Żyje dla Was...
www.portterk.blog.interia.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone
© Portterk
Art. 116. 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.






Strach ma wielkie oczy... 2014-12-11
Strach ma wiel­kie oczy.
Mi­mo to nie naj­le­piej przez nie widzi,
sie­dział za blis­ko ludzi strachliwych.

Te­raz mu­si no­sić oku­lary korekcyjne.


( fot. google )

... Przecież nie da sie zrobić tak by dziecko nie bało sie niczego, bo czy to możliwe? mojej koleżanki dziecko budzi się w nocy w wieku Pipina z przemożnym płaczem bo boi się ciemności, inny woli mamę na każdym kroku, inna za to nie wejdzie do lekarza bez scen daltejskich, a Pipin do nie dawna bał sie fryzjera, obcięcie włosów graniczyło niemal z cudem :( jeden fryzjer dziecięcy odmówił podstrzyżyn, tłumacząc że nie ma tak silnej woli by patrzeć na TAKIE łzy dziecka, niemal ubłagałam ją by dokończyła dzieło bo jak ja wrócę z obciętymi włosami po jednej stronie a co z drugą? trafiliśmy na miłą panią tuż za blokiem która zagaduje, ( ona to ma gadane ), przekupuje ( to co tygryski lubią najbardziej ), czaruje bo ... nie płaci sie krocie a mama spokojna to i dziecko uciszone...potem na stołek wskoczyła nieletnia i jak wiadomo latorośl i w dodatku płeć piękna uwielbia farby, wszelkie żele, lakiery, a przede wszystkim jak jej grzebią we włosach bo pani preferuje masaż głowy przy myciu, ja omal nie zasnęłam i kurcze taka myśl...chodziłam do renomowanej firmy z myślą że moje włosy zaczną świecić ( z samej podcinki ), że będę odpowiednio obsłużona, że za taką cenę to wiecie...a moje włosy podcięte następnego dnia pokazywały nie równości, nie świeciły a portfel ok nie będę komentować a tutaj? niemal domowe pielesze, dzieci są spokojne, obcięte, pochwalone, matka wychodzi pełna zachwytu i krok za moim mieszkaniem za grosze?
Inne dzieci boją się tego i owego, może trzeba pokazać dziecku że pod łóżkiem żaden potwór nie mieszka, że nie wyłazi z szafy że dźwięki wydaje mieszkanie, podłoga trzeszczy, lodówka wyje, rury rozmawiają albo głośne mieszkanie sąsiadów...cienie na ścianach to liście z drzew albo latarnia daje poświatę i to tylko misiek i jego druga połowa...można udowodnić ( jako dorosła osoba ) że to nie boli, lekarz tylko zbada, że fryzjer podetnie włoski i to też nie boli , że to co widzimy to wyobraźnia...można także porobić doświadczenia, pokazać że w ciemności poprzez latarkę można nawet fajnie się bawić , robić ptaki , inne zwierzęta przez zabawę w cienie...dla mnie EUREKA ! dorośliśmy, przedszkole sprawiło cud? może, jednak nieletnia śpi sama ale...strach ma moje oczy...


Idealne mamy... 2014-12-10
Naj­większa i naj­szczer­sza miłość zaw­sze będzie mat­ki do dziec­ka. Więc sza­nuj swoją matkę, nie ważne ja­ka jest. Pi­jaczka ze śmiet­ni­ka, czy bo­gaczka z wil­li.
( Znalezione z internetu )

( fot. własny Norwegia )
... Mam dosyć , już dawno miałam ale teraz jakby czara sie przelała, mam dosyć mam które chuchają na dziecko własne, które rozczulają się nad stłuczonym kolankiem, , podcierają nosek, podtykają pod nosek łakocie, okupują od A do Z w najlepsze zabawki, markowe ciuchy, karmią wszystkim co bio i plują na te poniżej mamusie które jakoś nie poraża krewka na kolanku własnego dziecka, które nie biegają co kawałek wycierając nosek, które nie podtykają żywności z bio, nie faszerują najnowszymi kolekcjami zabawek, które ubierają normalnie bez żalu o brudną odzież, czy takie mamy trzeba uważać za gorsze a te pierwsze zaraz wytykając palcami potwierdzają teorię o patologii jakby wiedziały zatem co ona oznacza?
Idą święta, taki magiczny czas nie tylko spędzania czasu przy suto zastawionym stole w gronie najbliższej rodzinie, przy pachnącej choince gdzie pod nią piętrzą sie wielkie prezenty, kiedy kolęda sama ciśnie się na usta, kiedy mały człowiek zwany dzieckiem aż kipi ze szczęścia, tam gdzieś w niedalekim domu, przy włączonym telewizorze karmić takie prawie samo dziecko reklamą jakie te święta będą wspaniałe, że Mikołaj nikomu nie oszczędzi niespodzianki, więc dlaczego jego stół jest pusty a choinki brak? dlaczego tam jest radość i śmiech a tutaj jakiś przeraźliwy smutek i dlaczego Mikołaj o nim zapomniał a przecież pan z telewizji obiecywał że będzie inaczej i do nie go zawita, dlaczego mama płacze po kątach a tata zamknął się w pokoju? dwa światy tych co maja i tych co nie potrafią wytłumaczyć dziecku że świat jest okrutny, że taki kraj, rząd i niesprawiedliwie dzieli...
A po świętach? u innych kontenery z żywnością pękną w szwach a u innych nadal lodówka echem krzyknie że tylko światło i mróz...
Próbuję wytłumaczyć dzieciom a zwłaszcza nieletniej że w dobie cywilizacji rządzi pieniądz, sama przecież jest świadkiem tego co sie odbywa w szkole gdzie nie ceni się koleżeństwo, przyjaźń, chęć niesienia pomocy, ot gadżety, marka, jesteś kimś jak masz konkretne wdzianko na sobie, nie ważne że jesteś tłukiem parowym , masz i się nosisz...co z takiego dziecka wyrasta, przebywając i słuchając takich wypocin stajesz sie taki sam, wchłaniasz i idziesz z falą bo wiesz że każde Twoje przeciwstawienie się będzie kosztowało Cię odrzucenie, a nikt nie chce być sam ze sobą więc sie komponujesz do reszty, bez własnego zdania, gustu, bez...co bardziej gorsze?

Starsza dała znać, można krzyknąć EUREKA - NARESZCIE! odkąd wyjechała do Norwegii ma wspaniałe zachody i piękniejsze poranki, pracuje i tęskni, dobre i to, inny świat, inny światopogląd a my prezenty jako małe co nie co zamówiliśmy i co , pomału szykujemy choinkę , karp za pomocą dziadka pozbył sie życia, dobrze że mnie przy tym nie było i dzieci, zawsze jakoś tak przykro że dla kilku łusek i chorej tradycji te piękne ryby giną pod skwierczącym tłuszczem, ale jeść je lubię...gdyby można było zastąpić je czymś innym ale nikt nie chciał inaczej...

( fot. włane Norwegia)

Bo ja nie wiem czego chce... 2014-12-08
Bezpieczna rodzina

Kochających się rodzin losy opłakane.
Jakby okrutnym jakimś przewidziane planem,
Powtarzają się w dziejach... Patrzy na to z góry
Nierozłączna Rodzina: Słońce pośród planet.

Halina Poświatowska Jasnorzewska

( fot. własne)
Znacie tą formę rodziny ( bo trudno nazwać ją inaczej niż coś co da sie ulepić ), kiedy za panny sie marzy o mężu, opoce ogniska domowego, dziecku, domku z ogrodem, pięknym samochodzie, własnym drzewku, obrazek jak z reklamy, ja mam taką niemal na wyciągnięcie ręki, bo puki On - JĄ adorował i starał sie sowicie pokazać i poczuć że jest potrzebna, że jest kobietą, matką, do puki mąż nie zguśniał i to szybko jak na niego i jego młode lata, przestał na swoją panią patrzeć jak na okaz piękna a jakoś mu spowszedniała, ona stała sie za jego pośrednictwem matką żoną i niekoniecznie kochanką, coraz mniej z żony i z kobiety za to coraz więcej z robota który musi wyprać, wyprasować, sprzatnąć , ugotować, podać, pogłaskać po czerepku, zapytać co u męża bo to bardzo ważne by czuł sie w centrum uwagi, musi zająć sie prawie dwulatkiem bo przecież sam sobie pieluchy nie zmieni, kaszki nie poda ani nie pobawi, mama na pełny etat, z przetłuszczonymi włosami z brakiem czasu dla siebie bo powiedzmy sobie szczerze czas własny zakończył sie z chwilą włożenia obrączki, a Ona by chciała jeszcze ładnie się ubrać, umalować, pokazać swoje atuty, chciałaby pojechać na dyskotekę, spotkać się ze znajomymi na piwie, czy jest przetrzymywana? a może sama nie ma własnego zdania, może musiałaby troszkę tupnąć nóżką, postawić na swoim, pokazać szlachcie że nie jest tylko na zawołanie...ale słowa które wylatują z niej z siłą karabinu maszynowego bo trzeba zrozumieć że chciałaby ale wystarczy jego spojrzenie, słowa i Ona robi sie malutka, bezradna i przyodziewa na siebie szaty szarej myszki...żal, współczucie że czasem otaczają nas osoby którym mimo chęci nie można pomóc...
Nuda, nuda nuda... 2014-12-07
NUDNA NUDA

rymowanka na pogodę pod psem | www.rymcym.blogspot.com



Cicho i sennie, na dworze pada,
nie cieszy lizak ni czekolada.
Nuda się snuje po wszystkich kątach.
Nie chcę się uczyć! I nie chcę sprzątać!

