|
|
2012-01-22
|
...Nie cierpię szkoły, owszem sama w sobie nie jest zła, budynek, okna, drzwi, sale i to co w sobie trzyma, stado rozpustnych ; bachorów ; dzieci o emocjonalnej konsystencji...i moja córka do której chodzi, uczęszcza, przebywa, jest...Od początku roku nie było takiego miesiąca, a ile do końca jeszcze zostało? - by coś się nie wydarzyło, by dziecko piętno nie nosiło jak okaz nie tyle zdrowia co kalectwa. Czyja wina, nie dopatrzenia, nie dopilnowania nauczycieli , przecież ta dzicz jak stado bawołów biega, szalje, gania na przerwie nie zwracając uwagi na dzieci które stoją lub idą , pchają sie , rozpychają , łokciami, czasem nogą i tak córka wróciła z limem pod okiem bo jakiś tam biegł i ją z pięści. Dobrze że okularów dziecko zapomniało, dobrze że oka przy okazji nie zgubiła. A co było wcześniej? w tamtym momencie oskarżony to drzwi od wuceta, otworzyły się w takim momencie i z takim impetem ze córka nie zdążyła odejść , odskoczyć, zrobić unik...z guzem wielkości śliwki chodziła tak biedna, z kolorami od zgniłej zieleni po fiolety i żółcie. Potem niedaleko zdarzenia miał miejsce upadek na prawe kolano z którego lała się krew. Kogo za to winić? młodzież która nie zwraca uwagi na nic i nikogo, nauczycieli którzy jakimś dziwnym trafem gdzieś znikają zamiast pilnować pożądku? Powinnam wysłać w takim bądź razie córkę na szybki kurs karate, jak ją ktoś to ona go...oko za oko, inaczej dziecko wróci mi z ołówkiem w oku... |
|
Komentarzy:
5
|
|
2012-01-16
|
Gabryś ma już 10 tygodni co pisza na ten temat? Maluch ma już zwykle swój ustalony, przewidywalny rytm dnia. Oczywiście ten rytm może ulegać pewnym wahaniom – nie przejmuj się tym jednak, rutyna jest tak samo męcząca dla dzieci, jak i dla dorosłych. Pamiętaj jednak, że przewidywalność pewnych działań daje maluchowi poczucie bezpieczeństwa
Już teraz możesz dostrzec, czy dziecko okazuje swoje emocje, czy raczej jest powściągliwe. W pierwszym przypadku maluch będzie często gaworzyć, chichotać głośno, kiedy jest szczęśliwy, często jęczeć, krzyczeć i płakać, kiedy jest smutny lub zły. W drugim przypadku dzieci zachowują się raczej zrównoważenie: rodzice mówią o nich, że są spokojne. Skłonność do mniejszej lub większej ekspresji uczuć wydaje się cechą wrodzoną.
Rady dla rodziców:
Staraj się, na ile tylko możesz, zapewnić dziecku stałe pory posiłków, spacerów, kąpieli.Maluch ma już zwykle swój ustalony, przewidywalny rytm dnia. Oczywiście ten rytm może ulegać pewnym wahaniom – nie przejmuj się tym jednak, rutyna jest tak samo męcząca dla dzieci, jak i dla dorosłych. Pamiętaj jednak, że przewidywalność pewnych działań daje maluchowi poczucie bezpieczeństwa
Już teraz możesz dostrzec, czy dziecko okazuje swoje emocje, czy raczej jest powściągliwe. W pierwszym przypadku maluch będzie często gaworzyć, chichotać głośno, kiedy jest szczęśliwy, często jęczeć, krzyczeć i płakać, kiedy jest smutny lub zły. W drugim przypadku dzieci zachowują się raczej zrównoważenie: rodzice mówią o nich, że są spokojne. Skłonność do mniejszej lub większej ekspresji uczuć wydaje się cechą wrodzoną.
Rady dla rodziców:
Staraj się, na ile tylko możesz, zapewnić dziecku stałe pory posiłków, spacerów, kąpieli.Maluch ma już zwykle swój ustalony, przewidywalny rytm dnia. Oczywiście ten rytm może ulegać pewnym wahaniom – nie przejmuj się tym jednak, rutyna jest tak samo męcząca dla dzieci, jak i dla dorosłych. Pamiętaj jednak, że przewidywalność pewnych działań daje maluchowi poczucie bezpieczeństwa
Już teraz możesz dostrzec, czy dziecko okazuje swoje emocje, czy raczej jest powściągliwe. W pierwszym przypadku maluch będzie często gaworzyć, chichotać głośno, kiedy jest szczęśliwy, często jęczeć, krzyczeć i płakać, kiedy jest smutny lub zły. W drugim przypadku dzieci zachowują się raczej zrównoważenie: rodzice mówią o nich, że są spokojne. Skłonność do mniejszej lub większej ekspresji uczuć wydaje się cechą wrodzoną.
Rady dla rodziców:
Staraj się, na ile tylko możesz, zapewnić dziecku stałe
pory posiłków, spacerów, kąpieli.center;">
Z mamusiowiała Matka Polka jeszcze karmiąca, wybyła na zimowy spacer , obraz dość komiczny , drobna kobietka pchająca po śniegu wielki wózek z małym który spał w najlepsze. Łapałam promienie słońca, przechadzałam się po osiedlowych skwerkach, górkach po których mała zjeżdżała na sankach w raz z dzieciakami, zadowolona bo wyrwana z ryz domowo - szkolnych obowiązków, a za nią ganiający tatuś który postanowił sie zintegrować i w komponować w otoczenie. Zawsze na takich spacerkach spotka sie jakąs dawno nie widzianą koleżankę z którą chwilkę zamieni sie zdanie, doświadczenuie, tak na ten czas to bardzo ważne doznanie, jakiś czas temu byłoby jak tam w pracy, jak ci córcia urosła, teraz wymiana sięga kupek , butelek, ulewania. Ciąża plus dziecko, życie przewraca się do góry nogami. Przewartościowałam się, uległam przemanie po wstępnej obróbce i dobrze...czas dla siebie, realizacja marzeń? wszystko ma czas, poczeka, ja poczekam, kiedy sie mam nacieszyć maleństwem jak nie teraz? potem będzie za późno. Z jednego z czego nie zrezygnowałam to ksiażki, literki, kartki, czasopisma nie koniecznie mądre, inteligętne ( lepsze od formy jaką nadaje pomponik ), coś co utrzymuje mnie w wiedzy uwczesnego życia. Nie uwsteczniam się, nie dziadzieję, nie pokrywam się kurzem, nie odchodzę do lamusa, chociaz nie zawsze jestem uczesana i ubrana jakbym miała przyjąć gości i zawsze podkładam sobie nogę, w takich mniej więcej najmniej istotnych momentach wpada Domonika mama po lekcje i już widze tę minę, niby nie zauważona, nie skomentowaną a jednak ten wzrok mówi wszystko. Co ja na to poradzę że chwilę przed nią na łeb i szyję smarzyłam schbowe? nie zdąrzyłam się przebrać a pech chciał ze z patelki pryskał tłuszcz...W końcu czy ja muszę się tłumaczyć a jednak ona zawsze wymalowana, zadbana, pachnąca i córcia jej nie wiele starsza od mojego małego...nie poradna jestem, nie potrafię inaczej, nie chce mi się, a moze tak mi wygodnie bo łatwiej mi go karmić kiedy mam takie rozlazłe koszulki...komu ja się muszę podobac? jakiejś mamie? wystarczy że Ktosiek czasem spojrzy na mnie łaskawie i już ciepło na sercu, a reszta? przyjdzie czas i pokażę co potrafię niech no przyjdzie wiosna...Siedzimy w domciu a wskazówki szaleją...kartki z kalendarza wyrywają się same, mały ma już dwa i pół miesiaca...potrafi coraz więcej, słodziak. Starsza za to jest mała drogą pomocą która nie wyobraża sobie życia bez małego...A najstarsza? pobija rekordy w zaliczeniach, sesja...czacha ponoć jej dymi, nie spi po nocach...wiadomo życie studenta łatwe nie jest.
