Żyje dla Was...
www.portterk.blog.interia.pl


Wszelkie prawa zastrzeżone
© Portterk
Art. 116. 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.




Dom wariatów 2014-09-28
...Nie ma nic gorszego od chorób dzieci, istne tornado, wojna domowa to przy tym pikuś, dzieci oprócz kichania, sapania, kaszlenia, gorączek i sraczek - zrzędzą płaczą, doprowadzają matkę na skraj wyczerpania nerwowego, za oknem słońce, plus przeszło dwadzieścia stopni a Ty po raz pięćdziesiąty tłumaczysz Pipinowi że na spacer owszem pójdzie jak jego oskrzela wydobrzeją - puki co mają wiele do życzenia, jak gingle pójdą precz! z nosa , jak przestanie dusić się nimi pomiędzy snem a jawą, kiedy oszczędzi matce dodatkowego prania pościeli bo dzieci jak nie potrafią odcharchnąć i splunąć to niestety nieestetycznie puszczają mega pawie - w chwilach kiedy Ty już widzisz łąki umajone, kiedy odnajdujesz chwilkę spokoju w ramionach nie Ktośka ( śpię sama na niższej półce pod nieletnią), a Morfeusza i nagle słyszysz dźwięki mało ciekawe, parzysz herbatki, koisz łezki, nerwy, przemawiasz , gdzie Pipin woli jednak udręczyć tatusia przed dwunastoma godzinami w pracy drąc się niczym hart spuszczony ze smyczy, ciekawe co myślą tym samym sąsiedzi słysząc ostatnio nasze eskapady krokodylich łez i zdartego gardła małolata, bo on chce pomiędzy łykiem antybiotyku a inhalacją pójść do garażu, on chce i zaczyna sie akcja ; Panika ; bo chce a nie wie co chce i ryczy jak wilk do księżyca tupając nogami...tydzień leczyłam się ja ze złogów tego świata, leżałam, cywałam, bańki, leki, katar, łeb mi pękał i efekt końcowy taki ów mizerny, że plecy mnie nie bolą - reszta? dusi mnie kaszel, oskrzela rozrywa mi zielona flegma, ból głowy to początek nowego czy zmiana ciśnienia? a jutro witaj praco, powrocie i co ja mam począć? do tej pory moja niezastąpiona pierworodna , silna w całej swojej jedenastoletniej okazałości padła z temperaturą powyżej 38 kresek! i matka lata, kaszle, nos wyciera w chusteczki, parzy, dopaja, bawi się w pediatrę, znachora , dopieszcza bo czas chorób to dla dzieci czas luksusów, ciasteczka, czekoladki, słowo na ( niedzielę też ), pociechę, bajki telewizor gierki, leżanko, klepanko i po 20 wiem że padnę jak długa, zapocona, otumaniona kolejną paczką chusteczek, z modłą na ustach o jedno życzenie - niech to sie skończy...
Jesień 2014-09-22
List z jesieni

Czekam listu od Ciebie... Tam Południa słońce
I morze mówi z Tobą... U mnie długa słota,
Samotność, jesień, chmury i drzewa więdnące...
Dziś pogoda... Lecz słońce chore - jak tęsknota...

Nim wyślesz, włóż list w trawę wonną albo w kwiaty,
Bo tu żadne nie kwitną już... Niech go przepoi
Spokój, woń słońca, szczęście Twej bliży i szaty -
Albo go noś godzinę w fałdach sukni swojej...

A papier niechaj bedzie niebieski... Bo może
Znów przyjdą chmury szare, smutne, znów na dworze
Słota łkać będzie, kiedy list przyjdzie od Ciebie;
Skarżyć się będą drzewa, co więdną i mokną,
A ja, samotny, może znów będę przez okno
Patrzał za małym skrawkiem błękitu na niebie...

( Znalezione na poema.pl )


...Piękna złota jesień, ta z kolorami, ta która urzeka, zachwyca a z drugiej strony - zakrapia katarem ( Pipin ), powala bólem pleców dreszczami, ogólnym rozbiciem ( ja ), kiedy łóżko, kilo tabletek, syropów i inhalacji sprawia że radość życia odchodzi gdzieś a tutaj kłania się praca ( nocna zmiana feee), przedszkole i kolejna przewałka po weekendzie - nie idę do przedszkola? setka zadawanych pytań , tych samych i nasze miny zamknięte na kwintę, kopa chusteczek plus hektolitry wypitej herbaty z cytryną siódme poty i oczy które za każdym razem kiedy wkrapiam sobie wodę morską wyłażą z orbit w raz z mózgiem...oklepuję małego Amolem, skaczę i efekt taki że zadaję sobie pytanie puścić na łono przedszkola czy tez pozostawić w domowych pieleszach...pamiętam jak mała ilekroć kichnęła a już pozostawiała pod kloszem matczynej troski, a potem powrót był masakryczny, płacze, prośby , zupełnie tak jakby maszerowała za karę...katar to nie koniec świata , chociaż wiadomo jak człowiek czuje sie, mało efektownie, dla dziecka częste choroby to sprawa która usprawiedliwia przed obowiązkami wiec łamiemy zasady, dziecko idzie do przedszkola z reklamówką chusteczek, co poniedziałkowe wizyty na szkolnym basenie także nie usprawiedliwiają córci przed złym samopoczuciem temperatura jest wybawieniem jakby ostateczną deską ratunku przed szkołą, a puki co ratujemy sie tym co mamy...
Sam... 2014-09-19
„Nie ma jak u mamy – ciepły piec, cichy kąt.
Nie ma jak u mamy – kto nie wierzy, robi błąd.” (Wojciech Młynarski


...Przeczytałam na Interii artykuł o tym że my rodzice hamujemy rozwój dziecka mamdziecko.interia.pl/wychowanie/news-moje-biedne-dziecko,nId,1500512#iwa_item=2&iwa_img=1&iwa_hash=30913&iwa_block=tiles
bo jesteśmy nadgorliwe, bo same tworzymy coś na kształt kokonu nie pozwalając na to żeby dziecko było samodzielne, boimy się zarazek, chorób, placów zabaw, przedszkola i szkoły bo tam czyha na nie kilogram niebezpieczeństw...
Czytając i zastanawiając się nad tym artykułem wzruszam ramionami, sama przecież znam mamusie które prowadzają swoje dzieci ( szóstoklasistów ), do szkoły nosząc ich plecaki na plecach, widok bezcenny mina dziecka mówi wszystko za siebie, wstyd niesamowity, a mama? bo ulica ruchliwa bo jeszcze i tutaj rozwija wachlarz niebezpieczeństw a ona matka polka wie jak ustrzec dziecko przed złem tego świata, przypomina mi się reklama jak chłopak męczy się nad rozpięciem stanika swojej dziewczyny i woła mamę, nieodzowna nasza pomoc sprawia ze nasze dzieci nie potrafią nic w koło siebie zrobić, są leworęczni w dosłownym znaczeniu tego słowa bo mamusia wyręczy, zrobi to lepiej, pomyśli za nie, ciągnie takie dziecko przez życie , nieprzygotowanego do życia... inna? nie wchodź do piaskownicy bo będziesz brudna, więc po co w ogóle wychodziła, żeby lizała lizaka przez szybę? dosłownie sprawiła że apetyt na zabawę rósł w miarę patrzenia jak inne dzieci huśtają się, jak zjeżdżają zjeżdżalni, jak tworzą swój świat, a ona stała ubrana na biało , na chodniku, tak z dala, zagubiona, przykre...była taka co to przewidywała wszystko co złe na świecie bo się zachłyśnie, bo dostanie kataru, bo rączki brudne, bo...a Pipin? biega, skacze, w przedszkolu zaczął łobuzować, ciągnie te małe kobietki za warkocze, jak płakał tak teraz dumny i zadowolony wraca do domu, je i nawet kibelkowe sprawy załatwia jak należy , na kibelku ma się rozumieć nie w majtki...oj dumna jestem i nad wyraz mnie wzrusza fakt że już coś się skończyło, coś nowe nadeszło...a dzieci no cóż, kichają, parskają, kaszlą, puki co mały się trzyma a nieletnia żyje szkołą, sprawdzian, kartkówki, lektury obowiązkowe i sport...spotkałam jedną mamę która wprawiła mnie w osłupienie, przecież wiadomo jak dzisiaj działa dziecko w takim wieku 11 lat - komputer, gry, sylwetka która sama mówi za siebie, skolioza, platfus itp. a ta wylatuje nie szkoda jej czasu? na co ja się pytam na marnowanie go bo nie siedzi przed kompem? bo osiąga wyniki w biegach, na basenie, w gry? bo jest wysportowana, bo nie siedzi przed telewizorem w kolejną paczką chipsów a woli jabłko, bo wolną chwilę spędzamy aktywnie? sory ale ja nie rozumię jak można dopuścić do takiego stanu kiedy teraźniejsze dzieci nie poruszają się w cale albo minimalnie, klasa sportowa to budowanie sylwetki, siły nie tylko fizycznej ale i umysłowej, c prawda kosztuje ale czy nie warto mieć dziecko zdrowe a dziecko otyłe z którego się śmieją? kolejna mama pakuje do torby kolejnego paczka, colę i paczkę cukierków a synuś waży 20 - kilogramów więcej ode mnie! w wieku lat 11 ...wychowawca dumny, matka wspiera i też słowem dobrym głaszcze po główce, no fajne te dzieciaki mam ...

Jesienne słońce... 2014-09-14

Halina Poświatowska
*** (liściu...)

liściu

osłoń mnie zielenią

jestem jesienne nagie drzewo

z zimna drżę



wodo

napój mnie

jestem piaskiem

gorącej suchej pustyni

wiatr mnie przegarnia ręką



ogrzej mnie

ty który jesteś słońcem

przed którym stoję

ukryta w słowach jak w drzew cieniu

źródło bijące


... Po tygodniu pracy, przedszkola i szkoły, weekend był naszą odskocznia od obowiązków, garów i szmatki do wycierania kurzy, to co wydaje się najważniejsze w ciągu dnia zostało zamknięte w czterech ścianach domu a skoro pogoda dopisuje to dlaczego mamy go spędzać z nosem w szybie, ten czas nadejdzie, do zimy jeszcze trochę do słoty i szarości jesiennych dni też...dziwi mnie kiedy znajomi których spotykam na co dzień dosłownie pukają się palcem w czoło - nie chce mi się, zmęczony jestem, daj mi spokój, czas spędzają na kanapie oglądając powtórki seriali, aktywność? przy piwku, wychodzą jedynie kiedy muszą, na obiad do mamusi, do klubu i wiadomo przy procentach a przecież posiadają dzieci, więc wypuszczają swoje skarby na plac zabaw a sami zakopują się w koc i odsypiają nie odespane...ja tak nie lubię, mnie szkoda życia, ciągle mamy mało, wyjeżdżamy chociażby na pobliskie jeziorka, stawy, podpatrujemy przyrodę jak się zmienia, zawsze lubiłam jesień, tą Polską złotą z wszelkimi kolorami, liście, zapach który się zmienia, słońce i wiatr...zwiedzamy nawet place zabaw położone osiem kilometrów po to by dzieciaki miały troszkę rozrywki i nie tylko one bo czy matka nie ma prawa zamienić się ciut w dziewczynkę wyrośniętą?


...Z innej beczki...zmieniłam pracę bo musiałam, bo moje zdrowie miało wiele do życzenia, moje struny głosowe zamieniły się w skrzeczące struny które martwiły mnie coraz bardziej, nowa praca w której się znalazłam po czterech miesiącach sprawiła że odnalazłam kolejne miejsce na ziemi, gdzie wydawać by się mogło że poprzednia jest tym co lubię robić a jednak...były momenty, chwile zwątpienia, wiadomo jak to w życiu gdzie musisz sobie i innym udowodnić że Twoja postawa i waga nie mają znaczenia bo dasz sobie radę że nie można ludzi oceniać po wyglądzie, jednak się ocenia, bo po co ona tutaj przyszła? przez nią będziemy mieć tyły, ona będzie nas hamować...a tutaj zwrot akcji, daje radę mało tego muszą mnie gonić, możliwe to? po takim krótkim okresie? są osoby które są zafascynowane ( ja w tym czasie wracałam z kryzysem w oczach, chciało mi się wyć bolało mnie wszystko włącznie z włosami ), wypłata boska jak na warunki małego miasteczka, nikt nie gani, nie krytykuje, nie pogania ale...po trzech miesiącach próby dopada Cię szara rzeczywistość, nikt się nie lituje, nikt nie zapyta - dajesz radę, masz być tu i teraz masz być użyteczny w innym przypadku nie zapłacą ci lub koledzy z brygady wykorzystają sytuację na swoja korzyść, wiec jeśli mi ktoś powie no praca fajna, ( pęcherze i rany po kartonach ), pensja jak na warunki 35 tysięcy mieszkańców gdzie przeważają bezrobotni i same markety, piękna pensja która podnosi Twoje walory w oczach zarabiającego najniższą krajową ( masz normę akord więc zapierdzielasz by potem mieć uśmiech numer 59 i bolące plecy ), są tacy jednak którzy świadomie przychodzą do pracy takowej i uważają że jakoś to będzie, że potem, kiedyś wezmą sie do dzieła, że nadgodziny? oni takowych nadgodzin nie uważają za włączenie do bycia w pracy bo jesli już to za odbiór godzin, więc taki brygadzista nie mówi nic ale potem pensja obniża się o małe co nie co ...jedni wola spędzać czas na łonie rodziny, inni poświęcają się dla firmy a ja pośrodkuje, staram sie by wilk był syty i owca cała, mam dzieci i mam potrzeby, niestety nie mogę liczyć na pomoc z rodziny, chociaż ja wolę ręką własnej pracy zarobić i wiedzieć ile mnie to kosztowało niż dostać i potem słuchać ile to musiał Ktoś mi dać by mieć...więc praca pracą a życie osobiste to jest mój świat osobny...

