest...Pipin przechodzi okres buntu, jak nie walnie zabawką w najmniej spodziewanym momencie to rączki mu latają przed oczami co znaczy tyle samo ; uważaj zaraz cię zdzielę ; szybko za to wpada w szał w nerwicę nie ujarzmioną i tylko cierpliwość może uratować sytuację i nadzieja że kiedyś wyrośnie zapomni albo przestawi sie na cokolwiek gorszego...więc tłumaczymy a im bardziej dokonujemy nie dokonanego tym bardziej małolat rzuca okularami doprowadzając naszą bezradność do furii...czytałam ostatnio artykuł o bezradności rodzicielskiej że to my jesteśmy współwinni zachowaniu dziecka jeśli nie reagujemy na dane zachowanie to znaczy że dajemy wolną rękę, czasem dla świętego spokoju a mi sie wydaje że to idzie w parze z charakterem i temperamentem. Matka jednak jest daleka od klapsów, przemocy która rodzi agresję , woli skupić się na odwracaniu uwagi, zainteresowaniu syna daną czynnością i sytuacja choćby przez chwilę staje się normalna, dzisiaj wystarczy iść do sklepu i nakupować ; pierdół ; by dziecka zatkać, zabawić i zyskać parę minut dla tej kawy, a jednak wolę z dzieckiem wszystkiego dokonywać odkrywać, zabawić, chore czasy nastały słyszę od czasu do czasu, kiedyś rządził kogel mogel ; trzepanie jaj ; o słodkim smaku , dzisiaj dzieci mają od a do z słodycze, kiedyś zabawy toczyły się w raz z grupą dzieciaków z przed bloku gdzie fascynowały nas podchody, sztandar i chowanego po piwnicach a dzisiaj? komórka, siedzi towarzystwo na ławce i klika...zamiast książek mają ebooka i wiele innych zmechanizowanych rzeczy, brak wyobraźni, brak fantazji zabiera najfajniejsze momenty z dzieciństwa...wszystko do ręki, za rękę, brak samodzielności a ja uczę że pewne czynności i obowiązki dzieci wykonują samemu. Łatwiej prościej a i nauka nie idzie w las :) Posiadając dwójkę dzieci mam wrażenie że jedno ciągle wisi mi na plecach ( pozostałości po małpach ), drugie wisi z przodu bo rozmowa musi toczyć się oko w oko. Dwa latka jakby za nami, ale o tym w innej notce.

Święto Zmarłych 2013-11-01


...Dzień Wszystkich Świętych, a także Dzień Zaduszny to w tradycji katolików czas zadumy i wspominania zmarłych krewnych oraz znajomych. Idziemy na cmentarz, zapalamy znicze na grobach, składamy kwiaty i pogrążamy się w modlitwie za tych, którzy odeszli… obładowani zniczami przystanęliśmy przy grobach bliskich by pomodlić się za bliskich którzy odeszli, przy okazji przybliżyliśmy nieletniej kulturę obrzędów i ceremonii Święta zmarłych w innych krajach a że matka posiada szczyptę Rosyjskiej krwi tak będąc w posiadaniu babci z pod Nowomoskowska jakby religia prawosławna była tą drugą za katolicką...


...Otóż, w kalendarzu świąt Cerkwi prawosławnej jest to święto „ruchome”. W 2010 roku wypadło 13 kwietnia. Ma ono związek ze świętami wielkanocnymi, obchodzone jest dziewiątego dnia po niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego, zawsze we wtorek. Nazwa „Радуница” [czyt. radunica] lub „Радоница” [czyt. radonica] pochodzi jeszcze z czasów pogańskich. Termin ten oznaczał wtedy imiona starosłowiańskich bożków i strażniczek dusz umarłych. Istota tego święta znajduje odzwierciedlenie w starych wierzeniach rolników, że zmarli przodkowie pogrzebani w ziemi mogą mieć wpływ na urodzajne zbiory.

Jest to symboliczne świętowanie Paschy z tymi, którzy już opuścili nasz świat. W dzień Radunicy gospodyni przygotowuje różnorakie potrawy, które znajdowały się na wielkanocnym stole. Wszystko zawija się w duży kawałek płótna, bo oprócz potraw powinny się obowiązkowo znajdować także święcone jaja i pisanki. Rankiem wierni idą do cerkwi, gdzie wspominają swoich bliskich zmarłych. Po południu rodziny udają się na cmentarz, każda na grób swoich krewnych. Kobiety śpiewają, mężczyźni rozkładają obrus z posiłkami. Tocząc święcone jajko po mogile, trzykrotnie wypowiadają słowa „Chrystus zmartwychwstał”! Następnie, milcząc, siadają wokół mogiły i rozpoczynają ucztę. Zdarza się też, że zostawiają kilka pisanek na mogile, niekiedy zakopują (jeśli jest to grób ziemny). Trochę strawy zostawiają na grobie zmarłego, resztki natomiast niosą żebrakom, aby pomodlili się za jego duszę.

...Fujian , gminne święto zmarłych. „Mazu – popularna chińska bogini mórz, czczona szczególnie na południowym wybrzeżu Chin i na Tajwanie. Jej kult szerzył się również na terenach nadmorskich, gdzie mieszkają Chińczycy od Tianjinu, przez Azję Południowo-Wschodnią po Kalifornię i Brazylię. Mazu uchodzi za patronkę rybaków i żeglarzy. Inne jej określenie to “Cesarzowa Niebios” (Tianhou, 天后).

Według legendy Mazu była córką rybaka, która potrafiła opuszczać swoje ciało we śnie. Podczas jednego ze sztormów uratowała ojca i braci. Ostatniemu nie zdążyła pomóc i żeby naprawić ten błąd, od tego czasu pomaga rybakom. Tradycja wskazuje jej datę urodzenia na 19 kwietnia 901 roku (lub 960 r). Mazu towarzyszą Tysiącmilowe Oko (Qianli Yan, 千里眼) oraz Ucho Śledzące Wiatr (Shunfeng Er, 顺风耳), których schwytała na Górze Kwitnących Brzoskwiń i którzy pomagają jej ratować potrzebujących rybaków.W ramach przygotowań do święta należy samodzielnie wyhodować świnię i nie dopuszczać jej do rozrodu – świnia musi pozostać dziewicą. Dzień przed uroczystościami świnie zostają zabite i oczyszczone z wnętrzności. Potem się je przyozdabia – maluje się na nich czerwone wzory, wiąże kokardy, wkłada im pomarańcze do ryjów. Jedna z rodzin dodatkowo ułożyła swojej świni na grzbiecie jakiś fragment wnętrzności – widać to na którymś z moich zdjęć. Następnego dnia rano wszystkie rodziny wiozą świnie na plac przed świątynką bogini Mazu – taczki, rowery, motocykle: wszystko może posłużyć za środek transportu.