|
|
Komentarzy:
4
|
|
2012-01-14
|
...Przyszła zima, ta długo wyczekiwana,szczypiąca mrozem po policzkach, stoję z Gabrysiem na ręce przy oknie i podziwiam wyczyn dzieciaków którzy prubóją dokonac coś z niczego, bałwan ulepiony na miarę ich wyobraźni, obklejony piachem, gdyż ilość śniegu nie imponuje a jednak ich motywacja mnie urzekła.Siedzę w domu od dwóch miesiecy, moje zycie jak okreslił podręcznik z dobrymi radami, wkomponował mnie do nie tyle kury domowej którą stałam sie nie tyle wyboru ale z braku innego wyjścia dało mi tylko czas rosporządzany wedłóg dzieci. Jak jedno mnie potrzebuje to drógie na chwilę się zajęło, i tak mijają dni, odległe od tego co było, karmienie pomieszane z przewijaniem, nocnym wędrowaniem po pustym uspionym mieszkaniu,rytyna, ciąg tych samych zdarzeń. Jedno do czego uciekam to ksiażki, chwila której nikt mi nie zabierze, parę kartek które stają się przepustką do innego świata, chwilowa odskocznia od garów...z mamusiowiałam, udowmowiłam swoje nie ujarzmione trzewie, czasem tylko mnie nosi jakas podskórna tęsknota za czymś innym niz prasowanie...normalne ponoć że mysli się o tym czego nie ma, a to co jest staje się normalne, monotonne, bez wyrazu. Wracam do ; siebie ; szybko, nie narzekam że jak mi źle, ciężko, bo sama, bo nie ma do kogo gęby czasem otworzyć, a i tu jakoś pusto sie zrobiło, wiadomo każdy ma swoje życie, sprawy, kolezanki zyją weselem Lidzi, pytają czasem czy my tam będziemy? raczej nie...a co z małym? i wiele spraw nakłada się na to zdarzenie, trudno...płakać nie będę, najwazniejsze teraz to dzieci i ich szczęście,przecież nic już nie będzie takie samo, żadnej powtórki, więc żyję chwilą, tym tu i teraz, to jest wartość...Dostałam wiadomość, dziwnie sie z nią czuję, niby nic, takie tam pytanie jak wiele, co u mnie, co u małego i kiedy mam zamiar wracać do pracy? No właśnie kogoś ciśnie, ktoś ma plany wobec mnie, czy pytanie to jest tylko sprawdzeniem kiedy dana osoba która mnie zastępuje zejdzie z mego stanowiska, a może już ja z niego wylecuiałam tylko jeszcze nie wiem? W dzisiejszych czasach to dziwne siedzieć tak długo w domu, nawet celebrytki po miesiącu macierzyńskiego ( a tak nie mogły doczekać się swojego potomstwa ), wracają do życia zawodowego uwazając że coś je dusiło, tłamsiło, męczyło, nie pozwalało rozwinąć skrzydeł, tak bardzo cierpiały ze ta tęsknota była jedyna i słuszną decyzją powrotu. Ja nie czuję motyli na samo wspomnienie firmy, nie jestem gotowa na to by zostawić swoje maleństwo - pytanie z kim? - i wsiąknąc po uszy w zakładowe dylematy. Przyjdzie czas będzie rada,puki na razie cieszę się z bycia mamą , czas ten nie jest czasem straconym. Mały zyskał 100 % mnie, czuję moją, naszą troskę, opiekę, miłość, to co jest najwazniejsze, żadna babcia, dziadek tego nie da...A ten? szaleje - gluży, krzyczy, śmieje się, szczęśliwy, chociaż ma przejaw cwaniactwa, wie już jak urobić starych by wyszło na jego...a niech ma...w końcu dzieciństwo tak szybko odchodzi... |
|
Komentarzy:
1
|
|
2012-01-10
|
...Tak sobie myślę, że od kiedy kobieta staję się matką nagle znajdują się osoby tak zwane życzliwe które słyną z dawania dobrych rad. Wianuszek tych osób staję się tym większy im dłużej pozwalamy wdranżać się w nasze życie, spawy. To ; nie wiem, czy to ważne ale ja na Twoim miejscu ;i już słyszy się co by nie zrobili, nie postąpili, nie pomysleli, a sami co? w życiu bagienko aż wciąga, flustracją zieją na kilometr ale tak z szacunku, z moralnego obowiązku bo rodzina więc mogą wkszaniać swoje pięć groszy bo jeszcze nikomu korona z głowy nie spadła od dobrych chęci. A ja mam gdzies dobre chęci, rady, postanowienia, chce istotnego świętego spokoju, nie komentowania, nie umoralniania, dam sobię radę bez nich, bez ich wścibskiego wzroku, bez tej ręki która trzyma wodze. Kurcze za stara jestem na ; dobre rady ; co innego gdybym była jak za pierwszą ciażą, naiwna, spanikowana, i słuchałam co robić czego nie, jak żyć, jak funkcjonować...bolało tym bardziej że osoby bliskie żucały kalibrem jak nabojami słów, każdy wiedział co mi do szczęścia brakowało, każdy wiedział co mi będzie brakować, więc na dzień dzisiejszy zmęczona jestem flustracją i rozgoryczeniem tych którzy uwarzają się za mędrców. Ogólnie rzecz biorąc - wara od mojej rodziny. Skoro oni moga mówić, twierdzić, i utwierdzać się w przekonaniu to dlaczego ja mam się nie bronić i szczerością za złe nie odpłacić? Za stara jestem na takie gierki, znam tych którzy lubili się bawić, żyć naszym kosztem, byli jak pasorzyty...czas najwyższy odciąć pępowinę, stać się sama dla siebie, nie zależna. Mam tych których kocham najbardziej na świecie i już nie pozwolę by ktoś nas ranił, finito. |
|
Komentarzy:
1
|
|
2012-01-09
|
...Powrót do szarej zimowej codzienności, zwłaszcza powrót Ktośka do pracy okazał się trudny. Spadło na m,nie od razu wiele, pichcenie, sprzątanie, ogarnięcie wszystkiego z maluchem jest nie lada wyczynem, ale co ja nie dam rady, narzekać nie mam zamiaru, tym bardziej że nie ja jedna jedyna której na głowę spadły obowiązki domowe a skoro stałam się Matką Polką, kurą domową, zakotwiczoną do garów to nic a mieszać, prubować, smakować, opychać się...trudno cokolwiek robić mając przy sobie chochlika którego nie da się uziemnić w pozycji poziomej, zaraz slysze protesty, okrzyki nagany pod moim zdresem więc zapakowałam Gabrysia do fotelika i razem tak rozprawialiśmy o ilości soli na litr gara z wodą, a taki był zainteresowany, zasłuchany, coś nowego, nowa przestrzeń, nowe przedmioty, jakas akcja, tu trzasnęły drzwiczki od szafki, tam walnęłam łyżka o czajnik i już papucha uśmiechnięta. Odkurzacz także poszedł w ruch i jakoś poszło...byle do powrotu córci. Tak z niej to ja mam wielki pożytek, zmienia pampersy, ubierze, a wszystko delikatnie by nie uszkodzic, nie zrobić krzywdy, a jak przemawia, śpiewa, usypia, karmi, słowem jednym mała mamusia. Bardziej jej ufam niż babci - taka prawda. W szkole idzie jej bardzo dobrze, coś wspomina że w Lidu jednak pracować nie będzie bo bardziej przemawia jej praca w weterynarii, moze coś z tego chleba będzie? pod warunkiem że nie będzie leczyć krów, bo jakoś tak słabo jej się robi:) nie dziwię się...na dzień dzisiejszy dajemy radę mały rośnie, coraz większy, bardziej już sztywny, uśmiechnięty, radosny, chociaz jak coś nie pójdzie po mysli to daje znac swoim barytonem. I kto by pomyślał że rok nie spełna temu zyłam w innym wymiarze czasowym, praca, towarzystwo, inne kłopoty,jednak nie zamieniłabym sie z nikim by wrócić do tego co było. Drzwi się zamkły, klamka zapadła, teraz jest dziś i jestem szczęśliwa bo mam zdrowe dziecko, bo mam dwóje cudaków. Jedynie Ktośkowi chormony pod brzuchem szaleją:)i co mam liczyć na trzeci cud?  |
|
Komentarzy:
0
|
|
2012-01-06
|
...Przeczytałam ostatnio artykół, ciekawy - nie ciekawy, o wychowaniu ; eko ; ; bio ; o tym co nalezy a przed czym trzeba się wystrzegać, by nasze pociechy były szczęśliwe. Jesli chodzi o samą definicję szczęścia, daleka jestem by twierdzić że jest początkiem zaczynającym sie od pieluch. Patrzę na moje berbecię i nie widze szalonej trzęsawki na widok pieluch z emblematem eko ( jedynie mój portwel odczuwa brak sporej gotówki), nie widzę radości z artykułów które się lansuje - dla dzieci to wszystko jedno co mają na sobie, byleby tylko brzuszek był pełny i pieluszka słucha. Dla mojego bobasa tym bardziej wsio rybka czy ma ubranko z czystej bawełny czy z innego materiału, ma być funkcjionalne, szybkie w obsłudze...Wymyslili i wprowadzili w życie coś by można było sprzedać a to coś jednak ma swoją cenę która nazywa sie ekologia. Walczymy z brudem, z zanieczyszczeniem czym atakują nas informacjami o globalnym ociepleniu które to my jako ludzie zamieszkujący nasz glob dopuściliśmy się takiego a nie innego skutku co widac w przyrodzie, co czuć wystarczy udać się w pole, czasem w inne mniej ustronne miejsce byśmy doznali przerazenia na widok smieci...to wszystko owszem nasza wina, ale dlaczego atakuje się matki za to że nie kupuje peluch eko, które nota bene kosztują paczka po 69 złotych? zabawek edukacyjnych czy innych rzeczy jakże nie zbędnych do zycia i rozwoju, dlaczego nikt nie atakuje wszystkich innych osób że nie kupują tego czy innego, dlaczego my matki polki mamy czuć się źle , mamy posiadać w sobie wyrzuty sumienia. A przecież wiadomo gdzie w ostateczności ląnduje taka jednorazówka. Matka Polka leje na eko, podkładam pieluchy takie na jakie mnie stac i mam w nosie dla kogo jaka jestem. Najszczęśliwsze dziecko to nie takie które ma markową pieluchę, czy ciuszka z którego zaraz raptem wyrośnie ale takie które ma poczucie bycia kochanym, takim który ma opiekę, który czuję troskę swojego rodzica. A resszta jakoś sama się załatwi.