Trudne dni... 2014-09-12
Dom
Dom mój stoi bez drzwi i okien
czasem nawet już kołowieczora.
Wtedy kupuję klucz do windy
i zaczynam przez dom podróżować.

Znam te stacje. Już jeżdzę od roku.

Na nieczytelnym pierwszym piętrze
z nadmiaru myśli umarł mędrzec.
Wysoko podniósł kołnierz płaszcza.
Na nieczytelnym pierwszym piętrze.

Myśl mi zagraża. Cofam ręce
płynnością godną Heraklita.

Dom mój płynie bez dzwi i bez okien.
Dom mój płynie do ostatniej stacji.
Znowu czekasz na mnie jak przed rokiem.
Dom się wali. I tylko zostają
ciała nasze
pewne jak heksametr.


Idziemy w stronę przedszkola, otacza nas chłód i płacz Pipina, poranek mało optymistyczny, to tak jakby zrzucić granat, tu śnadanie, tam pakowanie książek które niby były spakowane ale no cóż , jakoś same z siebie wyszły, rozmowa nieletniej o zdaniu relacji z tego co było a było...sypią się lufy, gify, pały jak to się mówiło za moich czasów, pocieszeniem był tekst że żołnierz bez karabinu nie chodzi a jedna jedynka to nie koniec świata, okazuje się że czwarta klasa daleko odbiega od trzeciej, panie wymagają, za brak pracy domowej stawiają oceny niedostateczne za brak wiedzy z poprzedniej lekcji tak samo a z plastyki? kiedyś za moich czasów bo okazuje się że moje czasy to lata wczesnej epoki kamienia łupanego, było najlepszym przedmiotem na którym się malowało, rysowało, a teraz trzeba poszerzać wiedzę o malarzy, założyć teczkę i włożyć do niej zawartość 150 zł za same farby w trzech gatunkach o reszcie nie wspomnę...każdy nauczyciel wymaga i ma zdanie że jego przedmiot jest najistotniejszy, kiedyś lektury w klasie czwartej to była Ania z Zielonego Wzgórza, to była Akademia Pana Kleksa a dzisiaj szukam po znajomych czy nie maja wypożyczyć ; Mikołajka ; Rene Goscinnego w tle bierze udział dziadek z prostata tak apropos...matematyka to wyższa szkoła jazdy, historia i angielski gdzie nauczyciel nie zna zdania ; miej pan litość ; a to dopiero drugi tydzień mija...muszę się uzbroić w cierpliwość czy to dopiero droga przez szaniec? a Pipin złapał katar, wiec ja popołudniówka, zaprowadzam i te łzy, rozpacz wymuszona przeradzana w histerię, wymioty, sikanie pod siebie na zawołanie po to by wymusić nie pójście do przedszkola, sprawdza nas, mnie, a my co? idę z nim i zaciskam swoje skołatane serce, przemawiam do siebie głosem rozsądku że to minie, z czasem, że właśnie o ten czas chodzi, że musi nawyknąć, przyzwyczaić się a przecież panie są dobre, przebierają olanego Pipina, karmią , tulą , noszą...ale idziemy, mijamy mamy z dziećmi które są radosne, roześmiane a ja wiem że i mnie kawa posmakuje ale kiedyś, potem, zaś teraz , tu muszę uzbroić się w anielską cierpliwość, być stanowcza i uśmiechać się do płaczącego, wspierać jego brak zrozumienia, będzie dobrze tłumaczę, ok, zobaczysz polubisz przedszkole...a przecież ile zajęło nieletniej przystosowanie? rok! bity, cały rok, wyła, kładła sie na posadzce, wymiotowała, sikała i odstawiała arie i operetki, nie dałam sie, byłam twarda, teraz wspomina jako zabawę a ja? byłam chora ze zgryzoty bo wydawało mi się że robię jej największą krzywdę odciągając od miejsca bezpiecznego, od własnej kiecki...teraz mówię stanowczo idziemy i koniec dyskusji, opowiadam o jesieni, o liściach, kasztanach, o zobacz - wołam - śmieciara! niby przestaje i pyta się po raz który tego poranka ; przyjdziesz po mnie ; a nie przychodzimy? dla nie go to nie zrozumiała sytuacja pozostawienia go w miejscu gdzieś poza domem budzi strach, on nie rozumie dlaczego miał tą swoja przystań w rutynie , monotonii a rzucili go na głęboką wodę w postaci 24 dzieciaków, pań, czegoś nie znanego, coś co budzi w nim lęk...dla nie go to szkoła życia, nowe nie znane dla mnie także uczucie które znam a przezywam je z wielkimi emocjami duszonymi gorącą kawą i obowiązkami domowymi...nie cierpię popołudniówek, nie na widzę w ręcz, nie widzę dzieciaki przez cały dzień kiedy idą dają pyszczka a potem widzę kiedy śpią, lekcje nieletnia odrabia sama, sprawdza dziadek, Ktosiek, Pipin radzi sobie sam, nawet zaczął wołać do kibelka...eureka! a ja ? czytam, łazikuję do pracy w której daleka jestem od bycia szczęśliwą ale jakoś pcham ten swój wózek przygryzając nie tyle zęby co słonecznik.
Drogą przez jesień... 2014-09-06

SCHETT
Droga

Wspominam liście
które sypią się i sypią
z błękitu
Wspominam dziuple
gdzie spała futrzana baśń
Wspominam stertę liści
w której zasnęła młodość
tak mocno, że zbudziła się
za tydzień
Zapach liści szedł mi do głowy
jak wino
Wspominam dziewczyny
które schowały się za drzewem
już na dobre
Wspominam góry
które zostały beze mnie
jak opuszczony dom
z wstawionymi szybami
ze szronu
Wspominam młodość
która została już na wieki
daleko stąd
w bukowym lesie




...Po tygodniu pracy, pierwszych ekstremalnych przeżyć syna w przedszkolu gdzie na trzeci dzień przemógł się i przestał histerycznie płakać, kiedy to już u nieletniej zostały utwierdzone pierwsze oceny niedostateczne ja pokonuję kolejną nockę tłumacząc sobie to poświęcenie dla rodziny, dzieci, to zmęczenie, to nic z kłopotami Ktośka w pracy...tydzień obfitujący w uczucia i poczucia winy, radości i niemal męk, idziemy przed siebie drogą między drzewami, pokonujemy kilometry opowiadając sobie anegdoty, włączając wspomnienia tego jak to kiedyś zgubiłam się w lesie, jak mijałam niemal te same drzewa, połacie lasu, polan, a dzisiaj? pokonujemy ścieżki, dróżki, mijamy kopce kretowisk, sieci pająków , mrowisk, wszystko pachnie ściółką, liśćmi, grzybami, słońce przyświeca nam drogę, myśli biegną optymistycznie, och jakże czy nie mogło by być tak miło, rodzinnie , bezpiecznie zawsze...
Mosiężne łzy jak krople rosy... 2014-09-02
Prawem dziecka zabawa
a obowiązkiem sprzątanie
bo z kim się bawić będzie
jak misio w kącie zostanie
Po każdym myciu rączek
choć woda cieplutka leci
kran trzeba dobrze dokręcić
to obowiązkiem dzieci
Gdy mama założy dziecku
nowe i czyste ubranie
obowiązkiem nie brudzić
wtedy łatwiejsze pranie
Gdy małe dziecko się boi
to obowiązkiem starszego
porozmawiać z nim szczerze
by nie bał się niczego
Kiedy na przykład w sali
ktoś porozrzucał śmieci
podnieść i wrzucić do kosza
to też obowiązek dzieci
Pomagać sobie w potrzebie
obowiązkiem grzecznego
a świat będzie piękniejszy
dla przedszkolaka każdego

( Znalezione na dnie internetu - na potrzebę notki )


... Potrzaskało się matczyne serce o schody przedszkola, poturbowało się, pokulało i zapłakało, emocje ukryte pod grubą warstwą ; bycia twardym ; są niczym innym jak problemami gastrycznymi, wiesz że na tę dolegliwość nie umrzesz a jednak doskwiera Ci ból , nieustające parcie na szkło i myśli że niby wszystko jest OK a jednak NIE...mam świadomość że tocząca walka kiedyś ustąpi łzom, wyjdzie uśmiech jak słońce na niebie, że przedszkole i wszystkie związane z nim dzieciaki w raz z paniami staną sie najlepszymi przyjaciółmi, miejscem zabaw, nauczania, puki co mierzymy się kto zwycięży a kto ustąpi, matka idzie z zaciśniętym sercem, z oczami które ukrywa przed innymi by nie pokazać ile ją to kosztuje, otwiera drzwi sali, zastaje Pipina zmoczonego od pasa w dół ( reakcja na stres może wywołać różne reakcje dziecka czytam w mądrym poradniku ), zapłakanego, zasmarkanego...
przeprowadziłam wywiad i jak było pytam panią?
-: Gabriel pogniewał sie na jedzenie ( osiem godzin o pustym żołądku ), nie chciał pić, iść na kibelek, stał i sama pani widzi, koszmar...
nakładam na siebie kolejną warstwę grubej powłoki, potrzeba czasu by synuś wiedział że nowa rzeczywistość także jest bezpieczna tylko puki co boimy się zmian, nie ma co przeżywać...a jednak wolałabym usmiech i radość w oczach Pipina jak nie które dzieci okazują swoje pierwsze przedszkolne podboje mając pretensje do rodzica że już przyszli je odebrać, odrywając od zabawy ale nie każde dziecko jest takie same, wiec potrzeba czasu jest w naszym wypadku jedynym lekarstwem...koleżanka opowiadała w drodze do pracy jak jej wówczas synek ; zwiał ; z przedszkola, budynku pilnowanego gdzie miał mieć ośmiogodzinną opiekę, a on? zapukał do drzwi domu gdzie mama na jego widok spytała : - Co Ty tu robisz? przylazłem...
Inna z kolei opowiadała jak jej córcia potrafiła zwymiotować na zawołanie, popuścić w majteczki, załatwić swą potrzebę grubszą i to przez rok!
Życie przedszkolaka to nowe nieznane a przecież widząc inne mamy jak im miękną kolana, no cóż...


Ale przecież oprócz Pipina i jego najważniejszych spraw jest nieletnia i szkoła...pierwsze lekcje z nowymi nauczycielami, pierwsze sportowe wrażenia, basen, pływalnia, integracja koleżeńska, cała zaobsorbowana pędzi do szkoły po to by wrócić i całą swoją osobą opowiadać jak było, taka wymiana poglądów pozwala nam nie tylko zbliżyć się do siebie ale pokazuje że nie ignoruje jej, że świat Pipina nie przyćmił mi widoku tak bardzo że stała się prześwitująca...pamiętam jak nie wiele obchodziło moją mamę, jak się będziesz uczyć to twoja sprawa i zostawiała mnie sam na sam z kłopotami szkolnymi, czasami chciałam i jakże zazdrościłam koleżankom kiedy one mogły wymieniać swoje poglądy z własną rodzicielką, kiedy to same dowiadywały się z kim matula siedziała w szkolnej ławce, jacy byli nauczyciele z czym sobie radziła, dla mnie to zawsze była słodka tajemnica bo mama zawsze okręcała kota ogonem, daj mi spokój załatwiało sprawę...więc rzucony plecak po szkole i opowieści nieletniej co kto i gdzie pozwala mi ujrzeć świat oczami dzisiejszego ucznia, ich potrzeb bo co dzisiaj rządzi jak nie kasa, wiadomo! jak masz ładne schludne ubrania to fajnie, ale jak masz markowe to nie znaczy że jesteś mądry, ładny, inteligentny ubranie za ciebie załatwi sprawę, jak karta wstępu do bycia kimś i nie ważne że posiada się mózg w skali ziarenka piasku, masz gadżety i rządzisz, na szczęście nieletnia nie zwraca za bardzo uwagi, nie przejmuje sie tym że ma zwykłe czerwone trampki ( o których ja zawsze marzyłam ), że plecak to nie ten z górnej półki, ma służyć, ma być przedmiotem codziennego użytku a nie pokazówką i szpilką zazdrości innych kolegów i koleżanek, ale nie wszystkie są skromne, normalne, dzieci potrafią być okrutne, zawistne...