Ponadto przed świątynię przynosi się też gotowe dania, alkohol, kadzidełka. Każda z rodzin ma swoje stanowisko – stół, na którym ustawia się produkty, a obok stołu pojazd ze świnią. Ludzie się modlą z kadzidełkami w dłoniach.

Przynosi się także ryż w miseczkach – z zatkniętymi weń kadzidełkami stanowi ofiarę dla zmarłych (zwyczaj znany w całych Chinach i nie związany z Mazu) i ustawia na specjalnym stole, znajdującym się tuż przy świątynce (zob. kolejne zdjęcie). Na marginesie: właśnie dlatego podczas posiłków nie wolno wtykać pałeczek w ryż – byłaby to poważna gafa, bo Chińczykom za bardzo się to kojarzy z powyższym zwyczajem.


...Meksykańskie Święto Zmarłych zwyczaj budzi u Europejczyków zdziwienie – ceremoniał powstał z połączenia tradycji prekolumbijskiej z europejskim dziedzictwem zaszczepionym w Mezoameryce przez konkwistadorów. Te dwie nitki kulturowe stworzyły niezwykły wzór: czaszki z cukru, makabryczne osobliwości, ołtarzyki z ofiarami dla zmarłych, a z drugiej strony głębokie, metafizyczne przekonanie o związkach świata zmarłych ze światem żywych, które korzeniami sięga czasów przed konkwistą.
...Każda kultura jest ciekawa, interesująca, owszem nie objadamy sie jak w Rosji jedzeniem popijając samogonem, nie tańczymy jak na grobach w Meksyku, nie palimy kadzidła, nie plujemy, nie śpiewamy, ale nasza tradycja to zaduma i melancholja, myśl która kieruje  ; co będzie potem ; po drugiej stronie lustra...


Bo jesień może być piękna... 2013-10-24
Dziś jesień podała nam ręce
parkową aleją prowadzi
wśród barw wypieszczonych słońcem
znowu jesteśmy młodzi

Ze słów i szelestu liści
wiatr złożył serenadę
podajesz dłoni koszyczek
ja rude kasztany kładę

A zwykły kasztan w twych dłoniach
jak klejnot w słońcu się mieni
już moich nie szukasz spojrzeń
spoglądasz w oczy jesieni



...Jesień jest porą roku dla mnie melancholijną, zadumaną, sam fakt świadomości że coś się kończy i jakże przemija jak kolory które upadają na ziemię, jak liście które jeszcze zielone a zaraz żółte wyschnięte dające szelest i zabawę ...las zaprasza park, spacery i ostatnie łapanie słońca, więc mimo iż kaszel, katar zawitał do domu my spacerujemy w śród żółci, czerwienie, brązów, biegamy po parkach, skwerkach , wdeptując w odchody psie, klnąć i zaśmiewając się , byle jeszcze dwa dni i weekend, matka opuści trzecią zmianę i chwilkę odpocznie. A dla nieletniej mamy niespodziankę w wersji Term Uniejowskich, baseny, pływanie, wszystko co sprawia że dzieciom buzia się śmieje ze szczęścia...


...Umierają zawody typu włókiennictwo, ostatnia szkoła z takowym zawodem została zakopana i zapomniana w najstarszym mieście Polski, teraz szef chce reanimować przyuczenie do zawodu sądząc że daje szansę młodzieży, owszem powód do dumy a czy nie jest to kolejne wykorzystanie sytuacji? bo wiadomo jak to się dzieje teraz na rynku pracy, szaleje zasada ; na umową śmieciową ; gdzie przyjęty pracownik bez żadnych dodatków często rypie aż huczy po pół roku gdzie żadne dodatki mu się nie liczą do emerytury, urlopu, itp: więc wymyślili sobie sposób na zarobek, wolne miejsce pracy, przyuczenie do zawodu, za minimum opłaty a wykorzystanie ucznia swoją drogą, trzecia klasa zawodówki ogólnej to rok praktyk, ile można zaoszczędzić a wyciuciać tylko logistyka wie, główka pracuje, ale przynajmniej będziemy mieli osoby wyuczone niż te z przypadku które pojawiają się i znikają zarówno szybko jak się pojawiły...


 
Duma moja... 2013-10-21
Jestem dumna..

Co to niektórym oddać muszę
wielki hołd
pokory wzruszeń
za te zdania wymawiane
w kwieciste słowa poubierane...
z wdziękiem
jak lekkie drganie
szarpniętej struny
a potem
kamertonem wyciszane
echem pogłosu niesione
kolorem tęczy barwione...
kiedy czytam Wasze wiersze
ciągle mi mało
ciągle chcę jeszcze...
powracam tutaj
urzeczona
wyciszam duszę
leczę serce
podziwiam
i coś jeszcze...
za te wszystkie
chwile wzruszeń
podziękować sercem muszę...

( znalezione w necie )