...Po upływie dwóch miesięcy - to już dwa miesiace jak rodziłam syna z pomoca ginekologów, wiele uległo zmianie. Przede wszystkim nasz syn urósł i przesadziłabym twierdząc że zmężniał, ale bardziej się uświadomił w swoim bycie. Wielki banan nie schodzi mu z usteczek jakże malinowych kiedy widzi nas wszystkich, lub z osobna, a co najwazniejsze stał się wielkim gadułą. Głuży a jego a gu e a ła roznosi wielkimi głoskami, przeprowadzamy rozmowy na wielkie, niesamowite tematy, coraz mniej spi za to ciekawy wszystkiego. Najbardziej rajcuje go siostra bo wiadomo dziecko do dziecka ciągnie, więc największa frajda dla dzieciaków jest ich własna obecność. Mała za to szczęśliwa bo już i przebierze, i zmieni pieluszkę, posiedzi z nim kiedy ja coś robię. Wielkie zmiany nastąpiły także u mnie , diete sobie rozszerzyłam o jabłka, banany, chleb ziarnisty i bułki...zupy już nie takie jałowe, a posiadają smak, i małego już nie trzepie bo wyrusł z kolki. Jakie to szczęście mieć spokojne dziecko i matka wypoczęta mimo tego co za oknem. A tam wiosna...drzewa puszczają pączki, kwiaty kwitną...tylko pada i wieje...Jedynie czego mi brakuje to częstrzych spacerów, słońca, powietrza , zmęczona jestem ciągłym domem i tym co tutaj. Czasem mam wrażenie że wpadam w otchłań rutyny, życie mi ucieka, przecieka...Powróciłam do biblioteki, do czytania, do tego co kocham i za czym tęskniłam. Mały jakoś daje mi poprzeżucać parę kartek, chwila dla matki musi być...A na te trzy dni długiego weekendu mam Ktośka...super... |
|
Komentarzy:
1
|
|
2012-01-03
|
...Człowiek niekiedy wpadnie na pomysł który wydawać by się mógł ułatwi zycie sobie i bliźniemu, wpadnie na pomysł by w ostatecznym rozrachunku okazało się jakim to wielkim jego pomysł jest - niewypałem. Apteki pękają w szwach, leki zdrożały do niesamowitych rozmiarów, te refundowane są tylko nie liczne, a reszta? kłaść się i umierać, nie każdego będzie stać na leki które z ceny przystępnej podrożały do galopującej. Masakra jakaś a to dopiero ponoc początek w przedbiegach. I w przedbiegach zostaliśmy my jako społeczeństwo pokonani przez fachową pomoc służby zdrowia. Oni widocznie nie chorują, a biedni cukrzycy? bez komentarza. Sprawa podwyżek bo jak nowy rok to i nowe ceny, strasza, zastraszają a my płacić za wszystko musimy, szkoda tylko że pensji nie podniosą, portfel szczupleje, za dużo by umierać za mało by przezyć. Szara rzeczywistość Polskiego narodu, a nic się nie słyszy i na nic nie zgania się winy jak na kryzys który jest i będzie...
Trzyma się Polak kieszeni, od gęby odciąga, jeszcze trochę a na chleb go stać nie będzie bo i ten podrożeje, jak i cała reszta a bo czemu nie! zerka wtelewizor uwierzyć nie może że to dopiero początek, narzeka ciut, poprzeklina Polskie Rządy, madre głowy polityków, którzy kit powciskają ciemnocie, a sami najlepsze frykasy zlizują. A tu żyć trzeba, czy się trzymasz za kiese czy też nie prząść tę egzystencję trzeba jak wózek z kamieniami, byle do przodu, nie mysleć o tym co jutro, pojutrze, za tydzień, żyć chwilą jak to pisał Twardowski. Miał rację po co wychylac się z domysłami gdzies w przódy? po jakie licho obiecywac sobie gruszki na wierzbie, planować? a czy kiedyś coś mi się z planów ziściło? mało, tyle co nic, pozostał niesmak, bo wiadomo jak się człowiek na coś nastawi to koniec, potem same kłopoty i kłopociki. A żal tylek ściska. Sama się zastanawiam co będzie, ponoć to ostatni rok przed końcem świata, zaliczymy wiosnę, z EURO 2012 na czele, pokobicujemy komu trzeba, mały mi ciut urośnie o ile matka Polka do pracy nie będzie musiała wracać, bo wszystko jest mozliwe, wakacje być może jakies uda sie spędzić na chybcika, zaliczymy szybką Polską złotą jesień i polegniemy jak pisze Pismo Święte okute w najstraszniejsze męki.
Pies , nasza poczciwa psina została wydana, w ręce bardzo dobre do pani starszej która obiecała ( nie lubię tego słowa), opiekować się nim solennie, z powodów takich i siakich pies został wykluczony z rady naszych mieszkańców, za bardzo brudził, szczekał, ot dostał w spadku podwórko , została mu zwrócona wolnośc a patrz jaki cwany lis, po trzech dniach uciekł od nowej pańci, pokonał 30 kilometrów i dotarł jako wiadomość od schroniska że mamy natychmiast psa odebrać , nie zwłocznie zgłosić się pod adres taki i taki, bo inaczej to dostaniemy po kieszeni. Omal nie upadłam z wrażenia, jak to, co on tam robi, biedny, zapchlony, pogryziony pewnie...skąd mieli mój adres? jak wiedzieli gdzie mnie szukać, a może ta poczciwa babcia podrzuciła stworzenie boże? no tak, miał czipa to wiedzieli do kogo należy...teraz jak ucieknie za każdym razem będzie moją zmorą wiedzieć co sie z nim dzieje. A przeżyć jego roztanie, przezyliśmy w końcu był z nami Pięć lat , to do czegoś obowiązuje. I teraz siedze i myślę co tu robić...