Co by tu robić? – zapytam mamę.
Kiedy tej nudy koniec nastanie?
Może dla lalek szyć kapelusze,
albo do innej pracy się zmuszę?

A nic się nie chce, wszystko tak męczy,
marudzić trzeba, innych zadręczyć:
„Wymyślcie prędko nowe zabawy!
W jakie gry zagrać?! Jak nudę zabić?!”.

Też nie przegania jej żadna rada
(nuda, tej nudy największa wada),
lecz gdy przemienię się w czytelnika,
przy dobrej książce, najszybciej znika!
( znalezione w necie)

...Dawno tak nie było żeby nic sie nie robiło, nic sie nie chciało i po kątach leżało, jemy i w cinamy aż nam dupska od jedzenia tłuszczem popuszczały, istny horror , cóż wiec robić, lepiej leżeć niż sie głodzić, oglądamy telewizję i muzykę, gdzie na wszystko inne gwiżdżę...

Tak po prawdzie to nuda obleśna spleśniała wdarła się do domczyska, zabiera powietrze, wysysa energię , optymizm, chęć do działania ( a tutaj sąsiedzi jakby na gwałt sprzątają, piorą, wieszają), doczytałam powieść Natalii Bieniek ; Uśpione marzenia ; bo marzyła sobie bohaterka powieści Ewka, taka jak ja i Ty zapewne o tym co większość z nas marzy lub wprowadza pewne takowe myśli w powolny czyn by posiadać rodzinę, mieć właśne m2 , spłacone, skredytowane, stałą pensję, stabilność...problem jednak polega na tym że Ewa owszem dostała kredyt, mieszkanie jednopokojowe z kibelkiem i takową ciemną kuchnią gdzieś w Łodzi albo poza nią, córka co by sie mogło wydawać bogatej pani matki deweloper, pani od ołówka, bogatej i tej co to niby wyjechała dla kariery i jakoś tak nie wróciła, osierociła dwie córki tak różne i inne które po latach poznają siebie...warto przeczytać...choćby by przekonać sie czy faktycznie żyjemy w erze narcyza...

Grudniowe Mikołajki 2014-12-05
Wiersz o Świętym Mikołaju
Przebrany Mikołaj czapkę ma czerwoną,
Zniszczone kalosze, brodę oszronioną.
Niesie ciężki worek prezentów wspaniałych,
Chce, by wszystkie dzieci dziś się uśmiechały.
Takiego staruszka widuję czasami
Na wystawie sklepu, w książce z obrazkami.
Wiem ze jest inaczej, każdy wam to powie:
"Prawdziwy Mikołaj to był święty człowiek".
Żył on bardzo dawno i w odległym kraju,
A przecież do dzisiaj o nim pamiętają.
Dobry był dla ludzi, co miał, to rozdawał,
Nocą biednym dzieciom prezenty zostawiał.
Każde dziecko może żyć tak jak Mikołaj ,
Jeśli tylko Boga kocha, ile zdoła,
Gdy tym, co posiada, podzielić się umie,
Gdy chętnie pożycza i innych rozumie.


Grudzień nastał, tak szybko, nie spodziewanie, mrozem pierwszym straszy i wiatr wdziera się pod kurtki, szczypie w uszy i w poliki, nie przyjemna pora by stać na przystankach a czas w tedy sie wlecze, dzień krótki i taki szary ze zabiera optymizm i energię. Ale grudzień to czas przed świąteczny, czas radości dziecięcej,paczki, prezenty i małe co nie co...Mikołajki, wszelkie skarpety zawieszone przy kominku, buty gotowe w oczekiwaniu na małe podarunki, talerzyki z ciasteczkami i kubek mleka - podziękowanie dla Mikołaja za fatygę , tylko komina brak. Odwieczny dylemat mieszczuchów, blokowisk bo balkonem Mikołaj wpada, po drabinie wchodzi i jak worek przeciska przez kratkę wentylacyjną? to jest sztuka, nie lada wyczyn od czego są czary i magia.
Pipin w swoich trzech latach , coraz bardziej świadomy poznaję i zapamiętuje całym sobą to co dzieje się w okół, ubrane choinki na wystawach sklepowych wywołują wielkie oczy, pełen podziw dla elfów i prawdziwych koni które zajechały pod przedszkole z Mikołajem czy świętym? kto by tam zaglądał pod kieckę, wystarczył wór prezentów by wywołać emocje, radość i okrzyki , opowieściom jego nie było końca i zabawka ciut nie trafiona, bo bardziej zostałaby skonsumowana niż ulepiona ale czy można sie boczyć na Świętego który to w męskiej postaci głowę miał zapędzoną własnymi sprawami, rozdał, pomachał rózgą, odjechał ( straszyć inne dzieci ) z głośnym Ho Ho Ho...
Nieletnia z tej okazji dostała książkę o Mariolce i jej przygodach szkolno, rodzicielskich - skoro rośnie nastolatka, niech czyta wole to niż ślęczenie przed komputerem i co jest ważne miała marzenie, zachciankę jak to było z założeniem Naszej Klasy, bo wszyscy mają wiec argument był nie do odrzucenia, rad nie rad Ktosiek założył, przyklepał, zaprosiliśmy osoby z rodziny, nikłe towarzystwo małych kolegów i koleżanek i ślad po NK znikł...przestała wchodzić, interesować sie, śledzić wiec Facebook stał się kolejnym życzeniem tyle że sam Facebook stwierdził że nie założy jej konta bo nie i bez dyskusji a mnie kamień z serca bo tyle tam pierdół, ile to dzieci wypisuje na siebie ile kłótni co ocen w dzienniczku więc książka jak najbardziej przypadła do gustu i serca nieletniej i czyta biedaczysko do późnego wieczora i co, trza kupować tematykę młodzieżową co by język szlifowała.
Mikołajki to także pomoc tym co rzadko liczą na lizaka a o drobiazgach nie wspomnę bo wiadomo jak to w naszym kraju liczy się pomoc prorodzinna - nawet pracujący rodzice ledwo wiążą koniec z końcem a co tu mówić o kolacji wigilijnej czy prezentach, wiec czy nie lepiej pomóc takiej jednej rodzinie? może nie w formie zakupu bo nie stać mnie na taki gest ale wyrośnięte ciuszki, zabawki już nie używane ? jakaś czekolada i uśmiech dziecka gwarantowany a nam nie leżą zbędne rzeczy po pawlaczach i półkach, taki gest może nam podnieść skrzydła ciut wyżej ...



Czyżby zima przyszła? 2014-11-30
Jesienny spacer

Leśną dróżką stąpamy cichutko
Pożółkłe liście spadają leciutko,
Tkając kobierzec liśćmi złocisty,
W ten dzień jesienny słońcem świetlisty.
Sypią się liście wprost na poszycie,
To po przymrozku skrzącym o świcie.

Barwy jesieni okryły drzewa,
Lecz już nam ptaszek dziś nie zaśpiewa,
Tylko dzięcioły w rytm wystukują,
Pod korą jadło swe odnajdują.
Robiąc zapasy przed zimą srogą,
Nie słyszą nawet, kto idzie drogą.

Jesień usypia leśne ostoje,
Tuli przed zimą błogim spokojem,
Drzewa i krzewy ciszą ogarnia,
Pełna zapasów leśna spiżarnia.
Grzybów bez liku las Ci oddaje,
Na krzewach owoc wciąż pozostaje.