... Co u mnie? praca i życie pracownika tapicera od krzesła, po kolejnej nocce rzucam się w wir prac domowych, przerabiam kolejną książkę poczawszy od tego że rok szkolny rokiem szkolnym a przecież był to ważny dzień , rocznica wybuchu drugiej wojny światowej która pociągła za sobą konsekwencje całego marazmu historycznego, z tego też powodu do ręki wpadła mi powieść Marka Świerczeka
Dybuk ; cofając się do 46 roku gdzie wojska podziemne pacyfikują podziemie. Z Rosji sowieckiej wracają niedobitki ludności którzy przeżyli holokaust, w kraju poddanym terrorowi szaleje bieda i psychoza lęku. W tym czasie kiedy po wojnie Polska próbuje wstać z kolan, odbudować codzienność na nową przez miasta i wsie przechodzi coś, ktoś kto morduje małe dziewczynki, osobami podejrzanymi stają sie Żydzi które to niby mają na celu zabijać chrześcijańskie dzieci. Aby powstrzymać wybuch zamieszek grupa oficerów UB wypuszcza na wolność byłego więźnia AK któremu dają zadanie powstrzymanie tego co zabija dzieci. W kogo wcielił się tytułowy Dybuk? polecam...


Koniec dobrego... 2014-08-26
Dokąd idziesz? Do słońca!

W nocy noc i w ludziach czarna noc
Blask nie widzi gdzie ma zadać cios

Jestem tutaj
Wołam cię
Jestem tutaj
Przeszyj mnie
Promieniu świetlisty złocisty

Nie strasz mnie jak gdybyś nie miał wzejść
Wiem żeś tuż pod horyzontem jest

W lustrze nieba
widać cię
W ziemi drżeniu
Słychać cię
Promieniu świetlisty złocisty

Nocy proszę nie przeciągaj już
Skoro świt do Słońca pora pójść

Z błyskiem w oku
będę szedł
Wprost na ciebie
będę biegł
Promieniu świetlisty złocisty


( Edward Stachura )


...Kończy się to dobre, długie i gorące, kończą się wieczory przy świetle księżyca, przy śpiewających świerszczach, przy muzyce i z zabawie, a zaczyna się to co nie bardzo lubiane ( szkoła ), przedszkole, obowiązki, przed nami jesień, grzybobranie, hasanie po lesie, słońce i deszcz, więc kończy się sierpień, mim że do końca jeszcze parę dni a już czuć ten wiaterek chłodny, ten przeszywający dreszcz i nie chodzi o emocje a szybciej o katar,,,szkoła i pytanie nieletniej, dam sobie radę? jak zawsze matka do mnie mówiła? musisz sie wziąć do galopu...więc na początku był galop, wielka walka pokryta czołowym potem, chęć nie tyle zdobywania wiedzy co nałapania jak najszybciej dobrych ocen po to by na końcówce przyhamować, bo się nie chce, bo człowiek zmęczony, bo zawsze było coś a im bliżej wakacji tym głowa nabita była głupotami, komu by się chciało kuć do ostatniego sprawdzianu do matmy ale dzisiaj mamy inne czasy, inne nauczanie i kiedy przeglądam książki nieletniej zastanawiam sie czy ja posunęłam się ; tyle z wiekiem ; czy edukacja zwariowała? tyle tego, wszystko ważne, wszystko inne...matematyka to czysta magia nie powiązana z fizyką , nieznana i pewnie usłyszę mamo za stara jesteś nie zrozumiesz...i pewnie i ja tak patrzyłam na matkę swoją okiem dzieciaka i swoją ; starą ; która to stara była od wieków...bo co ona wiedziała, bo czego słuchała? no właśnie ...przez dom przewija się muzyka, ta którą ja lubię i styl młodej, gust taty i nieodzowny Pipin i w cale nie Wlazł kotek na płotek, każdy lubuje się w tym co go kręci, córka poznaje moje style, kosmetyki, ubrania, to jest fajne tamto nie a moja mama? nie nosiła butów na szpilkach a przecież każda mama mojej koleżanki miała korki, wychodziłyśmy na podwórko i ja zawsze w swoich bo co niby miałam założyć ...obuwie taty? numer mniejszy od kajaka, to się zakładało na dzień przebierańców a przecież każda i ja chciałam założyć maminą sukienkę, buty i pomalować się jej czerwona pomadką ale mama nigdy takiej nie miała, nie malowała się bo uważała że cera nie pomieszana z żadnym świństwem jest najlepsza, krem NIVEA a dla mnie BAMBINO najlepszy latem i zimą był wszystkim, rarytasem kosmetycznym więc wzdychałam do bohaterów Bewerly Hils i kontaktów dzieci do rodziców z Seven Haven , nawet Corcy miał matkę która go rozumiała a moja? kiedy tak patrzę na moją matkę to owszem urodziła nas, wychowała, dała nam wszystko co było możliwe i tyle...nie było rozmów do późnej nocy bo...zawsze zmęczona, bo...działka...bo...zawsze coś...jej matka a moja babcia była taka sama , odziedziczyła czy to była forma pozbycia się nas, owszem nie narzekałyśmy bo się nie wtrącała, machała ręka jak przed muchą przed naszymi kłopotami, porażkami, udawała zapracowaną albo nie widzącą po to by problem jej nie dotyczył, co innego ja, jestem czasem nadgorliwa, jak kwoka która chce ochronić swoje pisklęta, chcę wiedzieć co lubią, czego nie, jakie są ich ulubione rzeczy, zabawy, kolory, jedzenie i w cale nie rosół, nie kurczak...interesuje się, wspieram i czasem ganie...przedszkole...tak, znam to uczucie kiedy córcia przekraczała próg po raz pierwszy i ten strach czy sobie poradzi, czy będzie tęsknić bo ja czasem ...umierałam z bezczynności nie mogąc sobie znaleźć miejsca a potem dowiadywałam sie że śniadanko zjadła i obiad też, że bawiła sie tylko ta Lena tak ją ciągła za kucyki, tak ją szczypała i popychała że droga do przedszkola to dopiero była droga przez męki, wycie, darcie papy i kładzenie się tuż po zamknięciu się drzwi na podłodze bo panienka Korelia przyszła do przedszkola, całe pięć minut wielkich pokazówek po to by zająć się zabawą i zapomnieć o mamie...ale tutaj mam problem, nie za ciekawy, nie sterylny, w ręcz śmierdzący...idzie Pipin za drzwi i co robi po cichutku? w skupieniu? nie liczy kropek na ścianie, nie mnoży swoich postanowień wobec co do marzeń on wali pod siebie...i nie idzie wytłumaczyć że takie sprawy faceci poważni załatwiają na kibelku, że udają sie w celu gdzie król piechotą chadza, że ...on idzie na skróty i żadne tłumaczenie że idzie do przedszkola, że pani, że dzieci, że tak trzeba...a wręcz wypada...i wali pod siebie a my myjemy, wycieramy i tłumaczymy...nic i finito...jedyna nadzieja to przedszkole i wychowawcze sukcesy pani przedszkolanki a my oprócz uzbroić się w cierpliwość musimy zakupić jak największą ilość majtek i portek ze skarpetkami ot i wsio...kończą się wakacje i tylko nadzieja że no cóż...rok szkolny szybko minie...
A nasi tu byli... 2014-08-23
Koniec wakacji zapowiada deszcze, obniżoną temperaturę i niedzielę z nosem w szybie...a jednak każda wolna chwila to bycie na naturze, przy obserwowaniu bo czy dziecko zauważy pajęczynę grubo utkaną, czy bożego żuczka, pasikonika a nawet jaszczurkę których w naszych lasach mnóstwo...byle nie pada, wsiadamy na rowery i dalej przed siebie, w las , na skraj, urwiskami byle zasapani, zapoceni...a las? niby cisza, ptaszki trelują aż miło, zieleń soczysta w miejscach zamienia się w żółcie, liście kochani opadają jak mnie skrzydła jak patrzę to co poniżej ...podpaski, wory z których się wylewa dosłownie wszystko, idziesz ścieżką z nieletnią i Pipinem i co? ; Uważaj na ; papierzaki ; ( kupa, gówno w języku polskim ), papiery toaletowe mżna mierzyć metrami...smród, odraza, niby las pachnie sciółką, a jednak taki obraz to nasz wstyd, osobista ludzka hańba...tak niszczyć przyrodę, bo to już boli przyznać się że ; nasi tu byli ; puszki po piwach - wszędzie, smród i znój...a jednak jechaliśmy tłumacząc dzieciom że taki widok napawa odrazą i żeby wiedzieli dlaczego, mimo wszystko...udało się zaliczyć jaszczurki których w tym roku wysyp, pająków i pasikoników, mamo weźmiemy jedną -słyszę za uchem? o nie! wystarczy że mam trzy świnki morskie i je karmie, sprzątam i kocham miłością bezwarunkową jeszcze mi jaszczurki brakuje do szczęścia...ale jak by nie było kozaków nie brakuje, uśmiechów dzieci także a my ...Ktosiek złapał gumę, Pipin zasnął a ja poczułam co to zakwasy w nogach...ale warto było...potem? plac zabaw, piach, ślizgawka i inne zabawki, Borysew i Safari Zoo...szczęścia nigdy dość...


Młodzieżóka... 2014-08-15

Kamil Laskowski
"Farmazony"

-Dzisiejsza cywilizacja
jest cywilizacją przemocy
papież ci powie
-Dzisiejsza cywilizacja
nie potrzebuje ludzi starszych
-Dzisiejsza cywilizacja
jest cywilizacją śmierci
papież ci powie
-Dzisiejsza cywilizacja
jest hedonistyczna
papież ci powie,
a papież farmazony...

( Znalezione na poema.pl )



...Cywilizacja posunęła się tak bardzo do przodu że zniekształciła tok myślenia młodzieży, owszem ja wiem że się spieszą do dorosłości nie będąc świadomym tego że za złe decyzje poniosą konsekwencje, tak bardzo zmienia się świat że rozmowa trzech dziewczyn powinna nie wzbudzać we mnie oporu buntu, że jak to tak, tak bardzo się postarzałam że wzbudza we mnie nie smak a przecież jeszcze tak nie dawno, jakby wczoraj sama czułam się wyzwolona, z zaciętym językiem która chciała udowodnić wszystkim a zwłaszcza tym babom na ławeczce pod blokiem babci że nie samą plotą człowiek żyje a jednak dostarczałam im pierwszych wiadomości...to co dla mnie było luzem i powerem dla innych i starszych było przykrym faktem że nie nadążają za postępem...ta zmiana mnie dopada, to nie brak akceptacji na dzisiejsze dziary, język, kulturę że młodzież chce być nomber uno wszędzie, że ich poglądy są zadziwiające...
Idą trzy takie wyluzowane małolaty około 13 lat, takie niby cwaniary, niby pozjadały rozumy i się chwalą ostatnią imprezą, ile wypiły, z kim siedziały, z kim poszły tam gdzie szanująca się dziewczyna nie poszłaby w cale lub uciekła z krzykiem grozy tam gdzie król piechotą lub gdzie wiatr hula...idą i palą popijając piwkiem z 7 % alkoholem. Śmiech ich i przerażenie bo czy tak moja ; niunia ; będzie wyglądać za dwa, trzy lata? gdzie zacznie się stroić ( już zaczyna ), gdzie towarzystwo odpowiednio rozbuduje w niej poczucie wartości - mamine gadanie będę mogła schować między książki, gdzie szkoła ukształtuje w nas poczucie że my nadal w ciemnym lesie a ona wyprzedzi nas o całe lata świetlne, że jej nie wiedza, chęć posiadania pięciu minut zamieni się w nasze nerwy, nie przespane noce, zastanowienie czy jest tam gdzie nas uprzedziła czy w ramionach swojej pierwszej miłości poprzedzonej nie świadomością, bo komu by się chciałoby zerknąć do książki by wiedzieć że pierwszy raz bez okresu może spowodować ciąże jak nie u jakiej córki koleżanki która pewna swego z ciągnęła galoty i potem w wieku 14 lat pożegnała się z okresem dojrzewania, spacerami przy blasku księżyca, ot urodziła i sie skończyło spanie do, wałęsanie do, powroty o...zaczęła się szybka lekcja dorastania, brania odpowiedzialności za czyny a tutaj? takie siksy, małolaty a wiedzą że jak zrobią loda dostaną drinka, piwko lub paczę nie malborasów a byle ruskich, cienkich...szok...pocieszam się że to wszystko, same dylematy za ...jakiś czas , puki co nieletnia jutro kończy 10 lat :) a więc już życzę jej pogody ducha i byle do przodu :)


...Najstarsza przyjechała, zawitała, została tuż przed obroną pracy magisterskiej, wyjeżdża do Norwegi, kraju perspektyw z nadzieją na lepsze jutro, cóż nasza a już nie do końca buduje swoje życie na ziemiach obcych, z dala od nas, chyba już nawykłam że ciągle jej pełno lub pustka wypełniona poczty głosowej...a jednak jak wpadła to jest, opowiada a dzieciaki? małolata związana z nią szczególnie bo pierwsze lata przy boku siostry wpatrzona jak w obrazek, Pipin za to przyjął ją jak kochaną ciocię która wpadła na kawkę i zaraz zniknie...a nas rozsadza duma że tak nam wyrosła ta maleńka kruszynka.