Dobrze ze słonko świeci to czas na spacer, a pies został odebrany i zawieziony babci, jako paczka niespodzianka.
|
|
Komentarzy:
1
|
|
2012-01-02
|
...Sylwester był? był...dobrze powiedziane,wstyd sie przyznac że w ten magiczny czas kiedy żegna sie stare a wita nowe, ja w tulona w malutkie ciałko mego synka oddałam się sennym marzeniom. Nie słyszałam huku wystrzałów, nie czułam lejącego się zewsząd szampana, ani tymbardziej nie brałam biernwgo udziału w składaniu wszystkim życzeń, wszystkim czyli tym którzy zalegli łóżko i kanapę w domu spijając Picolaka, oglądając z okna wybuchy, piękne kaskady fajerwerków, nic nas nie ruszyło. Im większy rwetes tym głębszy sen i tyle mnie było. Za to Nowy Rok jak przysłowie rzecze jaki Sylwester takie 12 miesięcy, nic tylko zakryć się kołderką i odlecieć na senne mary. A Nowy Rok to obietnice, nowe, lepsze, w punktach można w nowym kalendarzu wymieniać, kreslić czerwonym mazakiem by było bardziej widoczne, by kuło w oczy w razie n ie spełnionego...bo to czas w którym warto sobie postanowić że ...i piąć się by stać się bardziej lepszym, idealniejszym, mądrzejszym, stwarzać pozory chociażby takiej drabiny z sukcesami po której lepiej się schodzi bo szybciej, trudniej w drugą stronę ale jakie są efekty końcowe kiedy człowiek dopnie swego. Ja zaspałam, przespałam i nie mam żadnych punktów odnośnie obietnic, przyżeczeń. Za to Nowy Rok był na lekkim zerze, pognałam na spacer z małym, z sobą i Ktośkiem bo mała dochodzi do siebie po pokaźnym przeziębieniu, a tu szkoła i do ferii daleko bo dopiero w lutym, więc córcia się kuruje a my latamyby nabrać słonka i witaminy D3. Nabrac powietrza bo w mieszkaniu jakoś tak po tych świętach zaduszno się zrobiło, zatłoczno. Dopiero dziś człowiek odnalazł się , w ciszy w domowych pieleszach, bez stresu że znowu ktoś wpadnie na kawe , posiedzieć , pogadać, pobyć. Przez te świętowanie mały mi sie rozkokosił, spac mi za bardzo wieczorkiem nie chce, męczy siebie , mnie, noszę , tulę, i coraz bardziej czuję swoje ręce jak powolutku odpadają. A bo ciocia ponosiła, tatuś to wszczegulności wybujał, a ten mi tu pokazuje potem arie i operetki. Ale co tam, jak się chciało to się ma i trza nosić, kochać, tulic. Kolka paskudna odeszła w zapomnienie. Nie było jej długo, ani tymbardziej nie zbyt silnej, małym nie rzucało po kontach tak bardzo by człowiek wpadł w depresję z bezsilności, więc skoro dziś już mamy 8 tydzień jego życia powoli przestawiam się na bardziej syte żarło. Karmić za to karmię ale z lekkim dokarmianiem, bo niestety jakoś się nie splata z ilością a mały krzyczy z głodu i nie dojedzenia więc nie ma wyjścia, w kryzysowych sytuacjach ratuje nas flaszeczka. Starsza także daje o sobie znac, w ilościach abstynenckich, czyli tyle jej co w cale. Na wigilii nie była bo Daniel...w drugi dzień świąt także wpadła jak z konefką po ogień bo koleżanki tym razem...a jak już miała przyjsć posiedzieć to gorączka ją dopadła i Daniela...bez komentarza...Tak to jest jak sie ma dzieci na studiach, dorosłe juz prawie które odczepiły się od domu, rodziny i zawsze coś lub ktoś jest bardziej na topie, bardziej ważny niż ci co być powinni...Trudno. A jaki będzie ten rok? pozyjemy - zobaczymy. Jedno wiem na pewno, drogie ot i cała filozofia.  |
|
Komentarzy:
1
|
|
2011-12-31
|
Niech na co dzień, nie od święta,
gęba będzie uśmiechnięta.
Niech też zdrowie tęgie będzie
i kasiory niech przybędzie.
Niechaj łaski płyną z nieba,
tyle ile będzie trzeba.
Do Siego Roku ..
...Kończy sie stary Rok, ten znany , udomowiony, ten który cieszył porami roku, emocjami których było co nie miara, tu ciąża, tam dziecko, tu radość , czasem łzy, pomieszane z nadzieją, z wiarą, ale wszystkim jest okroszona pogoda ducha, chumor z domieszką pokory...
Moi kochani! Życzę Wam samych spełnionych marzeń tych osobistych i zawodowych by zawsze słonko przyświecało Wam cel...
|
|
Komentarzy:
0
|
|
2011-12-27
|
…Święta, święta i już po … tyle zamieszania, mieszania, latania, łamania, zasiadania, podjadania, po to by na końcu poczuć naruszona przez własną głupotę obrzarstwa wątrobę która to nie wytrzymała wszystkich tych dwunastu potraw ciężko strawnych. Na szczęście w tym roku obeszłam sie smakiem makowca, kapusty z grochem czy smażonego karpia, moja dieta uboga trwa nadal i ma sie dobrze, gorzej z moim apetytem, oczy jedzą, żołądek nie i tak ma być puki czym mam karmić, leżę w pozycji poziomej i nie narzekam, chociaż daleko mi do optymizmu gdyż takie poświęcenie kazało mi witać przybyłych gości w pozycji wyjściowo - piżamowej. Atmosfera w przeciągu trzech dni, była jak na zaistniałą sytuację dosyć dobra, nakazująca innym nie zwracać zbytnio uwagi na moje odzienie które również miało wiele do życzenia, odzienie które ma służyć szybkiemu negliżowi, nie ważne każdy zrozumiał, a poza tym nie oto chodzi. Dom przypominał dworzec centralny, drzwi się otwierały witając przybyłych gości, dzieci, psa szczekającego, zamykały sie z chwilowym wytchnieniem spokoju i ciszy, mały na szczęście był w miarę spokojny, nie wrzeszczący jakby te hałasy były zbawienne na jego małe spania, kołysały go do snu a i ja mogłam chwilkę porozmawiać z szwagierką a przyszłą matką chrzestną. Było wesoło, krzykliwie i radośnie. Pełna kulturka, mało alkocholu, szampańskie nastawienie. A dzisiaj pozostawiając miski po spożytym jadle, określam że powrót do rzeczywistości jest dobrem koniecznym. Dzisiaj za to świetuję dzień leniucha, odpoczywam przy rosole małosolnym, delektuję się dzieciaczkami, spokojnymi odgłosami dobiegającymi z wnętrza domu, tylko psu zaszwankował , zastrajkował pęcherz … zasikał mi skurkowaniec chodnik w przedpokoju … walczę z fetorem, z praniem które samo sie nie zrobi a szkoda! i patrzę na wszystko spokojnym okiem...

|
|
Komentarzy:
4
|
|
2011-12-23
|

...Jeszcze raz Wesołych Świąt a tak apropos, coś się porobiło z interią bo nie mogę komentować Wasze notki, zrzera to co wcześniej naskrobię czyli mam nadzieję ze Mikołaj da Interii prezent i w końcu się ustabilizuje wszystko:) |
|
Komentarzy:
3
|
|
2011-12-23
|
Aby Święta były wyjątkowymi dniami w roku,
by choinka w każdych oczach zalśniła blaskiem,
By kolacja wigilijna wniosła w serca spokój
a radość pojawiała się z każdym nowym brzaskiem.
By prezenty ucieszyły każde smutne oczy,
by spokojna przerwa ukoiła złość
By Sylwester zapewnił szampańską zabawę,
a kolędowych śpiewów nie było dość!
Tego i wiele więcej składa cała moja rodzinka z osobna:)
PS. Święta to czas pokory, pojednania, dla jednych to czas spotkań rodzinnych, dla drugich to samotne chwile z choinką i telewizją. Dla mnie to czas leżenia odłogiem , karmienie piersią ma same zalety , oprócz jednego minusa - jestem odcięta od świata. Gdyby nie babcia, Ktosiek i cała reszta familii to nie wiem kto by wszystko na wigilię przygotował. Na wielkiego pecha córcia mi sie rozłożyła jak betka, ledwo widzi na swe oczka, sapie, parska, dyszy, kaszle, łyka prochy, a ja ma sie rozumieć - izolacja by się i małego nie zarazić. A mały? tak ten wie że żyje, matka z cycem wywalonym na jego skinienie, da popić, najeść sie do syta, dupeczkę przebierze, ponosi, naśpiewa, utula, uśpi, więc sąsiedzi mogą sie dziwić dlaczego nie płaczę...a spi jak mysz pod miedzą, ledwo co stuknie, puknie ten już swe piękne oczy wybałusza śmiejąc się z nas i do nas. I tak odcięta w swym ( córci raczej ) pokoju zastanawiam sie jak ja te święta przeżyję. Jakoś... center;"> |
|
Komentarzy:
0
|
|
2011-12-20
|
Czytam że rozwój 6 tygodniowego dziecka wiąże się z:
Maluch coraz bardziej wzbogaca swoje słownictwo: przysłuchaj się uważnie, a zauważysz, że powtarza już wiele dźwięków, wydawanych przez Ciebie, zwłaszcza samogłosek (najczęściej „a”). Uważa się, że w ciągu pierwszych sześciu tygodni życia repertuar dźwięków wzbogaca się aż czterokrotnie w porównaniu z wyjściowym!