Żywicą pachnie jeszcze wokoło,
Jeszcze szeleszczą liście wesoło.
A babie lato iskrzy do słońca,
Rysując kreski, linii bez końca.
Jakoś wesoło pomimo ciszy,
Chociaż ptaszyny już się nie słyszy.

A gdy pod wieczór cienie się dłużą,
Kiedy przed słońcem oczy się mrużą,
Wtedy w gałęziach półmrok się jawi,
Barwiąc na czarno, cieniem się bawi.
Jakąś wilgocią zewsząd powiewa,
Choć wiatru nie ma, chylą się drzewa.

Już księżyc w nowiu skądś się pojawił,
I ślad po sobie dzień pozostawił,
Szeleszcząc liśćmi, co wyschły w słońcu,
Idziemy dróżką z polem na końcu.
Wracamy przecie drogą tą samą,
A jednak dziwnie już pozmienianą.

Jakieś w niej cienie i uroczyska,
Jakieś szarości, aż strach się wciska.
Barwy złociste, gdzieś znikły w mroku,
Aż chce się zgoła przyśpieszyć kroku.
Niech sobie w ciszy las pozostaje.
A jesień uśpi lasy i gaje.
( T. Leo znalezione więc pożyczone )

( fot.google.pl)
... Jesień odchodzi, czuć pierwsze wieczorne przymrozki które ciągną sie aż do świtu, wiatr hula sobie śmiało po polach gołych, łąkach i jakże ciężko jest wyrwać się z domowych pieleszy, Szczypie w uszy, szczypie w nosy, smaga po policzkach, paluszkach gołych, czapka się kłania i szaliki, ciepłe skarpety i kubek gorącej herbaty. Weekend Andrzejkowy, przespaliśmy, właściwie to nigdy nie przykuwałam większej wagi do wróżb i tej całej otoczki zabobonów. Nie na próżno ktoś kiedyś powiedział że kto wierzy w gusła temu d...a uschła i też myślę że gdybym miała podchodzić do tych zabaw z większą wprawą nie doczekałabym się dzisiejszych czasów, przecież patrząc wstecz jak wytłumaczyć zabobonne lanie wosku przez głowę płaczącemu dziecku, kto tam mógł przypuszczać że to kolka, wszystko się sprowadzało do czarów, diabłów, były baby co to na wsi wróżyły, czarownice z piekła rodem leczące ziołami, aż strach było przejść przez próg...szklana kula i trupia czacha...a dziś wróżka - kobieta luksusowa, zadbana, piękna i inteligentna która zna swój fach i ceni zarobione pieniądze... zabawa dyskotekowa odbyła sie w szkole ku czci i chwały tychże obecnych które porwała nie tylko muzyka ale właśnie czary mary, córcia dowiedziała sie o sobie tego co już wie na dzień a przecież żaden nauczyciel nie wszedł głębiej w dusze jak po zawarciu znajomości z dziennikiem mógł ocenić danego ucznia, jakież to proste...podniecona, wymalowana i cóż - mam sie bać co to będzie za parę już niebawem lat? miejcie się na baczności wszelkie pomadki, cienie i tusze do rzęs... moje botki, kiecki i koszulki...za to żeby już nie było aż tak nudno wystarczyło przeczytać znaczenie imienia by paść ze śmiechu , imię imieniem, zdrobnienie to był szczyt tego który układał tekst, za wszelkie inne klucze, wosk i buty ubawiliśmy się po pachy...wiec gdzie ten dom z ogrodem, gdzie te wyjazdy w dalekie kraje, gdzie te baseny i pieniędzy jak lodu? owszem lodu jedynie...w zamrażarce...pod dostatkiem...synek będzie profesorem i naukowcem, już mam się cieszyć? oczywiście, bo kim zostanie w przyszłości będzie moją dumą i szczęściem, puki co łazi mały smrodek i zacina się jak starta płyta...taka karma, szkoda że nie napisali kiedy mu muchy z nosa wylecą...
Strach... 2014-11-25
Mark Twain

Od­wa­ga to pa­nowa­nie nad strachem, a nie brak strachu.


... Co czuje dziecko bite? oprócz fizycznego bólu? strach, ciągły strach że oprawca wróci, że zacznie sie to samo, że zapalnik ; od byle czego ; się zatli i zacznie sie od krzyku po bicie, rwanie włosów, płacz dziecka na którym spoczywa cała odpowiedzialność bo tyle razy słyszało ; to Twoja wina; ...siniaki, strupy i tłumaczenia matki bo spadło ze schodów, milczenie jak zmowa, dziecko dorasta schowane za szafę, z nadzieją że może tatuś, mamusia wróci z pracy w lepszym humorze, że może pobawi się, zauważy, ale drzwi często się otwierają i włazi w brudnych buciorach On, z przekrwionymi oczami zaczyna szarpać JĄ, potem rzuca sie na dziecko bo dyscyplina rzecz święta, posłuszeństwo na najwyższym szczeblu, kiedyś go docenią, a kiedyś przeradza się w siłę i w obopólną walkę lub bycie współuzależnionym. Często można nawet takie ataki agresji oglądać w necie, filmiki które pokazują i są przesłaniem by nie ranić bezbronnego człowieka który nie potrafi sie bronić, komentarze są imponujące, myślimy o tej kwestii z przerażeniem i z niesmakiem, my tego byśmy nie zrobili, nie pobili, nie skrzywdzili, a czasem słowa bardziej tną niż nóż...Czytając Katarzynę Michalak dowiaduję sie co nie tylko dziecko czuję, nie tylko co w takiej sytuacji znaczy utracone dzieciństwo, przyjaźń i pragnienie bycia kochaną...


Niedzielne słońce o poranku... 2014-11-23
Liście jesienne

Liście jesienne leżą po brzegach dróg, mieniąc się jedną połową tęczy.
Wyglądają jak rozsypane róże wszelkich barw.
W stawie drżą złote plamy. Rząd drzew odbija się w nim różnie: wierzba - mgłą siwą, czerwona leszczyna - skrzydłem motyla, topole - ciemnymi kolumnami.
Skośne marmurowe schody, prowadzące ku wodzie, odbijają się w gląb i w przeciwną stronę niż prowadzą, tworząc klin.
Zadarte liście wierzby płyną jak dżonki, wiatrem popychane.
Wysoko przelatujące samoloty suną przez głębinę jak czarne płotki, małą gromadą.
Woda żyje, drzewa budzą się dzisiaj.
Wieje bowiem wiatr, który różni się od innych jak chuchnięcie od dmuchnięcia.
Z głębi piersi natury płynie to serdeczne chuchanie: wiatr halny.
Kto jeszcze nie wypowiedział swojej miłości, zdradzi się z nią w taki dzień.
Oto jest niekalendarzowy powrót wiosny.
Wiosna - kaprys, wiosna - łaska.
Możemy się jej wszędzie i zawsze spodziewać, tej Wiosny Niezależnej, zarówno w zimie, jak i w setnym choćby roku życia.
Maria Jasnorzewska Pawlikowska