 Posiadając dwójkę dzieci matka wpada w zadziwienie, zaskoczenie, pozytywne ma się rozumieć, człowiek uczy się i poznaje własne reakcje, dokonuje wyborów, selekcji nie koniecznie naturalnych a tutaj okazuje sie że ta mała bezbronna istotka która jeszcze nie dawno uczepiona mojej kiecki, by się mogło wydawać niesamodzielna przemogła własne siły na zamiary i uczyniła z marzeń coś namacalnego, trwałego, stałego jakie to proste okazuje sie ...wystarczy marzyć i spełniać je, krok po kroku, gdyby to działało w życiu byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie chociaż czy mam prawo narzekać? okazuje sie że my nie zauważamy tego co posiadamy ot mamy i to nam się należy, a jak! i ciągle cierpimy na niedosyt, na krótkowzroczność bo to co posiadamy jest mało istotne, cięnkie a chcielibyśmy wielkie duże, rzucające się w oczy, karierę, zdrowie na miarę, biuti rodzinę idealne dzieci, mądrego męża, teściową z bożej łaski...ostatnio przeczytałam artykuł o kobiecie narzekającej, tak ujmę jej podejście do życia, bo za dużo w sklepie towaru a w portfelu za mało, bo jesień jest sarkastyczna a zima zbyt długa, wiosna daje deszcze a lato zbyt upalne, nie dogodzi się Polakowi, a ta bo ma pretensje do rządu za małe płace, za fundusz zdrowia za dzieci które nie rozumieją że matka zmęczona i niech radzą sobie same, że chłop który jeszcze nie dawno był narzeczonym, mężem dumą i chlubą bo przystojny, bo miłość , uczucie zaślepiało jego rzucone pod łóżko skarpetki, bo teściowa która najpierw była ; dobrą radą ; teraz stała się zgryźliwa i czy na pewno sobie na to zasłużyła? a oze tak zauważyć że ma chłopa który w pewnym momencie zauważył w niej coś fajnego, pięknego, że ma dach nad głową spokój ostoję dzieci które nie są idealne - a kto takie posiada? że ma pracę kiedy to pałęta sie wszem i wobec bezrobocie, że ma co miesiąc pensje i jakieś nikła ale ma i posiada plany, że coś może, a zamiast pesymizmu proponuję ciut koloru lub opamiętania że dosłownie wszystko od nas zależy. I tak na Innym portalu społecznościowym narzekają na tych chłopów że kumple, ze piwko po robocie, że telewizor pilot i śmierdzące skarpetki, a gdzie były ja się pytam kiedy zakładały im obrączkę na paluszek? miłość jest ślepa, narzekamy na nich a przecież czy my same jesteśmy idealne? kochane wyrozumiałe, tolerancyjne? i tak wynurzać swoje pretensje, gdzie każda do wspólnego worka dokłada kolejne ziarno gorczycy...a ja jestem dumna mam faceta który posiada wady jak każdy, który kocha kuchnię, gotowanie, posiada pasje, rzucaniem kija na odległość w pogoni za szczupakiem, mam dzieci które są jakie są ale życia bez nich nie widzę, wkurzam się i denerwuję klnę i wyzywam ale zganiam na mój temperament wybuchowość, anemię i wszelkie negatywne reakcje...kocham ten burdel w domu, te bulgoczące gary, te książki walące się po kątach bo Pipin czyta intensywnie przeżuwając kartki Kopciuszka...Nieletnia daje radę chociaż polski przyćmiewa wszystko inne to czyta po kryjomu udaje naukę jak ja swego czasu, taka niby inna postać wyrwana z mych trzeźwi, a podobna z charakteru, wyglądu, może dlatego tak ciężko nam sie chwilami dogadać. Im dziecko starsze tym coraz bardziej oderwane od więzi rodzicielskiej, samodzielnie myśli, działa jak uwidoczniony chór, udowodniła sobie że jak się pragnie to nie ma rzeczy nie możliwych i ja jestem dumna, tym bardziej że kiedy na mszy słyszę jej głos łza kręci się ze wzruszenia...

Kościół, grzyby, wszelkie bajery... 2013-10-18
Adam Mickiewicz - Gęby za lud krzyczące

Gęby za lud krzyczące sam lud w końcu znudzą,
I twarze lud bawiące na końcu lud znudzą.
Ręce za lud walczące sam lud poobcina.
Imion miłych ludowi lud pozapomina.
Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie
Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie.



...To co się dzieje na przełomie kościoła zaczyna nie tyle śmierdzieć , co być przypuszczeniem końca świata, niesmacznego humoru, jedno jest pewne jakkolwiek by nie zwał kościół i osoby prezentujące znalazły sobie usprawiedliwienie dla ; pedofilii ; by móc legalnie molestować najmłodszych winę za to że brutalnie wybierają sobie ofiary w duchownych...wszystko przez rodziny rozbite , dzieci którym brakuje ojca czasem matki lgną te boże owieczki niby niczemu nie winne a jednak małe zboczeńce czatujące na niewinność księży...co za krzywda! wszystko przez feministki które nakierunkowują te biedne małe poczwarki a przecież mało tych dzieci kręcących się podczas niedzielnej mszy? nieletnia także jest w wieku że tylko pilnować bo nigdy nic nie wiadomo! a mało tego komunia za pasem to codzienne przebywanie na ; różańcu ; to klęczenie, to modlitwa i już taki księżulo ma w czym wybierać jak w ulęgałkach, a żeby winy dzieci było zadość to nieletnia wstąpiła do chóru ! śpiewać, udzielać się , być ...mam nadzieję że ; pedofil ; znajdzie ( czy to ksiądz czy inna postać pod tą podłą skórą ), sprawiedliwość w więzieniu gdzie niegrzeczni chłopcy potraktują ich zgodnie z przysłowiowym ; na mydełko ; po same ; kulki ; ja chętnie byłabym za użyciem tarki z grubym oczkiem , po same przysadziste starłabym na kwaśne jabłko, a jak! jak się bawić to się bawić, by wiedzieli co znaczy PEDOFIL i kara za ; grzechy ; skoro wszystko zawodzi? a kościół? oni wymagają za ; co łaska ; na chrzest, komunię, ślub, pogrzeb, kolędę , za jedyne, za brak ich pokory, za miłość do pieniądza, za kobiety, balety i dziecięcą miłość, za prowadzenie mszy patrząc na ołtarz z Matką Boską lub Chrystusem a robiąc i czyniąc swoje, czy to nie zmierza to szerzącej się propagandy, upadku kościoła, czy skończy się masakra? i co najgorsze że my podatniki płacimy pieniądze, ciężko zarobione na leczenie z ; PEDOFILII ; straszne...jeden taki z mojej pracy będący na wysokim stanowisku stwierdził że Hitler powinien wrócić i zrobić kolejną selekcję bo za dużo ludzi na świecie, za dużo i dlatego zaczyna być przeludnienie...kolejne straszne myślenie...

...Tyle się mówi o zatruciach pokarmowych, grzybach i związanych z tym konsekwencjach wiec i matka powinna wziąć przykład ale nie! ona dorwała sie do słoiczka z grzybkami marynowanymi, pochłonęła zawartość w marynacie, chwaląc przy ty smak i aromat, a jakże! w nocy zaczęła się rewolucja i nie kuchenna a toaletowa, omal jej tyłka nie wysadziło, omal brzuch nie wybuchł, ale to nic z tym co działo się w pracy bo matka nie jest z tych cienkich , słabych , co nie da rady?! da byleby się paliło, waliło, rzygała jak kot, sraczka niczym galopująca fontanna kaskady smrodu, zielona, zalatana od maszyny do kibla, wijąca się z bólu, osłabiona dobrnęła do końca zmiany i co! NIGDY WIĘCEJ GRZYBÓW NA NOC! wyratowała matkę setka wódki czystej z pieprzem - i ulga!