Badania wykazały, że dziecko najlepiej rozwija się psychicznie wtedy, kiedy ma bliski fizyczny kontakt z matką: kiedy jest często dotykane, tulone, głaskane, masowane, całowane. Dlatego tak ważny jest stała obecność matki przy maluchu przez pierwsze miesiące życia.
Rady dla rodziców:
Ogromnie kochasz swoje dziecko, ale masz wyrzuty sumienia, że czasami się na nie denerwujesz, złościsz, jesteś zmęczona. Ale wiele matek czuje podobnie, bo pojawienie się dziecka to ogromna zmiana w życiu. Dziecko w tym okresie całkowicie Cię absorbuje, nie pozostawiając nawet odrobiny czasu dla siebie. Ale pomyśl, że właśnie teraz, będąc z maluchem 24 godziny na dobę, dajesz mu depozyt szczęścia na całe życie: swoją miłość i opiekę. Zobaczysz, jeszcze kiedyś zatęsknisz za czasem, kiedy Twoje dziecko było takie malutkie
...Gdzie bym nie była, przypadkiem, planowo spotykam ludzi którzy nie mal biegną, potykają się? o siebie, innych, reagały, kupuja i tracą, a tu kryzys i człowiek w kryzysie. Śmiać mi sie chce na ogólno społeczne stękanie, że nie ma, że mało, że w cale, że ciężko bo drogo i jak tu prząść skoro wszystko w cenie i to w jakiej! a tu masz ci babo placek! teoria i narzekanie to jedno, a praktyka pokazuje że zastawić się a pokazać to drugie. Przecież można zadłużyć się, pożyczyć, banki te nasze kochane jakże łaskawe w swych niecnych zamiarach, obiecują, kuszą by potem się ukłonić i spojrzeć prawdzie w oczy tym desperatom którzy chcieli zrobić tylko święta. I widzę tych ludzi pomiędzy regałami spożywczych przetworów, jak ładują na chybił trafił byle dużo, nie ważne za jaką cenę, bo jak to by wygladało stół pusty, co by powiedziała rodzina. Ponoć na przeciętną rodzine święta kreują się pomiędzy 2 tysiacami. A co ma zrobić przeciętny Polak jak tylu nawet nie ma? Jak wyglada Wigilja u tych którzy korzystają z Opieki Społecznej, co wrzucają do garnka? o ile mają co wrzucić...Nie czuję tych świąt, tej magii jaka istnieje przy tej atmosferze, gonitwy, nie czuję zapachów gotowanego bigosu, potraw, mieszkanie wysprzątane, zakupy zrobione ( gdyby nie Ktosiek ), mały śpi jak zwykle na swoim miejscu, nie spokojny, nie dojedzony a ja tonę w wyrzutach sumienia bo mleko i produkcja dobiega końca. Mały ma niesporzytą energię na jedzenie, najchętniej by nie odstępował mnie na krok, ale co ma zrobić Matka Polka karmiąca skoro nie posiada takiej ilosci mleka na jaką mały zasługuje? dokarmiam mlekiem modyfikowanym, a ten nie ważne czy cyc, czy flaszka na jedno papucha ze smakiem połyka kolejne porcje mleka, a że ciut się różni smak? dla nie go bez różnicy...jedno co mnie powala z nóg to jego uśmiech, taki czysty, nie naruszony , nie skalany...dla którego mdleję i nie tylko ja bo każdy w domu dostał małego a efektywnego świra, córcia stała sie nie tylko najlepsza siostrą ale i opekunką, nikt tak jak ona nie potrafi go ululać we wózku, ani zagadać na amen, a ten po niej powtarza swoje pierwsze wyartykułowane a gardłowe agu, krzyczy , smieje się, i woła ee, me , co wiadomo znaczy jedno dawać jeść! Dziś czeka nas pierwsza szczepionka przeciw WZW i pewnie krzyk i płacz...mnie też czeka zastrzyk ale od płaczu się powstrzymam:) Idą święta a ja ich nie czuję, lata mojej szalonej młodości kiedy to z uśmiechem i kolęnda lepiło się pierogi z kapustą minęły bez powrotnie...Za oknem wczesna wiosna z przymrozkami, a gdzie snieg? biel zimowa? szron i magia zimy? nie ma...Jedynie dla dzieci ważna jest choinka, i to co pod nią znajdą... |
|
Komentarzy:
3
|
|
2011-12-13
|
Moja paranoja
Alkohol na ogół wchłaniam
Wszystkie gatunki do wytrzymania
Mogę bimber, brzozową, wodę "Chypre", "Być może"
Mogę brym, berbeluchę... politury nie mogę
Pewnie i mógłbym i politurę, gdybym w gardle był gładszy...
Na co się tak patrzysz?
Życie w ogóle znam na wylot
Byłem pumpernikiel, kaskader i pilot
W jednym filmie to z drugim kaskaderem - Śliwą
Dwieście metrów przeszło leciałem... po piwo
To był wyczyn, bo mieliśmy po dwa złote na krzyż
Na co się tak patrzysz?
Ty się nie pytaj, kto ja
Ty się nie pytaj, gdzie
A w ogóle
To moja paranoja
Ole!
Kobiety u mnie w porządku
Z wyjątkiem jednego wyjątku
Ona była dla mnie kobieta - zagadka
Pól-Japonka i pół-Mulatka
Oczy miała dzikie, bo paliła haszysz
Na co się tak patrzysz?
Mam stanowisko kierownicze, nie powiem
Wszystko stoi na mojej głowie
Nawet kapelusz na niej trzymam
Biurko, centralne, palmę i dywan
Języka nie znam żadnego
(A trzeba znać trzy)
Na co się tak patrzysz?
Ty się nie pytaj, kto ja...
Ja jestem cwańszy niż wy wszyscy
Nie wszystko złoto, co się błyszczy
Może mnie wzięła raz ochota
By powiedzieli: Równy chłop, choć idiota
Może to dla współżycia w grupie
Tak heroicznie trzeba zgłupieć
Człowiek myślący jest solą w oku
Kretyn to kretyn. Dajcie mu spokój
Ty się nie pytaj, kto ja
Bo ja już swoje
Bo to jest
Moja paranoja
Moja paranoja
Ole!
- Jonasz Kofta
... Moje życie przypomina przemieszczanie się od do, z punktu a do punktu b, od rana do wieczora od poniedziałku do niedzieli,licze dni i podziwiam swoją wytrzymałość jak wstrzemieźliwość, siłę wewnętrzą którą spotyka sie sporadycznie jak u więźnów którzy by chcieli a nie mogą i tylko marzenia zostały a moje paranoje. Każdy tydzień to pasmo pytań , worek do którego pod koniec tygodnia wrzucam kolejne znaki zapytania, by w poniedziałek u podnuża ; połoznej ; wysypać jej zawartość i uzyskać kolejne odpowiedzi...Kończy mi się mleko, moja własna wytwórnia mleka własnej produkcji dobiega końca, pytam i zadaje ów to męczące pytanie, a możliwe by tak samo od się, bez mojego udziału dobiegło końca rzeka mlekiem płynąca? Mleko jest, owszem w ilościach niby wystarczających, ale zbyt słabo się reaktywuje, napełnia beczułki potrzebne do napojenia głodomora, a ten wypije jej zawartość i krzyczy że jeszcze! a ja wyrywam se włosy z głowy, wpadam w wyrzuty sumienia, chciałabym a nie mogę nic i tylko udaje mi się nie zwariować. Ponoć to normalne takie ataki chwilowego baby blus, poczucia że wszystko ulatuje gdzieś po za nami osobami najbardziej zainteresowanymi,chore ale prawdziwe, gdzies za szafą czai się deprecha, jak dobrze że świeci słońce inaczej bym w nią wpadła, a tak nie daję jej się...dopajam zarłoka herbatkami z kopru na kolkę która to daje sie we znaki, wygina mego syna to na prawo, to na lewo, raz mocniej, raz słabiej...ale nie odchodzi, nie żegna sie z nami, nie macha rączką na dowidzenia, cała akcja trwa nadal, z naszym i najmłodszym udziałem, a mnie krew zalewa bo mi się dziecko meczy, stęka jak stary, a jak kupki walił w ilościach churtowych tak teraz walczę z zaparciami. Kto słyszał modlitwę o kupę, pospolita galopującą? to ja oczy wznoszę do nieba z proźbą o łaskawy stolec by przyniósł ulgę, by zeszło co ma zejść z kiszek i dało spokój. Nosimy jak nosić nie powinniśmy, z wiadomych przyczyn, tulimy jak tulić nie powinniśmy , też z wiadomych przyczyn...bo nie wolno, bo nie można, bo nam sie dziecko przyzwyczai, rozpieści, rozdziaduje...wiec według mądrych czasopism, mediów którzy radzą dziecko powinno lezeć odłogiem, gdzieś tam, zapałakane, zatroskane, sobie same bo tak każą i koniec, kropka, wiec krzanić jakieś tam morale i zasady, trza nosić słodkie kilogramy puki nie przeradzają sie w ciężkie od których kręgosłóp pęka w trzech miejscach na raz...Mały z 3980 g, przeskoczył na 4450 g, i już czuć co się trzyma, nosi, tuli...Wizyta u ortopedy zaowocowała pozytywnymi wynikami, pogoda dała nam błogą Polską wiosnę tej jesieni, i tylko patrzyłam z oczami jak spotki ile to ludzi w tych sklepach...Święta idą nie ubłaganie, coraz bliżej, jakby już tuż, tuż, społeczność narzeka na brak gotówki, na brak pomysłów, wiadomo Polak to pesymista, zawsze widzi i myśli w jednym kierunku ogólnie będąc na nie, twierdzi że nie ma kasy na święta, wiec skad tyle ich w marketach? spożywczych, warzywniakach, zabawkowych...Banki stoją otworem, wystarczy brać , kupować i spłacać... |
|
Komentarzy:
5
|
|
2011-12-07
|
Pewnego razu było dziecko gotowe, żeby się urodzić. Więc któregoś dnia zapytało Boga:
- Mówią, że chcesz mnie jutro posłać na ziemię, ale jak ja mam tam żyć, skoro jestem takie małe i bezbronne?