( foto. internet)
... Nareszcie, jak rzadko ostatnio pojawiło sie słońce więc co robić - wybyliśmy na małe zakupy robiąc mały spacerek, dobra sprawa i pożyteczna, dwa w jednym - przymrozek był, do zimy dzieli nas mały krok a tyle liści na wierzbie zielonych...czym byłaby jednak niedziela dla nie których bez przesiadywania w marketach, pamiętam wypady do siostry do Poznania, tam liczyła się galeria, czas dzielący pomiędzy empikiem, ciuchami, butami, łażeniem i snuciem się bez celu, dla mnie też była dobrą okazją by zobaczyć kawałek czegoś nowego, świeżego, czegoś z czym nie miałam do czynienia, tutaj na miejscu lecę do Biedronki, Lidla bo zabrakło, bo trzeba zapełnić, bo...szybki wpad i wypad...nie tracę czasu nad zastanawianiem sie czy spędzę niedzielę w Tesco czy w Intermarche...za to utrzymujemy z nieletnią pozycję łatwą do przewidzenia, w betach i w totalnym nieładzie przenosimy sie fizycznie i duchowo w pozycję która przypomina niedawny sen, ponoć strata czasu, noc jest od spania ale po obiedzie i napełnieniu żołądków najbliższych, kiedy słońce zamieniło sie w wichrową szarość, telewizor stał się jakby przyjacielem naszej niedoli, bo cóż robić innego? z Pipinem malujemy, mieliśmy prace domową do odrobienia, narysować i opisać historię przez siebie wymyśloną , wiec patrząc na syna widzę krasnoludka, bajka o nim, lesie i ile było śmiechu...nieletnia omal nie pękła, ja przy okazji...karaoke z córcią? moja matka nie poświęcała nam ( mnie i siostrze ) czasu na zabawę, nie pamiętam by z nami malowała, z nami czytała, ona była typową mamą w kuchni gdzie tam mieszała i pachniała octem i potrawami, przesiąkała wszystkim, radziłyśmy sobie jak umiałyśmy, siostra miała swoją lalkę, ja swoją przywiezioną przez sąsiadkę z Czechosłowacji, kupioną za sprzedane uprzednio podomki uszyte maminą wytrwałością i maszyną składaną która trajkotała czasem do północy...siostra dla zabicia czasu ( a musiała mną zajmować bo niby kto), wymyślała teatrzyki kukiełkowe, czytała książeczki z serii peerelowskiej rzeczywistości ; Poczytaj mi mamo, poczytaj mi mamo ; , plastelina, inne rzeczy które składały się na popołudnia i wieczory...mama czasem polegiwała , spała, czasem nie robiła nic, tylko ojcu pracującego na delegacjach zawsze mówi la jaka jest zmęczona, myślę że łatwo go urobiła bo do dziś tatuś mamusi szykuje śniadanka i wysłuchuje pretensji że to czy tamto to nie tak jakby sama zrobiła, ale czy by jej się chciało robić? nie o tym jednak...posiadając dzieci to nawet nudne dni, rutyna i monotonia, leżenie w łózku i oglądanie wspólnie ; Samych swoich ; może mieć pozytywny skutek, oglądamy, przysypiamy razem, śmiejemy się, czy układamy tory kolejowe, razem bo to jest sens, przy okazji rozmawiamy o nas, naszych pragnieniach, błahe sprawy które są nie istotne stają sie ważne, tworzymy wieź, tworzymy wspólny obraz siebie, a jak było z mamą? przychodziłyśmy do domu po szkole i z progu : co w szkole, na co my jednogłośnie odpowiadałyśmy , wszystko w porządku , po zjedzonym obiedzie zaszywaliśmy sie każda w swoim pokoju i za zamkniętymi drzwiami odrabiałyśmy lekcję...siostra że starsza miała swoje zainteresowania, znajomych i pierwsze miłości do których ja miałam zamknięte drzwi czasem czułam sie w tym domu całkiem opuszczona bo co z tego że brzuch miałam zapełniony strawą skoro czułam się samotna...więź z siostrą minęła w raz z utratą dzieciństwa, ona szybko wyrosła, poszła swoją drogą a ja zostałam sama w raz z przechodzonymi ubraniami które mama reperowała, tam łatka, tam naszywka, donaszałam bo zawsze słyszałam że nie ma na to i owo...tak było lepiej i łatwiej spławić mnie a ja już więcej o nic nie prosiłam...teraz chcę by moje dzieci miały ze mną kontakt, aby wiedziały że nawet cokolwiek sie zdarzy to mogą liczyć na moje wsparcie i rozmowę, najgorsza rzecz to zostawić dziecko z małym problemem które przerasta małą główkę dziecka. Mówi sie ze rodzice mają dzieci do puki nie wyfruną z gniazda, coś w tym jest, przecież do nie dawna była starsza, studia, nauka, zaliczenia, egzaminy, przygotowywanie się do magisterki a potem ślub i jakby zapomniała o nas, zastanawiam sie czy przyjedzie na święta, czy w ogóle będzie miała czas wejść w odwiedziny do ojca. Przykre to że nie ma nas dla niej, że my jak my ale ojciec tak mało jest ważny, jakby tylko kasa się liczyła. Cóż ...mam swoje zdanie po co je wyrażać, dla nie których jest solą na ranę, nie moje dziecko nie mój kłopot. Czytam o Anastazji Teresy Rudzkiej , jej dobroci, silnym charakterze, jej więzi do matki i chorobie , ona wyjeżdżając do Anglii zawsze miała kontakt z matką i babcią, jeśli kochasz to tak łatwo się nie odkochujesz, nie tracisz więzi, chyba ze sie wstydzisz albo jesteś pod pręgierzem wpływów osób trzecich - teściów, męża, nowej sytuacji. Oby nie było potem za późno naprawić sytuację...

Pożar 2014-11-22
dalej już tylko rzeka. czarny motyl mostu,
jego stalowe skrzydła unoszące przeciwległe
brzegi ponad mgłę. nawoływania matek
wyławiających z mroku swoje pociechy

pluskające na mieliznach jak wiosła rybackiej
łodzi. ma tatuaż na wysokości serca, nogi do
samej ziemi i oczy śmiejące się w kułak.
kiedy mówi, wstydliwie zasłania dłonią usta,

jakby opowiadała bajki dla grzesznych
dzieci. kiedy milczy, wtóruje jej głuchy jęk
kroków, mój oddech gorączkowo pulsujący
pod skórką nieprzemakalnej kurtki, szum

słonego powietrza w kominie krtani. pożar
będzie tlił się od brzucha, zajmował kolejno
wszystkie pokoje, rozmnażał się. wkrótce
będziemy na miejscu. ona ujrzy swoją twarz,

biały liść wykrzywiony płomieniem, trawiony
przez dreszcze. będzie zlizywać

ten dym.
( autor: Łukasz Bagiński - znalezione na poema.pl)

www.turek.net.pl/telewizja/13665-splonela-hala-produkcyjna-w-zakladach-mirandy-w-turku

Jeszcze pół roku temu byłam pracownikiem Mirandy, zakład tekstylny, jeden i można powiedzieć że z ostatnich w Wielkopolsce zajmujący sie produkcją dzianin i tkanin, tam spędziłam siedem lat pracując na obróbce wstępnej piorąc tkaniny parasolowe i roletowe, nie tylko praca dawała mi statysfakcję nauki związanej z materiałem, ale jakże człowiek przywiązał sie do ludzi, otoczenia, murów które spłonęły, wystarczyła iskra, zapalnik by cały mózg zakładu ( tkalnia ) poszła z dymem, tracąc przy gaszeniu dwóch pracowników, szkoda i wielka strata...
... Weekend i kolejna bura sobota, sobota ze stertą prania, z odkurzaniem i układaniem tego nie poukładanego, ciekawe czy kiedyś zakończę walkę z syzyfową robotą? jak sie ma dzieci to niestety porządki są wpisane tylko w wielkie słowo lub nadzieję przytoczoną na kiedyś, owszem nie mogę powiedzieć by nieład był aż wyłażący poza granice mieszkania, nie wybijamy zębów przez leżące zabawki, samochodziki, książeczki ale...ile można wrzucać do pudła w kółko to samo? ile we mnie determinacji a kiedy ona sie skończy?
Pomimo wilgoci którą się czuje w powietrzu uciekamy na górki, szukamy krasnali pod liśćmi, robimy zakupy i leżymy czytając książki, ja cały czas uganiam się za Teresą Rudzką...bardzo smutna powieść na którą potrzebuję więcej czasu by przełknąć emocje...
Odpoczywam , leżę, podjadam, po rzuceniu papierosów moj waga podskoczyła o całe siedem kilo...nie jestem już chuda...hurrrrra !!!!!!!!!!!


Mają być Mikołajki czy nie... 2014-11-20
Co warto
Zwalić by można się z nóg
Co rusz,
Co krok.

Co noc,
To szloch
I rozpacz.

Ale czy warto?
Może nie warto?
Chyba nie warto...
Raczej nie warto.
Nie, nie - nie warto.

Zginąć by można jak nic:
Do żył
Jest nóż.

Lub w dół
Na bruk
Z wysoka.

Ale czy warto?
Może nie warto?
Chyba nie warto...
Nie, nie - nie warto.

Jechać by można do miast
Lub w las
Na błoń.

Na koń
I goń
Nieboskłon.

Ale czy warto?
Może nie warto?
Ech, chyba warto...
Tak, tak - warto.
Bardzo to warto.
O, tak - to warto.
Jeszcze jak warto!