Wyjazdy sierpniowe :) 2014-08-12

K. I. Gałczyński
O sierpniu

I
Stanęły pod mym oknem
jak wiejscy muzykanci
gwiazdy.
zielonooki
sierpień po sadzie tanczył.

Księżycem całowany
sad się rozrzewniał,
lekki był i cygański
taniec sierpnia.

Raz złocistość w korze drzew drżała,
tu cień ją płoszył,
ludzie mrużyli, noc otwierała
oczy.

II
Zaciemniły się świerki,
nad każdym wzeszła gwiazda,
noc jak ty: przytula i rozchmurza;

światło zorzy dalekiej
jest jak miasto daleki
błyskające gwiazdami od wzgórza.

Łzy, co nam z oczu zlecą,
ziemi o nas powiedzą,
chodźmy w drogę, łzy w drodze obeschną;

łzy nie przynoszą ulmy
a my w tę noc wędrujemy
roziskrzoną, rozśpiewaną bezkresną.

Trzcina śpi na jeziorze,
znieruchomiały zorze
i wiatr się uspokoił.

Gwiazdy srebrnoramienne,
świecą gwiazdy promienne,
i nad świerkiem swoim.


III
Nastaw czapki: gwiazdy lecą ładnie
jak świąteczne cacka pozłacane;
nastaw czapki: może która wpadnie
i zaniesiesz ją do ukochanej.

A gdy skłamią, że jej w domu nie ma
chora - różne bujdy takie,
gwiazdę rzucisz z powrotem do nieba
czapką naciśniesz na bakier.


IV
Szum
Szumi wiatr -
odwieczny wiatr, beztroski wiatr, wiatr nieustanny.

Ciepły sierpień ogrody rozszerzył, rozmarzył i ogrzał.
Szumi wiatr.
W szumie wiatru jestem na śmierć zakochany.


...... Sierpień, miesiącem żniw, bocianów, kombajnów i traktorów. A my wolne wakacyjne chwile uciekamy się nad jeziora Anastazewskie, pod Czapury ( gdzie woda daleka od tej czystej i przejrzystej ale jak się nie ma co się lubi), książka plus woda niegazowana, słońce, zieleń i ...miło tak. Dzieciaki używają ile wlezie letniej spiekoty, zabaw na plaży, nauki pływania...


...Jak wakacje to i odwiedziny malców z rodzinny bo i babcia stęskniona i wnuki chcą mieć odskocznie od szarej codzienności, nie koniecznie byłam szczęśliwa pod tym względem bo powiedzmy sobie prawdę, posiadając swoją dwójkę taki tydzień z trzecim dzieckiem ( jedynak ), wniósł w nasze życie istny chardcor, wymuszanie, nie ustępliwość, a nawet wszelkie sposoby by ; ich ; było na wierzchu sprawiło że mieliśmy dosyć, sorry - owszem kocham dzieci, zwłaszcza swoje, inne? także na krótka metę, jedynaki typowe są nie tyle fee, ale ich ciężar posiadania swojego JA i Ego wylazło po pierwszym dniu po czym ciągło sie w kolejnych, ja jestem w stanie zrozumieć poświęcenie rodzica, jego miłość , oddanie, troskę, nadskakiwanie, podawanie każdej rzeczy na tacy bo dziecko chcę, bo jest samo, jest potrzebą zrekompensowania towarzysza życia w postaci rodzeństwa, ale z takiego dziecka co wyrasta w takim bądź razie? kosmiczna kaleka która na początku kariery szkoły podstawowej posiada jak to się mówi ; buzię od ucha do ucha ; za to nie rozstaje się z misiami bo są ukochanymi przytulankami, wpaja sie tezę ; jesteś pępkiem świata ; i żyją w takim przekonaniu że cokolwiek istnieje i jest namacalne należy do nich, nie liczą sie z uczuciami innych a o przyjaźni, zdrowej zabawie - zapomnij...więc tydzień mieliśmy uchachany, począwszy od wstania z łóżek, gdzie dziecko afiszowało swoją niechęć do ubierania się, mycia zębów, po zjedzenie śniadania gdzie wymyślało różne ciekawe rzeczy które miałyby znaleźć się na kanapce...po kolejne godziny które przypominały walkę o przetrwanie. Pobyt u jego rodziców - dlaczego mnie nie dziwią dziecięce zachowania, w końcu z kądś je dziecko czerpie, obserwuje, nabiera wprawy i tak sobie toczy swój syzyfowy wózek...jednak nie uznaję bezstresowego wychowywanie co nie znaczy że jestem zwolennikiem bicia, a jednak dziecko nie ma prawa równac się z rodzicem, podważać jego autorytet. Niestey błędy wychowawcze są typowe dla popełnianych błędów, jest się mądrym po szkodzie jak to Polak potrafi, ale dlaczego nie którzy nie wyciągają wniosków?


Takie sobie życie... 2014-07-30
Przygnębiające jest myślenie
Umysł nie pozwala Ci się skupić
nad tym, nad czym powinieneś
Stworzyłeś nas ludźmi inteligentnymi,
ale jak poradzić sobie,
jeśli w głowie myśli obijają Ci się o czaszkę,
nie mają gdzie się podziać.
Jak stare zabawki,
gdy brak pudełek, by je posegregować...

(Znalezione nie kradzione - sorry )

...Bo życie to taka niespodzianka, nigdy nie wiesz co Cię czeka, co stoi na rogu, kiedy nastąpi koniec lub początek tego nowego, wydaje nam się że znamy swój los, dzień - dom, praca, dzieci, obowiązki, czasem narzekamy na rutynę, monotonię która gasi nasz zapał, kiedy wydaje nam się że to wszystko bez sensu a czy to nie jest złe rozumowanie? Zmieniłam pracę, wdrążam się powoli acz skutecznie w nowe nieznane, poznaję nie tylko stanowisko pracy ale ludzi i? ola boga ( przez małe b ), narzekają, przeliczają, ciągle na minusie, nie taka żona, nie takie dzieci, nie taka praca, nie taka pogoda, kultura, nie taki prezes, system, płaca, ciągle na nie, a może warto czasem usiąść i zastanowić się czy faktycznie tak jest na nie? masz żonę, dzieci, pracę ( a to już jest dużo ), masz pogodę, jesteś sam zdrowy, masz dach nad głową ( to bardzo dużo ), a czujesz niedosyt ? to znaczy że jesteś znudzony, bez pasji, pożarła Cię gonitwa szczurów, albo jesteś jakiś ; inny ; warto jednak się zatrzymać i zobaczyć pozytywne strony naszej egzystencji, bo weźmy:
Moja koleżanka jedna czy druga walczą o dziecko, by zajść w ciążę potrafią stanąć na głowie, postawić swój majątek byleby poczuć ruchy dziecka, by złapać to wychuchane dziecko w dłonie, by zostać matką, nie ważne jest nic tylko ta chwila by usłyszeć - jest pani w ciąży. Zapominają że życie nie składa się z dni płodnych, brania leków, zastrzyków, in vitro, walki która skończy się sukcesem, nie ważne są własne potrzeby, męża, nie ważne są wartości nadrzędne, podrzędne ale one, ich macice, stają się robotami które w głowie maja jedno, reprodukcja, byleby skuteczna, narzekają na wszystko, chodzą i rozsiewają złe samopoczucie bo ciągle im coś dolega, jakieś muchy w nosie, nie zadowolenie, jakieś coś...czasem się udaje, czasem nie...zachodzą i poraniają z poczuciem że trzeba walkę zacząć od nowa i skutecznie, wydać werdykt nie tylko o sobie ale o tych z którymi przebywają i? pracujesz w atmosferze zgorzknienia, taka parambola która bardziej jest na pochyłej niż na poziomie bo Ty masz dzieci, bo jakoś ci się udało a ona? zdrowa jak to się mówi wiejska dziołucha i nic...
Są tacy którzy uwielbiają obgadywać, ZNACIE TO? pracujesz i patrzą się na ciebie, dasz radę albo nie, im bardziej nie, tym bardziej są ucieszeni, tym bardziej mają powód do przekazywania złych opinii, na szczęści trafiłam pod dobre skrzydła ale inne? za samo to że są kobietami powinni trafić na lincz, taka prężna firma...osiem godzin uwijasz się w ukropie bez atmosfery bycia akceptowanym, bez grama uśmiechu o przyjaźni zapomnij, bo wiesz że cię nikt tu nie chce...
Warto czasem przysiąść i pomyśleć, przeanalizować czy warto za wszelką cenę...


...A ja używam tego szczęścia, napajam się nim do bólu bo wiem ile ono mnie kosztuje czasem nerwów, łez i radości, łez radości...

 
O lipcowych porzeczkach... 2014-07-06
nie można zabić miłości

jeśli ją w ziemi pogrzebiesz
odrasta
jeśli w powietrze rzucisz
liścieje skrzydłami
jeśli w wodę
skrzelą błyska
jeśli w noc
świeci

więc ją pogrzebać chciałam w moim sercu
ale serce miłości mojej było domem
moje serce otwarło swoje drzwi sercowe
i rozdzwoniło śpiewem swoje sercowe ściany
moje serce tańczyło na wierzchołkach palców

więc pogrzebałam moją miłość w głowie
i pytali ludzie
dlaczego moja głowa ma kształt kwiatu
i dlaczego moje oczy świecą jak dwie gwiazdy
i dlaczego moje wargi czerwieńsze są niż świt

chwyciłam miłość aby ją połamać
lecz giętka była oplotła mi ręce
i moje ręce związane miłością
pytają ludzie czyim jestem więźniem

Halina Poświatowska



...Lipiec...Wakacje, słońce i gorące powietrze sprawiło że uciekamy na działkę, inni uciekają nad jeziora ( które u nas są ale położone gdzieś dalej ), nad daczę jak to się kiedyś lubiło mówić ( lub chwalić ), inni grilują, piją, bawią się wesoło , gwarnie, spijają browce, drinki, upijają się lub tańczą pod wpływem i nie tylko muzyki...a my uciekamy po tygodniu mozolnej pracy, od nagrzanych murów ciesząc się że posiadamy chociaż cztery ary ziemi tuż za miastem, jest gdzie posiedzieć, powdychać powietrza , poczuć wiatr we włosach, promienie słońca, jest zieleń która koi nerwy ( bo kto ich nie ma niech uznaje się za szczęśliwego człowieka), która łagodzi umysł, która sprawia że odpoczywam, izoluję się od rzeczy przyziemnych dla których poświęcam więcej czasu na tworzenie kolejnych półek z tym na ; już ; i ; potem ; bo nasza codzienność składa sie z planów nie koniecznie wielkich ale i tak sprawiają że nagle takie miejsce jak działka, natura, zieleń sprawia że świat staje się jakby odkrył swoje drugie ja, inną twarz bardziej zaznaczoną kolorami...smak owoców zrywanych prosto z krzaka, co z tego że porzeczka jest kwaśna i cierpka w smaku a jednak zrywając je i połykając czerwone kuleczki smakują jak niebo w gębie, odnajdują miejsce przy truskawkach które przez ciągłe opady i zalaną działkę było tyle co nic i odwieczny brak słońca, więc podjadamy, podglądamy co tam siedzi pod listkiem, krzaczkiem, pająki, mrówki, ślimaki...dzieciaki są w posiadaniu ; róbta co chceta ; mają basen, namiot, piaskownicę, pobliski staw, drzewa, altankę i głowę którą wystarczyć napełnić pomysłami by czas ten nie był spożytkowany na marudzeniu że nudno, że wolą plac zabaw...Odkąd nadeszła wiosna wybywamy byle z dala od bloku, siedlisk ludzkich ciał, owszem towarzystwo innych dzieci sprzyja integracji, wspólnych zabaw, ale dobrze jest czasem odniesienie tworzenia własnej więzi z naturą i dziećmi z dala od spalin, tłoku ( gnieżdżenia się na jednaj blokowej ławce ), tam gdzie łapiemy dźwięki inne niż znane, śpiew ptaków, trel który działa na zmysły, ta działka daje odskocznie, jest muzyka, są bąki, pszczoły nie koniecznie te z bajek a jedną potrafią nie tylko zapylać ale i żądlić zwłaszcza takie dzieci które poprzez ciekawość świata chcą zobaczyć a co się stanie jak wyrwę temu owadowi skrzydełko i ...płacz , cebula a na końcu pamięć robi swoje że od pewnych istot lepiej trzymać się z daleka...więc siedzimy, grilujemy, zaspokajamy zmysły, delektujemy się i takie chwile potrafią być szczyptami szczęścia ...