- Spomiędzy wielu aniołów wybiorę jednego dla ciebie. On będzie na ciebie czekał i zaopiekuje się tobą.
- Ale powiedz mi, tu w Niebie nie robiłem nic innego tylko śpiewałem i uśmiechałem się, to mi wystarczało, by być szczęśliwym?
- Twój anioł będzie ci śpiewał i będzie się także uśmiechał do ciebie każdego dnia. I będziesz czuł jego anielską miłość i będziesz szczęśliwy.
- A jak będę rozumiał, kiedy ludzie będą do mnie mówić, jeśli nie znam języka, którym posługują się ludzie?
- Twój anioł powie ci więcej pięknych i słodkich słów niż kiedykolwiek słyszałeś, i z wielką cierpliwością i troską będzie uczył Cię mówić.
- A co będę miał zrobić, kiedy będę chciał porozmawiać z Tobą?
- Twój anioł złoży twoje ręce i nauczy cię jak się modlić.
...Mam już miesiąc - zapewne tak stwierdziłby mój syn gdyby w tym dniu i wieku umiał mówić:)
A wiec wkraczamy w okres niemowlęcy gdzie już nigdy nic nie będzie takie samo, ale wiele nowego przed nami.
Wybyłam na 30 - to, minutowy spacer w koło bloku, nie daleko, nie zablisko, w sam raz by złapać chwilowe promyki słońca ( ja ) mały D3, mam nadzieję że pogoda pozwoli na dłuższy spacer, dla mnie to wyrwanie sie z codziennej rutyny, jakies urozmaicenie jak spotkanie dawno nie widziane koleżanki, panią od Pimpka. A wieczorkiem kompanko - coś co mały lubi, ja mniej ze względu na plecy. 
- Słyszałem, że na ziemi są też źli ludzie. Kto mnie ochroni?
- Twój anioł będzie cię chronić, nawet jeśli miałby ryzykować własnym życiem.
- Ale będę zawsze smutny, ponieważ nie będę Cię więcej widział.
- Twój anioł będzie wciąż mówił tobie o Mnie i nauczy cię, jak do mnie wrócić, chociaż ja i tak będę zawsze najbliżej ciebie.
W tym czasie w Niebie panował duży spokój, ale już dochodziły głosy z ziemi i Dziecię w pośpiechu cicho zapytało:
- O, Boże, jeśli już zaraz mam tam podążyć powiedz mi, proszę, imię mojego anioła.
- Imię twojego anioła nie ma znaczenia, będziesz do niego wołał:
"MAMUSIU". center;"> |
|
Komentarzy:
4
|
|
2011-12-05
|
Czytam że dziecko w czwartym tygodniu potrafi:
Postępy, jakie poczyniło Twoje dziecko przez pierwszy miesiąc życia, są ogromne. Jego wygląd znacznie się zmienił od pierwszego dnia po porodzie. Główka stała się kształtna, zniknęły obrzęki i zaczerwienienia. Maluchowi przybyło ok. 700 gram oraz 2 cm wzrostu. Na pewno zauważysz też postęp w rozwoju psychoruchowym. Maluszek skupia wzrok na Twojej twarzy, czasem próbuje świadomie się do Ciebie uśmiechnąć. Choć Twoje dziecko nadal przesypia większą część dnia, jednak w porównaniu z pierwszymi dniami długość okresów czuwania się wydłuża. Okresy takie powtarzają się kilka razy w ciągu dnia i trwają średnio od 30 do 60 min. Pod koniec pierwszego miesiąca Twoje dziecko powinno podnieść na krótko głowę, leżąc w pozycji na brzuchu (niektóre dzieci potrafią ją utrzymać przez jedną, dwie minuty). Powinno też zareagować na ostry dźwięk np. dzwonka płaczem, wstrząśnięciem ciała lub uciszeniem się. Maluch zaczyna odkrywać swoje ciało, a zwłaszcza rączki, kiedy stara się nimi poruszać. Bardzo chętnie wkłada je do buzi.
Po ukończeniu czterech tygodni życia, dzieci karmione piersią mogą oddawać stolec nawet raz na dwa dni i jeśli nie towarzyszy temu znaczny wysiłek lub dyskomfort, jest to sytuacja jak najbardziej normalna.
Rady dla rodziców
Okres czuwania to dokonała okazja do zabawy. Możesz spróbować bawić się z dzieckiem w „a kuku”, chowając i odsłaniając twarz za pieluszką lub przysłaniając oczy dłońmi.
Minął kolejny tydzień, kolejny weekend, kolejne godziny przesunął zegar wskazówki, dziecko o tydzień mi się postarzało na jego korzyść, a nie moją. Za oknem chlapa, pada, czasem leje, a gdzie słońce, kto widział gdzie spędza dzionki całe. Wizyta położnej, nie wiem czy kobiecie nie chciało się coś więcej od siebie dać, czy widok śpiącego Gabrysia sprawił że odpuściła rozbieranie, ważenie, ogólnie na oko stwierdziła prowadzony prawidłowo, jedynie ta kolka którą przeżyć musimy...Generalnie wszystko ok, grudzień nastał, brak śniegu który zbił z tropu moje dziecko które wbiłoby ostatnią szpilkę w pupsko kłucąc się że to nie możliwe, a czym te renifery przyciągną Mikołaja skoro brak poślizgu? może ma jakie sanie na gumach? a przecież cała zabawa już jutro, jakby wstęp do świątecznego świętowania. Ciekawa jestem ile te dzisiejsze dzieci wiedzą odnośnie świąt, ich znaczenia, dla nich to prezenty są nomber wan i tylko tyle się liczy co opakowanie, piękne, kolorowe i błyszczące. List co prawda wysłany, ja z proźbą o pokłady wyrozumiałości, tolerancji, cierpliwości, dziecko dołączyło całą listę rzeczy nie zbędnych bez których magia świat prędzej by prysła. A ile dzieci dostanie figę z makiem, dla ilu dzieci zabraknie Mikołaja, życzeń, stołu zastawionego smakołykami, dla ilu dzieci zabraknie życzliwości, miłości, chwil spędzonych z rodziną, najbliższymi...I gdzie tu sprawiedliwość?