( Edward Stachura )


... Dylemat matek szkolnych - robić Mikołajki czy nie - kupić dziecku prezent czy nie? - jeśli tak to jaki? na zebraniu w szkole my jako rodzice i UWAGA osoby dorosłe, stanowcze, posiadające własne zdanie, umiejące się wypowiedzieć, głosować, postawić na swoim, wyrazić weto, a tutaj nastąpił - klops! jak przyszło co do czego nikt nie umiał powiedzieć co sprawi radość naszemu dziecku? bo gry? mają aż za nadto, może jakaś pierdoła, ale jaka? co kupić jedenastolatkom? za cenę do 20 zł? i powstał dylemat, książka i reszta poszła z wiarą, bez zastanowienia że owszem, że tak, ja oczywiście darłam sie najgłośniej, bo książka to mój żywot wieczny, bez książki to ani rusz...za to dzieci czy czytają? oczywiście sporadycznie jak pani od Polskiego wymaga zerknięcia do lektury...żal tyłka ściska bo to już wydaje się nad wyraz bardzo wymagające - taka strata czasu- słyszeć przy tylu stronicach kiedy by można przejść kolejny poziom...a tutaj Mikołajki i książka, a jak tak to jaka? co to miałoby być? ano więc ja wymyśliłam że losy jak najbardziej ale każde dziecko pyta sie co to miałoby być i kupujemy do 20 zł, nieletnia dostanie ; Mariolka zwariowana powieść dla nastolatek ; Katarzyny Dembskiej opowiadającej zabawne perypetie dorastającej dziewczyny, wiec osoba która wylosowała moją latorośl dało jednogłośny komentarz że nie kupi jej książki bo rodzice mają długi...jakie to przykre że rodzice których stać wysłać dziecko na ; Białą szkołę ; których stać na to i owo a tutaj nie kupi książki do 20 zł, bo ma długi, ja mam kupić a przecież też lekko nie jest wiec gdzie tu sprawiedliwość...cóż, rodzicie sprzedają głodne kawałki swoim pociec chcą by spławić innych, dobrze że wychowawca to facet stanowczy i stwierdził że nie dopuści do takiej rzeczy, zobaczymy...jak w takim bądź razie nauczyć dziecko sprawiedliwości, przyjaznych stosunków z rówieśnikami skoro rządzi kasa, obłuda i chamstwo...
Wiec skoro tak ma wyglądać każdy rok i przepychanka bo ; muszę ; kupić, dać, może warto zrezygnować na rzecz świętego spokoju...

... Dzień bez papierosa, co mnie to, przecież ja nie palę...
Czasem mną rzuca, psycjika nadaje fale ; daj fajkę ; a co ja nie zapalę, a kto mi zabroni...a potem myśl i po co palić, szkoda czasu, zdrowia więc każdy dzień bez papierosa to sukces, chociaż koleżanka zasugerowała bym sie za szybko nie cieszyła, ona rzuciła i wracała do nałogu, za to stanęło że z bezradności powróciła do pięć minut przerwy i uważa że z tej rezygnacji zrezygnowała i jest ok, dla niej ok wytłumaczenie, owszem chce mi sie palić, chce mi się poczuć dym w płucach , ale wiem że to słabość człowieka a ja lubię być silna więc cóż - dam radę...


Praca, deszcz, dzieciaki... 2014-11-16
...
Tutaj jesiennie nastraja nas wiersz "Pada deszcz".

Pada deszcz, pada deszcz,
pada deszcz na dworze.
Taki mokry, że już bardziej
mokry być nie może.

Lecą tu, lecą tu
srebrne koraliki.
Zmoczą drzewa, zmoczą pola,
domy i chodniki.

Pada deszcz, pada deszcz,
pada deszcz na dworze.
Stuka, puka, stuka, puka,
straszy kogo może.

Mała mysz, mała mysz,
biegnie na paluszkach.
I deszczowe koraliki
zbiera do fartuszka.
( Zapamiętane z książeczki Pipina )

(fot.internet)
Gdyby ktoś zapytał jak minął weekend odpowiedziałabym jaki weekend? wczoraj do wieczora uganiałam się za kartonami, przemęczona marzyłam by wrócić do domu, zakryć głowę ciepłą poduszką - zapomnieć o tych liczbach które powodują na koniec miesiąca uśmiech lub zaskoczenie w moich oczach...dziś niebo prawie upadło na blokowiska, przekimałam to dobre słowo, porównanie do przegnicia, korzenie moje puściły korzonki w pozycji jednoznacznej, Pipin wojował z nieodzownym elementem z którym od kilku dni sie nie rozstaje. Plecaczek , mały czerwony który ma być zabezpieczeniem przed upadkiem, spadochronem? w każdym bądź razie załatwia sprawy fizjologiczne z nim na plecach i tyle, biega, gra w piłkę z plecaczkiem, zjada obiad marudząc zaciekle z plecaczkiem, kłuci i mądruje z plecaczkiem, no coś nowego...na wybory nie poszłam, owszem chciałam iść, nie koniecznie zmoknąć, nie koniecznie wystać za swoje czasy ( a jakie to są ), miałam swoje poglądy chociaż moje zdanie najmniej sie liczy, polityka mnie nie kręci, gdyby taka Jola Kwiatkowska czy Teresa Rudzka brała czynny udział w wyborach, gdyby można było głosować na nie, na ich dobro, zmianę, wierzyłabym że coś sie uda, a tutaj? bitwa na głosy, na prawdę, prawicowo, lewicową, osoby które nigdy nie miały do czynienia z polityką pchają swoje cztery litery wpychając nam kolejne głodne kawałki w które mamy uwierzyć, owszem chodzę na wybory ale co zmieni nowy a co dołoży stary a kolejny raz wybrany burmistrz? miasto emerytów i rencistów nie dopuści nowych do rządów, oni kochają stare a dobrze znane...nie poszłam bo z tego wszystko rozbolał mnie brzuch, pozycja horyzontalna była najlepszą i wyjściową...co mi oglądanie sondażów i wlepianie oczów, wolałam poczytać książkę, obejrzeć z córcią Robinsona Kruzoe, wolałam z Pipinem pograć w przedpokoju w piłkę, doprowadzić do łez od śmiechu, od gilgotek, patrzeć jak pada ze zmęczenia i nieletnia niż wściekać sie nad losem nieuniknionym, moje marzenia puki co zostały odwieszone jak nie używane rzeczy, nie ma wyjścia wiec poddałam się temu co mnie do 13 czeka, praca, robota, święta, dzieci...czytającTeresę Monikę Rudzką prawda o życiu wychodzi jak kalejdoskop naszych dni, przelany na lata, miesiące naszego macierzyństwa, doceniamy to co posiadamy najcenniejsze dopiero kiedy utracimy, pytamy sie dlaczego doświadczyło nas życie tak bardzo, za jaką karę i co takiego zrobiłyśmy złego że utraciłyśmy dziecko. Autorka przelała wspomnienia o własnej córce, wspominając ją oddała jej hołd, nie wiem czy ja bym sie zdobyła na taki gest...życie tak szybko płynie, zabiera nam wspólny czas który odkładamy na później, potem, kiedyś, jutro, nie teraz, teraz skupiamy sie na tym co wydaje sie ważne...owszem praca jest ważna bo daje nie tyle satysfakcję, pozwala rozwijać sie, chociaż ja uwalniam swoją energię od ADHD, pozwala mi zapomnieć na chwilę o problemach, skupić sie na tworzeniu OREGAMI, czy mnie spełnia? czy karton może spełniać ale mam świadomość że mój wkład nie jest bezpodstawny, mogę sobie pozwolić na to i tamto, mała przyjemność w postaci zakupu książki zamiast kwiatka to dobry pomysł by zapełnić regał tymi powieściami które zawsze chciałam mieć...dzieci, te małe postacie, niby nasze a każdy z nich inne, uczą nie tylko cierpliwości ale miłości, tej bezwarunkowej i szalonej...ile trzeba pokładu by nie zwariować a przy tym być stosunkowo z głową na karku...kocham je tak bardzo że nie wyobrażam sobie by cokolwiek i pluję na nie pomalowane drewno...Monika chciała jeszcze tyle powiedzieć, zrobić z córcią, tyle pokazać i nie zdążyła, smutna powieść chociaż posiadająca tyle ciepła, można sie zatrzymać jak dziś kiedy pada a deszcz jak łzy skapują po szybie...
 