W trzech kawałkach 2014-05-18
Według Kościoła Katolickiego: wszystkie żywe istoty, które się poruszają powinny zarabiać na swój codzienny chleb potem z własnego czoła, a nie myśleć o bezpieczeństwie i natychmiastowych rezultatach. Lenistwo jest brakiem fizycznych lub umysłowych starań, co degeneruje duszę i prowadzi do smutku i depresji.

Legenda przekazywana ustnie mówi: Juan, kiedy tylko zmarł, znalazł się w bardzo pięknym miejscu, otoczonym komfortem i pięknem o jakim kiedyś marzył. Człowiek ubrany w biel podszedł do niego:

- Masz prawo do wszystkiego, czego chcesz: jedzenia, przyjemności, zabawy - powiedział.

Zachwycony Juan robił wszystko, o czym marzył w trakcie swojego życia. Po wielu latach przyjemności, odszukał osobę w bieli:

- Zrobiłem już wszystko, czego pragnąłem - powiedział. - Teraz chciałbym trochę popracować, aby poczuć się potrzebny.

- Bardzo mi przykro - powiedziała osoba w bieli, - ale to jedyna rzecz, jakiej nie mogę dla ciebie zrobić. Praca tu nie istnieje.

- Mam spędzić wieczność umierając z nudów? Wolałbym po tysiąckroć razy bardziej znaleźć się w piekle!

Osoba w bieli podeszła i powiedziała niskim głosem:

- A ty myślisz, że gdzie jesteś?
Paulo Coelho


...Remonty, wiecie jak to jest, matka wraca z nocnej zmiany i co? pada jak betka poczym powstaje jak żołnierz by pucować, układać, zmieniać...a potem ? cieszyć się końcowym efektem a efekt jest co matkę cieszy bo gdyby nie dzieci...tak nieletnia złapała za pędzel, małolat wsadził rączki po łokcie w wiadro farby, potem było ...jeszcze gorzej...remont z dziećmi?

- Mamo ja chcę.

- Mamo ja potrafię

- Mamo a Gabryś piszczy...

Gabryś piszczy...bo chce ...bo dlaczego ona może o on nie i gdzie tutaj równouprawniona sprawiedliwość...

- Mamo ładnie?

- Mamo zobacz.

A matka ledwo za cokolwiek się weźmie tak lata po pokojach by podziwiać, bo chcieliśta spontanu to teraz nie narzekajcie. Macie co chcieliśta...ale efekt? bomba. Najważniejsze to radość :) dziecka uśmiech, zaangażowanie, pomoc która jest nieodzowna.Poza tym porządki zrobiły swoje, piwnica, miejsce do którego wrzucamy wszystko bo a nóż widelec jak chłopu wszystko sie przyda potem, kiedyś, później i teraz przyszedł czas na wywalanie, segregowanie, zastanowienie, potrzebne - zbędne...i tak ukazała sie naszym oczom walizka, inna niż zwykłe, stare, normalne, ta obita grubą tekturą z rogami ze skóry, z rączką metalową ciesząca się sławą w latach przedwojennych z dobytkiem liczącym 65 tysięcy starego nominału z lat 1960, 70' 80' bilony nawet francuskie, skąd to? nikt nic nie wie...a jak ucieszyło oko, poklepało próżną duszę bo tyle kasy i co byśmy kupili, na co wydali, gdzie pojechali...potem? gramofon...stary , wręcz śmieszny, cudak taki...w kolorze blue...kolejna zdobycz powojenna :)


...Poza tym? pada, chłodno i słońca nam trzeba, dostałam zaproszenie do Miejskiej Biblioteki Publicznej na wręczenie głównej nagrody 30 maja a więc już usycham z niecierpliwości...a że miałam urodziny...nie chciałam nic, nie pragnę niczego ( oprócz braku chrypy, zmiany pracy, zdrowia ), kwiatów które na krótko cieszą oczy a są najpiękniejsze kiedy kwitną na łąkach, ogrodach, więc zapragnęłam mieć Monikę Teresę Rudzką na własność nie jako osobę bo jest kochaną, niesamowitą i pozytywną osobą ale jej nową powieść ; Kuzyneczki ; mieć i zawsze wracać, cieszy moje oczy swojskimi literami...


...Wpadła mi do ręki całkiem przypadkiem powieść Marianne Fredriksson ; Simon i dęby ; i tak sobie pomyślałam, że tam była wojna, kiedyś druga światowa, że Hitler robił polowanie na żydów, znamy to z opowieści, kart historii, ale co czuło dziecko? mała bezbronna istota naznaczona nazizmem z którym spotkało sie w szkole, w latach dorastania...Larssonowie są bezdzietnym małżeństwem które wychowuje małego Simona, ten mieszka z w domu otoczonym troską i miłością, nie czuje inności a tolerancji i tego co ona oznacza dowiaduje się stopniowo poprzez przyjaźń z rówieśnikiem Izaakiem i kolegami z klasy, ojciec jak i matka próbują za wszelką cenę uchronić chłopca przed wiedzą co oznacza faszyzm, nazizm, holokaust...czy chłopiec dowie się prawdy o sobie, swoim pochodzeniu, biologicznych rodzicach i kim był dla niego Ruben ojciec Izaaka? polecam serdecznie Was kochani na te majowe ulewy i wiatry powieść bardzo wzruszającą, z wciągającą fabułą bardzo serdecznie zapraszam tym bardziej że jako matka nie wyobrażam sobie takiego okrucieństwa wobec stosowanych dzieci, które były skazane na wytępienie...


I po ptokach... 2014-05-09
dotknął mnie cierń
niemiłosiernej miłości
anioł polukrował skrzydła
pieniądz stuknął o tacę
odarto mnie z godności
sztuką przebaczania
śpiewał chór nawiedzonych
dyletantów nad grobem
przed ołtarzem mistyk
za fasadą światłości
mistrz manipulacji
wmurowana w obraz
kłonię głowę
wygodnie przyjmować
święte ciało mitu
( ściągnięte z internetu - konto usunięte ).


...Powrót do rzeczywistości może być formą nawet błogosławioną, tym bardziej jeśli człowiek jest otoczony różnymi emocjami, od bycia przybitym po niemalże euforię, stres towarzyszył mi przez ostatni tydzień tak bardzo że budząc się nigdy nie wiedziałam co mnie spotka, czeka, komunia nieletniej udała się bardzo, co miało się nie udać skoro dzieci w kościele były przygotowane, restauracja wyszła na przeciw naszym wymogom, a przecież tak skromna imprezka nie była uroczystością prezydencką a bardziej stawialiśmy na luzik i swobodę bo jakżeby inaczej. Nieletnia dziś za to śmiga swoim rowerkiem, nowym komunijnym i to nie wigry, to nie składak jaki to ja dostałam w raz z białym zegarkiem i kolczykiem bo drugi był popsuty - jakoś tak, a dziś dzieci chwaliły się Krosami, zegarkami z wysokiej pułki, tabletami, laptopami, kładami, cuda wianki...małolat także ujeżdża swojego bez pedałowca , place zabaw są łącznikiem okupowanych chodników bo gdzieś trzeba jeździć na rolkach, hulajnogach, rowerach, a także kredą pokrywają się piękne obrazki najmłodszych, coraz bliżej wakacji czym daje słychać codzienne koszenie traw kosiarami, do tego ptaki...temat tabu, bo że wiosna, że zielono, nawet ciepło i pożywienia ptactwo ma wszędzie gdzie okiem wykol, a tutaj jedna z drugą sypią, wala pod balkony z trzeciego piętra rozmoczony chleb, ziemniaki plus makaron, taka rybitwa nie musi martwić się o pusty żoładek, nie musi szukać wysypisk bo ma jedną z drugą na wyciągniecie skrzydła, leci ci to nad balkonami a z dzioba leci, tu obierek, tam kluska i pierzesz wszystko od nowa ale to nic co ludzie robią na swych balkonach...kobitka w sklepie użala sie jak dzika: - Mówię pani jakie dziadostwo! facet po czterdziestce notorycznie wyrzuca śmieci z czwartego piętra, trzepie worem aż miło a to świństwo leci wszem i wobec robiąc taki bałagan a jaki smród... Na to inna się wtrąca: - U nas z kolei facet trzepie worek po odkurzaczu, wszystko zapaprane, brudne a miej pościel do wietrzenia, pranie ... Niby ludzie to ssaki inteligentne , ciekawe że w pewnych momentach wyłazi słoma aż trzeszczy... To że ludzie wyprowadzają pieski do piaskownicy, kotki, inne stworzenia Boże to już nikogo nie dziwi, że społeczeństwa nauczyć nie można to inna para kaloszy ale robić taki syf w koło siebie, to jak kolejny gościu który wymyślił sobie sposób na podreperowanie swojego pustego żołądka, łaził dziadzina po klatce i szukał ciepłej strawy, a skoro jej nie miałeś/aś, to kiełbasy pani nie ma najlepiej śląskiej, białej...na ciepło... Przypadki chodzą po ludziach bo że dziecko chciało mieć wadę słuchu, życzyło sobie być głuchoniemym? a matka pragnęła takiej nietolerancji by nikt nie chciał się z nim bawić? żeby kazdy omijał i traktował go jak ; inną gorszą ; jednostkę, siedzę na ławce, Pipin klepie babki, sypie piachem po oczach aż miło, inne dzieci bawią się i rozmawiają że zrobią zamek, ze się przekopią, że to i tamto , nagle jeden taki debeściak rzuca do tego chorego by wyszedł z piaskownicy bo to jego plac zabaw i takich jak on nie potrzebują, poleciały epitety, matka zabrała chłopca za rękę i wróciła do domu z miną mało przyjemną ale ja nie! weszłam z chołotą w dyskusję ze jak tak można, że jak oni by się czuli gdyby ktoś ich wyganiał, traktował w ten sposób i na co tworzenie przedszkoli integracyjnych, szkół z dziećmi z problemami, wystarczy ze jeden i drugi wyrazi swoje zdanie a po nich idzie fala...chore czasy, chore ludzie...


Żegnaj dziadku, tato... 2014-05-01


Wiosna wybuchła soczystą zielenią...wybuchła optymizmem, napełnia nas pozytywnym myśleniem, wybywamy na rowery, pedałujemy w plener byle nacieszyć oczy, zapchać się zapachami lasów, ziemi, łąk, chociaż...świadomość nasza była przygotowana na to co się stanie, że te godziny raczej są policzone a więc byliśmy przygotowani,ale czy można przygotować sie na odejście najbliższej osoby, słońce świeci, dzieci się radują, a tobie płyną łzy, żalu, współczucia, jesteś jak w maraźmie, bo zdajesz sobie sprawę z tego co jest i co ma się stać a jednak chyba nie do końca...Wczoraj po raz ostatni pożegnaliśmy tatę, teścia, dziadka po długiej chorobie odszedł z tego świata pozostawiając wspomnienia, pamięć...Ktosiek zrozpaczony, rozbity bo jakby nie było ojciec, zgaszony, zamyślony, wyłączony puki co...świadomość moja podpowiada mi ile z człowieka pozostaje , kupka kości przyobleczona pergaminem cieńkiej skóry, tyle co nic, choroba, walka i końcówka która dała wytchnienie, nawet ulgę i wdzięczność do Najwyższego że spoczął w spokoju ducha, pogodzony ze światem...bez bólu, bez cierpienia, bez szarpania i nerwów, a jeszcze wczoraj Pipin odchodząc pomachał rączką dziadkowi i powiedział :

- Papa dziadzia...