Od trzech dni Ktosiek rządzi w pracy, z dala od nas, a my tesknimy. Czekamy chociaż oczka w tedy się kleją, człowiek po całym dniu uganiania się z dzieciakami pada jak betka. Nadrabiam utracony czas z czasów ciąży? a może mój organizm potrzebuje regeneracji, bo poprawdzie śpię jak zając pod miedzą, jednym okiem, czuwam by małemu żadna krzywda się nie stała, nie zachłysnął się jak on potrafi najlepiej...Mały się zmienia, już nie ma takich rozbieganych oczków nie łapiących punktu, nie potrafiący sie skupic, już się śmieje jakby bardziej świadomie do osób z którymi ma doczynienia. Najbardziej cieszy sie na widok cyca, jak to facet wie co dobre, potem uwielbia Kornelkę która do nie go przemawia, śmieję się , patrzy za nią, stęka...Kolka jak to kolka daje czasem w kość, termometr jako jedyne wybawienie czasem pomaga, często trzeba kłaź małego na brzuszku, masować go, przemawiać, tulić, nosić, lulać by na końcu stwierdzić że dziecko niby małe ale już wie co dobre, zasypiać sam nie chce, tylko utulone. A niech coś tam z życia ma...
|
|
Komentarzy:
4
|
|
2011-12-02
|
...Wpadłam wczoraj w zastanowienie, taka myśl przednia zwitała i nie proszona została we mnie do dziś a pewnie i zakwitnie na dłużej. Strach jakiś mało konkretny zawitał we mnie, albo próba odnalezienia siebie ( jak zwykle to bywa ) w nowej sytuacji. W końcu trzeba sobie to powiedzieć głośno i otwarcie, musiał przyjść, nadejść moment kiedy trzeba będzie przyjąć fakt dokonany jako coś co przyjąć a nie odrzucić trzeba, Matka Polka Wraca Do Pracy. Mało optymistyczne, bardziej realne. Owszem mały puki co na razie posiada przed sobą miesiąc swojego istnienia, jestem na macierzyńskim, gdzie powinnam cieszyć się macierzyńswem , nie myśleć o mało pozytywnych rzeczach, a jednak mi się pod czachą roją takie i inne wyjścia z sytuacji. I dochodze do wniosku że nie ma żadnego wyjśćia, bo raz: owszem zdaję sobie sprawę że moge iść na wychowawcze ale: dostanę w spadku tylko ten bezpłatny.
Po dwa: nie wiem czy stać nas na taki ful wypas - życie o jednej pensji nie napaja nas optymizmem.
Po trzy: dać mężowi możliwość większego zarobku, za dodatkowe godziny nadliczbowe? to dać mu się zarżnąć , a ja wolę męża psychicznie pozytywnie nastawionego niż zmęczonego, padnietego i ogólnie nie nadającego sie do życia w rodzinie.
Po cztery: zostawić maleństwo w wieku poniżej pół roku , oddać w ręce babci ( która nie zabardzo powiem szczerze się nadaje do opieki nad takim maleństwem ), niani? ( na taka mnie nie stać ), więc co robić?
Niby mam czas, jeszcze mam czas, który jak w czasie ciaży w cale się nie wydłuża, a skraca, trzeba powoli podjąć decyzję by wiedzieć na przyszłość co robić. A praca nie zając nie ucieknie, a wracać do niej trzeba, chcąc nie chcąc, teraz z perspektywy czasu im dłużej siedzę w domu, tym gorzej mi się o niej mysli, wiem że jak przekroczę próg zakładu pójdzie jak po maśle. Czas ruszy na moją nie korzyść - starzeję się, nie uniknione. Wdrąże się, zagubię, zacznę żyć, jak Ktosiek który wrócił po trzech tygodniach do pracy...Zostałam sama z Gabrielem i jakoś dach na głowe nam się nie zawalił, dajemy radę, mała także chociaz ona nadal przejawia wszelkie zasoby okresu dojrzewania. Czasami zastanawiam sie kto z nas wygra tę batalję, ona bo młodsza, czy ja prędzej wysiądę na zawał? albo mleko mi skiśnie? Więc zastanawiam się co szkoła refunduje w pakiecie? zapewne brak dyscypliny, słowem jednym pani jest bezradna, dzieciaki robią co chcą, a w konsekwencji my jako rodzice dostajemy baty w postaci rozwyrzonych bachorków.
|
|
Komentarzy:
3
|
|
2011-11-30
|
Dziesięcioro przykazań:
1. Nie myję okien, ponieważ...
...kocham ptaki i nie chcę, żeby jakiś uderzył w czystą szybę i
zrobił sobie krzywdę.
2. Nie pastuję podłóg, ponieważ...
...boję się, że któryś z gości się poślizgnie i coś sobie złamie, a
ja będę mieć wyrzuty sumienia. Do tego jeszcze mógłby mnie
zaskarżyć.
3. Koty z kurzu są całkiem w porządku, ponieważ...
...dotrzymują mi towarzystwa. Ponadawałam im imiona, a one zgadzają się ze wszystkim, co mówię.
4. Pajęczyny zostawiam w spokoju, ponieważ...
...wierzę, że każde stworzonko powinno mieć swój dom.
5. Porządki wiosenne odpuszczam, ponieważ...
...lubię wszystkie pory roku jednakowo i nie chcę, żeby reszta była
zazdrosna.
6. Nie wyrywam chwastów w ogrodzie, ponieważ...
...nie będę się przecież wtrącać w boskie sprawy. Bóg to projektant
doskonały.
7. Nie chowam porozkładanych rzeczy, ponieważ...
...nikt ich potem nigdy w życiu nie znajdzie.
8. Kiedy robię imprezę, nie szykuję niczego wykwintnego, ponieważ...
...nie chcę, żeby się goście stresowali, co mają mi podać, kiedy idę do
nich z wizytą.
9. Nie prasuję, ponieważ...
...wierzę etykietkom, na których napisano "nie wymaga
prasowania".
10. Niczym zupełnie się nie przejmuję, ponieważ...
...nerwusy umierają młodo, a ja mam zamiar jeszcze się tu pokręcić
i zostać pomarszczonym, zrzędliwym starym prykiem!!
Przez przypadek znalazłam w necie napisane przez pewnie i za pewnie miłą kobietę o imieniu Kamila ot za pożyczyłam sobie gdyż przyszło mi do głowy ile z naszych religijnych przykazań jest użyte w naszym codziennym życiu, a gdyby te przykazania zamienić na to co dziś ważne? bardziej przyziemne, codzienne, zrozumiałe? może bardziej kwestia wiary trafiała by do duszy, głowy i rozumu? a młodzież podzielała by naukę która nie poszła by jak ogary do lasu, z zapytaniem a po co mi to? Poruszenie tematu kościoła nie jest bez przyczyny, ani celu. Ot stanęłam przed faktem dokonanym, może sam a kwestia kościoła nie ma tu nic do tego, ale kto wymyślił przy chrzcie drugich rodziców , wiem to bezapelacyjne i głupie zadawać takie pytanie, ale co zrobić kiedy takiego kogoś ( ojca chrzestnego ) nie ma a widoków na nie go żadnych? z kod wytrzepać, wziąć, znaleźć? przecież jak gruszki na wierzbie nie rosną? może jakaś wypożyczalnia istnieje, tym bardziej że nie o kwestię finansową chodzi ale sam chrzest...a dziecko w wierze chrześcijańskim chciałabym dołączyć jako dziecię zboże i ni ciewo! albo mam w rodzinie samych facetów bez jaj ( apelacyjnie tak!), albo taki sakrament odszedł w zapomnienie. Mało tego, takich czasów się doczekałam że każdy odmawia, dziecku odmawia w imię byle jakiego powodu, albo budowy, pracy, dzieci własnych, ciężkich mało strukturalnych czasów, braku tego i owego bo każdy powód dobry by się wykręcić...i zostaliśmy na lodzie bez ojca chrzestnego, bez chrzcin, i tylko przykro mi na sercu że takich ludzi w rodzinie się doczekałam!