...Zbliża się weekend i matka powzięła decyzję ; zabierze bachorki ; na wyżycie się na basen do sali gdzie dzieci mają zabawy typu dmuchane zamki itp: wchodzi matka po pracy do domu z uśmiechem na twarzy a tam ? nieletnią powalił katar, małolat jako taki ale kto wie jak my wyglądać będziemy za trzy dni...
Cięcie 2013-10-06
Jesienne chmury znów pędzi wiatr
W dalekie strony, w daleki świat.
Zielone drzewa, które chroniły nas,
W żółte kolory zamienił czas.
Dalekie ścieżki, po których ja
Błądziłem kiedyś w pogoni dnia
I kwiaty, które witały nas,
W żółte kolory zamienił czas.
Szeroką plażę i morza brzeg
Zakryje wkrótce głęboki śnieg.
Dziś tylko liście zdobią pusty las,
Na żółto drzewa maluje czas.

( Barwy jesieni - Czerwone gitary )


...Matkę co dwa lata powinni przywiązać do krzyża, co dwa lata powinni przywiązać chociażby do kaloryfera, nie wypuszczać pod żadnym pozorem, za prośbą ani warunkiem, przez rok nie powinna wychodzić z domu bo droga ta rozwidla sie w obie strony gdzie jedna prowadzi gdzieś a druga to fryzjer...i z włosów za łopatki ochlastała się na bombkę bo tak powiedział jej głosik, weź coś zrób i zrobiła pani miła fryzjerka, z miną bardzo hardą , z miną zaciętą, skupioną cięła, podcinała, równała, kombinowała a ja coraz bardziej jak to matka i kobieta w jednym traciłam poczucie rzeczywistości, Co dwa lata matka zmienia swój wizajn i z tego jest zadowolona bo ; nie lubi monotonii ; rutyna zabija i pospolite spojrzenie na siebie...
...Oj matkę poniesło, stwierdzam fakt że nie należę do kobiet które przywiązują się bardzo do włosów, nie cierpię za każdy utracony centymetr, a wiec obciecie powoduje moje postanowienie - zapuszczam od nowa!


...Pipin rośnie, coraz więcej mówi, pokazuje, madry jest - wiadomo stwierdzony fakt przez matkę równa sie ogrom wielkiej dumy a co najważniejsze okulary są i nosi bez żadnego ALE...Co gorsza przybiła nas wiadomość że teściu mój, ojciec, dziadek a jeszcze zięć ma przeżuty, zeszłoroczna operacja teraz przyniosła przeżuty na krtań, węzły chłonne...świadoma śmierć która kończy cierpienie i ból...


Grzybobranie 2013-09-28

Halina Poświatowska
*** (liściu...)

liściu

osłoń mnie zielenią

jestem jesienne nagie drzewo

z zimna drżę


wodo

napój mnie

jestem piaskiem

gorącej suchej pustyni

wiatr mnie przegarnia ręką


ogrzej mnie

ty który jesteś słońcem

przed którym stoję

ukryta w słowach jak w drzew cieniu

źródło bijące




...Jak przystało na tę porę roku każdy zajmuje sie marynowaniem grzybów, matka także wzięła się do akcji pod tytułem ; Jak nie zrobisz nic nie zjesz ; uprychciła zalewę octową i włala! na zimę w długie wieczory na zagrychę pod ; ogórka ; jak znalazł...A grzybów jak ludzi co mrówek pod poszyciem leśnym, włóczą sie całymi tabunami, krzycząc i śpiewając co po nie którzy, ja pamiętam jak rodziną wyruszaliśmy skoro świt, z mgłami i chłodem, kiedy to mokre liście z igliwiem przyklejało się do obuwia, kiedy to pajęczyny łapały w swoje sieci, czasem z gadziną na twarzy darło się papę uciekając jakby gdzie pieprz rośnie...ale jak było wesoło, jaka spójność i wspólne obcowanie, ja z kijem nierozłącznym elementem dziecięcych zabaw, przemierzałam las ucząc się o zwierzętach, grzybach, owadach, ojciec spec od tych spraw zawsze nam opowiadał różne historie związane z lasem, zawsze także było śmiesznie, razu pewnego idąc z wujostwem obok ojciec mój wpadł na pomysł jak by tu rozweselić skupione towarzystwo, wiec podrzucał im grzybki krzycząc uprzednio ; jak wy idziecie, omijacie grzybki ; ciotka spąsowiała ze złości bo my koszyk pełny a ta tylko ledwo co na dnie, wuj czerwony bo jak ona idzie i nie widzi a ojciec tam rzuci, to podniesie a my boki zrywamy. Oj działo sie, jak ognisko w wytyczonym miejscu, piekliśmy na ogniu kiełbaski, ziemniaki...zapach dymu, ciepło z ogniska, kawa inka z mlekiem...a dziś wstęp wzbroniony, nie szanuje się przyrody acz ją sie powala śmieciami...dziś miejski popęd gna tak bardzo że nie ma czasu na hamulec, pójście do lasu to nie tylko poznawanie terenu, znajdowanie grzybów, jagód, jeżyn, ale obcowanie z cisza, to wiatr, spokój, zapach mchu, igliwia, ściółki, to zamysł nad sobą, nie raz mnie kudłate myśli poniesły gdzieś w bok, na manowce, gdzieś ponad i wrócić ciężko było, jakby zagubiona a zadowolona , nigdy nie bałam sie chociaż strach pomyśleć było co byłoby a gdyby...a dzisiaj z kolei strach że dziecko naje sie muchomorem, że nie oprą sie czerwieni i białych kropek...


...Doczekaliśmy się Pipinowych okularów, jedną parę szeląg jasny trafił, firma wzięła na barki zrobienie takich małych oprawek w rzeczywistości okazało sie to nie wykonalne co za tym idzie musieliśmy poczekać kolejny tydzień, a wiadomo jak jest z cierpliwością, Poza tym matczyne serce było pełne obaw,jedna wielka rozterka, jak zniesie ; coś ; na nosie, matka zachodziła w głowę jak wytłumaczy małemu synowi ze taka konieczność jest obowiązkiem a nie fanaberią ...jednak małolat okazał sie rozumnym chłopcem i bez zbędnego tłumaczenia, klęcia i wylanych łez nosi jes już drugi dzień i wygląda tak...mały profesorek wyjęty z krwi teścia, kości Ktośka...