Tyle co łzy za kolejną bliską osobę która zostawiła ziemski padół, nawet to jak hamulec który powstrzymał przed pędem w tej rzeczywistości, który dał pomysleć, zastanowić się i po co my tak gnamy, wszystko jest ważne, praca , dom, rodzina, dzieci, codzienne sprawy, głowa nabita problemami, zapominamy o tym żeby sie zatrzymać, zastanowić że gdzie jesteśmy my w tym wszystkim...dopiero takie zdarzenie pokazuje że nasza świadomość jest tylko świadomością że wiemy iż odchodzimy, że zbliżamy się do końcówki ale jeszcze tyle mamy do zrobienia, do pokazania że tylko pogrzeb najbliższej rodziny jest tym STOP zatrzymaj sie i zastanów co dalej...a tutaj komunia, a tutaj latanie po urzędach, łatwienie spraw bo pogrzeb, pochówek, stypa, a jakby przeciwność - komunia, próby, załatwianie kwiaciarni, nie zapomnieć w ostatecznści o fryzjerze, odebraniu ciasta, głowa w chmurach, poszłam do warzywniaka tego co zawsze biorę owoce, warzywa, stoję i patrzę na regały a pani z obsługi patrzy i pyta sie co podać? a po co ja przyszłam? myślę sobe, miałam coś kupić, miałam coś załatwić, dobrze weszłam, do tych drzwi? a ona patrzy i po chwili, zmarł ktoś bliski ? to ja pomogę? wzięłam pomidory bo jakoś tak głupio wyjść z pustą ręką, a potem mnie oświeciło że jednak miałam zamówić wieniec...i myśl tu człowieku o szczegółach, kwiatkach, doborze kolorów, zostawiłam to pani kwiaciarce w końcu ona w tym siedzi niech ma wolna rękę...Pipin jakby nie ten, spokojny, może to ta sytuacja, wyważona, skupiona, siedzimy na placu zabaw a on sam bawi sie bez użycia naszych sił, rąk, a my? zadumani...nieletnia tylko na widok babci spotkanej na mieście wybuchła płaczem...tak mi przykro powiedziała do niej a ja myślałam że padnę ze wzruszenia, takie słowa w ustach dziecka to jak kolejny kamyczek stumilowy by stwierdzić jak bardzo Ją kocham...niby biega, szaleje, śmieje się a jednak po swojemu odczuwa brak dziadka, pozostał jeden jedyny...będzie go pamiętać, przy stole w raz z całą rodziną z którą to się spotykaliśmy w święta i dni powszechne kiedy tam wpadaliśmy na trochę by pobyć...a teraz stół pusty, łóżko zaścielone i już go nie będzie nawet na działce...a to było wczoraj, jeszcze po namaszczeniu olejkami przez księdza stał się pogodny, uśmiechnięty, nic go nie bolało, mimo że wymiotował, mimo wszystko...świadome umieranie, przeżywanie tego że zostawiam wszystko tutaj by udać się tam...oj pokochałam go po swojemu, tego drugiego tatę, nigdy mnie nie karcił, nigdy nie krytykował, a jakże wspierał, chwalił, Boże on mnie chwalił, nigdy nie powiedział źle o moich tatuażach a dzieci traktował jak swoje, kochany nasz dziadek...zawsze będzie bliski memu sercu. A teraz spokój i chwila dla oczyszczenia duszy...

Kiedy byłam ostatni raz u spowiedzi? rok temu na chrzcinach Pipina, byłam bo raczej tak wypadało, dzisiaj poszłam bo chciałam, ksiądz młody, ogarnięty, wyspowiadał nieletnią, dał pokutę, porozmawiał, wybaczył, nie ważne co pomyślał ale ulżyło, jakby kamień z serca i pre do przodu, bo tego wymaga życie, dzieci które mimo powagi sytuacji zawsze wprawiają w osłupienie...

Kochaj, wybaczaj, żyj...

Kasia, Kaśka, Katarzyna 2014-04-27
Halina Poświatowska ; Ciekawy jest przylądek wszelakiej nadziei ;

ciekawy jest przylądek wszelakiej nadziei

tu namiętności świecą

jak miedziane wazy

czyste

tu się unoszą opary

namiętności



miłość

ubrana w krótki płaszcz

drżący z niecierpliwości

z kolanami pod brodą

w kącie

oczy - latarnie

wysyła w mrok

oczy - płoną



zazdrość

taniec szybkich palców na szybie

śniegu miękkość

grabiona zachłannie

spalanie oddechu -

wykorzystywanie ułamków przestrzeni



wiatr -

obejmujący wszystko

wiążący rozsypane elementy świata

doskonałe istnienie

gdzie czekam

zwinięta w kłębek - na cios


...Dobre lat temu wpadła mi do ręki książka Katarzyny Enerlich ; Prowincja pełna marzeń ; potem albo wcześniej ; Prowincja pełna gwiazd ; ; Kwiat Diabelskiej Góry ; czy choćby tę którą przerabiam teraz ; Kiedyś przy Błękitnym Księżycu ; i jest tak jakbym czytała powieści Jolanty Kwiatkowskiej, Tersy Rudzkiej czy Kalicińskiej nie urągając Kalickiej czy Szwai, Grochola? owszem pisze i lubię ją na swój sposób ale to szczególny sposób bo...innym razem, kiedyś o niej teraz o Kasi. Kasia pisze na wydechu, tak przynajmniej mi sie wydaje, zasiada do biórka , laptopa, kompa cokolwiek to jest pochłania ją bez pamieci i z rąk jej i umysłu wychodzą cuda :) zasiadłam wczoraj i...byłam na mieście a coś mnie jak grawitacja do domu ciągnęło...Kasia...wiedziałam że na stoliku leży ona, w pięknej okładce a tutaj trzeba myśleć o tym co ważne, bo przecież sam z siebie obiad to raczej sie nie ugotuje, zakupy...w końcu kawa! zasiadam, Pipin tworzył własnoręcznie kolejkę z drewnianych elementów a ja kartka po kartce zatapiam się w świat fikcji który mógłby być Twoim światem, jego, jej, zatapiam myśli, kontempluje, zastanawiam się co czują dzieci pozostawione bez matki nie przez smierć która jest wytłumaczeniem jej nie obecności, ale ot spakowanych walizek, trzaśnięcia drzwiami, głośnych kroków butów na wysokich obcasach , pozostawienia własnej córeczki z ojcem , pod jego opieką bo gdzie dziecko będzie miało lepiej jak nie z nim, tym drugim rodzicem i czy na pewno? matka która nie wytrzymała ciśnienia macierzyńskiego, ze względu na ; wypadek ; który zaczyna bohaterkę męczyć, obwiniać i tłamsić, daje wiele pytań choćby czy jest dzieckiem miłości czy tylko z zastępstwa za tamtą o której istnieniu dowiaduje się przez przypadek. Ojciec który w takim przypadku powinien być opieką, troską samą w sobie staje się alkoholikiem, wszelkie lęki, strachy, tchórzostwo zamienia na bimber który pędzi, oskarża, wytyka, wygania, poniża. Dziewczynka z wymazanym dzieciństwem, staje sie kobietą szukającą szczęścia, miłości, bezpieczeństwa, samoakceptacji, która ciągle się sprawdza, wpada z rąk męskich w drugie, jakby chciała pokazać i udowodnić sobie że jest warta każdego uczucia...Ojciec na łożu śmierci, matka która pojawia sie po latach, brat którego wcześniej na oczy nie widziała, zmora wspomnień daje koleje jej opowieści. Bardzo wciągająca, ciepła powieść Kasi o życiu które czasem spotykamy nawet z samych opowieści, a autopsji bo gdzieś tam ktoś żyje podobnie. On pijak a to dziecko...my dorośli którzy powinniśmy budować bezpieczeństwo dla własnego dziecka, przecież to krew z krwi, otoczyć troską i miłością my wpatrzeni w własne problemy zapominamy że ono tam gdzieś pozostaje w swoim pokoju, siedzące na łóżku we własnym pogubionym świecie. Warto przeczytać, polecam.


...Weekend a tutaj krople deszczu zalewają okno, widok bezdennej nicości, co tu robić? ja ugrzęzłam w kartkach papieru, czytam, czytam i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu że służy mi to uzależnienie, pozytywne acz nie wiele kosztuje...wieczory w takiej sytuacją są moje, zasypiam i budzę sie wiedząc ze zawsze mogę odtworzyć na nowo koleje losu, dzieje bohaterów. Dziękuję za cierpliwość dzieci, no właśnie, Pipin jako dwulatek odkrywa świat ale? lubi bawić się z nieletnią bo ta pokazuje mu swój grunt pod nogami, a czasem jego brak, fantazja, wyobraźnia, przelewana z ksiażek na zabawę, tworzą kąplikację czegoś co wprowadza ich w łasną wysublimowaną bajkę którą rozumieją tylko dzieci. Nie zabraniam broić, nie każę za głośne piski, krzyki, Pipin po raz pierwszy zaśpiewał mi z niekształconymi słowami ; Włazł kotek na płotek ; skoro uwiecznia sie na fotach zdjęcia kupy dlaczego nie pochwalić się piosenką? A dziś po obiedzie tuż zaraz wskoczyliśmy na rowery, odpaliliśmy pedała, uruchomiliśmy mięśnie, nasze zastałe zakwasy ud i dawaj po okolicznych wioskach, lasach, łąkach, co znaczy czuć wiatr we włosach? to wolność, żagle, skrzydła, mijane samochody, szalejące motory i głupota ludzka, brawura która dzięki tylko opatrzności pozwoliła nam wylądować bezpiecznie na działce...dla rodzica posiadanie dziecka stworzonego z miłości to cud, wielkie poświecenie, opieka, troska i wielka odpowiedzialniść, nikt za tem nie jest wstanie przewidzieć jak to wychuchane i wydmuchane wyrośnie, kim bedzie, kim się stanie, co z nego wyrośnie, ale kiedy zobaczyłam takiego na stojąco pionowym ścigaczu, ręce opadły i szczęka, wcale nie z podziwu ale nad jego głupota, jechał tak mijając samochody, na trzeciego...niech tam zginie, nech tam roztrzaska sie ale w takiej sytuacji gną osoby trzecie, bez powodu, bez sensu i przyczyny, dzieci, rodziny, matki, ojcowie, babcie i dziadkowie, a taki? może mu zycie nie miłe, może zbyt młody i nie szanuje go, może jak przezyje zastanowi sie nad sobą, będzie za późno a on zostanie kaleką, ale jakoś tak...bycie matką pokazuje mi jak łatwo trząść się o swoje pisklaki,ile im poświecamy, czas, noce, brak snu, oddajemy im ostatnie grosze byleby były szczęśliwe, nie zawsze tak jest, ale przeważnie. Mam nadzieję że nieletnia wychowywana w czasach gdzie rządzi gadżet doceni to co ma, nasze starania, czasem mam wrażenie że przechodzimy samych siebie byleby tą gwiazdkę z nieba dać, kazdy gest, nasze wsparcie, nawet nagana czegoś uczy. Dzieci dzisiaj lekceważą rodziecielskie poświęcenie po to by dostać, rzucić w kąt i mieć marzenie kolejne, nowe...takie czasy, nikt nie zastanawia sie nad własnym zyciem, czy jest dobre, czy nasze uczynki są dobre i czemuś służą, że nasza praca, wartość jej , pójście pod prąd ma sens i przynosi korzyść innym a tym samym przynosi naszą radość...narzekamy...na dzieci, dom, męża, pracę, na niskie zarobki, politykę, kościół, fundusz zdrowia ubezpieczenia...dopiero kiedy tracimy coś co ma dla nas wartość, doceniamy smak tego co przemija...Umiera mi teściu, dosłownie, jego rak dał przezuty na krtań, węzły chłonne, coraz słabszy, coraz bardziej nikły, gaśnie w nim światło życia, co gorsze że to świadome umieranie, pracuje głowa, reszta się powoli poddaje...walczy swoją wrogością, złym nastawieniem, upartością, bo by chciał jeszcze raz, może nawet powtórnie przezyć, zobaczyć, poczuć, a tutaj jego powolna agonia która jeszcze nie przynosi leku na ból duszy ; morfina ; coś co przynosi ukojenie do następnego razu, po czym człowiek czuje ulgę, zapada w sen, wytchnienie...chciałby dożyć komuni nieletniej, niby tydzień a tutaj każdy dzień sie liczy, jakby odhaczony, zaliczony, przeżyty, byleby dotrwać i poem co? jego życie było usnute i jest , chociaż tamte lata przypisane były pracy w kopalni, cieżkiej, mozolnej i emeryturze która zamiast ukojenia i radości z posiadania czasu na wyłączność dała wylewa, zawał, cukrzycę i wieczne bieganie po lekarzach, przez całe zycie dosłownie rył byleby zapewnić byt rodzinie, nigdzie nie wyjechał, nigdzie nie był, nic nie zwiedził, bo działka, dom i jego niechęć a teraz czy nie żałuje ? najgorsza ta świadomość że pożegnamy nam najbliższego człowieka...