|
|
Komentarzy:
1
|
|
2011-11-29
|
...Wyszłam na powietrze, po raz pierwszy od dłuższego czasu, teraz zastanawiam się czy nie zaszkodzi mi zbyt duża ilość tlenu czy raczej spalin jak kto woli, ujrzałam światło dzienne, słońce, ludzi! psa przebiegającego przez ulicę, samo życie toczące się swoim utartym rytmem. Wypad do pediatry na pierwszą wizytę pedronażową był konieczny ze względu na sprawdzenie wagi małego, zapoznanie się pediatra - dziecko, wiadomo jak to się odbywa, człowiek się utytła, zapoci, rozpuści, zanim rozbierzesz - ubierzesz dziecko, zanim usłyszysz kwilenie, zawodzenie, wycie zniecierpliwionego berbecia masz dążyć, patrzysz na swoje maleństwo i widzisz jedno - piąstki skierowane do otworu gębowego, znacząc jedno i to samo. W moim przypadku standard przekaz jasny, głodny, znowu! ostatnio zastanawiam się czy moje gruczoły nadanżają w produkcji pokarmu, mały je, zasypia na trochę i znowu budzi się krzycząc i domagając sie mleka, okazując swoje nerwy kiedy cyca nie podstawię mu pod nos teraz, zaraz, już! niby śmieszne, słodkie, a jednak zastanawiam się czy mu to starcza i czy ja tam coś jeszcze mam. Widocznie tak, mały żarłok przybiera na wadze aż za nadto, czym zadziwił nie tylko wczoraj położną ale i moją dzisiejszą pediatre. Co chcą, ojciec wielki to syn poszedł w jego ślady i chwała mu za to! co to za facet z metra cięty. Dziewczynce to jakoś wypada kiedy ma faceta większego od siebie ale na odwrót, toż to problem! Chociaż czy w miłosci to przeszkadza? ponoć ta jest slepa i dopiero po latach wszystko wychodzi na jaw...ja się na tym nie znam. Tak więc syn na tydzień przybiera po 600g i z 3500 wskoczył na 4 kilo, małe cztery kilo słodkości, które czuc kiedy się smoka nosi. A nosić nauczył tatuś, bo jak to on wielki, silny to daje radę i co to dla nie go, gorzej ze mną, ja nosze i czuję swoją bliznę po cesarce, kręgosłup który lekko mi się odkleja od reszty, ręce odpadają a co będzie potem? sama radość jak to teściowa mówi. Starsza za to daje popisy w szkole bo skoro my - ja - zajęta małym, ciągłym leżeniem jak ; holenderka ; do której coraz mniej mnie dzieli a więcej łączy, skoro więcej czasu spędzam na odkorkowaniu małego termometrem, suszarką, kropelkami czymkolwiek ta mała bestia stwierdziła że skoro mamy nikłe baczenie na jej wzgląd robi co chce, z nauką się poprztykała, z matematyką tym bardziej, jakieś trójczyny mi przynosi, piątka to święto, mnie krew zalewa, wymagam za dużo, za mało skupiam uwagę, sama nie wiem, czy to zwyczajne lenistwo? a przecież potrafi z siebie coś więcej wykrzesać oprócz dukania prostej czytanki, ciągle odsuwając coś ważnego na potem, bo coś teraz jest ważniejsze, ciekawsze...mało tego, pani ma pretensje że nasza jak do tej pory córka spokojna zamienia się w hybrydę, dokazuje ino wlezie, mamy coś z tym zrobić, więc proszę , tłumaczę, krzyknę nawet bo co to takie mówienie spokojne kiedy nic do niej nie dociera. Siedzimy i wkuwamy słówka do angielskiego, czasem wychodzą cuda nie widy , czasem zabłyśnie poprawną angielszczyzną, czasem widać że chce, że się stara, a czasem oleje sprawę na wstępie i tyle...Ktosiek powoli zaczyna myśleć o powrocie do pracy, ja powoli zaczynam myśleć o tym że jakoś dom spadnie mi na barki, głowę cóż tak będzie wyglądało samo życie. Normalka, bułka z masłem? zobaczymy, stracę mleko z nerwów, czy okaże się że nie ma czego się bać? Za pół miesiąca pierwsze szczepienie, coraz częściej łapię się na tym że wszystko zaczyna być pierwsze, nie tuzinkowe, nowe...I tak mija wtorek, na spacerku małego w wózku, u pediatry, na siedzeniu w domciu...
center;"> |
|
Komentarzy:
1
|
|
2011-11-27
|
| …Mija kolejny tydzień , tydzień dni podobnie mijanych, podobnych zdarzeń, chwil, tych samych rzeczy które sprawiają że rutyna jest jedynym właściwym momentem byśmy czuli się w tej powłoce bezpieczni, otuleni troską podobnie mijanych sekund, minut, godzin. Bo przecież jeszcze nie dawno był poniedziałek, który raptownie zmienił się we wtorek, a ten przeobraził się w środę, by nagle wdarł się czwartek, który dał przepustkę piątkowi jako drzwi otwarte na weekend, wolny czas dwóch dni nic nie robienia. Dla mnie to czas leżenia, karmienia, tulenia, szeptania, noszenia, lulania, śpiewania, przebierania, mało spania, jedzenia, a jednak szczęśliwa jestem jak cholera, i pomyśleć że taki mały człowiek zrobił rewolucję w naszym życiu, córcia czasem jednak staje się smutna , odległa, lecz na chwilę by potem wrócić do nas, małego z całą swoją mocą. Nikt nie obiecywał że będzie wspaniale, idealnie, że córka od razu odnajdzie się w nowej roli, czasem jednak sama do siebie mam pretensje że może za mało ją wspieram? za mało chwalę, że czas ucieka nam poprzez palce, nie mamy się tyle, za mało? ale rozmawiamy, czekamy aż małemu ustatkuje się jedzenie, aż chwilkę podrośnie, i nadrobimy czas … którego żal ze tak został marnie wykorzystany, ale co zrobić, samo życie … Mały rośnie, powoli do przodu mija trzeci tydzień, odpadł pępek, przytył co widać po policzkach, rączkach, nóżkach i tych słodkich fałdkach … tatuś za to dostał lekkiego świra, kuku na muniu? wszystko jedno, nosi, lula, chusta, przemawia, a ja się boję coraz bardziej co będzie jak on wróci do pracy a mnie zostanie noszenie, lulanie, bujanie … dziecko mi się rozdziadowuje, rozpieszcza, cyc rośnie? czy szczęśliwe dziecko? pożyjemy - zobaczymy. Zbliża się grudzień, miesiąc tracenia kasy, na święta, prezenty, miesiąc pojednania, jedności, rodzinnych schadzek, pieczenia, gotowania, mieszenia w garach, i śpiewania kolęnd...
|
|
Komentarzy:
1
|
|
| O mnie |
|
| poRTterk |
31 ,
... |
| Słówko o mnie |
| tatuaże, książki, muzyka, przyroda, lubię jak jest dobrze, jak świeci słońce, jak biorą ryby, jak jest tęcza.... |
| Zobacz mój profil |
|
| << | Styczeń 2012 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| | | | | | 1 |
| 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
| 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | | | | | |
Księga gości
| A TO SIĘ WYDARZYŁO |
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
30199
|
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
2736
|
|
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
30
|
|
CO TO JEST MIŁOŚĆ
NIE WIEM
ALE TO MIŁE ŻE CHCĘ GO MIEĆ
DLA SIEBIE
NA NIE WIEM
ILE
GDZIE MIESZKA MIŁOŚĆ?
NIE WIEM
MOŻE UŚMIECHU CZASEM JĄ SŁYCHAĆ
W ŚPIEWIE
A CZASEM
W ECHU
CO TO JEST MIŁOŚĆ
POWIEDZ
ALBO NIC NIE MÓW
JA CHCĘ CIĘ MIEĆ
PRZY SOBIE
I NIE WIEM
CZEMU
Aniołku mój
W chwili złej
Ujmij skrzypeczki
Jeno zagrać chciej
Na strunie duszy
Kołyskę jedyną
Póki ciemno wszędzie
Póki serca biją
Pieść je pieść
Tę kibić drewnianą
I tul ją tul
Te duszę zszarganą
Do Pana wznieś
I złóż na kolana
Cichutko strzeż
Niech śpi do rana
I zwróć ciału
Jak pozszywaną koszulę
Tę małą radość
Zabitą powiek murem
RENI W DNIU URODZIN.
Delikatne spojrzenie serca
Uśmiech wrażliwością lśni
Tyle masz w sobie piękna
Nosisz życie pod sercem swym.
Oczami Miłości spoglądasz
Na ten piękny świat
Tak wiele nie żądasz
Pragniesz by piękny był czas.
Dziś Twoje Święto Reniu Droga
Dziś urodziny masz
Pragnę by w Miłości była Twoja droga
W sercu niech ufność Ci gra.
Życzę Ci by to Maleństwo
Które pod sercem nosisz
By Ono prowadziło Cię przez życie ciepło
By czas ten był owocny.
Życzę Ci wrażliwości serca
Większej niż posiadasz
Byś w barwach Wiosny piękna
Uczuciem Nadziei wołała.
Niech wiatr melodię Ci gra
W Twoich włosach
Uśmiech Twój piękny niech trwa
A każda chwila będzie błoga.
Oczami serca spoglądaj
Na swoje i innych życie
Wiarą uniesień wołaj
Marzenia się spełnią...te skryte.
|