...Z sentymentu od firmy dostałam zaległy stary jak świat urlop, niespodziewany, zapomniany, zakurzony a jak ucieszył, ile ja czasu spędziłam z dzieciakami, z Kornelą która zwierzchu i Gabrysiem który także nie odstaje od siostry, spacery, szelest liści,słońce, a w domu szaleństwo z tatą :)



Mimozami jesień sie zaczyna... 2013-09-20
Autobusy zapłakane deszczem
Wożą ludzi od siebie do siebie
Po błyszczącym mokrym asfalcie
Jak po czarnym gwiaździstym niebie
Od tygodnia leje w tym mieście
Ścieka wilgoć po sercu i palcie
Z autobusu spłakanego deszczem
Liczę gwiazdy na mokrym asfalcie tekst

- Maryla Rodowicz


...Jesień przyszła, taka szara, bura, brudna, wszędzie jakoś tak, jakby ciśnienie spadło i nie chcę sie ziewając i nucąc ; Mimozami jesień sie zaczyna ; lub ; Kasztany, kasztany ; których w mieścinie brak, wyzbierali, nie porosły , nie ma corocznych ludzików, nie ma żołędzi, bieda słowem jednym...A tu pada, wieje i ciemno i daleko do domu, liście na gwałt lecą, dzieciaki smarkają, mnie bierze padaka czyli wszystko gra i huczy...


...Co u Pipina? oślepło mi dziecko, małolat po ostatniej wyprawie z Ktośkiem do okulisty ma zalecane okulary, taki mały a już plus dwie dioptrie, po kim, po czym? ja jak przystało na matkę jestem wyczulona, nadgorliwa, upośledzona z nadopiekuńczości i co miałam patrzeć jak małolat obija sie na prostym, wpada na ściany, kaleczy futryny? to wysłała do doktora który zbadał, stwierdził, oświadczył i czekamy za patrzałkami...po wyjściu Ktośkowi spadła metalowa sztanga na łepiszona, kalecząc i doprowadzając łeb do trzech szwów...a co byłoby gdyby małolat stał? a wszystko przez nie zabezpieczenie pewnych nie dokończonych rzeczy remontowych...i cierpi to moje ślubne bo boli bo trza podmuchać a wiadomo jak to jest kiedy faceta coś powali a to nie śmieszna sprawa bo dziecko i on mogli stracić życie...


...Nieletnia? zaczęła trzecią klasę z pompą , gracją, chodzi jak to postrach chłopaków klasowych , nie na próżno pani wychowawca strzępi ozor ( po próżnicy ), że ta to ma charakter, no ma, sobie radzi, nie da sobie w kaszę dmuchać, spojrzeniem czasem zabija, siłę to ma za trzech...a nic jeść nie chce, jak to Ktosiek mówi ; w dupie się przewraca ; od dobrobytu, no życie...pierwsze spotkanie klasowe i cóż, zabrakło nas, matka poszła na wagary, zabrała dupę w troki i udała sie w znanym celu to stomatologa. Sprawdzony acz mało przyjemny sposób na pozbycie się kłopotu, mam usprawiedliwienie, mam...co roku to samo, kasa, kasa i jeszcze raz kasa, składki, komunia, komunia, składki, wycieczki, oceny, obowiązki, czyli z książek przez rok nie wyjdziemy...Puki co jest najlepszą siostrą na świecie...

Wszystko co dobre szybko sie kończy... 2013-08-31

"PAMIĘTNIK Z WAKACJI" - Czesław Janczarski


Choć wczoraj było tu cicho,

dziś gwar jest miły przed szkołą.

Wróciły dzieci z wakacji

i rozprawiają wesoło.


Opowiadają przygody,

O, nie brak ich było latem!

I pokazują pamiątki,

zbiory naprawdę bogate.


Jola ma sto muszelek,

a każda prawie inna.

...Koniec wakacji dobiegły końca, jakby wszystko co dobre dotrwały do finiszu i teraz sie zacznie, nieletnia okupiona, plecak, książki ( które kupiliśmy w ostatniej chwili ), zeszyty czekają obłożone i piórnik z Monstera czeka w pełnej gotowości, niby jeszcze spokojnie, cierpliwie odliczamy i nie zerkamy na zegar a jednak gdyby nie jutrzejsza niedziela to by średnia na apel pędziła a także to rocznica wybuchu drugiej wojny światowej, pamięć tym co polegli za ziemię nasze ku czci i chwale naszej ojczyźnie zostaną bohaterami w naszych sercach na zawsze.



...Ostatni weekend spędziliśmy na łonie natury, nad nami kłębiące chmury zwiastujące burze,przed nami jezioro, Pipin który ganiał za sprawami ważnymi, wiadomo jak to facet, tu kamień tam patyk, a wszystko ciekawe, nowe, widoki za to średnio przyjemne, oj my Polacy to nie mamy czym sie pochwalić, daleko nam do sąsiedzkich posiadówek przy jeziorze w otoczeniu przyrody, my wolimy wory ze śmieciami, wałęsające sie foliówki, plastikowe butelki, flaszki, ogólny syf, w tedy z ręką na sercu możemy śmiało powiedzieć ; nasi tu byli ; pośmiać sie, splunąć i udać sie ścieżynką jak krasnoludek przez ogródek, mieć wszystko w duszy bo to nie moje, bo to nie ja nabrudziłem/am, wiec to nie mój problem, ale jako typowy statystyczny Polak lubimy dyskuty o przyrodzie, środowisku, przeszkadzają nam kominy, dym, smog, bo to niszczy naszą ekologię a puszki nie? lasy zawalone, śmierdząca natura i biedne stworzenia które wyjadają resztki bo to łatwy łup i cel...pogratulować sobie bez mózgu, idąc przez siebie można było pokazać dzieciom jak wygląda dbanie w dosłownym znaczeniu tego słowa o to co być powinno uszanowane, nie naruszone, zebrane i wywiezione, tak trudno zarać odpady, śmieci ze sobą by rnąć w kontener, ja jako matka mogłam sie wstydzić za dorosłych, piękny niebanalny przykład dbania o to co takie naturalne, wszystko niszczymy, psujemy...i pomyśleć że w większości są to osoby które wędkują...



... A wiec lato odeszło, pozostała nadzieja że jesień tego roku okaże się tą Polską Złotą Jesienią, z kolorami, szelestem , słońcem i kasztanami, co będzie to wszystko przed nami, ale jakby przekroczyliśmy magiczną bramę czegoś co sie zakończyło...



Dożynki, Gołuchów... 2013-08-25
Plon niesiemy plon
W gospodarza dom!
Piękne wieńce, ziarna śliczne
Jak mówią - ekologiczne!

Kto je przyjmie, kto je kupi
Czy chłop ciągle ma być głupi
Jaką cenę weźmie za nie
Czy...z plewami pozostanie?