...Wędkowanie nasza pasja, bierzesz glizdę i zakładasz na haczyk po czym rzucasz na wodę i czekasz, ile razy tak czekałam...aż wzięła, spławik się zanurzył a Ty piszczałaś/ łeś, z radości, mały bąk, karaś, płotka zapomnij o karpiu, szczupaku lub sumie, ale dzieciaki? w pięć minut załatwili wędkę dziaka, Pipin zaciąga, nieletnia szarpie i tylko ręka opatrzności czuwa ( Ktosiek jak zwykle ), że dzieciaki ne wpadają do wody, żaby nie wyskakują w raz z kijankami a tylko koguty pieją :)mała bąka złapała i nie tego co śmierdzi a tego co na patelę i co za szczęście :)chwile szczęścia to są chwile wpisane w pamieć , we wspomnienia...teraz no cóż ...zobaczymy co bedzie dalej.

Tyle czasu... 2014-04-25
; Zamknięci w dziuplach swoich myśli,
opowiadamy ból,
kiedy nie słychać śpiewu kwiatów,
gdy tak obca w nas bliskość.
Potem długo jeszcze uczymy się
nie pamiętać ;
Frag. Katarzyna Enerlich ; Kiedyś przy Błękitnym Księżycu ;



...

Były święta, zając, jajka, święconki, stół uginający sie, był, obżarstwo plus wzdęcia z wszelkimi bąkami, jak najbardziej poszedł w ruch rapacholin z espumisanem zagryzany nospą - my Polacy lubimy jadło co po brodzie skapuje cienka stróżką który na myśl mi nasuwa kolejny tatuaż pod tytułem lubię chleb ze smalcem :) A potem lany poniedziałek bo jak to w życiu bywa lubimy pływać jak to rybka, żabka w spław i kraulem tak i młoda zaszczyciła sie mokrą odzieżą, a co my gorsi byliśmy, tylko to nie były psikawki, jajeczka z którym ach, och coś tam skapnie ale wiadra proszę ja Was mości towarzysze, hydranty i smródka, okoliczna kiełbaska zwana tak poczciwie na cześć ściekówki co to płyneła za osiedlem i tam ta woda boże dzisiaj Sanepid? dzisiaj rodzicie na czele z kołem różańcowym by zakopała toprem , trawą zasiała byleby dzieci , te boże żuczki palców nie maczała, co innego dostać po nosie a co innego trafić do pralni i tam dawaj w tym czy się było lądowało się w wannie z lodowatą wodą, a gdzie tam katar, chrypa, zapalenie płuc ...nam nie było straszne, nie daj boże jak ktoś szedł do kościoła - nie doszedł, jest ryzyko jest zabawa a dzisiaj? dziesięciolatka z butelką wody - postrach bloku, nikt się ze starszych nie boi, nie stęka że mu buciki i kolanówki pomoczyli, każdy idzie twardo przed siebie a bo weszło w życie ustawa jak zawsze mądra i pouczająca żeby zlikwidować lany poniedziałek z wszelką tradycją ulewających inaczej 500 zł kary i weź...dzieciaki między sobą, za zgodą rodziców... Święta były i wszelkie chórki anielskie też, wróciła szara rzeczywistość, codzienność niby psu na budę a jednak...urlopuję i słońce ze mną, z pierwszymi burzami, piorunami, błyskami...latam do kościoła i słucham swojej katechetki która to i katechetką młodej jest a głos ma jak dzwon, śpiewa, recytuje- reszta nie znana a jednak przepełniona jestem kościołem i tak mi się zebrało bo : wiara nasza niby idzie z dobrej i nie przymuszonej woli a mnie ulało...się dosłownie jakby i w przenośni...owszem lubię kościół ale jak nie ma nikogo, kiedy zasiadasz sobie w nawie i odprawiasz zdrowaśkę na swoją modłę, jak rozmawiasz jak ja z Matką Boską i tłumacze jej że świat na łeb upadł i tego nie widzi, wszystko drożeje, małemu muszę sandałki kupić, a tutaj jeszcze testy młodej i komunia i no właśnie bo same dylematy, ale co dobre bo dostała sie bestia i dzięki że była z nią bo ja akurat gulasz mieszałam w garu do klasy sportowej i niech jej będzie skandowanie i bisy :) i plece trzy po trzy bo coś powiedzieć raczej wypada , wolę niż tak niż jak ktoś za mną ma wyziew 50 % - towy a przede mną dusi się z astmy lub innej cholery i powiedzcie mi żebym powtórzyła kazanie, a kazanie - no weźcie o co chodzi, nuda, niskim ciśnieniem zalatuje a tutaj próby, śpiewanie dzieci, rodziców trema i czytanie pisma, bo trzeba wszystko zapiąć na ostatni guzik, sprzątanie kościoła mnie czeka, jedno co dobre że pieniążki zostały zebrane - co za łaska, niestety są tacy rodzice którzy pytają się: a to trzeba płacić...było minęło, jedi zestrachani bo - trwoga to do Boga - jak ja przed egzaminami do szkoły muzycznej, ni w ząb, ni nut, ni ciewo...wlazłam przed ołtarz i dawaj! obiecywanki cacanki - głupiemu radość - że będę dobra, takie tam banaluki, szantaż głupi szantaż, skończyło się jak sie skończyło, egzaminów nie zdałam, facet zmarł i tyle mojego grania...a tutaj? żeby sie udało, żeby co nie nawaliło, a ja siedziałam jak trusia i zamyślona wiedziałam że co ma być to się stanie...młoda jak wiadomo przejęta, wiadomo zbliża się sądny dzień i spowiedź przed księdzem :) ;) boi się, niech się kogoś boi...teraz mam sposób : jak nie pościelesz łóżka to pójdziesz do spowiedzi! hahaha A byli tacy co znużeni czekali końca, dzieci którzy walili się na ławkach, bo ile można: no właśnie nauki, niedzielna, msza, począwszy od odpytywania pacierzy, różańca, rorat, spowiedzi...jakie to zachęcające...bo trzeba, bo mus bo jak nie do nie przepuszczą...zastraszanie...kościół powszechny, dobrowolne przystąpienie a jaki nacisk...Słońce, ciepło, od 10 rano goszczę na placu zabaw, w starych portkach, w styranych koszulkach klepię babki jak mamusia kazała, wystawiam zmarchy na promienie i jest cool :) kolejne kartki przeczytane, bo...Pipin coraz mądrzejszy sam pałęta się między nogami Nieletniej, chłopaków...przyszli gimnazjaliści , wyciągają browce, fajki, rozmowa, gadka szmatka, próbują się na huśtawkach, na bujankach, na ślizgawkach,a tutaj piłka Pipina leży odłogiem, samopas na trawie i dawaj w nim w kiwanego to ci poczeli przejmować piłeczkę i już nie jest nudno, beznadziejnie, obskurnie, bo słońce i latanie za motylami, takie chłopy z dwa metry cięte a za motylami! jak mnie to ujęło, jak mnie złapało za serce i mówię : - Chłopaki , wy fajki, wy piwo a motyle a gdzie wasze dziewczyny! - Nie mamy - ten jeden. - To chociaż sie z małym pobawcie nie bedziecie stratni zobaczycie co to ojcostwo! - krzyczę. No to dawaj młodego na huśtawkę, na bujanki, i tu go tam i siam a ten szczęśliwy, a ja? łeb w słońce i co! jak łatwo dziatwę sprzedać! młoda skoro dostała się do klasy sportowej to dawaj za zbijanego, potem ganianego z piłką , sztandar...chłopaki zerkali to na mnie to nich i stwierdzili: - Pani wychowywała się wlatach 80' - A no tak, ja z tych lat ale chłopaki jaki to był wstyd wyjść z petem w zębach przed blok i tak kiepić przed dorosłymi, za to sztandar, ale jaki! bo na całe osiedle ! i szukaj ich po 12 blokach! po klatkach i piwnicach, a ganianego, a w chowanego! trzepak i zbijanie bąków! kto tam chciał się nudzić, bo był głuchy telefon ale z jakimi tekstami...pyra, zbijany dziewczyny kontra chłopaki, siatka i kręcenie tyłkiem żeby jakoś udało się zdobyć punkt...byliśmy jak jedna drużyna a nie tak jak teraz komórka, tablet i gierki, my to karty i to na fanty, butelka i moje głupie pomysły...raz kiedyś - opowiadam - do wiedźmy naszej przyszedł chłopak co zebrał bukiet mleczy i miał powiedzieć że to od dzieci w bloku bo bardzo panią lubią, a my jej nie cierpiliśmy za to że nie kazała w piłkę grać, tak zmiękła, tak zaczęła sie cieszyć, że dostaliśmy paczkę ciastek...a papierosy ? przyszły ale w wieku bardziej przystępnym a nie tak jak teraz, raz jak u Kwaśniaka zapachniało tytoniem marki ; Radomskie ; ojciec zwołał nas i mówi że nie urośnie, że ma celiakę, że jak to tak nie przystoi więc mówi do syna : - zapal z ojcem jednego Ten w pląsy bo jakże to tak z ojcem swym wypada. My staliśmy zawstydzeni bardziej niż syn i cisza:

- Bierz ja jednego Ty jednego i wypalimy ile kto może. On wziął i pali, ojciec pali, my czerwieni i dawaj kibicować bo cóż innego, to jednemu to drugiemu, ojciec stary palacz wziął piątego a Ten po drugim do kibla poleciał, taka nauczka...nie pali do dziś...szkoła życia. A błoto? błoto, ciapcia, gotowanie na parze brei błotnistej dla naszych chłopów co z pola wyrwali pługiem, ręce po łokcie, kolana zalane, ale było fajnie, jak skakanka, guma i tarzanie się na sianie...było, minęło bezpowrotnie wiec teraz tak patrzę na Pipina że on wraca wieczorem z pola bitwy w portkach upapranych niesamowicie trawą, kupami , bóg wie czym jeszcze, tona piachu w mieszkaniu, miedzy zębami, trzeszczy , piszczy...przecież to nie wypada, brudne dziecko niby szczęśliwe a patologią nie wieje, nie zalatuje bo jak to wygląda? jak nie zaniedbane, jak zapuszczone, opuszczone, a ono rumieńce na twarzy, bo wyciekany i z chłopakami którzy na słuchani moich opowieści powyrzucali pety w diabły i poszli umawiać sie gdzie indziej bo tutaj za bardzo wieje popkulturą...może i tak...a młoda nie i wisiała głową w dół przez to bycie bez grawitacji? zwisem wolnym poprzez drzewo, z konara górnego i patrzę i podziwiam z lękiem bo tutaj czarny krajobraz - komunia - gips - tfu, tfu, plucie rzez lewę ramię...Leniwie płyną dni, coraz bliżej a jednak fajnie tak że bez szybkości światła, bez gonitwy, słyszę ciągłe - mama oć,, mama tutaj, mama moja...te chwile tak mnie zespoliły z Gabrielem że ...panie kierowniku jak ja wrócę do pracy kiedy to wszystko takie wytęsknione, wyczekane...A od modłów i pieśni którą to umiem na blachę jak bum cyk, cyk to wolę stare ale jakie jarę : www.youtube.com/watch lub www.youtube.com/watch, matka musi odreagować, nabrać wyrazistości, barw, pokory poprzez muzykę taką ...chociaż ksiądz tez potrafi :) www.youtube.com/watch



...Toczę ten swój wózek który kolebie się raz na wybojach, raz lecę z nim w dół , jakoś leci, dzieci rosną, rety Pipin ma przeszło dwa i pół roku, gadać gada, ale na kibel to to posadzić, nauczyć za boga sie nie chce, jak to mówią jak wali pod siebie gnojem znaczy że rośnie i chyba to go trzyma w pionie, chociaż smród czasem niesie sie za nim zielonym dymkiem. Za to traktory, kopary, śmieciary stały sie chlebem powszednim , matka lata wiec na osiedle gdzie demornizują ulicę po to by ; swiecić oczami ; co się nie robi dla syna swego jedynego, jest w stanie uprosić pana od koparki by uruchomił zwierzę by dziecię aż piszczało ze szczęścia a potem opowiada gdzie był, co widział...my...tkwimy w czymś co można porównać do zawieszenia, staliśmy się kolegami, przyjaciółmi? za duże słowo - przyjaciel to jest osoba do której masz zaufanie a tutaj została potargana moja duma jako żony, matki, skopane zaufanie którego żadną mocą nie da sie odbudować, tkwimy po same jak to mówią jaja w tym paśmie i co...kolejne pytanie czy to jest poświęcenie dla dzieci które kiedyś odejdą z gniazda, wyfruną prędzej czy później i warto szarpać się i flustrować, zarastać w goryczy bez iskry tego że można byłoby pozyć jakoś inaczej? ale jak...jest jak jest...