Marzenia 2014-11-14


Nie ma zbyt wiele cza­su, by być szczęśli­wym. Dni prze­mijają szyb­ko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpi­suje­my marze­nia, a ja­kaś niewidzial­na ręka nam je przek­reśla. Nie ma­my wte­dy żad­ne­go wy­boru. Jeżeli nie jes­teśmy szczęśli­wi dziś, jak pot­ra­fimy być ni­mi jutro?
- Phil Brosman

( fot.internet )
Łatwo jest karmić się złudzeniami, marzenia jak słyszę nic nie kosztują, chociaż mam wrażenie że wystarczy że postanowię je wdrążyć w życie to jak powyżej w cytacie, sypie się każda myśl która staje się nierealna, nagle dostrzregam kontury swojego bytu, tak niby nie wiele a tak dużo dzieli mnie od danego postanowienia, najgorsze jest to że jesteś sama, że masz świadomość bycia bez wsparcia, bo co z tego że otaczają Cię ludzie, niby te bliskie , skoro są daleko, kiedy potrzeba ich pomocy chowają głowy w piasek...Marzenia o czymś nierealnym to jak bycie na pustyni, niby masz zamek na wyciągnięcie ręki a okazuje sie to fatamorganą, niby marzenia nic nie kosztują, a jednak ból zawodu boli najbardziej...
...miałam najsmutniejsze imieniny, ale za to córcia utwierdziła mnie w  przekonaniu że Mocno Mnie Kocha, dla tych dwóch warto żyć, reszta? tylko zbędny balast...
Jesienne klimaty 2014-11-10

Bo nawet największa słota sprawi uśmiech na Twych ustach, ciepło w sercu rozleje ogarniająca wszem radość z posiadania ; krasnalka ; , spacer w śród drzew, szukanie najpiękniejszych liści, bieganie po górkach, skwerkach, krzaczenie się po całej linii, odkrywanie tego co żadna inna pora roku nie posiada bo jesień może być piękna nie tylko ta bogata w kolory, w słońce, w widoki które zapiera dech w piersi zwłaszcza będąc w górach ale tu na miejscu kiedy pod liściem znajdujemy kasztana, kwiat chryzantemy, kiedy opowiadamy o zbliżającej się zimie która w końcu przyjdzie, zagości i oby nie puściła za bardzo korzeni...a jesień? taki mały istotny przystanek przed końcem roku, zbliżają sie święta, najpierw reklamy ogłaszają to co nieuniknione, echo w portfelach i to nierealne przyznanie się że kurcze to już? to już ten czas? a gdzie ta atmosfera, klimat, a za oknem plus piętnaście, to mało obiecujące w obecnej sytuacji kiedy ja jako matka mam objaśnić dziecku znaczenie sań, jak ma dojechać bez śniegu? bez mrozu i bez reniferów...a sklepy już promują, rabatują wciskają odświętne kicze klimatów komercyjnych bez których to nie wiedzielibyśmy co sprawi radość na ustach dziecka, przecież reklama dźwignią handlu, lubimy się znęcać nad wyższością świąt tych które pamiętamy od tych teraz serwowanych i bezdusznych...gdzie w tym wszystkim magia opłatka, kolęd i smacznego karpia? Puki co mamy jesień i żółte liście, wieczory i zabawy w piłkę w przedpokoju, dom pełen muzyki bo jak inaczej, mamy zapachy pieczonych placków ziemniaczanych z sosem cacyki , mamy przytłumione światło lampki i książeczki o walecznych smokach i nie tylko, mamy zabawy i sen sprawiedliwego, mamy spokój i śmiech na kółkach, bawimy się w chowanego, ciuciubabka to przy nas pikuś, układamy garaże i ścigamy sie gotowi do startu start! jesień może byś super kiedy rzucamy się liśćmi, kiedy odwiedzamy las z nadzieją że jakiś dzik dziki nas pogoni...a potem padamy jak nasze świnki morskie tylko po czym one takie takie zmęczone?


Spacery z nudów 2014-11-10


...Parę dni wolnych od szkoły, przedszkola pracy a już słyszę - mamo ale nudno...jeszcze przedwczoraj słyszałam zapewnienia nieletniej że mogłaby życie spędzić w czterech ścianach domu, chyba nie koniecznie wiedziała i wierzyła w to co mówi...Pipin szaleje w śród czołgów wyjąc, strzelając, zakrywając sie obłoczkiem własnego świata, taka mgła w której uczestniczy ON i zabawki...za oknem szaro, wilgotno, a my łazikujemy pomiędzy drzewami szukając najpiękniejszych liści, bukiet jesienny - zapowiedź że być może nie długo spadnie śnieg? biegamy po górkach, zbiegamy z nich, szukamy kasztaniaków, wyzbywamy sie nadziei o spotkaniu z mrówkami, żegnamy sie z ciepłem słonecznych promieni, wzdychamy z żalem za utraconym latem, czas leci zbyt szybko...małolat szczęśliwy biega tu i tam, skwerki, krzaczki, kije i kamienie, spotykamy dawno nie widziane znajome, mijamy ludzi którzy spieszą sie , a my cieszymy sie sobą, opowiadamy sobie historie o krasnoludkach zamieszkujących poszycie leśne...


I pomyśleć zaraz święta, zaraz koniec roku i kolejny, następny, oszaleć można, tyle sobie obiecuje , zrobię to, zdążę z tamtym, a jak przyjdzie co do czego? albo odkładam na później z nadzieją że kiedyś powrócę choćby myślą ...postanowiliśmy podążać własną drogą, liczyć własną miarą, zrobić coś co ma nas umocnić w przekonaniu o słuszności naszej decyzji i sama nie wiem czy to dobry pomysł. Takie marzenie o którym dostaje dreszczy, z emocji aż mnie trzepie i ta nie pewność czy damy radę? dzisiaj trzeba wszystko stawiać na jednej karcie, decydować za siebie jak za siebie ale za dzieci , w tej kwestii tłumaczenie nieletniej że wszystko będzie dobrze jest marnym pocieszeniem mojego strachu przed jutrem, ja nie wiem ale kiedy choruję na grypę zaraz atakują mnie reklamy zewsząd o słuszności w wyborze danego leku, jeśli o czymś myślę, jeśli czegoś pragnę albo to zamienia się w pył albo w nierealną mrzonkę...czas pokaże, na razie nabrałam wody w usta i obym tylko nie pękła...

A skoro w te chłodne dni wieczory dłużą sie i powodują głośne ziewanie proponuję powieść Katarzyny Michalak ; Dla ciebie wszystko ; o miłości, tęsknocie, marzeniach , pomocy...
Mam trzy latka... 2014-11-07
Mam trzy latka, trzy i pół,
sięgam głową ponad stół,
mam fartuszek z muchomorkiem,
do przedszkola chodzę z workiem.

Umiem pantofelki zmieniać,
rączki myję do jedzenia,
ładnie żegnam się i witam,
tańczę kiedy gra muzyka.

Umiem wierszyk o koteczku,
o tchórzliwym koziołeczku
i o piesku, co był w polu
nauczyłam się w przedszkolu.


...Czas nie jest sprzymierzeńcem człowieka, ucieka z pomiędzy palców jakby przelewał piasek w klepsydrze i tylko od nas zależy jak godnie to życie przeżyjemy, czy docenimy to co mamy, zdążymy je docenić?
Trzy lata temu na świat przyszedł Gabriel, mały krasnoludek który zawojował naszym światem, który spowodował że ten świat wywinął orła w całej swojej posadzie i istocie, mały człowiek dla którego pokłady miłości, cierpliwości, troski i opieki są najwyższą wartością, jest naszym oczkiem w głowie jest naszym natchnieniem dzięki któremu uczymy się wyrozumiałości, tolerancji, mnie jako mamie która mająca w posiadaniu córcię nauczył co znaczy zabawa traktorami, co znaczy kopara i śmieciara, człowiek w życiu by nie pomyślał że może sprawić taką wielką radość z posiadania samochodzika, córcia uwielbiała lalki Barbie, wózeczki, ubranka, zabawy w dom, a chłopak? wystarczy motor i już jest w siódmym niebie...trzy latka, czas leci, przedszkole, coraz bardziej samodzielny...
Kolejny tydzień... 2014-11-04
" Bądź zawsze słońca jasnym promieniem,
dla tych,
co słońca mają za mało.
Bądź tam osłodą i pocieszeniem,
gdzie nic dobrego życie nie dało. "



...Gdyby tak można było ominąć , okroczyć, obejść poniedziałek szerokim krokiem byłoby wspaniale, ktoś kiedyś powiedział jaki poniedziałek taki cały tydzień, mam się bać czy przymknąć oko, pięć dni pracy w tygodniu jest wystarczającą karą za bycie dorosłą, pomimo że poniedziałek zaczął sie jak każdy dzień od szybkości pokonywanych zadań zamienił się we wtorek i już bliżej środy, a potem już jakby z górki a przecież to całe wieki ale od czego gorąca kawa, smak czekolady i nadzieja że godziny miną szybko, a tutaj? Pipinowi znowu kapie z nosa, kaszel, ogólne płaczki , pokazówki w stylu bo rykiem doprowadzę matkę do szału, ojca w depresję, godzina w której korki nie pomagają, przypomina mi to bajkę ; Jacek i Placek ; kiedy ich płaczów słuchała cała wieś, tak ten ma emocjonalny sabotaż w którym najchętniej ubrałabym się i poszła tam gdzie król piechotą chadza , poszłabym na koniec świata i wróciła za długą chwilę, kocham dzieci aż mnie rozrywa z tej miłości i pokładu uczuć wyższych ale są momenty kiedy przerasta mnie bezradność wobec niemocy...