Często mówią, tak jest modnie
Że to dobre co zachodnie
Rolnik, który tu pracuje
Taniej, lepiej produkuje

Plon niesiemy plon
Dożynkowy plon!
Dzielmy bochen tak jak trzeba
By wszystkim starczyło chleba

Niech ciężka rolnika praca
W naszym kraju się opłaca
Gdy wśród nas panuje zgoda
Bóg do pracy siły doda!

( znalezione w necie )



Dożynkowo, więc dożynaliśmy sie tuż po obiedzie na które matka polka łaskawa ukręciła ręką prawą udka w cieście w sezamie, umyśliła, narobiła, uprażyła, a ze ciasto spadło! szlag, że spłynęło za jednym zamachem, szlag! że udka jadło sie z sezamem obok! życie...ziemniaki nie koniecznie wiadomego pochodzenia, niby Polskie ale czyje! toż nie wnikam zbyt głęboko, ma smakować, ma sie pod naciskiem widelca rozpadać, pomidor z Michałowej folii , nie pryskane co już o chwałę i poparcie dla innych pomidorowych tyczkarzy się tyczy , co daje przykład a obrodziło tyle co przed wojną ponoć, wiec tuz po obiedzie, skonsumowaniu, połknicęciu, beknięciu wsadziliśmy kuper w dziadka ; sejczento ; i dawaj na Gołuchów a tam? począwszy od pogody, nie za gorąco nie za zimno, słońce plus dwadzieścia cztery stopnie i my na zielonej murawie w śród zamku Czrtoryskich, pośród łąk, alejek, skwerków, drzew, jeziorka, rzeczki, strumyczków - my , spacerkiem w tempie błyskawicy, bo Pipin od jakiegoś czasu chodzić nie umie, jakby zapomniał co to chód za rękę, spokojne kroczenie noga za nogą, on pędzi, biegnie, za czym tak? tu patyk, tam kamień...facet widzi zazwyczaj świat inaczej, jakby z innej perspektywy, w tamtym roku rajcowały go chrupki kukurydziane, świat oglądany, podziwiany z perspektywy wózka, a teraz wózek jechał obok lub kope w tyle a małolat przed nami, z kijami, z piaskiem w ręce, bo facet to facet, łobuziak kochany. Żubry opętało stado ludzi, ciekawe kto kogo oglądał, przyglądał, co prawda one nie posiadały smartfonów , aparatów, wszelakich świateł, pstrykań, fanfar , żubrzyca karmiła smętnie patrząc zpodełba przeżuwając ; zawartość ; tego co miała w pysku...dziki, daniele, a Pipin upatrzył schody, uwidził kilometry łąk, traw, chaszczy, lasku, komarów, mrówek...wycieczka z prawie dwulatkiem, żywym nad wyraz dzieckiem uznaję za udaną, to nie nieletnia która zawsze spokojnie przyjmowała nowinki, rewelacje , on jest wszędzie i nie usiądzie, nie odpocznie, nie naładuje akumulatorów a tylko dawaj! byle do przodu z okrzykiem - O JAAAAAAAAAA!!!!!!!!! nieletnia trajkotała, małolat zabiegany a my? padnięci...wieczór pod nazwą kukurydzy...mięciutka, młoda, gotowana, polana złocistą bułką tartą...teraz Uniejów rządzi, tylko dwadzieścia kilometrów od miasteczka, termy i baseny, jakuzzi plus szaleństwo, tym razem oglądam za szklanego obrazu przy desperadosie , odpoczywam, trawię i cieszę sie że chociaż tyle mogłam dać na koniec lata...zaraz szkoła...zacznie się orka dla nieletniej, dla mnie nerwówka, dla Ktośka który został głównym kierownikiem i urodziny za pasem :) co tu wręczyć , puki co szaleję z Pipina katarem, inhalacje, zakrapianie i modły by sie nic wiecej nie wydarzyło, czyli jesienne klimaty z bocianimi wypadami do Afryki w tle...


Dorwałam ; Bierki ; Szczygielskiego, czytaliście? trzeba cofnąć sie do ; Berka ; tego samego autora opisującego perypetię bohatera będącego gejem, w śród społeczności, sąsiadów, przyjaciół, rodziców, jak jest ten problem rozpatrywany? Słowem bardzo luźna, opisana z humorem i wciągająca fabuła, ciekawa obsada - warto zahaczyć. Zapraszam a puki co zbliżają sie moje popołudniówki...



Czas na zmiany... 2013-08-10
Zmiana to tyl­ko kwes­tia czasu.
( znalezione nie kradzione )


... Za kazdym razem kiedy przychodzi czas na zmianę, matka polka zdaję sobie sprawę z nie odwrotności czasu, coś się zmienia, nagle dostrzega tylko kątem oka że dziecko dorasta jak jego pukle na głowie, wystają za uszy, wchodzą w oczy, za długie, nie równe , no i pierze...Małolat vel Pipin dorasta, zmienia mu sie kierunek upierzenia, z włosków niemowlęcych na bardziej dziecięce, więc Ktosiek zabrał syna swego jedynego do naszej osiedlowej pani fryzjer. Czesze sie u niej trzynasty rok bez liku, nieletnia także, czyli babka ma coś na rzeczy, nożyczek się nie boi jak reszta renomowanych firm, nie stracha sie z byle centymetra z grubsza ciętego, zawsze powtarzałam - nie ma fryzury obciachanej, tak ma być i koniec. Nie wiem skąd strach że coś nie wyjdzie u kobiet, mężczyzn, że ; jak oni będą wyglądać ; ; co ludzie powiedzą ; ; jak spojrzą w lustro ; prawdzie w twarz...dla mnie włos to priorytet z procentem na przyrost, jak za krótko to odrośnie, jak za długo to sie zetnie i na czym tu głowić się, a ja patrzyłam przez pryzmat matki ułaskawionej bo małolat zakudłaczony to i babcia złapała się tępych nożyczek, jak dobrze że Ktosiek wrócił wcześniej inaczej obcięłaby go na znienawidzoną moją fryzurę...Zawsze ilekroć byłam dzieckiem nie miałam włosów długich, bo nie lubiłam sie czesać, więc moja mama vel babcia obcinała mnie ; pod fajerkę ; tak jakby przystawiała mi miskę nad głową i cieła tępymi nożyczkami, ludzie że ja miałam koleżanki, chyba jednak nie wygląd wygrał a charakter, co zdjęcie to Ja z czupryną i zębami pod spodem i ta dorwała mi sie do włosków, tych jeszcze pierwszych, nigdy nie obcinanych, dziecięcych, syna naszego jedynego, orąbała mu grzywkę aż miło, powstały fale Dunaju, coś na kształt ; Karpatki ; więc skoro matka polka była w pracy zaprowadził dziecię swoje i dawaj na fotel. Ile ja sie na obgryzałam paznokci, ile na modliłam, byłam pewna jak to matka polka z głosikiem nie pewności że na bank, na sto procent coś na wali i co? nie płakał a maszynki panicznie się boi, nie uciekli po pięciu minutach, nie dali plamy, nie okazali nerwów, zniecierpliwienia, tylko pani ciach, mach i już po ptokach...pierwsze nie winne włosie poleciało w dół i zostało tyle co nic...
...Gorączki minęły, nie którzy twierdzą - nareszcie - spać nie można narzekają w blokowisku, za to burza, deszcz i oczyszczenie atmosfery, pomidorujemy. Czas na zbiory, zbiory mego operatora, wpadliśmy z rana i proszę - nakupiliśmy tego tyle że zajadamy sie pomidorkami w smietanie z cebulką, na kanapki, tak ot sobie bo dzieciaki lubią, w zupie, na słono, słodko, kwaśno...pomidorów zacząć czas jak żniwa które kombajnują. A wakacje uciekają, jeszcze dwa tygodnie z groszem i Witaj Szkoło, z jednej strony ; zacznie sie latanie do kościoła ; z drugiej ulga że dziecko ma zajęcie, jutro idzie na wakacje jak to mówi do cioci, od przyszłego czwartku spędza czas w Poznaniu a raczej za Poznaniem i będzie fajnie o czym jeszcze nie wie, bo co ja jej będę głowę suszyć że siostra ją zaprosiła, wiec jedzie, a my nabędziemy sie sobą.