...Pochwalę się a co mi tam, chociaz nie lubie się chwalić, ale...zajęłam pierwsze miejsce w Publicznej Bibliotece za przeczytanie 145 książek w ciągu roku, i co! nie czytacie książek, a ja za Was muszę nadrabiać i taka myśl przyszła na koniec związana nie koniecznie z tematem ale jednak :
; Inni maja apetyt! ja lubię jeść ;
Dlatego połykam teraz Katarzynę Enerlich i wiem że jest kolejna moją pisarką, autorką która pokochało moje serce :)


A to dla Was kochani że byliście, czekaliście i przepraszam bom ja musiała poczekać, odczekać, zebrać sie w kupę ( chociaż w niej siła ), jestem i zostanę...

Smutek 2013-11-10
Liście opadły na żółto-czerwono,
A mi się wydaje, że jest tak zielono,
Już wiem dlaczego!
Wszyscy wokoło są uśmiechnięci, radośni,
zapatrzeni w siebie.
Wciąż słyszę...
Kocham, lubię, szanuję...
A ja słucham i uśmiecham się pozornie,
choć w sercu czuję rozpacz wielką.
Może się kiedyś uda!



...Tak jakoś, niby normalnie, jak każdego dnia dzień budzi sie do życia, niby za oknem widok ten sam - jesień i pochmurno - niby dzieci wariują i szaleją jak zawsze nie ustający rwetes a jednak coś sie skończyło, dobiegło kresu, zapadło się, zawaliło, wierzyłam że przeszłość można zakopać, wymazać , zapomnieć, ze można żyć dalej, nieść krzyż w cywilnej odwadze i na przekór innym i sobie, twardo wpierać sobie rady i zasady że człowiek może wiele znieść , nie może, duszenie w sobie tych złych emocji spowodowało wykipienie, uleciało za dużo i wiem już że życie w pojedynkę jest tym dobrem koniecznym niż oszukiwanie sie że może jeszcze sie jakoś ułoży...ile można słuchać słów tych samych, jak zdartą płytę ile można samemu wypominać - błędne koło, było dobrze, taka fikcja dla siebie i innych którzy wierzyli bardziej za nas niż y sami tego chcieliśmy, nie ta bajka, nie ta płęnta, nie my ci sami którzy obiecywali sobie miłość na dobre i złe, nasze drogi sie rozeszły, przestaliśmy grać w tej samej drużynie, w tej samej ekipie a tylko toczymy walki na dzieła, na słowa, prawdę a przypomnieć ci?...przeszłość nigdy nas nie opuści, będzie trwała w nas, zasiała ziarno nie pewności, braku zaufania, 13 lat obłudy, karmienia siebie nadzieją że może jakoś to będzie, jakoś...poświęcenie dla idei, dzieci którym pokazuje się i uczy braku szacunku, miłości na pokaz dla zaistniałej sytuacji, chore takie oszukiwanie siebie i innych bo rodzina musi być razem...dziś wiem że byłam chwilą ulotną, małym przecinkiem w jego życiu w którym liczył sie ON - jego pomysły, jego medale i pomniki stawiane...
Listopad 2013-11-03
Złote, żółte i czerwone
Opadają liście z drzew,
Zwiędłe liście w obcą stronę
Pozanosił wiatru wiew.

Nasza chata niebogata,
Wiatr przewiewa ją na wskroś,
I przelata i kołata,
Jakby do drzwi pukał ktoś.

W mokrych cieniach listopada
Może ktoś zabłąkał się?
Nie, to tylko pies ujada.
Pomyśl także i o psie.

Strach na wróble wiatru słucha,
Sam się boi biedny strach,
Dmucha plucha-zawierucha,
Całe szyby stoją w łzach.

Jakiś wątły wóz na szosie
Ugrzązł w błocie aż po oś,
Skrzypią, jęczą w deszczu osie,
Jakby właśnie płakał ktoś.

Mgły na polach, ciemność w lesie,
Drga jesieni smutny ton,
Przyjdzie wieczór i przyniesie
Sny i mgły, i stada wron.

Wyjść się nie chce spod kożucha,
Blady promyk światła zgasł,
Dmucha plucha-zawierucha,
Zimno, ciemno, spać już czas.

( Jan Brzechwa - Listopad )


Niedzielny listopad, zapach opadłych liści, mżawka i wiatry, ciemne chmury i świadomość że coś się kończy - rok sie kończy, Pipina dwa latka się kończą, listopad czas zadumy słyszę spikera w radiu, to jak przesmak pożegnania a witania nowego. Wieczory te długie przykuwają wzrok matki do książki, ostatnio przerobiłam Hanę Samson ; Życie po mężczyźnie ; która opowiada o kobiecie z przejściami , trudnej, zagubionej acz powieść napisana ze smaczkiem, delikatnym humorem tak że kartka za kartką gubiła po cyfrowane stronki.

; ...w dzieciństwie sikałam na dywan. Oszczędzałam siku przez cały wieczór, żeby w końcu kucnąć i nasikać. Nie było to takie proste, bo pokój dzieliłyśmy z siostrą, a mama lubiła zaglądać niespodziewanie. Nie wiem co by to było, gdyby zobaczyła. Musiałam wyczuć moment; ( grag. książki ).

Czasem sobie siedzę z kawą pitą na prędce bo czas to brak pomysłu dziecka, w takich chwilach Pipin nagle zapomina że resorakami sie jeździ, nieletnia ma najwięcej do powiedzenia i zapominasz o ciszy i spokoju od kiedy kobieta staję sie matką ( to tak jakby zyskała kolejną belkę na pagonie ), zapomina o chwilach dla siebie, są okradane, zabierane, lub wyudzane, dzieci stanowią połączenie dobrego z pożytecznym, zabawa i łyk kawy, rozmowa i łyk kawy, dzień budzi się od rzeczy ważnych i wszystkiego co sprawia że porusza sie z prędkością światła a gonitwa za czym? tak już jest...Pipin przechodzi okres buntu, jak nie walnie zabawką w najmniej spodziewanym momencie to rączki mu latają przed oczami co znaczy tyle samo ; uważaj zaraz cię zdzielę ; szybko za to wpada w szał w nerwicę nie ujarzmioną i tylko cierpliwość może uratować sytuację i nadzieja że kiedyś wyrośnie zapomni albo przestawi sie na cokolwiek gorszego...więc tłumaczymy a im bardziej dokonujemy nie dokonanego tym bardziej małolat rzuca okularami doprowadzając naszą bezradność do furii...czytałam ostatnio artykuł o bezradności rodzicielskiej że to my jesteśmy współwinni zachowaniu dziecka jeśli nie reagujemy na dane zachowanie to znaczy że dajemy wolną rękę, czasem dla świętego spokoju a mi sie wydaje że to idzie w parze z charakterem i temperamentem. Matka jednak jest daleka od klapsów, przemocy która rodzi agresję , woli skupić się na odwracaniu uwagi, zainteresowaniu syna daną czynnością i sytuacja choćby przez chwilę staje się normalna, dzisiaj wystarczy iść do sklepu i nakupować ; pierdół ; by dziecka zatkać, zabawić i zyskać parę minut dla tej kawy, a jednak wolę z dzieckiem wszystkiego dokonywać odkrywać, zabawić, chore czasy nastały słyszę od czasu do czasu, kiedyś rządził kogel mogel ; trzepanie jaj ; o słodkim smaku , dzisiaj dzieci mają od a do z słodycze, kiedyś zabawy toczyły się w raz z grupą dzieciaków z przed bloku gdzie fascynowały nas podchody, sztandar i chowanego po piwnicach a dzisiaj? komórka, siedzi towarzystwo na ławce i klika...zamiast książek mają ebooka i wiele innych zmechanizowanych rzeczy, brak wyobraźni, brak fantazji zabiera najfajniejsze momenty z dzieciństwa...wszystko do ręki, za rękę, brak samodzielności a ja uczę że pewne czynności i obowiązki dzieci wykonują samemu. Łatwiej prościej a i nauka nie idzie w las :) Posiadając dwójkę dzieci mam wrażenie że jedno ciągle wisi mi na plecach ( pozostałości po małpach ), drugie wisi z przodu bo rozmowa musi toczyć się oko w oko. Dwa latka jakby za nami, ale o tym w innej notce.


O mnie
poRTterk
34
,
...
Słówko o mnie
tatuaże, książki, muzyka, przyroda, lubię jak jest dobrze, jak świeci słońce, jak biorą ryby, jak jest tęcza....
Zobacz mój profil
<< Październik 2014
PonWtŚrCzwPiąSobNie
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031
Archiwum
Rok 2014
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Księga gości
 
A TO SIĘ WYDARZYŁO
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
40757
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
3068
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
31
http://www.poema.art.pl
http://www.radiobajka.pl
http://www.krystyna janda.net
http://www.cytaty.info/paulocoelho
http://dziecko.pl


Zajrzyj tutaj! Pomoc dla Martynki :)

Wyróżnienie od Adam Poeta




NARODZINY GABRIELA.

Urodził się mały Gabriel
W płaczu się urodził
On z bólu nie płakał wcale
On radością się tak unosił.

Mała Kruszyna zapragnęła żyć
Świat ujrzeć i swoją Mamę
Nie chciało już w brzuszku być
Tam ciemności były same.

Postanowił Gabriel urodzić się
By Jego Rodzice Go podziwiali
Teraz unosi piękne oczka swe
A Rodzice i Siotrzyczka są zakochani

Swoim przybyciem zawładnął czasem
Choć jest taki malutki jeszcze
To posiada w sobie wielkości same
Delikatne jest Gabriela serce.

Bądź szczęśliwy Gabrielu mały
Kochaj i bądź zawsze Kochany
Słuchaj Taty i słuchaj Mamy
Bądź Ich Miłością owiany.

Wujek Adam...


W SŁOWACH MOICH...

Tak wiele jest słów
W sercu moim zapisanych
Chcę znaczenie ich snuć
I dawać ludziom więcej Wiary.

Unoszą się uczucia moje
I błądzą wśród chwil
Do serca nowe słowa biorę
Tak bardzo pragnę nimi lśnić.

Po sobie zostawić ślad
Taki namacalny i ciepły
Chcę by uniesieniem był czas
Chcę w dobroć ludzi wierzyć.

Każdy dzień niech piękny będzie
Niech Cię pobudza do życia
Unoś zawsze swe dobre serce
W słowach moich dobroć czytaj.

- Wujek Adam


Oddaj głos na mojego bloga!
Aktualna liczba głosów:
 
4600
Oddaj głos na szablon!
Aktualna liczba głosów:
 
11057
Współautorzy
Brak wsp?autor?w



CO TO JEST MIŁOŚĆ

NIE WIEM
ALE TO MIŁE ŻE CHCĘ GO MIEĆ
DLA SIEBIE
NA NIE WIEM 
ILE
GDZIE MIESZKA MIŁOŚĆ?
NIE WIEM
MOŻE  UŚMIECHU CZASEM  JĄ SŁYCHAĆ
W ŚPIEWIE
A CZASEM
W ECHU
CO TO JEST MIŁOŚĆ
POWIEDZ
ALBO NIC NIE MÓW
JA CHCĘ CIĘ MIEĆ
PRZY SOBIE
I NIE WIEM
CZEMU

Aniołku mój
W chwili złej
Ujmij skrzypeczki
Jeno zagrać chciej

Na strunie duszy
Kołyskę jedyną
Póki ciemno wszędzie
Póki serca biją

Pieść je pieść
Tę kibić drewnianą
I tul ją tul
Te duszę zszarganą

Do Pana wznieś
I złóż na kolana
Cichutko strzeż
Niech śpi do rana

I zwróć ciału
Jak pozszywaną koszulę
Tę małą radość
Zabitą powiek murem

RENI W DNIU URODZIN.

Delikatne spojrzenie serca
Uśmiech wrażliwością lśni
Tyle masz w sobie piękna
Nosisz życie pod sercem swym.

Oczami Miłości spoglądasz
Na ten piękny świat
Tak wiele nie żądasz
Pragniesz by piękny był czas.

Dziś Twoje Święto Reniu Droga
Dziś urodziny masz
Pragnę by w Miłości była Twoja droga
W sercu niech ufność Ci gra.

Życzę Ci by to Maleństwo
Które pod sercem nosisz
By Ono prowadziło Cię przez życie ciepło
By czas ten był owocny.

Życzę Ci wrażliwości serca
Większej niż posiadasz
Byś w barwach Wiosny piękna
Uczuciem Nadziei wołała.

Niech wiatr melodię Ci gra
W Twoich włosach
Uśmiech Twój piękny niech trwa
A każda chwila będzie błoga.

Oczami serca spoglądaj
Na swoje i innych życie
Wiarą uniesień wołaj
Marzenia się spełnią...te skryte.


     





















                                                         
Zobacz serwisy INTERIA.PL