... Nocki i ja po nich, nie przytomnym okiem leżę wpatrując się w okno za którym klucz dzikich kaczek przeleciał jakby nad głową,słońce, piekny dzień, pierwsze reklamy Świąteczne, myśl że czas pomyśleć o prezentach, czas leci, leżę i myslę , codzienność, kolejna zima, słoty i wiatr...

Zaduma 2014-11-02
..."Dla tych, którzy odeszli" - Gellnerowa Danuta

Dla tych którzy odeszli w nieznany świat,
płomień na wietrze kołysze wiatr.
Dla nich tyle kwiatów pod cmentarnym murem i niebo jesienne u góry
Dla nich harcerskie warty i chorągiewek gromada,
i dla nich ten dzień - pierwszy dzień listopada.



...Wszystkich Świętych to czas refleksji, czasu który zatrzymuje się w miejscu gdzie wszystko tutaj co rzeczywiste się kończy, to co tam jest nowym i dla nas nie znanym początkiem pamiętamy i palimy znicze, stawiamy kwiaty i wspominamy przy okazji spotykając sie z dawno nie widzianą rodziną, dojeżdżamy na cmentarze ze zgrzytem i tikiem w oku, z nerwem i oklęciami na ustach bo tak nie jest? nasza kultura ma wiele do życzenia, gdyby się dało to by ludzie wjechali na kwaterę, a przecież czy pamietamy tak solidnie jak tego Pierwszego Listopada o tym by założyć nowe botki, pomimo dodatniej temperatury wcisnąć sie w nowy płaszczyk, futerko mając na uwadze zawistną minę ciotki Sabiny, rewia mody nawet tutaj ma się najlepiej, przepychając się między nagrobkami udajemy się slalomem gigantem na grób by szybko odmówić zdrowaśkę, zapalić znicza i to w cenie adekwatnej do płyty nagrobnej, postawić kwiatki a wszystko idealnie pasującej do wystroju bo i tutaj rządzą pewne standardy i trendy. I pomimo niesamowitej ilości ludzi, tego nagłego spontanu bycia w tym samym miejscu o tej samej porze staramy się utrzymać status podpieczętowując swoją obecność, podpisać sie na kolejny rok. Uczę dzieci zachowania pamięci, wszczepiam w nie to by ta tradycja była nie tylko ; od święta ; ale i na co dzień. Niestety świat pędzi do przodu i...zapominamy o tych którzy byli z nami których się kochało, którzy byli a odeszli, przykre to że próbujemy wynagrodzić naszą nieobecność w codziennym życiu raz w roku wykupując kwiaciarnię jakbyśmy chcielu uspokoić w ten sposób wyrzuty sumienia...

Zaduma i refleksja 2014-11-01

Krzysztof Cezary Buszman
NIC ZE SOBĄ ...


Nic ze sobą - oprócz siebie nie zabiorę
Może tylko ptasie pióro - trzepot losu
Bo nam zawsze stąd odchodzić jest nie w porę
Choć na życie przecież to jedyny sposób.


Nic ze sobą oprócz siebie nie zabiorę
Nawet nędzarz tu zostawi w spadku biedę
Do wieczności dobierając aureolę
Tak starannie jak to czynił już niejeden.


Bo jak latarnie - zgasną oczy
Co wypatrują sobą - wzroku
Tych, których pejzaż już się stoczył
W ten nienagannie święty spokój.


Nic ze sobą oprócz siebie tam nie wezmę
Może tylko jakąś karę, jakąś winę
I melodię którą nucił smutny klezmer
Rozstrojonym rozkoszując się pianinem.


Nic ze sobą oprócz siebie nie zabiorę
I odejdę jak nostalgia w kontur cienia
W dno pamięci, które przecież nie jest skore
By o życiu się wyprosić zapomnienia.

...praca... 2014-10-29
Praca

Znuźenie posklejało pajęczyną oczy,
godziny bruzdy ryją po mózgu kroplami,
w plecach w kabłąk wygiętych ból bezn1d1u zamilkł.
Serce rozsadza usta sklejone milczeniem,
papier się piętrzy w stosy pajęczastych wiórów,
palce splątane grają po maszyny oczach
i grają długie pieśni roboczego chóru.
Plączą się białe karty wśród nocy posocza,
wisi gdzieś w bezprzestrzeni czarne ciszy grono
i palce, palce....
palce biją w nieskończoność...
Autor: Krzysztof Kamil Baczyński



...Wróciłam, nareszcie, w końcu, musiałam ze względu na wiele zaistniałych sytuacji, poza tym człowiek który przebywa bardzo długo na tle zabawek, spraw dziecięcych, kupek, zupek zaczyna gnuśnieć, ja zaczęłam gnuśnieć a przy okazji wnerwiać siebie i najbliższych, co za tym stoi za własnym przykazaniem - zrób coś dla siebie - rzuciłam palenie i żeby nie ułatwiać jestem chodzącą zołzą, chmurą gradową, jestem od melancholijnej do płaczliwej, od uśmiechniętej po wrzeszczącą, kobieta w ciąży mogłaby się uczyć, pozazdrościć mi co kawałka innego nastawienia , cóż nic nie jest takie łatwe ani proste...praca jest wybawieniem, ośmiogodzinną odskocznią od myślenia, od kłopotów, dylematów codziennych, w których nie zastanawiam sie nad, działam, robię co każą, czasem z powodzeniem mogłabym udawać robota, czasem wpadam w zamyślenie a czas pędzi...spotykając ostatnio znajomą zasugerowała że ona nie pracuje bo kto z dziećmi zostanie ( dzieci w podstawówce ), kto ugotuje, kto wypierze i na zakupy poleci? kto posprząta i znowu posprząta? ona przez cały dzień ma tyle zajęć że nie ma w co rąk wsadzić, a przecież dzieciom lekcje też trzeba sprawdzić, pomóc w nauce, wiec ja sie zastanawiam czy ja mam czas w takim bądź razie napić się kawy, poczytać, obejrzeć fajny film skoro pracuje, jak mój dom funkcjonuje skoro ja mam wiele innych rzeczy na głowie a dziecko poszło do czwartej klasy gdzie poza zajęciami szkolnymi ma poza, kiedy trzeba poświecić czas Pipinowi, kiedy też trzeba namieszać w garach, posprzątać i uprać brudne łaszki, a jednak to nie zajmuje tyle czasu by móc nie iść do pracy, są kobiety które zawsze znajdą pretekst żeby pozostać królową na włościach, mimo wszystko wymyślając wiele zajęć, zrzucają odpowiedzialność za utrzymanie domu na barki męża, a ja wolę jak jest tak, moja praca, moje pieniążki, mój wkład i moje cztery kąty, owszem dzielone na w spółkę z Ktośkiem ale nikt mi nie zarzuci że siedzę i nic nie robię, nie ma nikt pretensji bo ja też jestem nie zależna. Znajoma może ma fajne życie ale kiedy ostatnio spędziłyśmy czas na placu zabaw inne mamy rozmawiały o pracy, co gdzie były, co widziały, ona stała i słuchała bo co miała powiedzieć że zrobiła pranie? a czasem wydaje mi sie że to nie sprawiedliwe takie segregowanie ludzi na tych co pracują i tych co nie, ja jestem lepsza bo mam kasę a taka co w domu gorsza bo bez? a czasem za człowieka decyduje życie, wybory i oceny? nie na moją głowę, ja jednak nie widzę siebie ciągle siedzącą w domu...ale to ja...
Dwoje dzieci to nie koniec świata... 2014-10-26
Co jest najśmie­szniej­sze w ludziach? Zaw­sze myślą na od­wrót: spie­szy im się do do­rosłości, a po­tem wzdychają za ut­ra­conym dzieciństwem. Tracą zdro­wie by zdo­być pieniądze, po­tem tracą pieniądze by odzys­kać zdro­wie. [...] Żyją jak­by nig­dy nie mieli um­rzeć, a umierają, jak­by nig­dy nie żyli.
( Paulo Coelho )