... W pracy niby OK, niby bo temperatury straszą, duszą, podduszają, za duszno, za gorąco i się pieprzy, dosłownie, czasem człowiek zastanawia sie za jaką karę i dla jakiego poświęcenia tak sobie urabia łapy po pachy, Dla dzieci, dla rodziny, po to by wyjść do ludzi, by gębę otworzyć a nie gdybać wiecznie o garach, praniu ( jutro przepierka ), dzieciach i odwiecznych ; a czy Twój/ Twoja też zachowuje się w tym wieku tak i tak? ; dla nie których puste życie, dla mnie przesyt obowiązków, nie mam sił i co za tym stoi stopy mi puchną, mam kłopoty z krążeniem o czym nigdy nie wiedziałam i nagle mnie oświeciło?


... Znajoma urodziła ciut później syna niż ja Pipina, zaczęło sie, ona sama plus dom, córka która w wieku nieletniej, bo mąż nie pomaga - komputer, tiry te sprawy, ciągle zmęczony plus siostra czyli kolejna nieletnia z przerostem jedynaka, ona pilnować i bawić go nie będzie bo kto ją zmusi? A moja nieletnia, niby nie musi czasem chce, czasem stawia opory, ale nie jestem do końca nastawiona anty, mimo wszystko bawi sie, pokazuje świat i uczy...Też powiem szczerze dokonałam ; typowej wpadki ; i co mam karać dziecko że pojawiło sie nie o tym czasie, godzinie, mieć pretensje, żale, okazywać, nie kochać, małolat to typowa wpadka ale jakże ja nie wyobrażam sobie życia bez nie go...pokochaliśmy go miłością bezwarunkową, ześwirowaną i tyle na temat a reszta ? wychowanie, cierpliwość, wyrozumiałość, miłość...nigdy dla mnie nie było utrapieniem wielkim fakt że sie narodził, że nie śpimy, że nie mamy czasu dla siebie, że on zabrał czas , nie szukamy winnych i nie obarczamy innych nim, jest i to jest najkochańszy berbeć nasz i nieletnia na równi bo dzieci sie nie dzieli, je trzeba kochać po równi. A jednak dla innych taka sytuacja przerasta, nie potrafią się odnaleźć w sytuacji i szukają odskoczni, piwko, praca, komputer.


Wkurzona 2013-07-29
Był letni upalny wieczorek
mąż z żoną patrzyli w telewizorek
okno w sypialni było uchylone
aż tu wleciała komarów chmara …

Żona zajęczała ; oj, nie będę spała.

Na to mąż : nie bój się Stara komara
popatrz do mojej szklanki się kieruje
pewno wie co dobre to niech skosztuje…
Obawiaj się raczej żono komarzycy
ta i z płcią własną się nie liczy …

Zamyśliła się żona nad wizją ponurą
by w końcu wykrzyknąć donośnie ;

Hura ! wiadomo płeć żeńska górą !

A potem już było mniej radośnie
komarów chmara wciąż bzykała
a ona się ciągle zastanawiała ;

Jak odróżnić komarzycę od komara ?

Bowiem uroki lata doceniamy
byle nie w parze z komarami
i krwiopijczymi-komarzycami
deszczowego lata upiorami ….

( znalezione w necie )