...Zawsze chciałam mieć jedno dziecko, przy jednym dziecku tyle jest roboty, myśli, obowiązków, tyle etapów, tłumaczeń wszystkiego co z życiem jest związane, na drugie dziecko nie starczało czasu, przekonania, a że matka chciała być sprawiedliwa i dzielić sobą i czasem chciała dzielić po równo, nie chciała by jedno zrozpaczone brakiem zainteresowania matczyną troską siedziało zazdrosne w kącie, popłakiwało, przecież w rodzinie były tylko jedynaki, którym spływało mleczko ptasie w każdym znaczenia tego słowa. A jednak kiedy pojawił sie Pipin - świat nie tylko zawirował, pomimo wstrząsów i wszelkich etapów począwszy od kolki, ząbkowania, sraczek, wymiocin, płaczów, etapów dwulatka, po tupanie nóżką, po zainteresowanie co posiada mamusia a tatuś w majtkach, głośne obwieszczanie części ciała w miejscach publicznych, po głośne i stanowcze NIE zakończone churalnym i anielskim głosikiem :
- A gdzie mój tatusiek?
Od nie lubienia chleba, po awersję do nas wszystkich bo tylko tatuś był obrazkiem w roli guru który utuli, ukołysze i uśpi, dupkę podetrze i wykąpie, czyli jakby się mogło wydawać ta mama niezastąpiona została zastąpiona kiedy tatuś w domu wita swoją obecnością , mama ma z głowy. Od rzucania sie na szyje z okrzykiem:
- Moja mamunia kochania - tylko w tedy kiedy tatuś szczyci sie z kolei obecnością w pracy. Kocha samochody, motory i wszelkie pojazdy wyjące po latające ale jak sie obrazi? samoloty dostają skrzydeł a mnie w środku krew zalewa, nieletnia także - jakby na nią przechodziło wszelakie rządzenie światem od mamo on mi przeszkadza, po robienie mu na złość, jakie to normalne u tych dwoje, niby razem się bawią wymyślają i kombinują a weź tylko aby jedno nogę drugiemu podłożyło a już afera, a jakie łzy, kogo ratować, komu dać w skórę ( skoro matka nie z tych co skórę trzepię a przydałoby się ), to tylko dwoje dzieci. Cisza spokój ogarnia dom tuż po dobranocce którą dawno temu zdjęli z anteny, kiedy dzieci na szczęście tuż po kolacji, kąpieli wieczornej , zasypiają w miarę szybko odnajdując ukojenie po dniu wrażeń w śnie mecząc Morfeusza. To tylko dwoje dzieci, a co ma powiedzieć koleżanka trójki, a tej z pod która ma czwórkę , w głowie mi się nie mieści i wszelkie ukłony do mam kilkoro dzieci , wielki szacun, podziw dla własnej równowagi psychicznej której chyba nie ma, skoro teraz ja ledwo znajduje chwilę by mieć czas tylko dla siebie jak te mamy odnajdują sie w tych praniach, gotowaniach i sprzątaniach a przecież nie jedna zajmuje sie pracą zawodową, realizuje swoje plany życiowe, podnosi szczebel drabiny po której kroczy coraz bardziej realizując sie, więc skoro mnie się wydaje i tej z pod że jest jej ciężko, że nie ma czasu, że jest zaganiana to sorki ale ja w to nie wierzę. Pipin jest na etapie ujeżdżania wszelakich pojazdów, trzeba sie bawić, układać tory dla pociągów i co z tego że potrafi zrobić to sam skoro woli kiedy to my z nim siedzimy i razem tworzymy własny świat, nieletnia z kolei uwielbia zapraszać swoje koleżanki, przymierzać moje staniki i śpiewać do Miley Cyrus, uwielbia zatruwać nam środowisko odwiecznym ile to jest , przez to dzieląc, mnożąc i patrzy jak nam głowa puchnie...A to tylko dwójka dzieci, która doprowadza do kakofonii, do przekrzykiwania, do głośnych słów wyrażania swoich zdań i poglądów, coś jak dom na wariackich papierach a może to Jaśki z Repety Jean - Philipe Arrou - Vignot, bo przygody Mikołajka Rene Goscinny to przy tamtych to pikuś...

O mnie
poRTterk
34
,
...
Słówko o mnie
tatuaże, książki, muzyka, przyroda, lubię jak jest dobrze, jak świeci słońce, jak biorą ryby, jak jest tęcza....
Zobacz mój profil
<< Grudzień 2014
PonWtŚrCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031
Archiwum
Rok 2014
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Księga gości
 
A TO SIĘ WYDARZYŁO
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
41614
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
3078
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
31
http://www.poema.art.pl
http://www.radiobajka.pl
http://www.krystyna janda.net
http://www.cytaty.info/paulocoelho
http://dziecko.pl


Zajrzyj tutaj! Pomoc dla Martynki :)






Wyróżnienie od Adam Poeta




NARODZINY GABRIELA.

Urodził się mały Gabriel
W płaczu się urodził
On z bólu nie płakał wcale
On radością się tak unosił.

Mała Kruszyna zapragnęła żyć
Świat ujrzeć i swoją Mamę
Nie chciało już w brzuszku być
Tam ciemności były same.

Postanowił Gabriel urodzić się
By Jego Rodzice Go podziwiali
Teraz unosi piękne oczka swe
A Rodzice i Siotrzyczka są zakochani

Swoim przybyciem zawładnął czasem
Choć jest taki malutki jeszcze
To posiada w sobie wielkości same
Delikatne jest Gabriela serce.

Bądź szczęśliwy Gabrielu mały
Kochaj i bądź zawsze Kochany
Słuchaj Taty i słuchaj Mamy
Bądź Ich Miłością owiany.

Wujek Adam...


W SŁOWACH MOICH...

Tak wiele jest słów
W sercu moim zapisanych
Chcę znaczenie ich snuć
I dawać ludziom więcej Wiary.

Unoszą się uczucia moje
I błądzą wśród chwil
Do serca nowe słowa biorę
Tak bardzo pragnę nimi lśnić.

Po sobie zostawić ślad
Taki namacalny i ciepły
Chcę by uniesieniem był czas
Chcę w dobroć ludzi wierzyć.

Każdy dzień niech piękny będzie
Niech Cię pobudza do życia
Unoś zawsze swe dobre serce
W słowach moich dobroć czytaj.

- Wujek Adam


Oddaj głos na mojego bloga!
Aktualna liczba głosów:
 
4759
Oddaj głos na szablon!
Aktualna liczba głosów:
 
11920
Współautorzy
Brak wsp?autor?w



CO TO JEST MIŁOŚĆ

NIE WIEM
ALE TO MIŁE ŻE CHCĘ GO MIEĆ
DLA SIEBIE
NA NIE WIEM 
ILE
GDZIE MIESZKA MIŁOŚĆ?
NIE WIEM
MOŻE  UŚMIECHU CZASEM  JĄ SŁYCHAĆ
W ŚPIEWIE
A CZASEM
W ECHU
CO TO JEST MIŁOŚĆ
POWIEDZ
ALBO NIC NIE MÓW
JA CHCĘ CIĘ MIEĆ
PRZY SOBIE
I NIE WIEM
CZEMU

Aniołku mój
W chwili złej
Ujmij skrzypeczki
Jeno zagrać chciej

Na strunie duszy
Kołyskę jedyną
Póki ciemno wszędzie
Póki serca biją

Pieść je pieść
Tę kibić drewnianą
I tul ją tul
Te duszę zszarganą

Do Pana wznieś
I złóż na kolana
Cichutko strzeż
Niech śpi do rana

I zwróć ciału
Jak pozszywaną koszulę
Tę małą radość
Zabitą powiek murem

RENI W DNIU URODZIN.

Delikatne spojrzenie serca
Uśmiech wrażliwością lśni
Tyle masz w sobie piękna
Nosisz życie pod sercem swym.

Oczami Miłości spoglądasz
Na ten piękny świat
Tak wiele nie żądasz
Pragniesz by piękny był czas.

Dziś Twoje Święto Reniu Droga
Dziś urodziny masz
Pragnę by w Miłości była Twoja droga
W sercu niech ufność Ci gra.

Życzę Ci by to Maleństwo
Które pod sercem nosisz
By Ono prowadziło Cię przez życie ciepło
By czas ten był owocny.

Życzę Ci wrażliwości serca
Większej niż posiadasz
Byś w barwach Wiosny piękna
Uczuciem Nadziei wołała.

Niech wiatr melodię Ci gra
W Twoich włosach
Uśmiech Twój piękny niech trwa
A każda chwila będzie błoga.

Oczami serca spoglądaj
Na swoje i innych życie
Wiarą uniesień wołaj
Marzenia się spełnią...te skryte.


     






















                                                         
Zobacz serwisy INTERIA.PL