...Tak wkurzona nie była matka polka od ...wczoraj powiedzmy...podniosło jej się ciśnienie, skoczyła temperatura, qarwa na twarz przypełzła i nie ma zlituj się po mieszkaniu z laczkiem biegała, jak nie zdzieliła, jak nie rykła, jak nie mięsem rzuciła, jak nie zaserwowała prawego sierpowego, żadne bzyki, prośby, groźby, bąble, świąd matce nie straszny, tam w głowie matki Pipin leżał bez koszulki, w pamperapie, dysząc i posapując bo noc wyjątkowa upalna, a te tutaj harce i swawola, chatę chcą rozwalić, jak mu nie poprawi, jak nie znokałtóuję , tak poległ komar na łopatki tuląc swoją broń przed nami, nie udało sie, matka bystra, cwana bestia, szybka, w imię spokoju nad dziećmi w ostateczności rozkwasiła noc komarowi, na tym w życiu i na ziemi udział wzięli ...ale co sobie dojadł, popił to jego było, uczta królów, teraz tylko drapanie, bąble i świąd przeplatany potem, wszystko swędzi.
Gorączka i Pipin nie w sosie, nieletnia ma focha który parę dni odłogiem leżał a teraz przemęczone, jakieś takie, bez życia, nadziei i wiary na lepsze jutro? Jutro zapowiadają aż dwadzieścia pięć stopni, wiec będzie jak być powinno. Od rana okupujemy place zabaw, poslizgamy sie , poganiamy motyle bo tyle ich teraz, porozmawiamy o sprawach błahych a jakże istotnych, wczorajszy dzień był wielki pod względem : Mama ! Mama powiedział i tak sobie powtarza do upadłego, a mnie serducho rośnie matce polce wstrzemięźliwej, taka dumna jestem, jak zawsze kiedy Pipin trafi do nocnika. Taka radosna bo zaczyna otwierać paszczę i mówić nie po swojemu szczebioli a daj, tam, oko, powoli acz stopniowo zaczynamy sie rozumieć mową ojczystą. Teściowa na ostatniej u niej wizycie stwierdziła że cóż, chyba coś jest nie tak, dziecko w tym wieku powinno acz uważać za normalność cytowanie wiersza Mickiewicza zwłaszcza ; Oda ; dla osób które miały dzieci wyjątkowe , łatwe w użyciu jest czymś dziwnego że Pipin nie mówi i trza udać sie nie tylko po rozum do głowy ale do lekarza najlepiej specjalisty. Tylko nieletnia zaczęła mowę swą Polską z chwilą przekroczenia trzech lat, kiedy przystąpiła oficjalnie jako przedszkolak, więc mamy czas i nie sugeruję się opinią babci, teściowej która dziecko widziała ostatni raz na ; Józefa ; i skąd może wiedzieć co dziecko umie, wie, pokazuje jak widzi je raz kiedyś nie zawsze a nawet w takich chwilach ono ze wstydu ogólnego hamuje wszelkie popędy wiec dla mnie każde slowo jest czymś wielkim, zawsze odśpiewamy huuuura, Stooo lat bo kto powiedział że to tylko wersja na urodziny a jednak do wszystkiego najlepsza...
Gorączka i bez wody sie nie ruszamy, bez chusteczki, bez balsamu i piasku który wtacza sie za nami i tworzy zaspy piachu na klatce schodowej...robimy babki, klepiemy zamki, tworzymy coś z niczego i tak mija dzień za dniem...



O mnie
poRTterk
34
,
...
Słówko o mnie
tatuaże, książki, muzyka, przyroda, lubię jak jest dobrze, jak świeci słońce, jak biorą ryby, jak jest tęcza....
Zobacz mój profil
<< Lipiec 2014
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Archiwum
Rok 2014
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Księga gości
 
A TO SIĘ WYDARZYŁO
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
40041
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
3058
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
31
http://www.poema.art.pl
http://www.radiobajka.pl
http://www.krystyna janda.net
http://www.cytaty.info/paulocoelho
http://dziecko.pl


Zajrzyj tutaj! Pomoc dla Martynki :)

Wyróżnienie od Adam Poeta




NARODZINY GABRIELA.

Urodził się mały Gabriel
W płaczu się urodził
On z bólu nie płakał wcale
On radością się tak unosił.

Mała Kruszyna zapragnęła żyć
Świat ujrzeć i swoją Mamę
Nie chciało już w brzuszku być
Tam ciemności były same.

Postanowił Gabriel urodzić się
By Jego Rodzice Go podziwiali
Teraz unosi piękne oczka swe
A Rodzice i Siotrzyczka są zakochani

Swoim przybyciem zawładnął czasem
Choć jest taki malutki jeszcze
To posiada w sobie wielkości same
Delikatne jest Gabriela serce.

Bądź szczęśliwy Gabrielu mały
Kochaj i bądź zawsze Kochany
Słuchaj Taty i słuchaj Mamy
Bądź Ich Miłością owiany.

Wujek Adam...


W SŁOWACH MOICH...

Tak wiele jest słów
W sercu moim zapisanych
Chcę znaczenie ich snuć
I dawać ludziom więcej Wiary.

Unoszą się uczucia moje
I błądzą wśród chwil
Do serca nowe słowa biorę
Tak bardzo pragnę nimi lśnić.

Po sobie zostawić ślad
Taki namacalny i ciepły
Chcę by uniesieniem był czas
Chcę w dobroć ludzi wierzyć.

Każdy dzień niech piękny będzie
Niech Cię pobudza do życia
Unoś zawsze swe dobre serce
W słowach moich dobroć czytaj.

- Wujek Adam


Oddaj głos na mojego bloga!
Aktualna liczba głosów:
 
4465
Oddaj głos na szablon!
Aktualna liczba głosów:
 
10430
Współautorzy
Brak wsp?autor?w



CO TO JEST MIŁOŚĆ

NIE WIEM
ALE TO MIŁE ŻE CHCĘ GO MIEĆ
DLA SIEBIE
NA NIE WIEM 
ILE
GDZIE MIESZKA MIŁOŚĆ?
NIE WIEM
MOŻE  UŚMIECHU CZASEM  JĄ SŁYCHAĆ
W ŚPIEWIE
A CZASEM
W ECHU
CO TO JEST MIŁOŚĆ
POWIEDZ
ALBO NIC NIE MÓW
JA CHCĘ CIĘ MIEĆ
PRZY SOBIE
I NIE WIEM
CZEMU

Aniołku mój
W chwili złej
Ujmij skrzypeczki
Jeno zagrać chciej

Na strunie duszy
Kołyskę jedyną
Póki ciemno wszędzie
Póki serca biją

Pieść je pieść
Tę kibić drewnianą
I tul ją tul
Te duszę zszarganą

Do Pana wznieś
I złóż na kolana
Cichutko strzeż
Niech śpi do rana

I zwróć ciału
Jak pozszywaną koszulę
Tę małą radość
Zabitą powiek murem

RENI W DNIU URODZIN.

Delikatne spojrzenie serca
Uśmiech wrażliwością lśni
Tyle masz w sobie piękna
Nosisz życie pod sercem swym.

Oczami Miłości spoglądasz
Na ten piękny świat
Tak wiele nie żądasz
Pragniesz by piękny był czas.

Dziś Twoje Święto Reniu Droga
Dziś urodziny masz
Pragnę by w Miłości była Twoja droga
W sercu niech ufność Ci gra.

Życzę Ci by to Maleństwo
Które pod sercem nosisz
By Ono prowadziło Cię przez życie ciepło
By czas ten był owocny.

Życzę Ci wrażliwości serca
Większej niż posiadasz
Byś w barwach Wiosny piękna
Uczuciem Nadziei wołała.

Niech wiatr melodię Ci gra
W Twoich włosach
Uśmiech Twój piękny niech trwa
A każda chwila będzie błoga.

Oczami serca spoglądaj
Na swoje i innych życie
Wiarą uniesień wołaj
Marzenia się spełnią...te skryte.


     





















                                                         
Zobacz serwisy INTERIA.PL